Szwedzi mieli ponad 11 tys. żołnierzy i lepszą pozycję. Polacy wygrali bitwę w 30 minut

27 września 1605 roku pod Kircholmem wydarzyło się coś, co do dziś brzmi jak wojskowa legenda. Zaledwie trzy tysiące żołnierzy Rzeczpospolitej, dowodzonych przez Jana Karola Chodkiewicza, stanęło naprzeciw ponad jedenastotysięcznej armii szwedzkiej. Rachunek sił nie pozostawiał złudzeń — a jednak wszystko potoczyło się w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Po niespełna trzydziestu minutach to husaria dyktowała warunki na polu bitwy, a Szwedzi byli w rozsypce. Co dokładnie zagrało w tej krótkiej, błyskawicznej rozgrywce i jaki jeden element przesądził o tym, że przewaga liczebna okazała się bez znaczenia?
- Wojny polsko-szwedzkie i bitwa pod Kircholmem
- Kircholm: jak Chodkiewicz zaskoczył Szwedów
- Czy Szwedzi mogli zdobyć Rygę?
- Kircholm: zwycięstwo i gorzka cena
Wojny polsko-szwedzkie i bitwa pod Kircholmem
Wojny polsko-szwedzkie w latach 1600-1629
Przyczyny wojen polsko-szwedzkich były złożone i nakładały się na siebie. Po pierwsze rozstrzygała się kwestia praw do korony Szwecji. W 1592 roku Zygmunt III Waza został obrany królem Szwecji, lecz nie zdołał utrzymać władzy i powstrzymać działań swojego stryja, Karola Sudermańskiego. Starcie pod Linköping (1598) zakończyło się wyparciem Zygmunta ze Szwecji, a w kolejnym roku doszło do jego detronizacji.
Dalszy przebieg konfliktów nie sprowadzał się jedynie do umacniania pozycji Karola oraz jego syna, Gustawa II Adolfa, na szwedzkim tronie. Liczono także na opanowanie obszarów, które wcześniej należały do zakonu Kawalerów Mieczowych — czyli sekularyzowanych w 1561 roku Inflant — oraz na szerzenie protestantyzmu na terenach pozostających pod silnym wpływem katolicyzmu.
Bitwa pod Kircholmem rozegrała się w trakcie tzw. II wojny polsko-szwedzkiej. Na początku Szwedzi szybko zajęli znaczną część Inflant aż po Dźwinę. W kolejnych latach głównym celem stało się stopniowe wypieranie ich z opanowanych ziem. Co istotne, obie strony walczyły w odmienny sposób i funkcjonowały w zupełnie różnych realiach. Wojska polsko-litewskie dysponowały świetnymi dowódcami, ale cierpiały na chroniczny brak pieniędzy i nie zawsze mogły liczyć na życzliwość miejscowej ludności. Szwedzi mieli wyraźnie silniejszą flotę oraz większe poparcie wśród mieszkańców miast inflanckich, jednak w starciach na otwartym polu długo wypadały słabiej. Dopiero doświadczenia kolejnych kampanii wymusiły modernizację armii i dostosowanie jej do walki z wymagającym przeciwnikiem.
Armie i taktyka
Wojska Korony i Litwy coraz rzadziej opierały się na pospolitym ruszeniu (poza sytuacjami kryzysowymi). Zamiast tego podstawę sił zbrojnych stanowiły oddziały tzw. pieniężne, czyli zaciężne i najemne. To z kolei oznaczało nieustanne trudności z wypłatą żołdu. Największym atutem Rzeczpospolitej pozostawali jednak dowódcy. Niejedno starcie, prowadzone przez niedofinansowane wojsko, kończyło się pomyślnie dzięki znakomitej strategii hetmanów. Także bitwa pod Kircholmem — o której jeszcze wspomnimy — została rozstrzygnięta m.in. dzięki husarii. Losy bitwy mogłyby jednak potoczyć się niekorzystnie dla Litwinów, gdyby nie hetman Jan Karol Chodkiewicz i jego przemyślana taktyka. Kircholm świetnie pokazuje, jak można przekuć pozorną słabość w przewagę nad silniejszym przeciwnikiem.
