Mieszkańcy przez 11 godzin bronili się przed UPA. Tak zaczęła się krwawa niedziela

11 lipca 1943 roku, w słoneczną niedzielę, do kisielińskiego kościoła przyszło blisko stu osiemdziesięciu wiernych. Gdy po mszy rozległy się pierwsze strzały, nikt nie przypuszczał, że właśnie rozpoczyna się jeden z najbardziej dramatycznych epizodów rzezi wołyńskiej.
- Miasteczko, jakich wiele
- Krwawa niedziela w Kisielinie
- 11 godzin piekła
- Świadectwa i powroty
- Pamięć w ruinach
- Bibliografia
Miasteczko, jakich wiele
Kisielin nad rzeką Stochód przed wojną niczym nie wyróżniał się spośród innych wołyńskich miasteczek. Barokowy kościół karmelitów pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, cerkiew, dwie żydowskie bożnice, ruiny pałacu Olizarów i około tysiąca mieszkańców – Polaków, Ukraińców i Żydów – żyjących obok siebie od pokoleń. Dzieci chodziły do jednej szkoły powszechnej, gdzie każde uczyło się swojej religii, a Ukraińcy mieli lekcje ojczystego języka. Dorośli pomagali sobie w pracach polowych, a statystyki notowały dwadzieścia trzy sklepy i zaledwie dziewięciu urzędników gminnych. Nikt nie pamiętał, by przed wojną dochodziło tu do poważniejszych konfliktów na tle narodowościowym.
Sielankę przerwał wrzesień 1939 roku. Wkroczenie Armii Czerwonej przyniosło kołchoz i komunistyczne mityngi. W 1941 roku przyszli Niemcy – zlikwidowano kołchoz, ale wprowadzono godzinę policyjną i wywózki na roboty przymusowe. W sierpniu 1942 roku zgładzono wszystkich kisielińskich Żydów. Prawdziwą zapowiedzią tragedii okazała się jednak noc z 14 na 15 marca 1943 roku, gdy trzydziestu pięciu ukraińskich policjantów porzuciło służbę, aby zasilić szeregi partyzantki.
Krwawa niedziela w Kisielinie
Tamtego lipcowego poranka Aniela Sławińska, późniejsza Dębska, lepiła z siostrą pierogi i beztrosko śpiewała. Pomagająca im Ukrainka zapytała wtedy: „Dziatki, jeszcze wam się chce śpiewać?”. Ona już wiedziała. Tymczasem w kościele ksiądz Witold Kowalski odprawiał sumę, a chór zaintonował „Żegnaj Królowo”. Gdy wierni zaczęli wychodzić, świątynia była już otoczona podwójnym kordonem uzbrojonych upowców. Napastnicy otworzyli ogień natychmiast, nie dając szans na ucieczkę.
Przerażeni ludzie cofnęli się do środka. Kilkadziesiąt osób zabarykadowało się na piętrze plebanii połączonej z kościołem, czworo ukryło się pod dachem. Pozostałych, około osiemdziesięciu, którzy oddali się w ręce napastników, spotkał potworny los – rozebrano ich pod przymusem, rozstrzelano pod dzwonnicą i dobijano bagnetami. Zginęło dziewięćdziesiąt osób, w tym troje dzieci poniżej dziesiątego roku życia. Włodzimierz Sławosz Dębski, obserwujący masakrę z ukrycia, widział, jak z kościoła wywlekano kobiety za włosy i mordowano pod murem.

11 godzin piekła
Obrońcy plebanii nie mieli żadnej broni. Dowodzenie objął zaledwie siedemnastoletni Włodzimierz Sławosz Dębski – późniejszy mąż Anieli i ojciec kompozytora Krzesimira. Zastawili drzwi meblami, a przez kolejne godziny odpierali ataki tym, co było pod ręką: cegłami wyrywanymi z rozbieranych ścian i pieców, kaflami. Gdy upowcy podkładali ogień, gaszono go wodą z wiadra, a gdy jej zabrakło – zbieranym naprędce moczem. Wrzucane przez okna granaty natychmiast odrzucano z powrotem. Ksiądz Kowalski, ranny w twarz, mimo bólu spowiadał i udzielał rozgrzeszenia.
