„Kobyła z Majdanka” kochała zadawać ból. Jej okrucieństwo przerażało nawet SS-Manów

Na jednej z cichych ulic nowojorskiego Queensu, wśród zadbanych trawników i rodzinnych domów, przez lata mieszkała skromna gospodyni domowa. Sąsiedzi znali ją jako spokojną żonę amerykańskiego żołnierza. Nikt nie przypuszczał, że ta niepozorna kobieta kryje mroczną tajemnicę – była jedną z najokrutniejszych nadzorczyń w historii niemieckich obozów koncentracyjnych, a więźniarki Majdanka nadały jej przydomek „Kobyła”.
- Katolickie wychowanie
- W cieniu krematoriów
- Wolność za oceanem
- Ekstradycja do RFN
- Bez cienia skruchy
- Ułaskawienie
Katolickie wychowanie
Hermine Braunsteiner przyszła na świat 16 lipca 1919 roku w Wiedniu, w rodzinie pobożnych katolików o surowych zasadach. Trudne warunki materialne zmusiły ją do szybkiego podjęcia pracy zarobkowej – najpierw u handlarza zwierzętami, później jako pomoc domowa w Holandii. Marzenia o szkole pielęgniarskiej legły w gruzach ze względu na słabe umiejętności czytania i pisania.
Po Anschlussie Austrii w 1938 roku trafiła do berlińskiej fabryki amunicji, ale szybko zrozumiała, że może liczyć na znacznie lepsze zarobki. Zgłosiła się ochotniczo do pracy jako nadzorczyni SS i w 1939 roku, mając zaledwie 20 lat, rozpoczęła służbę w obozie Ravensbrück. Tam ujawniły się jej prawdziwe predyspozycje – szybko awansowała, a już po dwóch latach kierowała obozowym magazynem odzieży.
W cieniu krematoriów
W październiku 1942 roku Braunsteiner przeniesiono do obozu na Majdanku, gdzie objęła stanowisko kierowniczki kancelarii i asystentki głównej nadzorczyni Elsy Ehrich. Nowe obowiązki wykonywała z gorliwością, która budziła przerażenie nawet wśród strażników. Uczestniczyła we wszystkich selekcjach do komór gazowych, a swoim ofiarom zadawała śmierć ze szczególnym okrucieństwem.
To właśnie tam zyskała swój złowrogi przydomek. Więźniarki mówiły o niej „Kobyła” lub „Tratująca Klacz”, ponieważ jej ulubioną metodą było miażdżenie ofiarom gardeł i klatek piersiowych butami z metalowymi okuciami. Jedna z ocalałych, Danuta Brzosko-Mędryk, wspominała ją jako „dużą, kościstą blondynkę o końskiej twarzy – złośliwą, mściwą i wulgarną”. W styczniu 1943 roku awansowała na raportową, a za swoją służbę otrzymała nawet Wojenny Krzyż Zasługi.

Wolność za oceanem
Tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej w 1945 roku Braunsteiner uciekła z podobozu Genthin do rodzinnej Austrii. Rok później została aresztowana, ale przed wiedeńskim sądem odpowiadała jedynie za ostatnie miesiące wojny – prokuratura nie zdołała ustalić jej pobytu na Majdanku. W listopadzie 1949 roku skazano ją na trzy lata więzienia, jednak już w kwietniu 1950 roku wyszła na wolność.
Po wyjściu z więzienia poznała amerykańskiego żołnierza, za którego wkrótce wyszła za mąż. W 1958 roku wyemigrowała z nim do Kanady, a stamtąd do Stanów Zjednoczonych. Osiedli w nowojorskim Queens, gdzie wiodła życie przykładnej gospodyni domowej. W 1963 roku otrzymała amerykańskie obywatelstwo, zatajając zarówno swoją obozową przeszłość, jak i odbytą karę więzienia.
Ekstradycja do RFN
Spokojne życie Hermine Ryan legło w gruzach za sprawą Simona Wiesenthala. Do słynnego łowcy nazistów zgłosiły się trzy byłe więźniarki Majdanka, które prosiły o odnalezienie sadystycznej nadzorczyni. W 1964 roku Wiesenthal namierzył ją w Queens i przekazał informacje amerykańskim władzom. Rozpoczęła się długa batalia prawna – w czasach zimnej wojny amerykańska opinia publiczna niechętnie wierzyła w doniesienia o nazistowskiej przeszłości skromnej gospodyni domowej.
Dopiero w 1971 roku udało się pozbawić ją obywatelstwa, udowadniając, że we wniosku naturalizacyjnym zataiła wyrok z 1949 roku. Ryan dobrowolnie zrzekła się amerykańskiego paszportu, stając się bezpaństwowcem. W 1973 roku została aresztowana i jako pierwszy nazistowski zbrodniarz w historii została ekstradowana ze Stanów Zjednoczonych do Niemiec Zachodnich.
Bez cienia skruchy
Trzeci proces załogi Majdanka rozpoczął się w Düsseldorfie w listopadzie 1975 roku i trwał blisko sześć lat. Hermine Braunsteiner oskarżono o współudział w zamordowaniu 1181 osób oraz pomocnictwo w morderstwie w 705 przypadkach. Podczas rozpraw nie okazywała cienia skruchy – świadkowie wielokrotnie widzieli, jak rozwiązywała krzyżówki, a swoją rolę bagatelizowała, nazywając siebie „małym trybikiem w maszynie”.
Byłe więźniarki składały wstrząsające zeznania. Opisywały, jak Braunsteiner wyrywała dzieci z rąk matek, wrzucała je za włosy do ciężarówek jadących do komór gazowych i tratowała na śmierć kobiety, które nie stały wystarczająco prosto podczas apeli. W ostatnim słowie oskarżona powiedziała tylko: „Nie zabiłam żadnego człowieka”. 30 maja 1981 roku sąd skazał ją na dożywocie.
Ułaskawienie
Karę odbywała w więzieniu dla kobiet w Mühlheim. W 1996 roku, mając 77 lat, została ułaskawiona przez Johannesa Raua, ówczesnego premiera Nadrenii Północnej-Westfalii i przyszłego prezydenta Niemiec. Decyzję uzasadniono złym stanem zdrowia skazanej, która cierpiała na zaawansowaną cukrzycę i straciła nogę. Wypuszczona na wolność, zmarła trzy lata później w domu opieki w Bochum.
Sprawa Hermine Braunsteiner stała się precedensem. To właśnie po jej ekstradycji amerykański Departament Sprawiedliwości powołał specjalną jednostkę do ścigania nazistowskich zbrodniarzy ukrywających się w USA. Historia tej niepozornej gospodyni domowej z Queens do dziś przypomina, że sprawiedliwość – nawet jeśli przychodzi z opóźnieniem – potrafi zapukać do drzwi po dziesięcioleciach.