Ojciec znęcał się nad psami, a syn urządził w Puszczy Białowieskiej rzeź żubrów. Tak król Polski zabił 42 żubry

Lubił operę, zbierał obrazy i był wierny żonie – tak współcześni badacze próbują ratować wizerunek Augusta III Sasa. Tymczasem w Puszczy Białowieskiej do dziś stoi kamienny obelisk, który pokazuje zupełnie inną stronę jego zainteresowań – historię monarchy, który z zimną krwią, w wygodnej altanie, wraz z małżonką urządził masakrę dziesiątek zwierząt. Nie było to zwykłe polowanie, ale starannie wyreżyserowana egzekucja, podczas której padały fanfary, a królowa przewracała kartki francuskiego romansu. I sięgała po strzelbę tylko wtedy, gdy przed lufą pojawiał się kolejny przerażony żubr.
- Rzeź w altanie
- Z romansem w dłoni i krwią na rękach
- Jaki ojciec, taki syn
- Zwierzę jako zabawka
- Wstydliwa pamiątka
- Bibliografia
Rzeź w altanie
27 września 1752 roku do Białowieży zjechał dwór liczący 29 osób. Na czele orszaku stanęli August III, jego żona Maria Józefa oraz synowie Ksawery i Karol. Specjalnie na tę okazję tysiąc chłopów z okolicznych wsi, dowodzonych przez saksońskich żołnierzy, przez wiele dni naganiało zwierzęta w sieci. Złapane żubry, łosie i sarny trafiały do ogrodzonego zwierzyńca, skąd biegły wąskim korytarzem wprost pod lufy królewskiej pary.
Monarcha z małżonką siedzieli wygodnie w myśliwskiej altanie, bezpieczni, niewidoczni dla ofiar. Gdy pojedyncze sztuki wybiegały na otwartą przestrzeń, rozlegały się strzały z gwintowanej broni – ówczesnej technicznej nowinki. Każdemu celnemu trafieniu towarzyszyły fanfary, a zaproszeni goście nagradzali monarchów gromkimi okrzykami zachwytu. Sami nie mogli strzelać – widowisko było zarezerwowane wyłącznie dla pary królewskiej, która tego dnia wcieliła się w rolę katów.
Z romansem w dłoni i krwią na rękach
Maria Józefa uchodziła za kobietę niezwykle pobożną i przykładną żonę. Nigdy nie zdradziła męża, regularnie uczestniczyła w nabożeństwach, a dworskie plotki nie miały do niej dostępu. Tymczasem podczas pamiętnego polowania w Białowieży królowa uczyniła ze swojej pobożności makabryczny kontrast. W altanie, czekając na kolejne zwierzę, czytała francuski romans – i odkładała książkę wyłącznie po to, aby oddać strzał.
Jej wynik budzi grozę nawet dziś: z zimną krwią zabiła 20 żubrów. Wśród ofiar znalazły się cielne samice i młode osobniki. Łącznie para królewska uśmierciła 42 żubry, 13 łosi i 2 sarny. Najcięższy żubr ważył 14 centnarów i 50 funtów, a łoś – 9 centnarów i 75 funtów. Truchła rozdano potem okolicznym chłopom, jakby chcąc zamaskować bezsensowną rzeź pozorem praktycznego gestu.

Jaki ojciec, taki syn
August III nie był w swoim okrucieństwie odosobniony. Jego ojciec, August II Mocny, dorównywał mu bestialstwem, a może nawet je przewyższał. Podróżujący po Polsce Joachim Christian Schulz zanotował wstrząsające świadectwo: z okna Pałacu Saskiego król strzelał do psów, które przywabiano rzucanym mięsem. Nie zabijał od razu – wolał patrzeć, jak kulawe, konające zwierzęta próbują uciekać, aby potem znów do nich celować. Dla monarchy był to rodzaj „badania natury”, porównywalny – jak ironizował Schulz – do wiwisekcji uczonych.
Syn poszedł w ślady ojca. Według licznych przekazów August III również strzelał do psów i kotów z okien saskiej rezydencji. Całymi dniami wycinał też papierowe figurki żołnierzy, co niektórzy uznali za dowód jego ograniczenia umysłowego. Jednak to, co działo się w Puszczy Białowieskiej, przeczy tezie o nieszkodliwym nudziarzu. Władca potrafił być bezlitosnym mordercą fauny, a jego organizowane z epickim rozmachem polowania do dziś stanowią jeden z najmroczniejszych epizodów saskiego panowania w Polsce.
Zwierzę jako zabawka
XVIII-wieczna Europa traktowała zwierzęta jak przedmioty. Obok królewskich zwierzyńców i parków krajobrazowych, gdzie polowanie uchodziło za rozrywkę elit, coraz częściej pojawiały się wędrowne menażerie i cyrki. Walki dzikich stworzeń, tresura przemocą i zabijanie dla poklasku stanowiły normę. August III wpisywał się w ten trend doskonale – ale wyniósł go na poziom prawdziwie królewski.
W dobrach Branickich w Choroszczy praktykowano tak zwany „strzał w lot”: zwierzę spychano z rampy drewnianej wieży wprost do wody i wtedy do niego strzelano. Publiczność oklaskiwała celne trafienia, a ranne zwierzęta tonęły lub ginęły na oczach widzów. W Puszczy Białowieskiej mechanizm był podobny – tylko skala większa. Zwierzęta traktowano jak ruchome tarcze, a ich strach i cierpienie nie miały żadnego znaczenia. Liczyły się wyłącznie fanfary, podziw gości i wpis do annałów.
Wstydliwa pamiątka
Po rzezi król kazał wznieść na grobli między stawami pomnik z białego piaskowca. Wyryto na nim nazwiska uczestników i upiorne statystyki: 42 żubry, 13 łosi, 2 sarny. Napis głosi, że „Najaśniejsze Państwo August III z Królową Jeymością i Królewiczem ichmościem Xawerem i Karolem tu mieli polowanie żubrów i zabili”.
W czasach carskich zabytek pieczołowicie chroniono: zimą nakładano specjalny pokrowiec, latem zdobił go kwietnik. Przetrwał rabunek przez Rosjan w 1915 roku i powrócił do Polski rozbity na dwie części. Dziś, odnowiony, stoi spokojnie w cieniu drzew i przypomina o dniu, gdy przyroda przegrała z królewskim kaprysem.
Żubrów w polskiej części Puszczy Białowieskiej jest obecnie około 145 – Augustowi III wystarczyłoby zaledwie kilka podobnych „polowań”, aby gatunek zniknął raz na zawsze.
Bibliografia
- http://www.ciekawepodlasie.pl/opis/476,Obelisk+na+pami%C4%85tk%C4%99+polowania+Augusta+III+Sasa.htm
- https://wilanow-palac.pl/pasaz-wiedzy/czlowiek-a-zwierze-w-dawnej-rzeczypospolitej
- https://www.encyklopedia.puszcza-bialowieska.eu/index.php?dzial=haslo&id=579