Miała jedno z dwóch porsche w Warszawie i luksusowe mieszkanie. Nie było jej stać na meble

Gdyby w USA ktoś zaśpiewał taki hit, jak "Małgośka" albo "Niech żyje bal", od razu zostałby obsypany złotem. Willa z basenem, luksusowe samochody, podróże, ogrom pieniędzy. W PRL-u wygladało to zgoła inaczej. Maryla Rodowicz odniosła wielki sukces i... podzieliła los wielu Polaków. Oczekiwała na przydział mieszkania. A kiedy wreszcie je dostała... nie było jej stać na meble.
- Od wielkiej sceny do kluczy z przydziału
- Ursynów – polskie „Beverly Hills” z nieszczelnymi oknami
- Czerwone porsche Maryli Rodowicz
- Dom pełen rozstań i wyrzutów sumienia
Od wielkiej sceny do kluczy z przydziału
Mimo ogromnej popularności Maryla Rodowicz nie mogła po prostu kupić sobie mieszkania. Musiała czekać na przydział, jak każdy Polak. Złożyła odpowiednie dokumenty i poinformowano ją, że musi poczekać… 7 lat. Postanowiła działać, ale droga do własnego kąta była pełna upokorzeń i absurdów.
Telefony, prośby, czekanie na łaskę urzędników. Dopiero po jakimś czasie udało jej się umówić z prezesem spółdzielni i jego interwencja przyspieszyła całą sprawę. Dostała, jak wielu artystów w tamtym czasie, mieszkanie przy ulicy Cybisa, na Ursynowie. Okolica była luksusowa, a przynajmniej za taką uchodziła. Mieszkanie też – dwupoziomowe, bo takie dostawali artyści. Na dole zwykłe M3, a na górze 50-metrowe studio. Wydaje się to spełnienie marzeń, ale daleko temu do tego, o czym marzyła gwiazda Polskiej estrady.
Ursynów – polskie „Beverly Hills” z nieszczelnymi oknami
Nowe mieszkanie miało być spełnieniem snów, ale rzeczywistość szybko je zweryfikowała. Maryla urządzała się prowizorycznie, zrobiła kuchnię i łazienkę, ale na meble brakowało jej pieniędzy. Kiedy pojawiły się dzieci, studio zostało podzielone ściankami na pokoje dla nich, artystka własnymi rękami zrobiła „szafę” – kilka desek i gwoździe do wieszania ubrań. Było skromnie, ale ciekawie.
Ursynów uchodził wówczas za dzielnicę elit. W sąsiedztwie mieszkali Krawczyk, Rosiewicz, Dałkowska i Janda, z którą Rodowicz zrobiła spontaniczny koncert dla sąsiadów. Pod blokiem stało czerwone porsche Maryli, a jednocześnie często brakowało wody, po którą trzeba było chodzić na pobliski posterunek milicji, a telefon założono dopiero po 4 latach. Zimą wiało przez nieszczelne okna. Luksus PRL był bardzo niemrawy.
Czerwone porsche Maryli Rodowicz
Plotki o niezwykłych luksusach i ogromnych pieniądzach Maryli Rodowicz wzięły się właśnie z tego, że artystka jeździła niezwykłym samochodem. Pierwsze Porsche w pięknym, czerwonym kolorze kupiła w Berlinie Zachodnim w 1974 roku. Był to używany egzemplarz.
Jak artystka wspominała w rozmowie dla Wideoportalu: – Nie było wówczas salonów samochodowych marki w naszym kraju. Kolega uprzedził mnie: "Maryla, silnik jest do remontu". A silnik porsche do remontu to są zawrotne pieniądze, ale u nas byli rzemieślnicy, "złote rączki", oni dorabiali części. Samochód tydzień stał, a tydzień jeździł.
Dom pełen rozstań i wyrzutów sumienia
To właśnie na Ursynowie Rodowicz przeżywała najtrudniejsze chwile jako matka. Wyjazdy koncertowe były koniecznością — tylko one pozwalały zarobić na życie, stroje i przyszłość dzieci. Każde wyjście z domu oznaczało łzy Jasia i Kasi.
Największe pieniądze artystka w tamtym czasie zarobiła na trasach koncertowych w ZSSR i USA. Jednak te wyjazdy były okupione dużymi emocjami i rozstaniem z dziećmi.