Siły litewskie składały się przede wszystkim z jazdy. W ich skład wchodziło 1650 ciężkozbrojnej husarii, 510 rajtarów i arkebuzerów (średniozbrojna kawaleria), a także lekkozbrojni: 800 kozaków i petryhorców, 350 Tatarów oraz 1040 piechoty i 7 dział. Było to wojsko wyraźnie nastawione na działania ofensywne i walkę na otwartym terenie, choć potrafiło skutecznie radzić sobie również w zwarciu, także w przestrzeni zabudowanej.
Szwedzi dysponowali znaczną przewagą liczebną i nastawiali się głównie na obronę. Z ponad 11 tys. żołnierzy przeszło 6800 stanowiła piechota, a około 4500 jazda — w większości średniozbrojna kawaleria szwedzka i fińska. W pierwszym regimencie ustawiono 11 dział, za nimi piechotę, a następnie jazdę. Całość tworzono w czterech rzutach, z wyraźną dominacją piechoty. (dokładny opis patrz: Wisner H., 1987: s. 114-115) Szwedzka taktyka nie odbiegała od wzorców zachodnioeuropejskich: opierała się przede wszystkim na piechocie. A może zainteresuje cię także ten artykuł na temat wojen polsko-szwedzkich?
Kircholm: jak Chodkiewicz zaskoczył Szwedów
Jak doszło do bitwy?
Kircholm leży nad Dźwiną, niespełna 25 kilometrów na południe od Rygi. Okolica jest częściowo zalesiona, z łagodnymi wzniesieniami, które miały wkrótce odegrać swoją rolę. 23 września pod miasto podeszły wojska szwedzkie dowodzone przez samego Karola IX i rozpoczęły oblężenie. Litewskie oddziały hetmana Jana Karola Chodkiewicza dotąd unikały rozstrzygającej bitwy. Stawka była jednak wysoka: Ryga stanowiła kluczowy ośrodek handlowy, a Rzeczpospolita nie mogła pozwolić sobie na jej utratę.
Chodkiewicz zjawił się pod Rygą 26 września i rozłożył obóz nad Dźwiną, około 13 km od miasta. Rankiem 27 września Szwedzi przerwali oblężenie i ruszyli na spotkanie przeciwnika, licząc na szybkie, łatwe zwycięstwo. Obie armie zetknęły się na pofałdowanym terenie. Szwedzi wcześniej zajęli i umocnili wzgórze, co dodatkowo pogarszało sytuację mniej licznego wojska litewskiego.
To, jak dokładnie wyglądał początek starcia, do dziś bywa przedmiotem sporów wśród historyków. Nie wszyscy potwierdzają, że Chodkiewicz zastosował manewr pozorowanej ucieczki (Wisner H.: s. 123). Pewne jest natomiast, że Szwedzi, zbliżając się do miejsca bitwy, nie dostrzegli obozu przeciwnika, co dało Chodkiewiczowi możliwość uderzenia z zaskoczenia.
Bitwa pod Kircholmem – przebieg
Starcie pod Kircholmem rozpoczęło się od potyczek: litewska jazda weszła w kontakt z piechotą szwedzką. Szarsza przełamała szyk przedniego rzutu piechoty, wprowadzając zamieszanie w szwedzkich liniach.
Świadkowie epoki oceniali czas właściwej bitwy na około pół godziny. Szwedzcy dowódcy szybko utracili kontrolę nad oddziałami, a wojsko rzuciło się do ucieczki. Mniej liczne, lecz bardzo ruchliwe siły litewskie nacierały z różnych stron na osaczonych Szwedów. Największe straty armia szwedzka poniosła jednak w trakcie pościgu, który trwał aż do wieczora — miało zginąć co najmniej 6000 ludzi. Karol IX o mało nie trafił do niewoli; ratował się ucieczką w stronę portu.
