Studenckie imprezy w średniowieczu? Alkohol, hazard i bójki z mieszkańcami miasta

Jak naprawdę wyglądała codzienność żaka Akademii Krakowskiej w epoce, gdy książki powstawały pod piórem skryby, a dostęp do wiedzy mieli tylko wybrani? Za murami uczelni nie było miejsca na nudę: surowa nauka i religijna dyscyplina mieszały się z nocnymi wypadami, awanturami na ulicach i zaskakującymi obrzędami, które miały „uczynić” ze świeżaka studenta. Mieszczanie i duchowni patrzyli na nich z rosnącym oburzeniem, ale żacy trzymali się razem jak zamknięta kasta — i po cichu, krok po kroku, zmieniali Kraków bardziej, niż ktokolwiek chciałby przyznać.
- Juwenalia w średniowiecznym Krakowie
- Otrzęsiny studentów: żart czy przemoc?
- Karczmy, hazard i awantury średniowiecznych żaków
- Studenckie bójki i strajk w Krakowie
- Żakowie w Krakowie: bunt i dyscyplina
Juwenalia w średniowiecznym Krakowie
W średniowiecznym Krakowie Juwenalia wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiejsze studenckie festiwale, choć już wtedy były świetnym pretekstem, by na chwilę odłożyć księgi na bok. To właśnie w tym okresie żacy symbolicznie przejmowali stery – najpierw na uczelni, a bywało, że ich „władza” rozlewała się też na ulice miasta. Wybierano tzw. „biskupa żakowskiego”, czyli żartobliwą, parodystyczną figurę, która prowadziła barwne pochody studentów poprzebieranych za duchownych, sędziów czy urzędników. Takie orszaki działały jak karnawałowa scena: kpiono z autorytetów, wygłaszano prześmiewcze „kazania” i na moment odwracano ustalony porządek społeczny.
Korzenie Juwenaliów sięgały dawnych zwyczajów rzymskich i chrześcijańskich, jednak w Krakowie nabrały one wyjątkowego charakteru. Obok elementów teatralnych pojawiały się uczty, spontaniczne występy i rozmaite figle wymierzone w profesorów. Dla władz uniwersytetu i Kościoła było to święto kłopotliwe, ale najczęściej przymykano na nie oko – pełniło rolę „zaworu”, który pozwalał studentom rozładować napięcie narastające pod ciężarem akademickiej dyscypliny. Zdarzało się jednak, że granice szybko się zacierały, a zabawa przeradzała się w burdę i kończyła interwencją straży miejskiej.
Otrzęsiny studentów: żart czy przemoc?
Zanim świeżo przyjęty student został uznany za pełnoprawnego członka żakowskiej wspólnoty, czekały go otrzęsiny – inicjacyjny rytuał wejścia w akademickie życie. W teorii miał to być lekki, żartobliwy „chrzest”, w praktyce jednak nierzadko przeradzał się w coś brutalnego i upokarzającego. Nowicjuszy sadzano na chwiejnym stołku, brudzono twarz sadzą, „golono” drewnianą brzytwą na pokaz i przymuszano do wypijania zbyt dużych ilości alkoholu. Zdarzało się też, że ci, którym bardziej zależało na mocnych wrażeniach niż na zabawie, dopuszczali się rękoczynów.
Gdy kończyła się ta fizyczna próba, przychodził czas na część „umysłową” – trzeba było wykazać się łaciną, poprawną pisownią albo wygłosić krótką przemowę przed starszymi kolegami. Choć finałem miało być symboliczne przyjęcie do grona studentów, wielu zapamiętywało tę ceremonię przede wszystkim jako upokorzenie. Władze uczelni wielokrotnie próbowały ukrócić podobne praktyki – przykładowo w 1511 roku rektor Adam z Bochynia wydał oficjalny edykt, w którym wprost nakazywał odejść od „barbarzyńskich zwyczajów”. Otrzęsiny jednak nie zniknęły: przetrwały, tylko przeniosły się w cień.
Karczmy, hazard i awantury średniowiecznych żaków
Codzienność średniowiecznego żaka nie kończyła się na murach uczelni. Owszem, były wykłady z gramatyki, logiki czy astronomii, ale równie ważną część dnia stanowiły wizyty w karczmach. Alkohol towarzyszył niemal wszystkim – piwo pito jak wodę, a wino sprowadzane z Południa uchodziło za towar luksusowy. W gospodach rozpalano dysputy, rzucano kośćmi, układano złośliwe, satyryczne wiersze. Z czasem jednak atmosfera często gęstniała: wybuchały spory z karczmarzami, mieszczanami, a nawet z samymi wykładowcami.
