Inkaski skarb w polskim zamku? Sprawę nagłośnił polski polityk

Wicemarszałek Sejmu PRL, ołowiana tuba ukryta pod zamkowym progiem i pismo węzełkowe, którego nikt nie potrafi odczytać. Ta historia przez dziesięciolecia elektryzowała polskich poszukiwaczy skarbów. Jej głównym bohaterem jest Andrzej Benesz – polityk, prawnik i człowiek, który twierdził, że w jego żyłach płynie krew inkaskich władców.
- Rodzinna legenda
- Tajemniczy dokument
- Sensacyjne odkrycie
- Wątpliwości badaczy
- Klątwa Inków
- Badania genetyczne
Rodzinna legenda
W rodzinie Andrzeja Benesza mówiło się o przodku, który w XVIII stuleciu dotarł do Peru, ożenił się z kobietą z inkaskiego rodu i sprowadził jej bliskich do Europy. Ci mieli znaleźć schronienie na Spiszu, w zamku nad Dunajcem. Wraz z nimi miały przybyć bezcenne przedmioty i wiedza o miejscach ukrycia rodzinnego majątku.
Andrzej Benesz urodził się w 1918 roku w Tarnowie, wychował w Bochni, studiował prawo w Krakowie. W czasie wojny działał w konspiracji, po jej zakończeniu związał się ze Stronnictwem Demokratycznym. Polityczna kariera zaprowadziła go na stanowisko wicemarszałka Sejmu PRL. Równolegle interesował się archeologią, żeglarstwem i kulturą iberyjską. Rodzinna legenda miała się jednak okazać największą pasją jego życia.
Tajemniczy dokument
W 1946 roku Benesz natrafił w krakowskim kościele św. Krzyża na odpis aktu adopcji z 1797 roku. Pismo dotyczyło małego Antonia, zwanego Inkasem, oddanego pod opiekę Wacława Benesza de Berzeviczy. Zdaniem polityka dokument nie tylko potwierdzał jego pochodzenie, ale także zawierał konkretną wskazówkę: testament Inków ukryto w zamku w Niedzicy, pod ostatnim stopniem pierwszej bramy górnego zamku.
Benesz pokazał pismo władzom konserwatorskim i uzyskał zgodę na prace. 31 lipca 1946 roku stanął na zamkowym dziedzińcu w towarzystwie przyjaciół, sołtysa, żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza i leśniczego. Prace rozpoczęto przed południem. Wystarczyło niespełna pół godziny, żeby pod kamiennym blokiem odnaleźć coś, co miało na zawsze zmienić życie Benesza.

Sensacyjne odkrycie
Pod progiem znajdowała się dużej duża ołowiana tuba. Jej końce były spłaszczone i zalane metalem. W środku tkwiły zbutwiałe rzemienie powiązane w różnorodne węzły. Na kilkunastu końcówkach umocowano sczerniałe blaszki, które – jak później ustalono – wykonano z trzynastokaratowego złota o łącznej wadze około ośmiu gramów.
Blaszki miały wygrawerowane napisy: „Titicaca”, „Vigo” i „Dunajecz”. Dla Benesza układ był czytelny. Jezioro w Peru, zatoka u wybrzeży Hiszpanii i zamek nad Dunajcem miały wyznaczać trzy miejsca ukrycia skarbów. Świadkowie spisali protokół, a polityk zapowiedział, że znalezisko trafi do specjalistów. Dalsze prace pod progiem nie przyniosły już niczego.
Wątpliwości badaczy
Kipu to tradycyjne inkaskie pismo węzełkowe. Wykonywano je z bawełny lub wełny, ponieważ materiały te dobrze się wiążą i chłoną barwniki. Rzemień jest znacznie trudniejszy w obróbce i słabo przyjmuje kolor, który w tym systemie zapisu odgrywał istotną rolę. Już sam materiał znaleziska budzi więc zastrzeżenia.
Jest jeszcze poważniejszy problem. W połowie XX wieku nikt nie potrafił odczytywać kipu. Umiejętność ta zanikła w XVIII stuleciu, gdy zginęli ostatni użytkownicy tego pisma. Benesz twierdził, że wysłał znalezisko do Peru, gdzie miało zostać rozszyfrowane. Nie ma jednak dowodów, aby jakakolwiek instytucja naukowa otrzymała przesyłkę z Polski. Sam polityk podawał zresztą sprzeczne informacje o losach artefaktu.
Klątwa Inków
Legenda o skarbie szybko obrosła mitem klątwy. Śmierć wielu osób związanych z odkryciem miała być tego dobitnym dowodem. Żołnierze WOP, świadkowie wydobycia tuby, zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Kustosz zamku utonął w Dunajcu. W katastrofie kolejowej pod Piotrkowem Trybunalskim w 1962 roku zginęło małżeństwo Salomonów – ostatnich właścicieli Niedzicy. Wreszcie sam Andrzej Benesz zmarł w wypadku samochodowym pod Kutnem w 1976 roku…
Wypadek Benesza – jak ustaliła prokuratura – spowodował kierowca, który prowadził pod wpływem alkoholu. Mimo to wiele osób do dziś wierzy, że nad skarbem Inków ciąży przekleństwo.
Badania genetyczne
W 2011 roku przeprowadzono badania genetyczne profesora Stefana Topy, który podejrzewał, że może być potomkiem inkaskich „strażników” skarbu. Wyniki nie pozostawiły złudzeń. Jego chromosom Y należy do haplogrupy R1a1a*, typowej dla Słowian zamieszkujących Europę Centralną i Wschodnią, a nie dla Indian południowoamerykańskich. To zamknęło jedną z możliwych dróg potwierdzenia legendy.
Historycy wskazują też na inne nieścisłości. Sebastian Berzeviczy, urodzony w 1698 roku, w chwili rzekomych walk w Peru miałby ponad osiemdziesiąt lat… Jego córka Umina nie pozostawiła żadnego śladu w archiwach parafialnych. Grób pod kaplicą, o którym wspomina dokument, nigdy nie został odnaleziony. Coraz więcej wskazuje na to, że historia mogła zostać spreparowana – być może przez samego Andrzeja Benesza, być może przez jego przodków.
Nie wiemy, czy skarb Inków kiedykolwiek istniał. Wiemy natomiast, że związany z legendą o skarbie zamek w Niedzicy pozostaje jedną z najchętniej odwiedzanych atrakcji turystycznych w regionie, a sama legenda przez dekady inspirowała pisarzy, filmowców i badaczy.
Źródła:
- https://www.national-geographic.pl/historia/inkowie-polski-ludowej-znany-polityk-zginal-bo-szukal-zlota-inkow/
- https://www.polskieradio.pl/23/266/artykul/185735,lato-tajemnic-inkowie-w-polsce
- https://zmiloscidoinkow.eu/polski-slad-w-historii-inkow/