„Księgowy Auschwitz” przez 70 lat unikał kary. Pod koniec życia postanowił wyznać prawdę

Prowadził spokojne życie emeryta, kolekcjonował znaczki i pracował w fabryce szkła. Niewiele osób wiedziało, że ten sympatyczny starszy pan przez lata sortował pieniądze odebrane ofiarom Holokaustu. Historia Oskara Gröninga to opowieść o tym, jak łatwo można zamknąć przeszłość w szczelnej skrzyni – i co się dzieje, gdy w końcu ją otworzymy.
- Młodość w Hitlerjugend
- Za biurkiem w Auschwitz
- Codzienność w cieniu komór gazowych
- Zwyczajne życie po wojnie
- Głos przeciwko kłamcom oświęcimskim
- Sprawiedliwość po siedemdziesięciu latach
Młodość w Hitlerjugend
Oskar Gröning urodził się w czerwcu 1921 roku w Nienburgu, niewielkim mieście w Dolnej Saksonii. Jego dzieciństwo upłynęło pod znakiem surowego wychowania, w którym liczyły się przede wszystkim dyscyplina i posłuszeństwo. Ojciec, weteran I wojny światowej, który stracił oko na froncie, angażował się w działalność skrajnie nacjonalistycznych organizacji. Przyszły esesman dorastał w przekonaniu, że Niemcy zostały niesprawiedliwie ukarane po Wielkiej Wojnie.
Jako nastolatek Gröning fascynował się mundurami i wojskowością. Początkowo należał do młodzieżówki Stahlhelmu, a po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku wstąpił do Hitlerjugend. Podobnie jak wielu jego rówieśników wierzył, że nazizm przynosi Niemcom same korzyści – niższe bezrobocie, odbudowę gospodarki i przywrócenie narodowej dumy. Nie dostrzegał wówczas drugiego oblicza tego systemu.
Za biurkiem w Auschwitz
Po ukończeniu szkoły Gröning rozpoczął praktykę w banku. Wybuch wojny w 1939 roku pokrzyżował jednak jego plany. Młody mężczyzna, zachęcony błyskawicznymi zwycięstwami Niemiec w Polsce i Francji, postanowił wstąpić do elitarnej formacji. W 1940 roku, nie informując ojca, zgłosił się do SS. Początkowo pracował w administracji płacowej, co odpowiadało jego urzędniczemu usposobieniu.
Wszystko zmieniło się w 1942 roku, gdy dowództwo zdecydowało, że prace biurowe mają obejmować ranni weterani, a zdrowi esesmani trafić na trudniejsze stanowiska. Gröning i jego koledzy zostali przeniesieni do Berlina, gdzie poinformowano ich o ściśle tajnym zadaniu. Podpisali zobowiązanie do zachowania tajemnicy i wyruszyli pociągiem w kierunku Katowic. Gröning nigdy wcześniej nie słyszał nazwy Auschwitz.
Codzienność w cieniu komór gazowych
W Auschwitz Gröning pracował jako księgowy. Jego zadaniem było sortowanie i liczenie banknotów odebranych nowo przybyłym więźniom, a następnie wysyłanie ich do Berlina. Początkowo nie zdawał sobie sprawy z prawdziwego charakteru obozu. Szybko jednak dowiedział się, że pieniądze nigdy nie wracają do właścicieli, a Żydzi są systematycznie mordowani. Jego praca stała się rutyną, choć codziennie był świadkiem niewyobrażalnego cierpienia.
Gröning wielokrotnie widział sceny, które na zawsze zmieniły jego psychikę. Był świadkiem, jak esesman roztrzaskał główkę niemowlęcia o bok ciężarówki, aby uciszyć jego płacz. Pewnej nocy słyszał, jak krzyki ludzi w komorze gazowej zamieniają się w ciszę. Wielokrotnie prosił o przeniesienie, za każdym razem spotykając się z odmową przełożonych, którzy przypominali mu o podpisanym zobowiązaniu.
Zwyczajne życie po wojnie
Po przeniesieniu na front w 1944 roku Gröning trafił do niewoli brytyjskiej. Ukrył swoją przeszłość związaną z Auschwitz, podając w dokumentach, że pracował w administracji gospodarczej SS. Po zwolnieniu wrócił do Niemiec i przez dziesięciolecia prowadził zwyczajne życie. Pracował w fabryce szkła, gdzie awansował na stanowisko kierownika kadr, a przez dwanaście lat pełnił funkcję ławnika w sądzie pracy.
Żona i synowie niewiele wiedzieli o jego wojennych losach. Gröning unikał jakichkolwiek rozmów o Auschwitz. Kiedy przy stole rodzinnym ktoś rzucił żartobliwą uwagę sugerującą jego udział w zbrodniach, wpadł we wściekłość i zażądał, aby ten temat nigdy więcej nie był poruszany. Przez lata ignorował filmy i publikacje o Holokauście, nie wiedząc nawet o procesach oświęcimskich, które odbywały się w latach 60.
Głos przeciwko kłamcom oświęcimskim
Przełom nastąpił w połowie lat 80. Podczas spotkania klubu filatelistycznego Gröning usłyszał rozmowę o tym, że Holokaust jest w Niemczech nielegalnie negowany. Jego rozmówca twierdził, że tak wielu ciał nie można było spalić w komorach. Gröning odpowiedział spokojnie, że wie o tym trochę więcej i powinni kiedyś porozmawiać. Mężczyzna polecił mu broszurę autorstwa zaprzeczającego Holokaustowi byłego esesmana z Auschwitz.
Gröning przeczytał ją i odesłał z własnymi uwagami: „Widziałem wszystko. Komory gazowe, krematoria, selekcję. Półtora miliona Żydów zostało zamordowanych w Auschwitz. Byłem tam”. Gdy jego słowa trafiły do neonazistowskiego pisma, zaczął otrzymywać telefony i listy od ludzi próbujących przekonać go, że to, co widział, było... halucynacją. Wtedy postanowił mówić publicznie o swoich doświadczeniach.
Sprawiedliwość po siedemdziesięciu latach
W 2005 roku Gröning udzielił wywiadu dla BBC, w którym opowiedział o obozowej rzeczywistości. Podkreślał, że czuje moralną winę, choć nie uważa się za bezpośredniego sprawcę. Twierdził, że był jedynie „małym trybikiem w maszynerii” Zagłady. W 2014 roku, mając 93 lata, został oskarżony o współudział w zamordowaniu 300 tysięcy osób. Proces rozpoczął się w kwietniu 2015 roku w Lüneburgu.
Rok później sąd uznał go winnym i skazał na cztery lata więzienia. Odwołania zostały odrzucone, a wniosek o ułaskawienie odrzucono. Gröning zmarł w marcu 2018 roku, przed rozpoczęciem odbywania kary. Jego historia pokazuje, że sprawiedliwość czasem przychodzi późno, ale nie zawsze pozostaje głucha na głos sumienia.
Źródła:
- https://www.bbc.com/news/world-europe-38130244
- https://www.politico.com/magazine/story/2015/07/oskar-groening-auschwitz-guard-120036/
- https://www.spiegel.de/international/spiegel/an-ss-officer-remembers-the-bookkeeper-from-auschwitz-a-355188.html
- https://www.theguardian.com/world/2015/jul/16/how-nazi-guard-oskar-groning-escaped-justice-in-1947-for-crimes-at-auschwitz