Tak jak ponad 20 lat później w przypadku bitwy pod Oliwą, również pod Kircholmem Szwedzi zostali zaskoczeni. Przekonani o własnej przewadze, zostali rozbici niemal natychmiast przez liczebnie słabsze wojsko. Na przebieg walk i na to najświetniejsze zwycięstwo całej kampanii ogromny wpływ miała husaria. Jej niezwykle silne, wytrzymałe i trudne do spłoszenia, a jednocześnie zwrotne konie świetnie nadawały się do przełamywania linii przeciwnika. Lżejsza jazda tatarska i kozacka dopełniła dzieła.
Czy Szwedzi mogli zdobyć Rygę?
Czy Ryga mogła zostać przejęta przez Szwedów?
Gdy obie armie stanęły naprzeciw siebie pod Kircholmem, łatwo było odnieść wrażenie, że Szwedzi mają wygraną w kieszeni. Jak już wspominałam, przewyższali wojsko litewskie liczebnie. Warto jednak pamiętać, że nie byli dobrze przygotowani do starcia w otwartym terenie. Dla sił Chodkiewicza natomiast to miejsce było niemal idealne do rozstrzygnięcia bitwy. Konie husarskie hodowano właśnie z myślą o takich konfrontacjach. Przewaga jazdy — i to bardzo różnorodnej (ciężkozbrojna husaria, lżejsza husaria kozacka, oddziały tatarskie) — pozwalała błyskawicznie rozrywać szyki piechoty. Do tego dochodziła umiejętność wykorzystania terenu. Armia Chodkiewicza nie tylko znała okolicę lepiej, ale potrafiła „grać” warunkami naturalnymi. Dobrym przykładem były szarże prowadzone z wiatrem, by wzniecać tumany kurzu i tworzyć coś na kształt „zasłony dymnej”. Nic dziwnego, że taki sposób walki potrafił realnie przestraszyć przeciwnika.
Litwini mieli też wyraźny atut psychologiczny. To było wojsko zahartowane w kolejnych kampaniach i podbudowane wcześniejszymi zwycięstwami. Szwedzi walczyli ze zmiennym szczęściem, a do tego działali na obcej ziemi.
Gdyby polem starcia była Ryga, a nie Kircholm, szanse Szwedów najpewniej wzrosłyby. Tym bardziej że przynajmniej część mieszkańców nie była szczególnie przywiązana do polskiego władcy. Obie strony miały swoje mocne karty, ale wyciągnięcie Szwedów na otwarte pole przechyliło szalę na korzyść Litwinów.
Czy bitwa pod Kircholmem mogła potoczyć się inaczej — i przede wszystkim zakończyć innym wynikiem? Zapewne tak. Zwłaszcza gdyby po obu stronach stanęli inni dowódcy. W tym konkretnym układzie jednak Szwedom było niezwykle trudno zwyciężyć, mimo przewagi w ludziach i uzbrojeniu.
Dwa (również bitwa pod Oliwą) najbardziej efektowne zwycięstwa Rzeczpospolitej w wojnach polsko-szwedzkich były w dużej mierze skutkiem błędnej oceny zagrożenia po stronie szwedzkiej. Paradoksalnie oba nie przełożyły się też na zasadniczą zmianę losów całego konfliktu.
Rozbite oddziały szwedzkie odstąpiły spod Rygi. Straty, choć dotkliwe, nie były jednak na tyle duże, by wykluczyć Szwecję z dalszej walki. Tymczasem w Rzeczpospolitej narastała frustracja szlachty: wojny przeciągały się, żołd wypłacano z opóźnieniem, a do tego rosły obawy przed absolutystycznymi zapędami króla. Kulminacją tych nastrojów stał się rokosz sandomierski w latach 1606-1607. (Wisner H.: s. 131)
Dalszy przebieg wojny
Hetman Jan Karol Chodkiewicz w kolejnych latach pokazał zarówno lojalność, jak i dużą pomysłowość. Tym bardziej że wojska, które odnosiły zwycięstwo za zwycięstwem, wciąż nie mogły doczekać się żołdu wypłacanego na czas. Chodkiewicz, choć nie znosił takiej strategii, musiał niekiedy unikać bitwy. Ostatecznie poparł jednak konfederację zawiązaną przez własne chorągwie — właśnie z powodu zaległych wypłat.
