Cały świat zazdrościł jej urody i męża, o którym marzyły miliony. Mało kto wiedział, z jakim potworem zmagała się w ciszy

Brytyjka, która podbiła Hollywood, laureatka dwóch Oscarów i teatralnej nagrody Tony. „Przeminęła z wiatrem”, której legenda pozostaje wiecznie żywa. Vivien Leigh była jedną z najwybitniejszych aktorek klasycznych, której życiorys mógłby posłużyć za oddzielny scenariusz. Filmowa Scarlett O’Hara mówiła o sobie samej, jako typowym zodiakalnym Skorpionie: „Skorpiony eksploatują się i spalają, podobnie jak ja”. Viv była kobietą pełną determinacji, która przez długie lata otrzymywała to, czego zapragnęła: mężczyzn, sławę, role życia. Niestety z czasem nad jej życiem zawisły ciemne chmury. Twórcy spoglądali krzywo na zmienne nastroje gwiazdy i odsuwali ją od nowych projektów. Ona ukrywała przed światem prawdziwy powód rzekomej „złośliwości”.
- Mała księżniczka
- Pani Holman znana jako Leigh
- Wielka miłość i pierwsze symptomy choroby
- „Tramwaj zwany pożądaniem” przyniósł jej Oscara, ona zapamiętała obłęd
- Przedwczesny koniec
Mała księżniczka
Pierwsze lata jej życia były prawdziwą sielanką. Vivian Hartley, bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko przyszłej aktorki, urodziła się w Dardżyling 5 listopada 1913 roku. Jej rodzice pochodzili z północnej Anglii i od kilku lat przebywali w Indiach ze względu na służbę ojca dziewczynki, oficera Ernesta Hartleya.
Jedynaczka dorastała w luksusach i dzięki materialnemu zabezpieczeniu poznawała wystawny świat socjety, teatru czy literatury, do czego zachęcała ją jej matka, Gertrude, zafascynowana kulturą. Wszystko zmieniło się, gdy Viv miała sześć lat. Posłano ją wówczas do katolickiej szkoły z internatem w Londynie, a nagła rozłąka z rodzicami zdaniem wielu biografów miała zrodzić pierwsze traumy dziewczynki. Pobyt nauczył ją jednak dyscypliny oraz powściągliwości. Jednocześnie w jej sercu zakiełkowało marzenie o zostaniu aktorką, które miało okazać się silniejsze od jakiejkolwiek późniejszej miłości – zwłaszcza tej macierzyńskiej.
Nastoletnia Viv (zabrana przez rodziców ze szkoły) podróżowała z nimi po Europie, ucząc się w szkołach, które akurat znajdowały się na szlaku kariery jej ojca. W 1931 roku Hartleyowie powrócili na stałe do Wielkiej Brytanii, a ze względy na kryzys w karierze Ernesta musieli stawić czoła nowej – skromnej – rzeczywistości.
Pani Holman znana jako Leigh
Mniejszy budżet i życiowe trudności miały nakłonić pełnoletnią już Viv do zamążpójścia. Dziewczyna wybrała na kandydata statecznego adwokata Herberta Leigh Holmana, który podczas ich pierwszego spotkania pozostawał zaręczony z inną kobietą. Gdy Viv jednak czegoś pragnęła, robiła wszystko, aby to osiągnąć. Herbert szybko zapomniał o dawnej miłości. W 1932 roku byli już po ślubie, a rok później na świat przyszła ich córka Suzanne.
W przyszłości Vivien dowodziła zarówno na scenie, jak i ekranie, że nie ma dla niej ról niemożliwych. Najtrudniejszą z nich miała jednak okazać się ta z prawdziwego życia i nosiła nazwę „matka”. Kobieta dusiła się w natłoku obowiązków i nie zamierzała porzucić gwiazdorskich zapędów.
Mimo początkowego sprzeciwu męża, który gardził teatralnym środowiskiem, Viv z jego pomocą uczyła się profesjonalnego aktorstwa, wynajęła agenta i postawiła pierwsze kroki w wymarzonym świecie. Być może gdyby nie jego wpływy i ostateczna zgoda na zaopiekowanie się córką, od której z roku na rok Viv coraz bardziej się dystansowała, nigdy nie poznalibyśmy heroicznych portretów Scarlett O’Hary czy Blanche DuBois.
