Znowu głośno o złotym pociągu. Co tak naprawdę kryje się pod ziemią na 65 kilometrze trasy i dlaczego nikt nie potrafi tego odkopać?

Złoto nazistów ukryte na Dolnym Śląsku przyciągało poszukiwaczy przygód i skarbów od końca II wojny światowej. Nadzieje wiązali z nim nawet przedstawiciele służb specjalnych i rządów. Jeżeli chodzi o sam złoty pociąg, fakty mieszają się tutaj z legendami i spekulacjami. Ile może być w nich prawdy? Oto historia poszukiwań tajemniczego skarbu.
- Czy Niemcy ukryli skarby w pociągu?
- Zeznania Herberta Klose
- Mapa Słowikowskiego, morderstwo i zastraszanie
- Podsibirski i nowi poszukiwacze
- Odnalezione wagony i co dalej?
Czy Niemcy ukryli skarby w pociągu?
W 1944 roku przegrana Niemiec była kwestią czasu. Na drodze do Berlina pozostawał jeszcze Wrocław – broniący dostępu do kluczowego ośrodka przemysłowego III Rzeszy. We wrześniu tamtego roku zarządzono aby mieszkańcy Wrocławia oddawali swoje kosztowności i pieniądze w depozyt do banków. Mieli opuścić miasto na czas walk. Wielu wierzyło, że wrócą i odzyskają to oddali. Był to nie mały majątek, bo nie chodziło tylko o osobiste kosztowności rodzinne, ale skarby złupione lub skonfiskowane w innych miejscach. Według świadków skarb miał być wywieziony z Wrocławia i ukryty gdzieś, być może w okolicy Wałbrzycha na trasie do zamku Książ. (Bonek T., 2020: s. 18)
Jeżeli istnieje jakiś złoty pociąg, to właśnie te skarby miały się w nim znajdować. Mówiono nawet, że może być wśród nich Bursztynowa Komnata, cenne kruszce i zaginione dzieła sztuki.
Istnieją zeznania świadków, mapy, opowieści z pierwszej, drugiej i trzeciej ręki. Trudno jednak znaleźć spójną narrację. Nie ma nawet zgodności co do zawartości zaginionego pociągu, jego wielkości czy rodzaju (niektórzy mówią o ciężarówkach). Natomiast wiele osób liczy na skarby. W tej zagmatwanej historii nie sposób prześledzić wszystkich wątków. Warto jednak przyjrzeć się najważniejszym tropom i chronologii poszukiwań.
Zeznania Herberta Klose
Wyobrażenia o zaginionych skarbach podsycił Herbert Klose. Przez kilka lat po wojnie działał jako weterynarz we wsi Sędziszowa. Wkrótce jednak UB poznało jego prawdziwą tożsamość. Był milicjantem w niemieckim Wrocławiu, a nawet kapitanem Wehrmachtu. Zabrany na przesłuchanie zdradził, że wie gdzie są ukryte skarby. Miał być jednym z odpowiedzialnych za wyznaczenie skrytek i transport pociągu z kosztownościami. Ponieważ ofensywa aliancka uniemożliwiała przejazd wgłąb Niemiec, wszystko trzeba było ukryć na Dolnym Śląsku. Takich miejsc Klose wymieniał siedem. (Bonek T.: s. 248) W tym górę Wielisławkę w pobliżu Sędziszowej, gdzie mieszkał. Potem jednak dodał, że spadł z konia w trakcie akcji transportowej. To wyeliminowało go z akcji przed zakończeniem i sprawiło, że miał nie znać dokładnego położenia skarbu.
W ciągu następnych lat Klose kluczył i zmieniał zeznania. Ostatecznie nie wiadomo ile z jego opowieści jest prawdą. Wzmianka o upadku z konia wydaje się być podejrzana. Niektórzy wierzą, że w ogóle wszystko wymyślił, żeby zwieść UB i uniknąć kary.
Mapa Słowikowskiego, morderstwo i zastraszanie
Klose nie był jednak jedynym, który mówił o skarbach. Emerytowany górnik Tadeusz Słowikowski otrzymał od Niemca, któremu uratował życie, mapę z 1928 roku. W miejscu nieistniejącej już dziś bocznicy miał się znajdować ukryty skarb, zaznaczony na mapie. Niemcy podobno ukryli go na kilka dni przed wejściem Sowietów do miasta. Akcja była ściśle tajna. Mieszkańcom kazano zasłonić okna. Rodzina mieszkająca w domu z oknami wychodzącymi na bocznicę miała zostać zamordowana. W ten sposób pozbywano się świadków.
