Diabeł Boruta i zamek w Łęczycy: skarb w lochach naprawdę istnieje?

Zamek królewski w Łęczycy od wieków rozpala wyobraźnię – miejscowi szeptali, że po jego murach krążył sam diabeł. Twierdza miała strzec granic Królestwa Polskiego, ale to, co wydarzyło się później, daleko wykracza poza rycerskie legendy i królewskie narady. W tej historii są pożary, grabieże, polityczne rozgrywki i decyzje, które uruchomiły lawinę nieszczęść. Jak to możliwe, że jedna z najmocniejszych warowni Kazimierza Wielkiego skończyła jako źródło cegieł dla okolicznych chłopów?
- Kazimierz Wielki i zamek na bagnach
- Jagiełło w Łęczycy: 36 wizyt króla
- Legenda o diable Borucie z Łęczycy
- Pożary i upadek zamku w Łęczycy
- Jak Łęczyca niemal straciła swój zamek
Kazimierz Wielki i zamek na bagnach
Kazimierz Wielki, wznosząc zamek w Łęczycy, postawił na lokalizację, która na pierwszy rzut oka wydawała się fatalna. Wokół ciągnęły się mokradła, bagna i rozlewiska Bzury, a wyniesienie pod warownię trzeba było stworzyć od zera – usypano je sztucznie na wysokość nawet pięciu metrów. Potem całość opasano fosą, do której doprowadzono wodę z rzeki, bo właśnie w tym król widział fundament skutecznej obrony. Dziesięciometrowe ceglane mury oraz czworoboczny plan o powierzchni około 2600 metrów kwadratowych robiły wrażenie i miały jasno komunikować: to twierdza nie do zdobycia.
Zamek nie był samotną budowlą – stanowił element większego układu obronnego i wpisano go w pas miejskich umocnień. Jednocześnie od miasta odcięto go dodatkowym murem i kolejną fosą. To dość nietypowe posunięcie miało jeden cel: zabezpieczyć załogę na wypadek, gdyby mieszkańcy okazali się nielojalni. Z perspektywy czasu widać, że takie podejrzenia nie były bezpodstawne. Dokładnej daty rozpoczęcia budowy nie znamy, ale przekazy kierują nas w lata 1345–1365. Część badaczy uważa, że prace zaczęły się jeszcze za rządów księcia Władysława Garbatego, zanim Kazimierz przyłączył te ziemie do Korony. Inni wskazują, że dopiero po jego śmierci w 1357 roku. Pewne jest jedno: warownię wzniesiono z rozmachem, na miarę władcy, o którym mówiono, że "zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną".
Jagiełło w Łęczycy: 36 wizyt króla
Zamek w Łęczycy podejmował trzech polskich królów, lecz jeden z nich szczególnie upodobał sobie tę warownię. Władysław Jagiełło przyjeżdżał do Łęczycy… aż 36 razy. Nie były to wyłącznie wizyty dla wytchnienia od dworskiego zgiełku – w murach zamku odbywały się narady wojenne, sądy oraz sejmy. To właśnie tutaj, w 1409 roku, tuż przed wielką wojną z Krzyżakami, Jagiełło zwołał radę, na której podjęto decyzje o kluczowym znaczeniu. Zaledwie rok później w łęczyckich lochach osadzono krzyżackich jeńców pojmanych na polu grunwaldzkim.
Kazimierz Jagiellończyk także często tu zaglądał, zwłaszcza w czasie wojny trzynastoletniej. Z kolei Zygmunt III Waza zatrzymał się w Łęczycy na krótko, jadąc na koronację do Krakowa. Urok tej twierdzy doceniali jednak nie tylko monarchowie. W zamku mieszkała również królowa Elżbieta Rakuszanka wraz z synem Władysławem – przyszłym królem Czech i Węgier. Nic więc dziwnego, że obok polskiej mowy rozbrzmiewały tu również języki obce, towarzyszące dyplomatycznym rozmowom i naradom.
Legenda o diable Borucie z Łęczycy
Legenda o diable Borucie należy do najbardziej barwnych historii, jakie narosły wokół polskich zamków. Mówi się, że w podziemiach łęczyckiej twierdzy wciąż spoczywa ukryty skarb, a pilnuje go zagadkowa zjawa w szlacheckim kontuszu. Boruta, nazywany też Błotnikiem, nie przypomina jednak klasycznego diabła z opowieści ku przestrodze. W podaniach potrafił zmieniać kształty – raz miał być wielką sową, innym razem czarnym koniem pędzącym po okolicznych polach. Bywał też młynarzem, który pomagał najuboższym, mieląc im mąkę bez zapłaty. A kiedy przybierał postać wąsatego szlachcica w czapce skrywającej rogi, strzegł skarbu powierzonego mu rzekomo przez księcia mazowieckiego.