Aktorka odwdzięczyła się pierwszemu mężowi przy pomocy scenicznego pseudonimu. Na potrzeby kariery przybrała nazwisko będące w rzeczywistości jego drugim imieniem – Leigh, a także zmieniła zapis „a” we własnym imieniu Vivian na „e”. To, co Herbert uznał za kaprys młodości, z którego, jak miał nadzieję, wyrośnie z czasem jego żona, okazało się gwoździem do trumny ich związku. Sceniczne sukcesy (zwłaszcza w sztuce „Maska cnoty”) wyłącznie rozpaliły jej pasję, a towarzyskie obycie umożliwiło jej spotkanie ideału męskości, do którego wzdychała dotąd jako fanka: Laurence’a Oliviera.
Wielka miłość i pierwsze symptomy choroby
Gdy się poznali, oboje pozostawali w małżeństwach – Olivier z aktorką Jill Esmond, której pragnął dochować wierności. W połowie lat 30. połączyła ich zatem przyjaźń i wzajemny podziw dla swych umiejętności. Laurence przewyższał oczywiście Vivien sławą i uznaniem, ale od początku wróżył jej wielką karierę. Viv miała zaś powiedzieć przyjaciółce, „że pewnego dnia wyjdzie za Laurence’a Oliviera” i tak się stało.
W 1937 roku spotkali się na planie wspólnego filmu „Wyspa w płomieniach”, co zapoczątkowało ich legendarny romans. Obok nienasyconej namiętności i niezwykłej intensywności relacji odnaleźli też wspólny język. Doskonale rozumieli swe oczekiwania względem branży i wspierali się w wyścigu po role. Dotychczasowi partnerzy odmówili im rozwodu, ale związek aktorów pozostawał tajemnicą poliszynela. Ich pasję podsycały angaże do wspólnych sztuk, w których wcielali się w klasycznych kochanków m.in. Antoniusza i Kleopatrę.
Byli szczęśliwi i dzielili czas między wystawne przyjęcia, plany filmowe oraz łóżko. Vivien od pierwszych chwil skrywała jednak pod maską dumnej Angielki sporo kompleksów i nieustannie porównywała się z bardziej imponującym dorobkiem partnera. Narzuciła sobie autodestrukcyjną presję, aby dowieść światu, że jest tak dobra, jak on. W 1939 roku dowiodła swego i wygrała wyścig po rolę Scarlett O’Hary z „Przeminęło z wiatrem”, o którą starało się setek innych aktorek, w tym Bette Davis, Joan Bennett czy Paulette Goddard.
Laurence przebywał już od pewnego czasu w Hollywood z tytułu pracy nad „Wichrowymi wzgórzami” (1939), w których sportretował rozgorączkowanego Heathcliffa. Leigh nie udało się wówczas otrzymać wymarzonej roli Katarzyny, przez co kochankowie zostali rozdzieleni na planach. Miało się to powtórzyć w kolejnym roku, gdy Alfred Hitchcock odrzucił propozycję obsadzenia Vivien u boku Oliviera w swym hollywoodzkim debiucie „Rebeka” (1940).
Temperamentna Brytyjka pozostająca po świeżym triumfie „Przeminęło z wiatrem”, które przyniosło jej Oscara, myślała, że może wszystko. Mistrz suspensu posiadał jednak ugruntowaną wizję kobiecości skupioną w kultowej postaci blondynek – jego zdaniem mniej emocjonalnych względem brunetek, a przez aurę tajemnicy bardziej pociągających. Wiedział ponadto, że odtwórczyni dzielnej i buńczucznej Scarlett nie będzie wiarygodna do roli zastraszonej przez bliskich „szarej myszki”, czyli drugiej pani de Winter, którą koniec końców genialnie sportretowała eteryczna Joan Fontaine.
Już wtedy Vivien Leigh nie cieszyła się ponadto dobrą reputacją wśród filmowców. Niemal na starcie przylgnęła do niej etykieta aktorki rozkapryszonej, wymagającej we współpracy i mającej swoje humorki. Jak miało się okazać – była to niezwykle krzywdząca łatka, za którą kryła się pogłębiająca choroba.
Już w latach 30. podczas wspólnego wystawiania Hamleta, w którym Viv grała Ofelię, Laurence Olivier zauważył pierwsze niepokojące objawy. Tuż przed rozpoczęciem spektaklu ukochana bez żadnego powodu miała zacząć na niego krzyczeć. Po chwili umilkła i utkwiła pusty wzrok w przestrzeń. Inscenizacja przebiegła bez najmniejszych komplikacji, co jednak znaczące, następnego dnia Viv nie pamiętała swojego skrajnego nastroju i nie wiedziała, z jakiego powodu Laurence ma do niej pretensje.