W kwietniu 1611 zawarto rozejm, który później przedłużano aż do 1617 roku. Nie wynikało to jednak z przewagi polsko-litewskiej. Sytuację odwróciła wojna kalmarska (szwedzko-duńska), która wciągnęła Szwecję na kolejne lata i zakończyła się dla niej poważnymi stratami. Z kolei wojna z Rosją prowadzona w latach 1615-17 pokazywała, że nowy król, Gustaw II Adolf, nie zamierza porzucać mocarstwowych ambicji odziedziczonych po ojcu.
Następna odsłona wojny polsko-szwedzkiej przypadła na lata 1617-18. Zwycięstwa Szwedów pod Parnawą, Dyjamentem i Salisem przekreśliły wcześniejsze sukcesy Chodkiewicza. W dalszym ciągu konfliktu Szwecja zdobyła także Rygę (1621) i utrzymała ją aż do 1710 roku.

Kircholm: zwycięstwo i gorzka cena
Równoczesne konflikty ze wschodnimi i południowymi sąsiadami, niepokoje wewnątrz kraju oraz kurczące się dochody działały na przebieg wojen polsko-szwedzkich wyjątkowo destrukcyjnie. W efekcie – podobnie jak w przypadku wielu efektownych sukcesów Rzeczpospolitej z tamtego okresu – bitwa pod Kircholmem pozostała przede wszystkim triumfem o znaczeniu symbolicznym. Ten potencjał szybko roztrwoniono przez braki w finansowaniu i spory wewnętrzne. Wojska oparte na zaciągu i najemnikach potrafiły być niezwykle skuteczne, ale ich utrzymanie pochłaniało ogromne środki.
Dzisiaj, patrząc na tak imponujące zwycięstwa jak Kircholm, warto widzieć je w szerszym kontekście epoki. Wojny XVII wieku, prowadzone z dużym rozmachem, obnażyły zarówno mocne strony, jak i słabości armii najemnych i zaciężnych. Jednym z największych atutów sił Rzeczpospolitej był system dowodzenia oparty na urzędzie hetmana. Polscy i litewscy wodzowie potwierdzali jego wartość w szeregu znakomitych zwycięstw. Profesjonalne podejście do strategii przekładało się na przebieg kampanii, sprawniejsze prowadzenie działań i lepszą koordynację kolejnych faz starcia — a Kircholm doskonale to pokazuje. Kluczowe znaczenie miało również wykorzystanie husarii. Na Zachodzie oddziały kawalerii, zwłaszcza ciężkiej jazdy, często uznawano już wtedy za relikt średniowiecza. Sukcesy takie jak Kircholm dowiodły jednak, że to błędne przekonanie. Husaria Chodkiewicza potrafiła w ciągu około pół godziny rozbić liczniejszą armię przeciwnika. Szczególnie pierwsze dekady XVII wieku były czasem szczytowej formy tej formacji. (por. Cichowski J. Szulczyński A., 2004: s. 20)
Jakie były słabe strony? Jak już wspomniałam, wojska zaciężne i najemne wymagały stałych, wysokich nakładów finansowych. Do tego dochodził problem dyscypliny. Szlachta nie musiała utożsamiać się z planami monarchy, a brakowało też jednej, spójnej idei, która utrzymywałaby wszystkich w posłuszeństwie. Częściej na pierwszym miejscu stawiano obronę własnych przywilejów stanowych i bezpieczeństwo lokalne — co z ich perspektywy było zrozumiałe. Z tego powodu w kolejnym stuleciu następni władcy Rzeczpospolitej będą podejmować próby budowy armii stałej. Zresztą z niewielkim powodzeniem.
Najbardziej spektakularny triumf Chodkiewicza stał się za to klasycznym przykładem tego, jak skuteczna potrafi być kawaleria w otwartym polu. Na początku XIX wieku formacje jazdy — ciężkiej, średniej i lekkiej — zaczęły ponownie zyskiwać uznanie. Szczególnie Wielka Armia Napoleona chętnie wykorzystywała różne typy kawalerii w czasie bitew. Ale to już materiał na osobny artykuł.
Źródła:
- Jerzy Cichowski, Andrzej Szulczyński, Husaria, Bellona 2004
- Henryk Wisner, Kircholm 1605, Bellona 1987