Wzięła ślub z wrogiem matki, a po kilku tygodniach została wdową. Na jej pogrzeb z całej rodziny przyjechał tylko ojciec

Gdyby Joseph Kennedy miał kiedykolwiek przyznać, które z jego dziewięciorga dzieci kochał najbardziej, prawdopodobnie długo by się wahał. Ale raz się zdradził. „Wszystkie moje kaczątka są łabędziami” – mawiał o swoim potomstwie – „ale Kick była wyjątkowo wyjątkowa”. Czwarta z kolei latorośl Rose i Josepha Kennedych, ukochana siostra Jacka, była buntowniczką, która bez wahania mówiła „nie”, gdy wszyscy oczekiwali „tak” – i odwrotnie. Miała czelność wybrać własną drogę, z dala od wpływów Kennedych.
Kick
Kathleen Agnes Kennedy przyszła na świat 20 lutego 1920 roku w Brookline pod Bostonem, jako czwarte z dziewięciorga dzieci i druga córka Josepha Kennedy’ego i jego żony Rose. Przydomek „Kick” przylgnął do niej szybko – podobno oddawał jej żywiołowy, figlarny charakter lepiej niż jakiekolwiek oficjalne imię. Grała w tenisa i futbol z braćmi, a robiła to – jak zapewniają biografowie – z prawdziwą zaciekłością, nie licząc na taryfę ulgową. Była nie tylko wysportowana (czego oczekiwano od wszystkich dzieci i co szczególnie odróżniało Kick od starszej siostry, Rosemary), ale też inteligentna, dowcipna, towarzyska – to właśnie ona, a nie żaden z braci szykowanych do kariery politycznej, miała później zostać nazwana „najsympatyczniejszą z Kennedych”.
Najstarsza córka, Rosemary, urodziła się z niepełnosprawnością intelektualną, a rodzice – dla których słowo „porażka” nie istniało w słowniku – radzili sobie z tym fatalnie (Joseph ostatecznie zdecydował się na lobotomię, która zamieniła Rosemary w cień samej siebie). To na barki Kick spadła więc rola najstarszej, „udanej” córki. Razem z Joe Juniorem i Jackiem – tym samym, który miał zostać prezydentem – tworzyła ścisłą czołówkę rodzeństwa. W tej trójce Joseph pokładał największe nadzieje.
A między Kick a Jackiem istniała więź szczególna. Podobno wyglądali niemal jak bliźnięta – ta sama gęsta czupryna, te same niebieskie oczy, ten sam błysk w spojrzeniu i ambicja. Jedna z dawnych sympatii przyszłego prezydenta miała kiedyś powiedzieć, że patrząc na Kick, widziała jego lustrzane odbicie.

Miłość
Gdy w 1938 roku Joseph Kennedy objął stanowisko ambasadora USA w Wielkiej Brytanii, cała rodzina przeniosła się do Londynu. Dla osiemnastoletniej wówczas Kick to był początek najlepszego rozdziału życia. Brytyjska arystokracja, zwykle nieufna wobec amerykańskich przybyszów, skapitulowała przed nią niemal natychmiast. Panna Kennedy nawet nie musiała się specjalnie starać – po prostu taka w uroczy sposób bezpośrednia, zabawna, autentyczna. Podobno do księcia Marlborough zwracała się per „Dukie Wookie” i przemierzała ulice Londynu, żując gumę, jakby była w rodzinnym Bostonie, a nie pośród brytyjskiej elity.
To właśnie w Londynie, na jednym z licznych przyjęć, poznała Williama Cavendisha, markiza Hartington – dziedzica jednego z najstarszych i najbogatszych tytułów w Anglii, przyszłego księcia Devonshire. Zakochali się. Jak w bajce? Otóż – nie. Właśnie w tym miejscu idylla się skończyła, a zaczął się dramat rodzinny.
