Wykorzystali chciwość esesmanów, by zabić ich siekierami. Kulisy buntu w obozie zagłady z 1943

14 października 1943 roku w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Sobiborze wybuchł zbrojny bunt. Był jednym z nielicznych udanych powstań w historii hitlerowskich obozów. Wzięło w nim udział kilkuset więźniów, a około 300 zdołało przedostać się przez ogrodzenie i pole minowe. Większość z nich później złapano i zamordowano. Wojnę przeżyło zaledwie 40–70 osób.
- Fabryka śmierci
- Kiełkujący bunt
- Mózg konspiracji
- Plan doskonały
- Godzina zemsty
- Ucieczka przez miny
- Cena wolności
Fabryka śmierci
Sobibór powstał wiosną 1942 roku jako jeden z trzech ośrodków zagłady akcji „Reinhardt”. Jego jedynym celem była masowa eksterminacja ludności żydowskiej. Obóz ulokowano wśród lasów i bagien, przy linii kolejowej Chełm–Włodawa. Dzięki temu transporty ofiar mogły docierać bezpośrednio na rampę wyładowczą. W komorach gazowych zamordowano około 180 tysięcy Żydów – nie tylko z Polski, ale też z Holandii, Francji, Niemiec, Austrii, Czech i ZSRR.
Niemcy od początku zakładali, że wszystkie fizyczne prace – także te związane z eksterminacją – będą wykonywać żydowscy więźniowie. Nazywano ich Arbeitsjuden. Z każdego transportu wyłączano kilkadziesiąt osób, których umiejętności uznawano za przydatne. Do ich zadań należało wyprowadzanie ludzi z wagonów, sortowanie zagrabionych ubrań, obcinanie włosów kobietom skazanym na śmierć, a nawet opróżnianie komór gazowych. W obozie przebywało przeciętnie około 600 więźniów, z czego około 150–300 w tzw. obozie III, gdzie zmuszano ich do grzebania, a później palenia zwłok.
Kiełkujący bunt
Myśl o zorganizowanym oporze zaczęła kiełkować wśród Arbeitsjuden na początku 1943 roku. Wokół Leona Feldhendlera – syna rabina, byłego przewodniczącego Judenratu w Żółkiewce – skupiła się grupa polskich Żydów. Łączyło ich jedno przekonanie: lepiej zginąć w walce niż w komorze gazowej. Przez długi czas jednak ich aktywność ograniczała się do rozmów.
Przełom nastąpił latem 1943 roku. Więźniowie dowiedzieli się, że ostatni Żydzi z obozu w Bełżcu zostali wysłani do Sobiboru i zamordowani. Zrozumieli, że po likwidacji obozu czeka ich ten sam los. Dodatkowo na terenie ośrodka zaczęto budować nowy kompleks magazynowy – znak, że wkrótce zmieni się przeznaczenie obozu, a dotychczasowi więźniowie staną się zbędni. Feldhendler i jego towarzysze doszli do wniosku, że jedynym wyjściem jest zbiorowa ucieczka.

Mózg konspiracji
Konspiratorzy mieli jednak poważny problem. Brakowało im doświadczenia wojskowego i umiejętności przywódczych. Feldhendler był inteligentnym organizatorem, ale nie potrafił opracować realistycznego planu walki. Los sprawił, że 23 września 1943 roku do Sobiboru przybył transport z getta w Mińsku. Wśród przywiezionych znajdowało się około 60 żołnierzy Armii Czerwonej pochodzenia żydowskiego, wcześniej przetrzymywanych w obozie jenieckim.
Jednym z nich był porucznik Aleksandr „Sasza” Pieczerski. Kilka dni po przybyciu doszło do jego konfrontacji z esesmanem Karlem Frenzlem. Odwaga i duma, które wtedy okazał, zyskały mu rozgłos w całym obozie. Feldhendler szybko nawiązał z nim kontakt i zaproponował objęcie dowództwa nad konspiracją. Po kilku rozmowach, podczas których sprawdzał intencje rosyjskiego oficera, Pieczerski zgodził się. Tak powstał Podziemny Komitet – połączenie polskiej znajomości topografii obozu z sowieckim doświadczeniem bojowym.
Plan doskonały
Pieczerski opracował szczegółowy plan. Zakładał on, że powstańcy wykorzystają chciwość esesmanów, aby zwabić ich w ustronne miejsca i po cichu zlikwidować. Niemcy w Sobiborze nosili przy sobie tylko broń krótką, a wachmani ukraińscy dostawali amunicję wyłącznie na czas służby. To dawało szansę. Główną bronią powstańców miały być noże i topory – te pierwsze wyniesiono z magazynów lub potajemnie wyprodukowano, topory wykradli cieśle z warsztatu stolarskiego.
