Kupował obrazy, klejnoty i utrzymywał tłum dworzan. Ostatni król Polski skończył jako bankrut

40 milionów złotych długu – kwota, za którą można było przez rok utrzymać 120-tysięczną armię. Tyle właśnie winien był swoim wierzycielom ostatni król Polski w chwili abdykacji. Za fasadą balów, dzieł sztuki i królewskiego przepychu kryła się skomplikowana sieć finansowych zależności, a kluczowe role odgrywali w niej żydowscy faktorzy i jubilerzy, bez których dwór Poniatowskiego po prostu nie mógłby funkcjonować.
- Skarbiec świecący pustkami
- Kosztowne zainteresowania
- Żydowscy bankierzy ponad prawem
- Abdykacja za cenę spłaty długów
- Ostatni rachunek
- Bibliografia
Skarbiec świecący pustkami
Stanisław August Poniatowski rozpoczął panowanie z całkiem przyzwoitym budżetem. W 1768 roku do monarszej szkatuły wpłynęło 9,5 miliona złotych, co w przeliczeniu na dzisiejszą wartość daje około 701 milionów złotych. Wystarczało na remonty Zamku Królewskiego, inwestycje w manufaktury, a nawet stopniową spłatę wcześniejszych zobowiązań.
Sytuacja zmieniła się katastrofalnie po pierwszym rozbiorze w 1772 roku. Rzeczpospolita straciła ponad 202 tysiące kilometrów kwadratowych terytorium, a wraz z nim król utracił najbardziej dochodowe królewszczyzny: Mohylów, Malbork, Sambor oraz kopalnie soli w Wieliczce, zagarnięte przez Austrię. Dochody monarchy stopniały o blisko połowę. Od tego momentu rozpoczęła się spirala zadłużenia, która wymknęła się spod kontroli.
Wbrew obiegowej opinii, wydatki Poniatowskiego nie wynikały wyłącznie z rozrzutności. Król regularnie łatał dziury w państwowych przedsięwzięciach, finansował przedstawicielstwa dyplomatyczne i utrzymywał gwardię. Mimo to nie panował nad własnym budżetem – ponad 10% dochodów przeznaczał na pensje i zapomogi dla rozmaitych podopiecznych, a ogromna liczba dworzan żyła z królewskiej spiżarni, czerpiąc z Zamku drewno opałowe, świece i żywność.
Kosztowne zainteresowania
Stanisław August Poniatowski nie pił, nie palił i unikał szlacheckiego obżarstwa, miał jednak inny, znacznie kosztowniejszy nałóg: bezgraniczną miłość do sztuki. Jego zamiłowanie do obrazów, rzeźb, pięknych ubrań i precjozów nie znało granic. Nawet po abdykacji, osiadłszy w Petersburgu, potrafił godzinami przemierzać galerie i antykwariaty, skupując co cenniejsze zabytki, podczas gdy jego skarbnicy załamywali ręce nad rachunkami.
Nie pomagała też królewska hojność w wydawaniu świeżo zakupionych skarbów. Z równą lekkością, z jaką nabywał kolejne dzieła, rozdawał je później zaprzyjaźnionym arystokratom, a nawet carowi Pawłowi. W Petersburgu utrzymywał okazały pałac, sprowadzał wodę z Bristolu, a chleb wypiekano mu z warszawskiej mąki – za wszystko płacąc krocie, choć regularnie brakowało mu gotówki na podstawowe zobowiązania. Brytyjski historyk i biograf króla Adam Zamoyski przyznaje, że Stanisław August naprawdę nie widział nic zdrożnego w życiu na kredyt, bo przecież zawsze znalazł się ktoś, kto zgodził się pożyczyć mu kolejną sumę.

Żydowscy bankierzy ponad prawem
W gronie wierzycieli Poniatowskiego szczególną pozycję zajmowali żydowscy kupcy i jubilerzy, którzy dzięki statusowi królewskich faktorów mogli legalnie mieszkać i prowadzić interesy w Warszawie – mieście oficjalnie zamkniętym dla osadnictwa żydowskiego. W zamian za przywileje i ochronę prawną służyli monarsze kredytem, dostarczali też towarów, bez których król nie wyobrażał sobie życia: zegarków, brylantów, złotych pierścionków i srebrnej biżuterii.
Najważniejszym z nich był pochodzący z Amsterdamu Szymon Simons, którego Emanuel Ringelblum nazwał „królem żydowskich bankierów w Warszawie”. Simons handlował sprowadzanymi z Holandii wyrobami zegarmistrzowskimi i klejnotami, a przy okazji udzielał pożyczek nie tylko samemu Poniatowskiemu, lecz także największym magnatom Korony. Kiedy po upadku Rzeczypospolitej komisja zaborców przeliczała królewskie długi, okazało się, że tylko jednemu jubilerowi władca wisiał ponad 435 tysięcy złotych. Kwota ta daje pewne wyobrażenie o skali finansowych operacji, jakie Poniatowski prowadził z żydowskimi przedsiębiorcami.
Abdykacja za cenę spłaty długów
W listopadzie 1795 roku Stanisław August Poniatowski zrzekł się korony, a jego długi osiągnęły apogeum – astronomiczne 40 milionów złotych, czyli równowartość przeszło 2 miliardów dzisiejszych złotych. Zaborcy obiecali przejąć te zobowiązania, co było jednym z kluczowych argumentów, które przekonały monarchę do złożenia podpisu pod abdykacją. Obiecano mu również roczną pensję w wysokości 200 tysięcy dukatów, tyle że Austria wkrótce przestała wypłacać swoją część, a Prusy nieustannie się spóźniały.
Tylko Rosja, za sprawą przychylnego carowi Pawłowi Poniatowskiego, wywiązywała się ze zobowiązań. Mimo to były król wciąż tonął w długach. Otrzymane w styczniu 1795 roku 50 tysięcy dukatów, które miały wystarczyć na cały rok, rozeszły się w ciągu niespełna ośmiu miesięcy. Stanisław August do końca odmawiał skreślenia kogokolwiek ze swojej listy płac – utrzymywał krewnych, wypłacał pensje służbie, opłacał włoskiego dentystę i słynnego kucharza Paula Tremo.
Ostatni rachunek
Stanisław August Poniatowski zmarł 12 lutego 1798 roku w Petersburgu, nie pozostawiając po sobie testamentu. Być może w ten sposób chciał oszczędzić kłopotów krewnym, którzy i tak musieli zmierzyć się z górą niespłaconych zobowiązań. Część królewskich długów przejął książę Józef Poniatowski, który – jak wówczas mówiono – pragnął „uratować pamięć śp. Stanisława Augusta od sromoty bankructwa”.
W szufladzie biurka zmarłego monarchy znaleziono zaledwie 123 dukaty i 55 rubli. Człowiek, który jako młody podróżnik deklarował, że „punktem honoru każdego człowieka winno być uiszczanie swych osobistych zobowiązań”, odszedł jako bankrut.
Bibliografia
- Łojek J., Stanisław August Poniatowski i jego czasy, Warszawa 1998.
- Zamoyski A., Ostatni król Polski, Warszawa 2025.
- Żywirska M., Ostatnie lata życia króla Stanisława Augusta, Warszawa 1975.
- https://www.jhi.pl/artykuly/szymon-i-jakub-simonsowie,7955