Sprawa pociągu była niebezpieczna nie tylko dla tych, którzy podobno widzieli jak go ukrywano. Tadeusz Słowikowski podjął poszukiwania na własną rękę (w końcu to jemu powierzono tajemnicę). W latach 70-tych mapę miał jednak zabrać funkcjonariusz SB. Lokalny naczelnik Urzędu Spraw Wewnętrznych – Stanisław Siorek – zainteresował się sprawą i sam zaczął prowadzić intensywne poszukiwania we wskazanej okolicy. (Bonek T.: s. 229)
Słowikowski nie odzyskał mapy, ale po przedstawieniu w 2003 roku wyniku swoich badań lokalnym władzom, uzyskał pozwolenie na poszukiwania. Wtedy zaczęło się zastraszanie. Podobno mieli mu grozić uzbrojeni mężczyźni, otruto jego psa i zniszczono drzwi wejściowe do domu. Słowikowski podejrzewał, że jest to sprawa tajnych służb, które założyły mu również podsłuch w telefonie.
Doniesienia o skarbach przedstawiane przez Słowikowskiego, Klosego i innych, zachęciły władze PRL. W latach 80-tych zaangażowały się one oficjalnie w poszukiwania. Niestety znaleziono tylko skarb ze złotymi i srebrnymi monetami w klasztorze w Lubiążu. Zresztą był to zabytek prawdopodobnie z wojen śląskich (XVIII wiek) i nie miał nic wspólnego ze złotem nazistów.
Podsibirski i nowi poszukiwacze
Podwarszawski przedsiębiorca Władysław Podsibirski również badał temat skarbów ukrytych przez nazistów już od końca lat 70-tych. Przez długi czas gromadził informacje. Dopiero dwie dekady później mógł się zająć właściwymi poszukiwaniami. Zapewnił sobie również umowę z ówczesnym ministerstwem finansów, która gwarantowała mu znaleźne w razie powodzenia akcji.
Poszukiwania Podsibirskiego, choć oparte na wielu zebranych wskazówkach, również nie doprowadziły do żadnej konkluzji.
Kolejna sensacyjna informacja o możliwości znalezienia lada moment pociągu ze złotem pojawiła się w 2015 roku. Dwaj poszukiwacze, którzy zgłosili się do władz Wałbrzycha, wrócili do lokalizacji z mapy Słowikowskiego. W ciągu kilku miesięcy 2015-2016 przeprowadzono wykopy w okolicy Wałbrzycha Szczawienko. Sprawa została bardzo nagłośniona, wypowiadali się specjaliści i wspominały o tym zagraniczne media. (Bonek T.: s. 22) Co prawda skarbu nie znaleziono, ale akcja przyciągnęła w okolice Wałbrzycha wielu turystów.
Lokalizacja zaginionej bocznicy, na 65 i 64 kilometrze linii kolejowej nr 274, jest nadal jednym z najpopularniejszych miejsc gdzie oczekuje się ukrytego skarbu. Ponieważ nie udało się znaleźć pociągu pod
Odnalezione wagony i co dalej?
W kwietniu 2025 roku do lokalnego urzędu zgłosili się przedstawiciele grupy Złoty Pociąg 2025. Stwierdzili, że na pewno wiedzą gdzie jest ukryty słynny skarb i w czerwcu uzyskali pozwolenie na przeprowadzenie niewielkich wykopów. (Kocemba J., 2025) Mogą pracować jednak tylko ręcznymi narzędziami i używać wykrywacza metali. Mało inwazyjna metoda będzie nie tylko chronić teren cenny przyrodniczo (obszar należy do Nadleśnictwa Świdnica). Po latach fałszywych alarmów władze pozostają sceptyczne i nie chcą ryzykować zbyt wiele. Czy tym razem coś jest na rzeczy? Możemy się przekonać już wkrótce. Niektórzy obiecują wiele, również odnalezienie Bursztynowej Komnaty. Z drugiej strony nie wykluczone, że ewentualne ukryte wagony będą zawierać broń, chemikalia lub dokumenty. Te mają nieocenioną wartość dla historyków, trudno jednak oczekiwać, że zapewnią komuś fortunę.
Źródła:
1. Tomasz Bonek, Zaginione złoto Hitlera – bezpieka PRL na tropie skarbu Festung Breslau, Kraków 2020
2. Onet, Ukryty tunel, morderstwo i tajne służby. Łowca skarbów ujawnia kulisy poszukiwań "złotego pociągu", 1 września 2015 (https://wiadomosci.onet.pl/kraj/zloty-pociag-tadeusz-slowikowski-ujawnia-kulisy-poszukiwan/e7rver, dostęp 07.07.2025
3. Robert Kotecki, Tajemnice góry Sobiesz, https://karkonoszego.pl/artykul/tajemnice-gory-sobiesz-n1278538, dostęp 07.07.2025
4. Krzysztof „Czarny” Krzyżanowski, Złoto Wrocławia, kapitan Klose i podziemia Wielisławki https://odkrywca.pl/zloto-wroclawia-i-kapitan-klose/, dostęp 07.07.2025