6 tysięcy morderców z UPA ruszyło, by wyrżnąć wieś. Polacy stworzyli w niej prawdziwą twierdzę

Latem 1943 roku fala mordów na Wołyniu zmieniła dziesiątki polskich wsi w pogorzeliska i masowe groby. Jedno miejsce oparło się jednak zagładzie. W Przebrażu, niewielkiej osadzie niedaleko Łucka, schroniło się co najmniej 12 tysięcy Polaków, którzy pod dowództwem leśnika i przedwojennego sportowca stworzyli twierdzę nie do zdobycia.
- Krwawa Wielkanoc
- Granaty za jabłka
- Tysiące ludzi na skrawku ziemi
- Szturm Ukraińców i pomoc Sowietów
- Rajdy na zaplecze wroga
- „Harry” Cybulski – leśnik, biegacz, dowódca
- Bibliografia
Krwawa Wielkanoc
Wielkanoc 1943 roku rozpoczęła się w Przebrażu spokojnie. Około dwudziestu młodych mężczyzn wybrało się na rezurekcję do pobliskiego kościoła – wrócili po kilku godzinach, niesieni przez tych, którzy ruszyli ich szukać. Wszyscy zostali zamordowani ze szczególnym okrucieństwem: obcięto im języki, genitalia, zdarto skórę.
Ciała przyniesiono do wioski celowo – po to, aby nikt ze sceptycznie nastawionych wobec działania Ukraińców osób nie mógł dłużej udawać, że „u nas nic się nie stanie”. Dopiero ten wstrząs zmusił mieszkańców do działania. Starszyzna natychmiast podjęła decyzję o budowie samoobrony i wyznaczeniu linii obronnych. Zaczęto kopać okopy i gromadzić zapasy, choć na razie nie było jeszcze czym walczyć.
Granaty za jabłka
Kluczowym problemem stała się broń. Dowództwo samoobrony zastosowało fortel – zwróciło się do niemieckich władz z prośbą o utworzenie „straży wiejskiej” do ochrony przed bandami leśnymi, nie precyzując, o kogo chodzi. Niemcy wyrazili zgodę i przekazali siedemnaście starych sowieckich karabinów, co dało Polakom oficjalne przyzwolenie na posiadanie broni.
Dzięki temu można było legalnie wydobyć z ukrycia wszystko, co od dawna leżało zakopane w stodołach i piwnicach. Resztę zdobywano zaskakującymi metodami – od żołnierzy węgierskich i niemieckich kupowano pistolety i amunicję, a za wiadro jabłek udawało się czasem zdobyć kilka granatów. Z wraków porzuconych sowieckich czołgów wymontowano dwa działka kalibru 45 mm. We wsi uruchomiono rusznikarnię, w której naprawiano broń i składano pistolety maszynowe Sten.

Tysiące ludzi na skrawku ziemi
W ciągu kilku miesięcy liczba Polaków w Przebrażu wzrosła dziesięciokrotnie – do wsi ściągali uchodźcy z okolicznych osad, a konwoje samoobrony ewakuowały tysiące ludzi z miejscowości takich jak Kołki. W jednym gospodarstwie żyło po kilka rodzin, spano w ziemiankach, szałasach i prowizorycznych barakach. Trzeba było zorganizować kuchnie polowe, piekarnie i magazyny żywności.
Wyprawy po zboże odbywały się pod uzbrojoną eskortą, a Ukraińcy regularnie ostrzeliwali pracujących na polach żniwiarzy. Gdy zapasy zaczęły się kończyć, wywiad doniósł, że we wsi Żurawicze UPA zgromadziła około tysiąca krów zagrabionych z polskich gospodarstw. Pod koniec listopada 1943 roku 740 obrońców ruszyło tam pieszo. Bydło pasło się niestrzeżone na łąkach, a w samej wsi znaleziono ogromne ilości mąki i ziarna. Krowy, które przyprowadzono do Przebraża, rozpoznawały dawnych właścicieli i przychodziły wołane po imieniu.
Szturm Ukraińców i pomoc Sowietów
30 sierpnia 1943 roku UPA zgromadziła pod Przebrażem nawet do 6 tysięcy uzbrojonych ludzi i drugie tyle chłopów z siekierami. Atak poprzedziła mobilizacja w okolicznych wsiach i stworzenie sztabu odpowiedzialnego wyłącznie za zdobycie polskiej osady. O 4.45 nad ranem rozpoczął się ostrzał artyleryjski, a horda ruszyła z trzech stron jednocześnie.
Polacy odpierali kolejne fale, ale przewaga napastników stawała się coraz trudniejsza do zrównoważenia. W krytycznym momencie dowództwo poprosiło o pomoc oddział sowieckich partyzantów płka Mikołaja Prokopiuka – 150 piechurów i 60 kawalerzystów. Sowieci uderzyli na tyły UPA, wywołując panikę. Kontratak polskiej kawalerii i piechoty doprowadził do całkowitego rozbicia przeciwnika. Na polu walki pozostało około 400 zabitych Ukraińców, a ręce obrońców wzbogaciły się o kilkadziesiąt karabinów maszynowych i moździerzy.
Rajdy na zaplecze wroga
Po odparciu sierpniowego szturmu Przebraże przestało jedynie czekać na kolejne ataki. We wrześniu połączone siły samoobrony uderzyły na bazę UPA w Hauczycach, likwidując stałe zagrożenie dla sąsiedniej Rafałówki. Na początku października, wspólnie z oddziałem Prokopiuka, rozbito szkołę podoficerską UPA w Omelnie.
Wypady te miały znaczenie nie tylko militarne, lecz także psychologiczne. Pokazywały, że Polacy potrafią wyjść zza okopów i zadać cios przeciwnikowi. Dla OUN fakt, że polska „republika partyzancka” trwa w samym środku zaplanowanego ludobójstwa, był poważnym ciosem propagandowym. Przebraże przetrwało do wkroczenia Armii Czerwonej w styczniu 1944 roku, ani razu nie zdobyte.
„Harry” Cybulski – leśnik, biegacz, dowódca
Henryk Cybulski, nazywany przez swoich „Harrym”, był przed wojną podoficerem Wojska Polskiego i jednym z najlepszych długodystansowców w kraju. We wrześniu 1939 roku trafił do sowieckiej niewoli i został zesłany na Syberię, skąd udało mu się uciec i wrócić na Wołyń. To on stanął na czele militarnej organizacji Przebraża i swoją determinacją oraz opanowaniem zyskał bezgraniczne zaufanie tysięcy ludzi.
Po wojnie jego losy okazały się gorzkie. Aby uniknąć aresztowania przez NKWD, wstąpił do komunistycznej partyzantki, a następnie do Ludowego Wojska Polskiego. Swoje wspomnienia „Czerwone noce” opublikował dopiero w 1966 roku, i tak nie wyjawiając wszystkiego. Nie został bohaterem ani władzy ludowej, ani środowisk akowskich – zbyt krytycznie oceniał decyzje dowództwa AK, które w jego opinii za późno ruszyło z pomocą eksterminowanej ludności.
Bibliografia
- Filar W., Przebraże – bastion polskiej samoobrony na Wołyniu. Bitwy i akcje, Warszawa 2007.
- Motyka G., Ukraińska partyzantka 1942–1960, Warszawa 2006.
- https://dzieje.pl/wiadomosci/prof-damian-markowski-przebraze-bylo-polska-republika-partyzancka-w-samym-srodku