Po jedenastu godzinach, już po zmroku, napastnicy wycofali się – prawdopodobnie w obawie przed niemieckim patrolem z pobliskiej Ołyki. W oblężeniu zginęły cztery osoby, sześć zostało rannych. Dębskiemu odłamki granatu rozerwały nogę; pierwszego opatrunku udzieliła mu Aniela. Ukraińska rodzina Parfieniuków ukryła go w stodole, a Paraska Padlewska zawiozła do lekarza w Łokaczach, gdzie amputowano mu kończynę. Jego rodzice – Leopold i Anisja Dębscy – mieli mniej szczęścia. Dwa tygodnie później zostali porwani i zamordowani, mimo że w dowodzie osobistym Anisji wpisano narodowość ukraińską.
Świadectwa i powroty
Aniela i Włodzimierz spotkali się ponownie po wojnie, w Zamościu. Wzięli ślub, zamieszkali na Dolnym Śląsku, a później w Lublinie. On został nauczycielem i dyrektorem szkoły muzycznej, ona – strażniczką pamięci. Dębski przez dziesięciolecia spisywał wspomnienia i malował panoramy nieistniejącego już Kisielina, odtwarzając z pamięci kształt okiennic, studziennych żurawi i gontów. Jego monumentalna monografia „Było sobie miasteczko” stała się fundamentem dla późniejszego filmu dokumentalnego o tym samym tytule. Muzykę do niego skomponował syn Krzesimir.
Gdy w latach dziewięćdziesiątych państwo Dębscy ponownie pojechali na Wołyń, zastali ruiny kościoła i dawnych sąsiadów, którzy wciąż bali się mówić o przeszłości. Aniela, stojąc przed zniszczoną świątynią, zadała pytanie dręczące ją przez wszystkie lata: „Dlaczego ich zabiliście?”. Usłyszała w odpowiedzi: „Takie były czasy. Tak było trzeba”. Nie była to odpowiedź, która przynosi ukojenie. W Kisielinie nawet sześćdziesiąt lat po masakrze milczenie wydawało się bezpieczniejsze niż prawda – ci, którzy opowiadali za wiele, spotykali się z groźbami.
Pamięć w ruinach
Dziś kisieliński kościół wciąż stoi jako trwała ruina – pozbawiony dachu, porośnięty chwastami, z zawaloną dzwonnicą. W 1992 roku Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu postawiło przy nim pięć metalowych krzyży i ogrodziło zbiorową mogiłę. Na jednym z pomników widnieje sowiecki jeszcze napis o „obywatelach polskiego pochodzenia rozstrzelanych przez ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów”, na drugim – tablica ufundowana przez środowisko 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Dwa pomniki, dwa języki, dwie narracje.
W 2023 roku prezydent Polski odznaczył pośmiertnie Medalem Virtus et Fraternitas tych Ukraińców z Kisielina i okolic, którzy w lipcu 1943 roku wybrali człowieczeństwo. Piotr Parfeniuk, jego stryjostwo Lubow i Anton, Paraska Padlewska, a także rodziny Kyców, Koreniów, Kowtoniuków i Biliczuków – ich nazwiska przypominają, że nawet w najciemniejszych godzinach historii nie zabrakło odważnych, którzy sprzeciwili się złu.
Bibliografia
- Motyka G., Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”, Kraków 2011.
- https://dzieje.pl/aktualnosci/swiadek-historii-z-kisielina-na-wolyniu
- https://ipn.gov.pl/pl/historia-z-ipn/224697,Pawel-Nalezniak-Krwawa-niedziela-na-Wolyniu.html
- https://nawolyniu.pl/wspomnienia/kisielin.htm