Obalony car musiał paść na kolana przed polskim królem. Spektakularna scena, która wstrząsnęła Moskwą

W 1611 roku na sejmie rozegrała się scena, która do dziś brzmi jak polityczny thriller: tzw. hołd carów Szujskich, nazywany też hołdem ruskim. Obalony car Wasyl IV Szujski i jego bracia stanęli przed królem Zygmuntem III Wazą, składając mu publiczne upokorzenie. Tylko czy był to realny przełom, czy raczej spektakl bez trwałych konsekwencji? Za chwilę pokażemy, jak dokładnie wyglądała ta ceremonia, co miała symbolizować i dlaczego dalszy ciąg wojny z Moskwą potoczył się w sposób, który zaskakuje nawet dziś.
- Hołd ruski 1611: jak doszło do triumfu
- Hołd ruski: triumf Żółkiewskiego w Warszawie
- Rozejm w Dywilinie i kres wypraw na Moskwę
Hołd ruski 1611: jak doszło do triumfu
Tzw. hołd Szujskich, nazywany też hołdem ruskim, wyrósł z wydarzeń wojennych towarzyszących konfliktowi Rzeczypospolitej z Moskwą w czasach panowania Zygmunta III Wazy. W pewnym momencie część moskiewskich elit zwróciła się do króla Polski z propozycją wsparcia w obaleniu cara, a jednocześnie zasugerowała, by na moskiewskim tronie zasiadł królewicz Władysław. Początkowo polski dwór nie zajął jasnego stanowiska, z czasem jednak Zygmunt III skłonił się ku temu rozwiązaniu. Spór dotyczył przede wszystkim tego, czy Władysław ma osobiście udać się do Moskwy. Bojarzy oczekiwali jego przyjazdu, natomiast sam Zygmunt III długo się temu sprzeciwiał. Niewykluczone, że obawiał się, iż w wirze miejscowych intryg i walk o wpływy królewicz mógłby zostać po prostu zamordowany.
Równolegle trwały działania zbrojne. 4 lipca 1610 roku doszło do słynnej bitwy pod Kłuszynem, w której wojska polskie, dowodzone przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego, odniosły zwycięstwo. Po tej wygranej hetman ruszył w stronę Moskwy, gdzie w międzyczasie bojarzy obalili cara Wasyla Szujskiego. Żółkiewski sprowadził go następnie do Polski wraz z jego braćmi. W sierpniu zawarto z bojarami porozumienie: Zygmunt III miał zrezygnować z oblężenia Smoleńska i wycofać roszczenia terytorialne, a w zamian tron w Moskwie miał przypaść jego synowi. Tego układu sam Zygmunt III jednak nie przyjął.
Sejm, podczas którego doszło do głośnego hołdu ruskiego, zebrał się w Warszawie 26 września 1611 roku. W trakcie obrad, 29 października, hetman Stanisław Żółkiewski wprowadził na salę sejmową obalonego cara Wasyla Szujskiego oraz jego braci: Iwana i Dymitra. Najpełniejszy opis tej sceny zachował się w tzw. „Diariuszu gdańskim”, później wykorzystanym przez Juliana Ursyna Niemcewicza, opublikowanym w „Pamiętniku lwowskim”, a następnie przywołanym w jego pracy Dzieje panowania Zygmunta III. To relacja naocznego świadka — jednego z posłów gdańskich obecnych na sejmie. Jak podkreślano, był to hołd „akt sławny, wielki i nigdy w Polsce niewidziany” (Chemperek, s. 24).
Hołd ruski: triumf Żółkiewskiego w Warszawie
Julian Ursyn Niemcewicz notuje w swoim dziele, że jeszcze zanim Stanisław Żółkiewski wszedł wraz z braćmi Szujskimi na salę obrad, do Warszawy wkroczył w niezwykle wystawnym pochodzie: towarzyszyło mu 60 bogato zdobionych karet. Sam jechał w otwartym powozie zaprzężonym w 6 białych tureckich koni, a obok niego znajdował się Wasyl Szujski, który „patrzących smutnie, lecz uprzejmie pozdrawiał”, oraz jego bracia. Wzdłuż trasy tłoczyły się tłumy — każdy chciał zobaczyć to na własne oczy. Orszak dotarł na plac zamkowy; hetman ujął za rękę obalonego cara, a Iwan i Dymitr podążali tuż za nimi, „wszyscy w pysznych złotogłowiach i sobolach przybrani” (Niemcewicz, s. 11-12). Potem, już na sali obrad, Żółkiewski zaprezentował królowi i zgromadzonym przyprowadzonych jeńców. Dokładniej — 29 października hetman Żółkiewski:
„(…) wskazował na osoby te przed Królem J[ego]m[oś]cią stojące, cara wielkiego moskiewskiego, owych carów wielkich moskiewskich przed laty Koronie, królom polskim, panom sąsiednim, aż i samemu cesarzowi tureckiemu mocą, siłą potężną, z nikim nieporównaną, prawie wszystkiemu światu strasznych i groźnych następnika. Ukazował brata jego Dymitra, nad 180 000 ludu wojennego hetmana wielkiego, ukazował męstwo, siłę, serce i moc ich wszystką; wyliczał państwa, carstwa, księstwa, prowincyje, ludu i poddanych wielką wielkość, potęgę, miasta, zamki, bogactwa niezliczone pod swym rządem i rozkazywaniem mające, teraz szczęściem, męstwem, dzielnością i błogosławieństwem od Pana Boga, Jego Królewskiej Mości ze wszystkiego wyzute, obnażone i ogołocone i za więźnie przywiedzione, postawione i pod łaskę i miłosierdzie do progu i nóg majestatu Jego Królewskiej Mości oddane, miłosierdzia i łaski proszące, i czołem o ziemię bijące.
