Zagrała w największych hitach PRL. Potem zamknęła się przed całym światem

Kilka dekad temu była jedną z najpopularniejszych aktorek scenicznych i filmowych. Jako sympatyczna blondynka zdobyła serca widzów, ale wielokrotnie dowiodła wszechstronnego talentu zarówno dramatycznego, jak i komediowego. Krystyna Borowicz pozostawała wielką sławą warszawskich teatrów oraz ikoną ekranu – od „Nocy i dni” do „Tulipana”. Zniknęła po śmierci ukochanej córki. Później spoczęła u jej boku.
Aktorka z przypadku
Urodzona w 1923 roku w Kaliszu Krystyna Borowicz nie planowała związać przyszłości z aktorstwem. Co prawda teatr pasjonował ją od wczesnych lat, ale do studiowania wybrała bardziej ogólny kierunek: historię sztuki. Pewnego dnia jej koleżanka poprosiła o wsparcie podczas egzaminu aktorskiego do łódzkiej PWST.
Dziewczyna odpadła, ale Krystyna… ujęła Leona Schillera, który ją przyjął. W 1949 roku mistrz został mianowany rektorem warszawskiej PWST i zabrał cały rocznik ze sobą do stolicy. Krystyna Borowicz studiowała m.in. z Haliną Dunajską, Robertem Rogalskim czy Marianem Łączem.
Zrządzenie losu, a może szczęśliwy traf… niezależnie od przyczyny Borowicz nie zamierzała kwestionować danej jej niespodziewanie szansy. W 1950 roku zadebiutowała na scenie dotychczas podziwianej z pozycji publiczności – miało to miejsce w sztuce „Młoda gwardia” w reżyserii Ludwika René.
Przez dziesięć kolejnych lat występowała na deskach Teatru Polskiego. Od 1960 do przejścia na emeryturę w 1990 roku była zaś czołową gwiazdą Teatru Ateneum. Przez trzy dekady była nie tylko wierna jednej scenie, ale też zasłynęła aktorskimi perełkami – jej charyzma sprawiała, że każde wcielenie zapadało w pamięć. Krystyna Borowicz miała dar do charakterystycznych ról. Potrafiła bawić i wzruszać, sprawdzała się w repertuarze dramatycznym oraz farsowym. Publiczność wiwatowała na jej widok.
Królowa drugiego planu
Z czasem Krystyna Borowicz podbiła szklany i wielki ekran. Jej kreacje telewizyjne i filmowe pozostawały na dalszym planie, ale aktorka z każdą sceną skradała „show”. Widzowie pamiętają ją przede wszystkim z nominowanej do Oscara filmowej wersji „Nocy i dni” (1975), gdzie grała Winczewską, żonę byłego administratora Krępy.
Kolejne hity na jej koncie to „Giuseppe w Warszawie” (1964), „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” (1969), „Nie lubię poniedziałku” (1971), „Poszukiwany, poszukiwana” (1972) czy „Tulipan” (1986), w którym to ostatnim wcieliła się w Kubiakową, szefową Kasi (w tej roli Maria Probosz). Koledzy po fachu zawsze wypowiadali się o niej w pozytywnych słowach. Jej pojawienie się za kulisami było niczym optymistyczna iskra: wszyscy wokół czuli od niej ciepło, serdeczność i szacunek.
Krystyna Borowicz występowała ponadto w licznych słuchowiskach Polskiego Radia. Na scenie bodaj największą popularność zawdzięczała sztuce Agnieszki Osieckiej „Niech no tylko zakwitną jabłonie”, w której sportretowała legendarną już Bubę. Spektakl był grany ponad tysiąc razy!

Prywatne tragedie
Znamienitej karierze przeczyły dramaty codzienności. „Tylko raz byłam mężatką i uważam, że to wystarczy”, mówiła w rozmowie z „Przyjaciółką” Borowicz. W sferze uczuciowej jej się nie poszczęściło, ale miłość przelała na córkę, która była oczkiem w głowie aktorki.
Z mężem, dyrektorem Polskiej Kroniki Filmowej, doczekała się córki Justyny. Małżeństwo nie przetrwało próby czasu, ale relacja matki z córką była na dobre i na złe. Dorosła dziewczyna zamieszkała w Niemczech i działała prężnie w biznesie. Matkę rozpierała duma. Z czasem na świecie pojawiła się jej wnuczka, podobnie rozpieszczana przez sławną babcię.
Córka aktorki podobnie nie zaznała szczęścia. Justyna zmarła przedwcześnie, a Borowicz nigdy nie pogodziła się z jej nagłą śmiercią. Zamknęła się w sobie, zaczęła izolować od ludzi, rzadko było ją widać w środowisku. Z czasem doszły choroby, w tym serca. Przez długie lata żyła poza blaskiem fleszy, w ciszy i zapomnieniu.
Wstyd (nie)pamięci
Po tym jak aktorka zniknęła z ekranów i zaszyła się w warszawskim mieszkaniu po rodzinnej tragedii, Polacy o niej zapomnieli. Blask sławy ponownie okazał się ułudny i zdradliwy. Wspomnienie aktorki wybrzmiało dopiero w chwili jej śmierci w 2009 roku. Medialna burza rozgorzała po tym, jak zapadła decyzja o pochówku Krystyny w Augsburgu w Niemczech. Jej ostatnią wolą był bowiem spoczynek obok zmarłej przedwcześnie córki. W ostatnich chwilach towarzyszył jej przyjaciel i współpracownik ze sceny Tadeusz Chudecki.
W prasie początkowo pojawiły się tylko dwa nekrologii – od Teatru Ateneum i wnuczki Kory, która przybyła do Polski po urnę z prochami babci, aby pochować ją w grobie własnej matki. Aktor i felietonista „Życia na gorąco” żegnał w poruszających słowach wybitną artystkę: „Przykro mi, że świat zrobił się tak nieczuły, a pamięć ludzka krótkotrwała. (…) Kochała swój zawód, świat i ludzi. Kiedy wchodziła na scenę wszystkim rozpromieniały się twarze. Trudno jest pogodzić się ze śmiercią każdego człowieka. Z odejściem tych, których znaliśmy, przyjaźniliśmy się, podziwialiśmy, i którzy byli wspaniałymi ludźmi jeszcze trudniej. Fakt, że aktorka pochowana jest poza Polską sprawia, że pustka po niej jest jeszcze bardziej dojmująca”.
Źródła:
- https://encyklopediateatru.pl/artykuly/77148/krystyna-borowicz-zmarla-na-rekach-przyjaciela
- https://encyklopediateatru.pl/artykuly/77140/pozegnanie-krystyna-borowicz-1923-2009
- https://swiatseriali.interia.pl/mocny-temat/news-nigdy-nie-pogodzila-sie-ze-smiercia-jedynej-corki-marzyla-ty,nId,8082446
- https://www.filmpolski.pl/fp/index.php?osoba=111820