Seanse u Piłsudskiego i rozmowy z duchami. Jak polskie elity międzywojnia wzywały zmarłych?

Lata międzywojenne miały swoje mody — i jedną z najbardziej elektryzujących były lewitujące stoliki, szepty „z tamtej strony” oraz eksperymenty, które miały sprawdzić, jak daleko sięga ludzki umysł. Spirytualizm i zjawiska paranormalne podbijały salony, a do jasnowidzów po wskazówki zaglądali nie tylko spragnieni sensacji bywalcy, lecz także ludzie z samego szczytu władzy. Co więcej, lekarze i psychologowie nie zbywali tego wzruszeniem ramion — rozkładali „moce” mediów na czynniki pierwsze, próbując uchwycić moment, w którym zaczyna się coś niewytłumaczalnego. Seans nie był więc wyłącznie towarzyską atrakcją. Dla wielu stawał się furtką do odpowiedzi, których nie dawała nauka… przynajmniej wtedy.
- Spirytualizm: moda na seanse z duchami
- Seans spirytystyczny Piłsudskiego na wojnie
- Stefan Ossowiecki: jasnowidz elit II RP
- Ektoplazma i seanse: sława i demaskacje
- Spirytyzm i nauka w czasach międzywojnia
Spirytualizm: moda na seanse z duchami
Spirytualizm, który jednocześnie stał się głośną sensacją i nowym ruchem religijnym, narodził się w XIX wieku. Za jego pierwsze bohaterki uznaje się siostry Fox z Nowego Jorku w USA. To właśnie one w 1848 roku miały jako pierwsze nawiązać kontakt z duchem rzekomo mieszkającym w ich domu. Niedługo potem moda na seanse, stukające odgłosy, „tańczące” stoliki i rozmowy z zaświatami dotarła do Europy — także do Krakowa i Warszawy. Choć gazety często kpiły z tej nowej rozrywki, coraz więcej osób dawało się wciągnąć w atmosferę tajemnicy. Z czasem seanse przestały być ciekawostką i stały się popularne wśród ludzi z różnych warstw społecznych. (Sołowianiuk P., 2014: rozdz. I)
Niewyjaśnione zjawiska coraz mocniej przykuwały uwagę pisarzy, wynalazców i artystów. W gronie zaciekawionych pojawiali się również inżynierowie oraz lekarze. Dla jednych seanse spirytystyczne miały stanowić namacalny dowód istnienia świata duchów i możliwości kontaktu z nim. Inni interpretowali te zdarzenia inaczej: jako sygnał, że człowiek może posiadać jeszcze niepoznane zdolności — tak zwane możliwości metapsychiczne.
Do ruchu dołączali także ci, którzy szukali alternatywy wobec tradycyjnej religii i nowego pomysłu na społeczeństwo — socjaliści, sufrażystki oraz feministki.
Wśród uczestników seansów można było spotkać choćby racjonalnego Bolesława Prusa czy Władysława Reymonta. W Wielkiej Brytanii fascynację spirytualizmem przejawiał „ojciec” angielskiego kryminału Arthur Conan Doyle, a także przyrodnik Alfred Russell Wallace, współtwórca teorii ewolucji. W Paryżu pokazy słynnego medium — Eusapii Palladino — obserwowali Piotr i Maria Curie. (Katz B., 2021) Ich zainteresowanie tematem budziło spore emocje i bywało uznawane za kontrowersyjne. Krytycy przekonywali, że media, zjawy i lewitujące przedmioty to jedynie kolejna odsłona oszustwa.
Seans spirytystyczny Piłsudskiego na wojnie
Jedna z anegdot głosi, że Józef Piłsudski podczas I wojny światowej miał wraz z żołnierzami na froncie urządzić — dla rozrywki — seans spirytystyczny. Gdy nadarzyła się okazja, postanowił nadać temu „zabawowemu” spotkaniu bardziej praktyczny sens i polecił przywołać ducha świeżo zmarłego rosyjskiego dowódcy. Podobno faktycznie zjawiła się postać jednego z dowódców z wojny rosyjsko-japońskiej, która miała przepowiedzieć:
„Pierwszego dnia Bożego Narodzenia oczekujcie ataku... to będzie tylko demonstracja... prawdziwy atak pójdzie na południe.” I rzeczywiście — wydarzenia potoczyły się zgodnie z tym, co miał zapowiedzieć „duch”. Dla przyszłego marszałka stało się to źródłem opinii jasnowidza (por. Mikołejko A., 2019: s. 55), zwłaszcza że podobne historie miały powracać także w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Piłsudski chętnie dorzucał do tego opowieści o proroczych zdolnościach swojej matki, która — jak twierdził — miała przeczuwać niezwykłą przyszłość syna.
Trudno nie dostrzec w tym elementu gry psychologicznej, wzmocnionego narcystycznym rysem i autorytarnym usposobieniem Marszałka. Zarazem Piłsudski wyrastał w środowisku, gdzie granica między światem materii a sferą ducha nie była wyraźnie wytyczona. Podobnie niejednoznaczna pozostawała linia między traktowaniem zjawisk paranormalnych jako narzędzia wpływu a szczerym przekonaniem o ich realności.
Stefan Ossowiecki: jasnowidz elit II RP
W dwudziestoleciu międzywojennym zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi nie tylko nie wygasło, lecz wręcz nabierało rozpędu i coraz częściej przyciągało ludzi z najwyższych sfer. W kręgu dawnych współtowarzyszy broni Piłsudskiego, a także samego Marszałka, chętnie gromadzono się m.in. wokół najsłynniejszego polskiego jasnowidza i medium – Stefana Ossowieckiego. (Sołowianiuk P.: rozdz. II) W tych samych salonach można było spotkać gwiazdy estrady, pisarzy i poetów, a także wpływowych polityków.