W tym momencie — jak relacjonuje źródło — sam car, skłoniwszy głowę przed J[ego] K[rólewską] Mością, nisko dotknął ziemi prawą dłonią i ucałował ją. Hetman, brat carów, uderzył czołem o ziemię raz, a najmłodszy z braci uczynił to trzykrotnie, nie kryjąc łez. Żółkiewski przekazywał ich królowi nie tyle „jako za więźnie”, ile jako przestrogę i obraz zmiennego losu — przywołując przykłady, które miały przypominać, że nawet największy monarcha nie może być pewny szczęścia, dopóki nie dopełni się całe jego ziemskie dzieło. Następnie prosił za nimi o łaskę i miłosierdzie; o to samo — w milczeniu, z kolejnymi gestami uniżenia, dotykaniem ziemi i biciem czołem — prosili car i jego bracia (Chemperek, s. 25-26).
Później „z uszanowaniem odprowadzeni carowie do przeznaczonych sobie mieszkań, gdzie z wszelką uczciwością, pilnie jednak strzeżonymi byli” (Niemcewicz, s. 12). Jak wyjaśnia Dariusz Chemperek, wykonywane przez carów gesty miały znaczenie symboliczne: były znakiem pokory jeńców błagających króla o litość i okazujących skruchę. Scena ta wielokrotnie wracała w sztuce — utrwalano ją na obrazach i rycinach, a najsłynniejsze przedstawienia wyszły spod pędzla Jana Matejki. O hołdzie ruskim przypomina także inskrypcja umieszczona na ufundowanej przez Władysława IV Wazę kolumnie Zygmunta, od strony zachodniej. Fragment poświęcony zwycięstwom w wojnie z Moskwą oraz samemu hołdowi brzmi: „Zygmunt III (…) Król Polski, w wojnie i zwycięztwach od nikogo nie pośledniejszy, po zabraniu wodzów, stolicy oraz prowincyj Moskwy, rozgromieniu jej wojsk, odzyskaniu Smoleńska” (Śląski, s. 12).

Rozejm w Dywilinie i kres wypraw na Moskwę
Hołd Szujskich nie odegrał jednak większej roli w dalszym biegu wydarzeń. Zaważyło na tym przede wszystkim to, że przysięgę składał władca już zdetronizowany, a nie – jak w przypadku hołdu pruskiego – monarcha nadal sprawujący rządy. Owszem, sejm w 1611 roku uchwalił nowe podatki i dał królowi wolną rękę: mógł kontynuować wojnę albo zakończyć ją układami. Nie zaakceptowano jednak planów dynastycznych Zygmunta III, zakładających osadzenie jego syna Władysława na moskiewskim tronie. Mimo to Zygmunt III Waza postanowił ruszyć na Moskwę. Pod koniec lipca 1612 roku wyruszył z Warszawy, a 2 października stanął pod Smoleńskiem.
W tym samym czasie na ziemiach moskiewskich zaczęło się formować pospolite ruszenie, którego zadaniem było usunięcie obcych wojsk z kraju i doprowadzenie do wyboru nowego cara. Zygmunt III Waza zbliżył się do Moskwy na zaledwie kilkadziesiąt kilometrów, lecz 5 listopada 1612 roku polska załoga na Kremlu skapitulowała. Niedługo potem, w styczniu 1613 roku, w Moskwie zebrał się sobór ziemski i dokonał wyboru Michała Romanowa na cara.
W 1615 roku pod Smoleńskiem toczyły się rozmowy pokojowe między Rzeczpospolitą a Moskwą, ale nie przyniosły przełomu. Rok później sejm zgodził się na następną wyprawę, choć – jak zauważa Henryk Wiser – nie tyle liczono na zdecydowane zwycięstwo, ile raczej na to, że działania wojenne skłonią stronę moskiewską do zawarcia pokoju. W 1617 roku ruszyła wyprawa dowodzona przez hetmana Jana Karola Chodkiewicza. Wojska polskie, wsparte przez Kozaków, dotarły pod Moskwę, jednak nie zdołały jej zdobyć. Także kolejne negocjacje nie dały efektu. Tym razem bojarzy domagali się odwrotu Polaków i rezygnacji Władysława z roszczeń do moskiewskiej korony.
Na cierpliwości – jak można sądzić – zaczął tracić również sejm. Choć w 1618 roku ponownie uchwalił podatki, oczekiwał jednocześnie jasnych informacji, jakie kroki podjęto w sprawie doprowadzenia do porozumienia. Ostatecznie układ zawarto 11 grudnia w Dywilinie. Był to rozejm na 14,5 roku, przewidziany do 3 lipca 1633 roku. Na jego mocy ziemie smoleńska, siewierska i czernihowska wróciły do Polski. W samym porozumieniu całkowicie pominięto kwestię praw Władysława do carskiej korony. Z drugiej strony – jak podkreśla Henryk Wiser – polscy komisarze zaakceptowali rosyjską wersję dokumentu, w której Michał Fiodorowicz Romanow został wymieniony jako car.
Źródła:
- D. Chemperek, Historiografia i literatura dawna o tryumfie Stanisława Żółkiewskiego i hołdzie Szujskich w roku 1611, „Res Historica”, nr 37/2014.
- M. Markiewicz, Historia Polski 1492-1795, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002.
- J. U. Niemcewicz, Dzieje panowania Zygmunta III, Kraków 1860.
- B. Śląski, Pomniki publiczne Warszawy, Warszawa 1916.
- H. Wiser, Zygmunt III Waza, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1984.