Bunt zaplanowano na dzień, w godzinach popołudniowych. Między 15:30 a 16:30 spiskowcy mieli pod różnymi pretekstami zwabić Niemców do warsztatów i magazynów, a następnie bez rozgłosu ich zabić. Potem przeciętoby linie telefoniczne i energetyczne. Około 17:00 kapo mieli zwołać więźniów na apel, ogłosić powstanie i poprowadzić kolumnę marszową w kierunku bramy głównej. Zakładano, że zdezorientowani wachmani otworzą bramę lub dopuszczą do niej Żydów. Gdyby plan się nie udał, więźniowie mieli forsować ogrodzenie w miejscu, gdzie – jak przewidywał Pieczerski – pole minowe było słabsze.
Godzina zemsty
W nocy z 13 na 14 października rozdano noże i topory. Konspiratorom nie udało się zabić wszystkich esesmanów, którzy tego dnia przebywali w obozie. Zginęło ich jednak dwunastu, w tym pełniący obowiązki komendanta Johann Niemann. Zlikwidowano także dowódcę obozowej straży i najwyższego rangą wachmana. W magazynach i warsztatach poszły w ruch siekiery.
Niestety, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Karl Frenzel, mimo zaproszenia, nie pojawił się w warsztacie stolarskim. Nie udało się go zlikwidować. Kiedy kapo zwołali więźniów na apel, rozgorączkowani Żydzi nie uformowali kolumny marszowej. Zamiast tego rzucili się bezładnie w kierunku ogrodzenia. Jeden z wachmanów zastąpił im drogę – tłum zabił go na miejscu. Frenzel wybiegł z budynku i zasypał uciekinierów seriami z pistoletu maszynowego. Droga do bramy głównej została odcięta.
Ucieczka przez miny
Mimo chaosu kilkuset więźniom udało się dotrzeć do ogrodzenia. Przecinali druty, wspinali się na płot lub czołgali pod nim. W pewnym momencie ogrodzenie zawaliło się pod ciężarem ludzi. Ci, którzy pierwsi przedostali się na drugą stronę, zaczęli biec przez pole minowe. Eksplozje rozrywały ciała. Inni padali od kul z wież strażniczych. Grupa powstańców, która zdobyła broń palną, osłaniała zbiegów ogniem. Około 300 osób dotarło do lasu.
W obozie pozostało od 150 do prawie 300 Żydów. Nie podjęli próby ucieczki lub zostali schwytani. Wśród nich byli wszyscy więźniowie obozu III, którzy nie wiedzieli o planowanym buncie, oraz Żydzi holenderscy – nie znali języka ani terenu, więc bali się ryzykować. Następnego dnia Niemcy rozstrzelali wszystkich, którzy zostali w Sobiborze. Obóz wkrótce zlikwidowano, a teren zaorano.
Cena wolności
Pościg za uciekinierami rozpoczął się rankiem 15 października. Wzięły w nim udział jednostki SS, straż graniczna, żandarmeria, a nawet samoloty rozpoznawcze. Do 22 października schwytano i zamordowano ponad stu Żydów. Jednak wielu udało się wymknąć. Część znalazła schronienie u polskich rodzin – za co niektórzy Polacy zapłacili najwyższą cenę, a później zostali odznaczeni medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Inni ukrywali się w lasach lub dołączali do partyzantów.
Aleksandrowi Pieczerskiemu udało się dotrzeć pod Brześć i wstąpić do sowieckiego oddziału partyzanckiego. Po wojnie został jednak zdegradowany i zesłany do karnego batalionu – w ZSRR pobyt w niemieckiej niewoli uznawano za hańbiący. Leon Feldhendler zamieszkał w Lublinie, gdzie w 1945 roku został śmiertelnie postrzelony. Prawdopodobnie padł przypadkową ofiarą zamachu na funkcjonariusza UB. Wojnę przeżyło około 50–70 uczestników powstania. Ostatni z nich, Siemion Rozenfeld, zmarł w 2019 roku.
Źródła:
- Bem M., Powstanie w Sobiborze. Świadectwa ocalonych z niemieckiego obozu zagłady, Radom-Włodawa 2013.
- https://ipn.gov.pl/pl/historia-z-ipn/230978,Bunt-w-niemieckim-obozie-zaglady-w-Sobiborze.html
- https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/holocaust/34594,Uratowali-mnie-Polacy-Opowiesc-uciekiniera-z-obozu-w-Sobiborze.html