Co istotne, Ossowiecki nie był postacią znaną wyłącznie w Polsce. Urodził się w Moskwie i już jako młody człowiek miał zdradzać zdolności parapsychiczne. Równolegle zdobywał wykształcenie inżyniera-chemika i przejął część udziałów w rodzinnych zakładach chemicznych. W 1918 roku skazano go na śmierć jako kapitalistę i wroga rewolucji. Wyrok udało się jednak odwrócić dzięki wstawiennictwu przyjaciela. Pozbawiony majątku i zmuszony działać pod presją, musiał uciekać do Warszawy. Tam pracował jako inżynier, obejmując dobrze opłacane stanowiska. Pieniędzy mu nie brakowało, a za swoje „wizjonerskie” usługi nierzadko w ogóle nie brał wynagrodzenia. To właśnie niezwykłe umiejętności otwierały mu drzwi do elit i budowały jego legendę w towarzystwie.
Poza rzekomym wglądem w przyszłość (miał podobno trafnie przewidzieć nawet okoliczności własnej śmierci), Ossowieckiemu przypisywano także bilokację oraz talent do odnajdywania zaginionych przedmiotów. Pomagał tropić skradzione klejnoty i odnajdywać zgubione rodzinne pamiątki, ale szukano u niego wsparcia również w sprawach osób zaginionych i ciał poległych. Mimo narastającej sławy zachowywał powściągliwość, podkreślając, że nie narzuca nikomu swoich przekonań. (Sołowianiuk P.: rozdz. V-VI)
Ektoplazma i seanse: sława i demaskacje
Już pod koniec XIX wieku ogromną popularność zdobyły tzw. media materializacyjne. Wierzono, że niektóre osoby potrafią „sprowadzić” ducha w fizycznej postaci, wykorzystując ektoplazmę – tajemniczą, fluidyczną substancję mającą wydobywać się z ust albo nosa medium. Zwolennicy tych praktyk twierdzili, że dzięki niej zjawa może na moment stać się materialna.
W trakcie seansu medium miało zapadać w letarg, po czym z jego ust zaczynała wyłaniać się biała masa, przypominająca mglisty obłok. Z czasem rzekomo przybierała kształty: najpierw dłoni, potem głowy, a niekiedy całej sylwetki. Takie pokazy przyniosły rozgłos m.in. Stanisławie Popielskiej. Co więcej, słynny psychiatra Albert von Schrenck-Notzing uznał ją za autentyczne medium. Jej kariera trwała do 1930 roku, kiedy została skompromitowana przez innego badacza – tym razem francuskiego.
W tamtej epoce naukowe „przyklepanie” zdolności parapsychicznych miało ogromne znaczenie. Psychologowie, lekarze oraz powoływane do tego instytucje ścigały się w próbach potwierdzania albo obalania działalności mediów. Podczas seansów uczestnicy trzymali badaną osobę za ręce i pilnowali, czy nie manipuluje stołem nogami. Zdarzyło się nawet, że wykryto użycie bosej stopy do naśladowania dłoni ducha. (Sołowianiuk P. rozdzi. VII)
Nie brakowało też sceptyków. Zarzucali oni badaczom zbyt pobieżne kontrole i pomijanie oczywistych dróg oszustwa. Bywało, że dopiero fotografie ujawniały szczegóły: widoczne nitki, kartonową „twarz” przypiętą do prześcieradła czy fragment gazy udający nadnaturalną materię. Wiele demaskacji umożliwiała lampa błyskowa. Reszta wychodziła na jaw przypadkiem albo dzięki wyjątkowo uważnemu uczestnikowi. Szczególnie bezwzględnie z wszelkimi przejawami spirytyzmu walczył najsłynniejszy iluzjonista epoki – Harry Houdini – choć jednocześnie potrafił docenić czysto performerski kunszt takich występów.

Spirytyzm i nauka w czasach międzywojnia
Dwudziestolecie międzywojenne to epoka pełna zaskakujących sprzeczności. Nawet w Związku Radzieckim, gdzie państwową linią był marksistowski materializm i deklarowany ateizm, dało się zauważyć ciekawość wobec wybranych wątków spirytyzmu. Telepatia czy telekineza – gdyby okazały się możliwe do opanowania – mogłyby przecież posłużyć do „ulepszania” człowieka i budowy nowego społeczeństwa. (por. Burmistrov K. i in., 2011: s. 51) W praktyce takie zdolności wydawały się też kuszące jako narzędzie do podglądania i kontrolowania przeciwnika, choć na większą skalę podobne próby kojarzy się zwłaszcza z okresem zimnej wojny.
Zmiana w myśleniu i postrzeganiu świata nie ograniczała się jednak do Związku Radzieckiego. Po I wojnie światowej runęły dawne porządki i reżimy. Równolegle dynamicznie rozwijały się psychologia i psychoterapia, odkrywano niezwykłe cechy fotonów, rodziły się podstawy fizyki kwantowej oraz badań nad energią atomową. Wielu badaczy poruszało się na granicy tego, co widzialne, i tego, czego nie da się dostrzec gołym okiem – a co mimo to wydawało się realne.
W tym samym czasie szukano także nowej religii albo przynajmniej idei, która potrafiłaby przejąć jej społeczną rolę w zmieniających się wspólnotach. Trudno się dziwić, że w takiej atmosferze część uczonych, a także ludzie z tzw. dobrego towarzystwa, chciała pójść jeszcze dalej i sprawdzić to, co dotąd uchodziło za niepewne lub kontrowersyjne. Nawet jeśli w tym gronie nie brakowało równie licznych sceptyków.