Była jedną z największych gwiazd Hollywood. To, co zobaczyła w Afryce, zmieniło jej życie

Dla świata była przede wszystkim ikoną kina i niedoścignionego stylu. Ale prawdziwy sens jej pracy rozgrywał się tam, gdzie nie docierały flesze i czerwone dywany. Audrey Hepburn postanowiła zamienić sławę w realną pomoc — wykorzystała swoje nazwisko, kontakty i wpływy, by walczyć o tych, o których nikt nie chciał słuchać w krajach Trzeciego Świata. Jako Ambasadorka Dobrej Woli UNICEF i działaczka ONZ pomogła zebrać aż 22 miliony dolarów na cele charytatywne. Co sprawiło, że gwiazda złotej ery Hollywood nagle zmieniła kierunek życia? Wszystko zaczęło się w 1959 roku, podczas pracy nad filmem „Historia zakonnicy”, gdy wyjazd na zdjęcia plenerowe do Konga odsłonił przed nią rzeczywistość, której nie dało się już „odgrać” i zapomnieć — dramaty miejscowej ludności wstrząsnęły nią do głębi.
- Audrey Hepburn i „Historia zakonnicy”
- Audrey Hepburn: wstrząs w Kongu i misja
- Audrey Hepburn: aktywizm ważniejszy niż kino
Audrey Hepburn i „Historia zakonnicy”
Audrey Hepburn kojarzymy przede wszystkim z rolami delikatnych dam i pełnych uroku, niewinnych bohaterek komedii z romantycznym (czasem także kryminalnym) zacięciem. Jej aktorska wrażliwość idealnie łączyła się z modowym autorytetem — wspólnie z przyjacielem Hubertem de Givenchy stworzyła ikoniczny styl, w którym klasyka spotykała się z lekką swobodą.
Kiedy aktorka przyjęła rolę w „Historii zakonnicy” (1959), wielu mogło zakładać, że znów zobaczymy ją jako eteryczną dziewczynę o szlachetnych ideałach i grzecznie nakreślonym charakterze. Tymczasem było dokładnie odwrotnie. W epoce, gdy nad Hollywood wciąż unosił się cień cenzury Kodeksu Haysa, reżyser Fred Zinnemann postawił na opowieść pozbawioną upiększeń: o młodej kobiecie, która z wewnętrznego przekonania wstępuje do zakonu, lecz za murami klasztoru szybko dostrzega hierarchię, zależności i wpływy przełożonych. Film powstał na podstawie powieści Kathryn Hulme, inspirowanej z kolei skomplikowanymi losami pielęgniarki Marie Louise Habets, która przez pewien czas była zakonnicą.
Mimo że schyłek lat 50. XX wieku wciąż był mocno przesiąknięty konserwatyzmem, twórca odważył się pokazać ciemniejszą stronę codzienności sióstr zakonnych oraz łańcuch wyrzeczeń, z jakimi mierzy się protagonistka. Jej ideały zderzają się z presją, a narastający konflikt wewnętrzny prowadzi do przełomu, którego nie da się już zagłuszyć. Sławomir Bobkowski pisał: „Finał, w którym Gabrielle w cywilnym stroju opuszcza klasztor, jest jedną z najpiękniejszych i budzących głęboką refleksję scen w historii kinematografii”.
Niewiele brakowało, by zamiast w „Historii zakonnicy” Audrey Hepburn pojawiła się na planie Alfreda Hitchcocka. Projekt „No Bail for the Judge” ostatecznie nie doczekał się realizacji, a kluczowe okazało się to, że aktorka wycofała się z udziału. Za jej odmową stała scena ataku na bohaterkę — właśnie ten kontrowersyjny fragment przesądził o decyzji po lekturze scenariusza.
Audrey Hepburn: wstrząs w Kongu i misja
Praca na planie „Historii zakonnicy” otworzyła w życiu Audrey Hepburn zupełnie nowy etap. Aktorka razem z ekipą poleciała do Belgijskiego Konga, by zrealizować plenerowe sceny z filmową siostrą Łucją, zaangażowaną w misję niosącą pomoc osobom chorym na trąd. To, co zobaczyła na miejscu, nie przypominało niczego, z czym wcześniej się mierzyła: skrajna bieda, choroby i nieustanny kryzys mieszkańców, a najbardziej poruszały ją głodne dzieci.
Te obrazy wstrząsnęły nią do głębi, ale jednocześnie przywołały bolesne wspomnienia. Audrey Hepburn wróciła myślami do własnego, naznaczonego traumą dzieciństwa z czasów II wojny światowej. W jej domu, by przetrwać, wypiekano chleb z mąki robionej z cebulek tulipanów. Bracia przyszłej gwiazdy mieli żywić się psimi sucharami. Nad wszystkim wisiał jeszcze paraliżujący lęk przed bombardowaniami. To kolejne trudne doświadczenie, którego doznała podczas pracy nad filmem Zinnemanna, sprawiło, że Hepburn postanowiła przekuć swoją popularność w realną pomoc i wykorzystać ją w słusznej sprawie.
Audrey Hepburn: aktywizm ważniejszy niż kino
Film w reżyserii Freda Zinnemanna okazał się wielkim triumfem. Produkcja przyniosła niemal 13 milionów dolarów wpływów i zebrała świetne recenzje, co potwierdziła lawina branżowych wyróżnień: m.in. osiem nominacji do Oscara, nagrody National Board of Review oraz statuetki BAFTA i David di Donatello dla aktorki pierwszoplanowej.
Ten sukces na ekranie i tak blednie przy tym, co osiągnęła jego gwiazda poza planem. Rola zakonnicy, która z determinacją chce pomagać innym, nie skończyła się na filmowej historii — stała się dla Audrey Hepburn początkiem realnego zaangażowania. Wkrótce po premierze „Historii zakonnicy” zaczęła wspierać ONZ i UNICEF, a działalność humanitarną prowadziła już konsekwentnie aż do końca życia.
Hepburn została Ambasadorką Dobrej Woli UNICEF i w tej roli brała udział w misjach w Afryce, Azji oraz Ameryce Południowej. Odwiedzała m.in. Kenię, Wietnam, Sudan i Etiopię, spotykając się z dziećmi oraz ich matkami i nagłaśniając ich codzienne problemy. Dzięki jej pracy udało się zebrać 22 miliony dolarów na cele charytatywne. W 1992 roku prezydent George H.W. Bush uhonorował ją amerykańskim Medalem Wolności za działalność na rzecz innych.
„Żeby mieć piękne oczy, szukaj dobra w oczach innych. Żeby mieć piękne usta, wymawiaj tylko piękne słowa” – powtarzała Audrey Hepburn. W świecie wielkich pieniędzy i presji, które niejedną gwiazdę prowadziły na manowce, jej historia pokazuje, że rozpoznawalność może służyć czemuś więcej niż własnej karierze. Empatia, wrażliwość i niezwykłe serce sprawiają, że Hepburn wciąż pozostaje jedną z najbardziej inspirujących ikon złotej ery amerykańskiego kina — a jej cicha praca poza światłem reflektorów bywa ważniejsza niż role przed kamerą czy wpływ na historię mody.
Źródła:
- S. Hepburn Ferrer, „Audrey Hepburn. Ikona stylu i klasy”, wyd. Albatros, Warszawa 2020.
- D. Spoto, „Oczarowanie. Biografia Audrey Hepburn”, wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2008.