Kurt Russell zrobił to na planie „The Thing”. Reżyser był w szoku

X muza zna wiele legendarnych duetów, które podarowały widzom niezapomniane dzieła. Werner Herzog i Klaus Kinski, Martin Scorsese i Robert De Niro, Tim Burton i Johnny Depp, Alfred Hitchcock i James Stewart… kultowe duety reżyser-aktor można wymieniać w nieskończoność. Do historii przeszły również wspólne projekty Johna Carpentera oraz Kurta Russella. Ich pięć wspólnych filmów – od „Elvisa” do „The Thing” – to przekrój różnorodnych stylów i pasji filmowej, za którą kryją się liczne anegdoty…
Od króla rock'n'rolla do sci-fi
Reżyser John Carpenter i aktor Kurt Russell spotkali się na planie filmowym w przełomowych momentach swych karier. Pod koniec lat 70. ubiegłego stulecia obaj artyści mieli za sobą udane debiuty i zdobywali coraz większą popularność. W 1978 roku John Carpenter stał się jednym z najważniejszych twórców horroru za sprawą klasyka „Halloween”, Kurt Russell był natomiast ikoną szklanego ekranu, a zaczynał jako dziecięcy gwiazdor Disneya. Pierwszy owoc ich współpracy – muzyczny film biograficzny „Elvis” (1979), ugruntował pozycję gwiazdorów i przepowiadał ich udaną ścieżkę filmową.
W 1981 roku spotkali się ponownie w trakcie zdjęć do „Ucieczki z Nowego Jorku”. Obraz z pogranicza fantastyki politycznej zrodził się z potrzeby komentarza reżysera względem afery Watergate. Carpenter zgrabnie połączył swoje umiejętności tworzenia kina rozrywkowego z krytyką przestępczości i politycznych utarczek. Film przyniósł mu też spore zyski, a zainteresowanie publiczności doprowadziło z czasem do nakręcenia sequelu „Ucieczka z Los Angeles” (1996) ponownie z Kurtem Russellem w głównej roli nieustępliwego twardziela.
Współpraca aktora z Johnem Carpenterem nie tylko umocniła pozycję tej dwójki w przemyśle filmowym, ale też dowiodła ich wszechstronnego talentu. Artyści bardzo często otrzymywali bowiem niesłuszne etykiety – kolejno poczciwego osiłka i ojca współczesnego kina grozy. W rzeczywistości wielokrotnie przełamywali jednak takie schematy i zapisali się osiągnięciami w innych gatunkach: od komedii przez wspomniany film muzyczny do kina akcji.
Poza tym ujmowali autentycznością. Jako kompletne „dzieci kina” potrafili bawić się konwencją i dowodzić dystansu do siebie, czego świetnym przykładem jest kolejny wspólny przebój „Wielka draka w chińskiej dzielnicy” (1986).

"Film o paranoi"
Na celuloidowym szlaku Johna Carpentera i Kurta Russella największym echem odbił się przesiąknięty grozą przed nieznanym bytem z kosmosu klasyk „Coś” (1982). Tocząca się w lodowych krajobrazach fabuła koncentruje się wokół grupy naukowców na Antarktydzie, którzy po odkryciu niezbadanej formy życia są zmuszeni do walki o przetrwanie.
Dziś film o genialnie zbudowanym klimacie, zapadających w pamięć efektach specjalnych i szczytowym suspensie, uznawany jest za kultowy. Jego tajemniczość podsyca otwarte zakończenie, które doczekało się licznych teorii zaciekłych fanów science fiction. Tę legendę podtrzymują też twórcy „Coś”. Gdy w finale widzowie zastanawiają się, czy któryś z bohaterów – pilot MacReady (Kurt Russell) lub mechanik Childs (Keith David), nosi w sobie tajemnicze stworzenie, operator Dean Cundey podsyca dociekania. Autor zdjęć do filmu utrzymuje bowiem, że postacie opanowane przez sekretny byt z przestworzy wyróżnia blask w oczach, co sugeruje zagrożenie ze strony Childsa.
Takiej wersji wydarzeń zaprzecza jednak Carpenter. „On nie ma pojęcia, ja wiem – komentuje teorię Cundeya reżyser. – Tak, wiem, kto jest Czymś, a kto nie w samym finale filmu. Dean Cundey nie ma pojęcia. Tam były światła, a my byliśmy w śniegu. Proszę mu powiedzieć, że plecie bzdury”. Mimo wzburzenia twórca nie zamierza uchylać rąbka tajemnicy.
W sprawie „The Thing” głos chętnie zabiera również Kurt Russell. W jednym z wywiadów aktor opowiedział, co chciał przekazać w produkcji jego mistrz. „Spytałem: czy to jest monster movie, a może horror? – opowiada o pierwszych chwilach po zapoznaniu się ze scenariuszem, przytaczając rozmowę z Carpenterem. – John odpowiedział, że to adaptacja książki Who Goes There? i że 30 lat wcześniej była już jedna ekranizacja, ale on nie robi tego samego. Powiedział, że on robi film o paranoi”.
Za kulisami "The Thing"
„Coś” przeszło do historii za sprawą posępnej atmosfery i dość pesymistycznej otoczki. Ta spowodowała nawet, że niektórzy krytycy zarzucali produkcji pochwałę nihilizmu. Na planie horroru panujący klimat był jednak skrajnie różny. Na przekór niepokojącej opowieści ekipa dobrze się bawiła.
Pewnego dnia Kurt Russell postanowił zażartować z reżysera. Tylko on – jako ulubieniec Carpentera – mógł sobie pozwolić na tego typu igraszki. Niedługo po zakończeniu ujęć z miotaczem ognia, aktor wykonał odpowiednią charakteryzację i stanął przed Johnem cały… w bandażach. Okłamał go, że doznał poważnych poparzeń, które uniemożliwiają mu dalszą pracę przy filmie. Przez twarz Carpentera przemknął cień, zanim rozejrzał się po innych członkach obsady niepotrafiących ukryć śmiechu.
Reżysersko-aktorski duet Johna Carpentera i Kurta Russella przeszedł do historii. Pięć wspólnych filmów ikon wielkiego ekranu zapisało się stale w świadomości kinomanów, a także umocniło pozycję gwiazdorów w Hollywood. Za sprawą angaży do produkcji Carpentera Kurt Russell przełamał wizerunek złotego chłopca z uroczych produkcji Disneya i stał się wzorem męskości. John Carpenter zyskał natomiast charyzmatycznego protagonistę, który za kulisami był kimś znacznie więcej – przyjacielem, na przekór często zakłamanym relacjom przedstawicieli show-biznesu.
Źródła:
- https://www.slashfilm.com/1820889/kurt-russell-john-carpenter-movies-ranked/
- https://youtu.be/rVPd2jKonWU?si=bzSeHBy2X6oP0VyW
- https://en.wikipedia.org/wiki/Kurt_Russell
- https://film.org.pl/a/o-czym-chcial-opowiedziec-carpenter-w-cos-russell-wspomina-rozmowe-o-kultowym-science-fiction
- https://faroutmagazine.co.uk/kurt-russell-favourite-john-carpenter-movie/