Hazard urósł do rangi prawdziwej plagi. Stawiano nie tylko pieniądze, lecz także ubrania, a bywało, że i książki – rzadkie, drogie i trudne do zdobycia. Źródła wspominają o studentach, którzy potrafili przegrać dosłownie wszystko, co posiadali. Piwowarzy i właściciele lokali skarżyli się, że żacy unikają płacenia rachunków; w jednym z dokumentów pojawia się historia karczmarza, który publicznie odczytał listę dłużników. Odpowiedź studentów była gwałtowna: padły groźby, doszło do przemocy. Akademia nieraz musiała wkraczać do akcji, by studzić emocje i łagodzić narastające konflikty między żakami a mieszkańcami miasta.
Przeczytaj również: Trzydziestolatek to już starzec? Długość życia w średniowieczu.

Studenckie bójki i strajk w Krakowie
Akademia Krakowska ściągała żaków z wielu zakątków Europy, a ta różnorodność szybko rodziła tarcia między poszczególnymi nacjami. Najczęściej iskrzyło na linii „nacja polska” – „nacja niemiecka”, bo rywalizacja dotyczyła nie tylko języka, lecz także religii i obyczajów. Kłótnie łatwo wymykały się spod kontroli i przeradzały w regularne bijatyki, czasem z użyciem broni: pałek, noży, a nawet broni palnej. Władze uczelni próbowały takie ekscesy uciszać, jednak poza murami i salami wykładowymi nie były w stanie w pełni zapanować nad sytuacją.
Nie mniej napięte bywały stosunki studentów z krakowianami. Żacy nie mieli najlepszej opinii: zarzucano im awanturnictwo, zaległe długi, nocne hałasy oraz znieważanie duchowieństwa. Jednocześnie tworzyli zwartą, dość zamkniętą wspólnotę, rządzącą się własnymi zasadami. W 1549 roku doszło nawet do głośnego, symbolicznego protestu — po pobiciu jednego z profesorów cała społeczność akademicka demonstracyjnie opuściła Kraków. Strajk trwał kilka dni, aż do momentu, gdy sprawę rozstrzygnęły władze miejskie. To najlepiej pokazuje, że mimo porywczości studenci potrafili działać razem — i robić to skutecznie.
Żakowie w Krakowie: bunt i dyscyplina
Wizerunek średniowiecznego studenta to nie tylko grzeczny chłopak z księgą pod pachą, lecz także młody buntownik próbujący odnaleźć siebie między posłuszeństwem wobec autorytetów a potrzebą niezależności. Codzienność akademicka była pełna napięć: z jednej strony surowy rygor nauki, łacińska dyscyplina i kościelna hierarchia, z drugiej – młodzieńcza skłonność do przekraczania reguł, sprawdzania granic i prowokowania dorosłych. Dlatego uczelnie stawały się nie tylko miejscem zdobywania wiedzy, ale też sceną społecznej inicjacji.
Żakowska wspólnota żyła według własnego porządku – miała swoje obyczaje, żarty, powiedzonka, znaki rozpoznawcze i język. Żak bywał nieprzewidywalny: raz budził śmiech, innym razem strach. Przysłowia z epoki ostrzegają: „Żak głodny – jak wilk szkodny” oraz „Bardziej niźli raka, obawiaj się żaka!”. W tej odrębności kryła się ich siła – choć nierzadko byli utrapieniem dla miasta i Kościoła, jednocześnie stanowili motor krakowskiego życia intelektualnego. To z nich wyrastali przyszli profesorowie, duchowni i urzędnicy, ale też rodziła się żywa kultura młodych, rozwijająca się na długo przed tym, zanim ktokolwiek ukuł określenie „wieczny student”.
Źródła:
- Le Goff J., Intelektualiści w średniowieczu, Warszawa 2023.
- Ptaśnik J., Życie żaków krakowskich, Warszawa 1957.
- Kiryk F., Nauk przemożnych perła, Kraków 1986.
- https://www.academia.edu/41977508/Zwyczaje_%C5%BCak%C3%B3w_w_dawnej_Polsce