„Tramwaj zwany pożądaniem” przyniósł jej Oscara, ona zapamiętała obłęd
Epizody nagłych wahań nastroju miały z czasem pojawiać się w krótszych odstępach czasu i przybierać coraz mocniejszy akcent. Vivien Leigh potrafiła bez większej przyczyny wpaść szał i krzyczeć na postronne osoby, aby za chwilę zamknąć się w sobie albo spędzić cały dzień w pustym mieszkaniu, spoglądając w sufit. Później następował „energiczny” zwrot: nie potrzebowała snu, tryskała energią, przejawiała seksualne nienasycenie i wybierała spontaniczność. Otoczenie z oczywistych względów lubiło tę drugą twarz. Faza maniakalna okazywała się jeszcze bardziej niebezpieczna dla aktorki od tej posępnej i wybuchowej…
Dziś wiemy, że wszelkie objawy gwiazdy należą do klasycznego opisu zaburzeń afektywnych dwubiegunowych, ale wiele dekad temu przy popularnej psychoanalizie, ale wciąż ograniczonej świadomości na temat chorób psychicznych, stan Vivien Leigh spotykał się z ostracyzmem. Kolejni twórcy odwracali się od aktorki, a o jej przypadłości wiedział tylko poślubiony w 1940 roku Laurence Olivier. Ten przytłoczony rzeczywistością u boku cyklofreniczki nie radził sobie z zatajaniem prawdy i tłamsił w sekrecie przed resztą świata własne demony.
W 1951 roku po latach przestoju Vivien Leigh otrzymała kolejną szansę. Jej brawurowy występ w „Tramwaju zwanym pożądaniem” Elii Kazana na podstawie wstrząsającej sztuki Tennessee Williamsa przyniósł aktorce drugiego Oscara w karierze. U boku Marlona Brando wykreowała tkwiącą w świecie iluzji, niezrównoważoną psychicznie Blanche DuBois, której stan pogłębia brutalne zachowanie szwagra.
Niedługo po premierze filmu faktyczny stan zdrowia aktorki uległ znacznemu pogorszeniu. Vivien uznała, że granicząca z szaleństwem i pełna wyczerpujących emocjonalnie momentów kreacja doprowadziła ją do załamania nerwowego w prawdziwym świecie. Podczas pracy nad „Ścieżką słoni” (1954) z powodu chronicznej bezsenności Vivien miewała halucynacje. Pewnego dnia zamknęła się w garderobie i wykrzykiwała kwestie z „Tramwaju zwanego pożądaniem”. Po tym incydencie trafiła do szpitala psychiatrycznego, ale ze względu na znacznie późniejszy rozwój badań nad chorobą dwubiegunową, z którą można normalnie żyć przy odpowiednio dobranych lekach, tradycyjne leczenie okazało się bezowocne. Została odsunięta od produkcji, a jej miejsce we wspomnianym filmie zajęła Elizabeth Taylor.
Przedwczesny koniec
W tym czasie między nią a Laurencem Olivierem już się nie układało. Stan żony, toksyczna rywalizacja i zazdrość sprawiły, że aktor odsuwał się od Vivien. Podczas awantur dochodziło między nimi do rękoczynów. Podczas jednej z ich podróży pociągiem Leigh wybiła w przypływie szału szybę. W jej stanie nie pomagał rozwijający się alkoholizm i nawracająca gruźlica. Rozwód był nieunikniony - doszło do niego w 1960 roku.
Mimo straszliwych epizodów choroby afektywnej dwubiegunowej Vivien Leigh nie zrezygnowała z pracy. Niemal bez przerwy występowała w kilkudziesięciu sztukach, radiu i spektaklach telewizyjnych. Na wielki ekran powracała jednak sporadycznie, po raz ostatni w „Statku szaleńców” (1965). Dwa lata później, w wieku 53 lat aktorka zmarła po kolejnym ataku gruźlicy.
W ostatnich latach życia była związana z niezwykle jej oddanym Jackiem Merivalem, ale to Laurence Olivier miał pozostać miłością jej życia – zdjęcie aktora stało przy łóżku Viv do samego końca. Obaj mężczyźni wspólnie przygotowali pogrzeb Vivien Leigh. Ku jej czci zgaszono na godzinę światła wokół londyńskiego West Endu.
Źródła:
- https://nypost.com/2025/01/04/lifestyle/the-secret-mad-life-of-vivien-leigh/
- https://www.britannica.com/biography/Vivien-Leigh
- https://zwierciadlo.pl/spotkania/545214,1,vivien-leigh---wielka-milosc-pozadanie-i-choroba-psychiczna.read
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Vivien_Leigh
- https://www.bfi.org.uk/features/remembering-vivien-leigh