Skąd właściwie wzięła się ta opowieść? Być może była próbą wyjaśnienia, dlaczego zamek – mimo pożarów, ruin i kolejnych zniszczeń – wciąż działał na wyobraźnię i przyciągał spragnionych przygód. A może to odległe echo dawnych wierzeń słowiańskich, w których borowy, duch lasów i mokradeł, po chrystianizacji został „przemalowany” na diabła. Co ciekawe, najstarszy zapis o Borucie pojawia się w XVIII-wiecznych pamiętnikach biskupa Kossakowskiego. Później wspominali o nim m.in. Wóycicki i Rydel. Dziś w zamkowym muzeum można obejrzeć całą kolekcję rzeźb pokazujących Borutę w rozmaitych wcieleniach. Jedno nie ulega wątpliwości – ta postać od lat przyciąga turystów skuteczniej niż niejeden muzealny hit.

Pożary i upadek zamku w Łęczycy
Zamek w Łęczycy wyjątkowo często padał ofiarą ognia. Pierwszy wielki pożar wybuchł w 1406 roku, kiedy twierdzę podpalili Krzyżacy. Odbudowa poszła szybko, ale był to dopiero początek serii nieszczęść. W 1462 roku zamek znów stanął w płomieniach, a tym razem na naprawę czekał całe sto lat. Dopiero w latach 1563–1565 starosta Jan Lutomierski przeprowadził gruntowną modernizację: powstał Dom Nowy, a wieże zostały podwyższone. Całe przedsięwzięcie pochłonęło niemal 3000 florenów z królewskiej kasy.
To, co miało przywrócić warowni dawny blask, nie zatrzymało jednak kolejnych ciosów historii. W czasie potopu szwedzkiego, w 1655 roku, zamek dostał się w ręce generała Douglasa. Co znamienne, Szwedzi nie musieli forsować murów z wielkim wysiłkiem – miasto trawiły pożary i epidemia, które osłabiły obrońców. Gdy w 1656 roku wojska Jana Kazimierza odbijały twierdzę, decydujący okazał się ciężki ostrzał, po którym wschodnia część budowli legła w gruzach. Mimo prób ratowania zamku przez szlachtę, w 1705 roku starcia stronników Stanisława Leszczyńskiego z wojskami Augusta II przypieczętowały upadek tej niegdyś potężnej fortecy. Od tej pory zamek pozostawał już tylko ruiną.
Jak Łęczyca niemal straciła swój zamek
Po trzecim rozbiorze Polski w 1795 roku Łęczyca trafiła pod panowanie pruskie, a zamek zaczął popadać w zupełną ruinę. Przez jakiś czas pełnił jeszcze funkcje wojskowe – w 1815 roku Komisja Wojny Królestwa Polskiego urządziła tu magazyny oraz laboratorium prochowe, a w Domu Nowym zamieszkał kapitan inżynierów. Co ciekawe, w 1826 roku minister oświecenia publicznego Grabowski planował przejąć warownię i wznieść w tym miejscu szkołę, jednak wojsko kategorycznie odrzuciło ten pomysł.
Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. W 1831 roku opiekę nad ruiną przejął burmistrz Łęczycy i potraktował zamek jak… darmową hurtownię materiałów. Rozpoczął sprzedaż cegły z murów okolicznym mieszkańcom, a ci bez wahania rozbierali średniowieczne konstrukcje na potrzeby własnych domów. W zaledwie kilka lat runął mur północny, część Domu Nowego oraz wieża bramna.
Dopiero w 1841 roku, gdy miasto zostało formalnym właścicielem ruin, zewnętrzna interwencja zmusiła władze do przerwania tego procederu. Tyle że szkody okazały się nie do odwrócenia – z dumy Kazimierza Wielkiego pozostały właściwie tylko szkielety murów, które przetrwały głównie dlatego, że średniowieczni budowniczowie wyjątkowo solidnie łączyli cegły zaprawą. Przez kolejne dekady ruina straszyła, brakowało realnego gospodarza, a mieszkańcy okolicy wciąż widzieli w niej źródło taniego budulca.
Zmiana przyszła dopiero po odzyskaniu niepodległości, a prawdziwy przełom nastąpił w 1964 roku, kiedy zapadła decyzja o częściowej odbudowie zamku. Odtworzono wtedy wieżę główną i Dom Nowy, w którym dziś działa Muzeum w Łęczycy – natomiast prochownia wzniesiona na fundamentach Domu Wielkiego stoi do dziś jako cichy świadek tych burzliwych dziejów.
Źródła:
- Bunikiewicz W., Żywoty diabłów polskich. Podania i legendy, Poznań 2023.
- Kajzer L., Zamki i dwory obronne w Polsce centralnej, Warszawa 2004.
- Poklewski-Koziełł T., Zamek w Łęczycy, Łęczyca 1996.
- https://zabytek.pl/pl/obiekty/leczyca-zamek