Myślała, że doprowadziła do śmierci ukochanego. Pomyłka kosztowała ją życie

Występ pod okiem Kazimierza Kutza przyniósł jej miano nadziei polskiego kina, a refleksyjna, przesiąknięta nostalgią rola była godna porównań względem warsztatu Monici Vitti. Zdążyła wystąpić zaledwie w kilku filmach, gdy doszło do tragedii. Pewnego dnia Zofia Marcinkowska pokłóciła się z partnerem. Przekonana, że doprowadziła do jego śmierci w wyniku popchnięcia i upadku, odebrała sobie życie. Prawda okazała się zupełnie inna.
Wojna i pokój
Jej losy od początku naznaczał cień niespokojnych czasów. Polska aktorka urodziła się 22 października 1940 roku jako córka prawnika i działacza ruchu oporu w ogarniętym wojenną paranoją kraju. Tadeusz Pietsch zginął niespełna cztery lata później w powstaniu warszawskim. Matka Zofii, Jadwiga, ponownie wyszła za mąż. Jej wybrankiem został lekarz Włodzimierz Marcinkowski, który adoptował Zosię.
Dziewczynka kształciła się w Krakowie, w którym w 1959 roku rozpoczęła studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Ówczesny regulamin odmawiał studentom aktorstwa prawa występu w filmach podczas nauki. Tymczasem już na pierwszym roku studiów Zofia Marcinkowska otrzymała propozycję, dla której postanowiła zaryzykować swoją pozycję. Zdarzało się, że władze różnych uczelni w państwie przymykały oko na role uczących się aktorów, ale nie tym razem. Udział w dramacie „Lunatycy” (1959) Bohdana Poręby kosztował Zofię usunięcie ze szkoły.
Polska Monica Vitti
Młoda aktorka nie zamierzała się poddawać. Miała nieprzeciętny talent oraz intuicję w kwestii emocjonalnego portretowania bohaterek. Szybko przyjęto ją na warszawską PWST, którą ukończyła w 1962 roku. Jeszcze wcześniej stworzyła najważniejszą kreację w krótkiej karierze. Mowa o portrecie nieco nostalgicznej i tajemniczej Lucyny z dramatu psychologicznego Kazimierza Kutza „Nikt nie woła” (1960).
Duet u boku Henryka Boukołowskiego wcielającego się w dezertera z podziemia antykomunistycznego, który stara się ułożyć życie na Ziemiach Odzyskanych, odbił się szerokim echem w środowisku. Dzieło porównywano po latach do stylu słynnej trylogii samotności Michelangelo Antonioniego, a sama Zofia Marcinkowska mogła cieszyć się zestawieniem z włoską gwiazdą Monicą Vitti za sprawą połączenia ekranowego magnetyzmu z refleksyjnością i powłóczystymi spojrzeniami.
„Nikt nie woła” otworzył nowy rozdział w karierze Marcinkowskiej. Podczas castingu u Kutza pokonała Elżbietę Czyżewską i Beatę Tyszkiewicz. Wróżono jej wielką karierę i okrzyknięto nadzieją nowej generacji polskich aktorów. Nikt nie zakładał, że życie młodziutkiej gwiazdy zostanie przerwane tak niespodziewanie.
Burzliwe życie uczuciowe
Zofia Marcinkowska miała nie tylko talent, inteligencję i aktorską wrażliwość, ale też nietuzinkową urodę. Ta miała zawrócić w głowie wielu amantom. Bohdan Łazuka, z którym spotykała się podczas studiów w Warszawie, wspominał później: „Jej uroda była zjawiskowa: oczy jak chabry, nosek delikatny, kilka piegów, wielka kultura osobista, a do tego wszystkiego kształtny i obfity biust”.
W 1962 roku Marcinkowska oznajmiła zauroczonemu Łazuce, że muszą się rozstać. Aktorka nie widziała przyszłości dla ich romansu w związku z planowanym wyjazdem z Warszawy. Przeniosła się do Krakowa, gdzie otrzymała etat w Starym Teatrze. Tam szybko zawrócił jej w głowie Zbigniew Wójcik – wybitny aktor, ale problematyczny człowiek. Tym razem Zofia zakochała się bez pamięci i na własne nieszczęście.
Związek z Wójcikiem był pełen burz. Artysta znany był z hulaszczego trybu życia i słabości do kieliszków bez dna. Pod wpływem alkoholu urządzał partnerce karczemne awantury, w których nie brakowało rękoczynów. Uzależnienie przekładało się również na jego reputację w środowisku aktorskim. Spóźnienia do teatru i na plany filmowe, bójki w barach, za które ścigał go wymiar sprawiedliwości – to wszystko miało doprowadzić do zmarnowanego potencjału aktora, który podobno był rozpatrywany do roli w „Jak być kochaną”.
Toksyczna miłość
Zofia Marcinkowska nie potrafiła wyrwać się z toksycznej relacji. Zdawała sobie sprawę z agresji i ryzykownych konsekwencji wybryków partnera, ale chciała widzieć tylko jego dobrą stronę. Gdy trzeźwiał, Wójcik okazywał jej romantyczne uczucia. Codzienny roller coaster doprowadzał jednak artystkę do psychicznej ruiny.
8 lipca 1963 roku doszło do kolejnej awantury. Zofia pchnęła Wójcika, który uderzył się w głowę podczas upadku i stracił przytomność. Marcinkowska była przekonana, że nieumyślnie doprowadziła do jego śmierci. Nie mogąc poradzić sobie z ciężarem żalu podjęła najgorszy z możliwych kroków. Nie wezwała pogotowia. Szybko skreśliła list, w którym zaznaczyła, że nie wyobraża sobie życia bez Zbigniewa. Następnie odkręciła kurki z gazem. W chwili samobójstwa miała 22 lata.
Późniejsze ustalenia wykazały, że Zbigniew Wójcik wcale nie zginął na miejscu. Ze względu na brak udzielonej pomocy i postępowanie Zofii aktor zmarł kilka godzin później.
Źródła:
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Zofia_Marcinkowska
- https://kultura.onet.pl/film/wywiady-i-artykuly/zofia-marcinkowska-tragiczny-koniec-23-letniej-gwiazdy-prl/g4lg5kx