Cavendish był protestantem. Rodzina Kennedych była żarliwie katolicka, a Rose traktowała wiarę jak fundament, którego nie można naruszyć pod żadnym pozorem. Małżeństwo z protestantem, i to jeszcze z angielskim arystokratą, było dla niej nie do pomyślenia – nie tylko uznawała to za grzech, ale wręcz za zdradę wszystkiego, co reprezentowała rodzina. Kick stanęła więc przed wyborem, którego nie chciała dokonywać: miłość czy matka.
Wybuch wojny odsunął decyzję w czasie – rodzina Kennedych wróciła do Stanów, Cavendish poszedł na front. Kick jednak nie potrafiła o nim zapomnieć. W 1943 roku, pomimo jawnego sprzeciwu matki, wróciła do Anglii jako ochotniczka Czerwonego Krzyża. Rok później, w maju 1944 roku, wzięła z Williamem ślub – cywilny, skromny, bez błogosławieństwa Kościoła katolickiego. Rose była wściekła. Nie pojawiła się na ceremonii. Z całej rodziny obecny był tylko najstarszy brat, Joe.
Szczęście trwało zaledwie kilka tygodni. We wrześniu 1944 roku William Cavendish zginął od kuli niemieckiego snajpera w Belgii. Kick, mając zaledwie 24 lata, została wdową.
Lot nad Alpami
Można by pomyśleć, że po takiej stracie i takim konflikcie z rodziną Kick się wycofa, złagodnieje, wróci do bezpiecznego portu w Massachussetts. Nic z tych rzeczy. Została w Anglii, gdzie – jak twierdzą biografowie – czuła się bardziej sobą niż gdziekolwiek indziej. I zakochała się ponownie. Tym razem w Peterze Fitzwilliamie, brytyjskim arystokracie – żonatym.
To był związek jeszcze bardziej skandaliczny niż pierwszy: hrabia dopiero się rozwodził, a Kick, katoliczka i wdowa po protestancie, znów szła pod prąd wszystkiego, czego oczekiwała od niej rodzina. W maju 1948 roku wybrała się z Fitzwilliamem w podróż do Francji, gdzie planowali spotkać się z jej ojcem – jedynym członkiem rodziny, który zgodził się z nią rozmawiać o tym związku i, jak się wydaje, jedynym, który był gotów go zaakceptować. Jest to o tyle warte podkreślenia, że Joseph zwykle nie znosił sprzeciwu i wymagał od swojego potomstwa realizowania wyłącznie jego wizji. Nie w przypadku Kick.
Do spotkania we Francji nigdy nie doszło. Prywatny samolot, lecąc w czasie burzy nad Saint-Bauzile w departamencie Ardèche, rozbił się w górach. Zginęli wszyscy obecni na pokładzie. Kathleen „Kick” Kennedy miała 28 lat.
Na jej pogrzebie w małej wiejskiej parafii w Edensor w Anglii, gdzie spoczęła jako „Kathleen Cavendish, markiza Hartington”, z całej rodziny stawił się tylko jeden bliski – ojciec. Rose nie przyjechała. Nawet śmierć nie zdołała pogodzić matki z niepokorną córką.
Zapomniana siostra Kennedych
Historia Kick Kennedy przez dekady pozostawała w cieniu – zagłuszona przez kolejne tragedie, które miały dopiero nawiedzić ród Kennedych: zamach na Jacka w Dallas, śmierć Roberta pięć lat później, katastrofę lotniczą Johna Kennedy’ego Juniora. W rodzinie, którą świat kojarzy z nieustannym pasmem nieszczęść (tak zwana „klątwa Kennedych”), jej historia zwyczajnie się zgubiła.
A przecież to właśnie ona, zdaniem wielu wtajemniczonych, była tą jedną prawdziwą buntowniczką wśród dziewięciorga rodzeństwa – jedyną, która nie poszła wyznaczoną ścieżką. I to właśnie ona, w oczach własnego ojca, była tą najbardziej wyjątkową ze wszystkich jego „łabędzi”.
Źródła
- https://www.abc.net.au/news/2025-05-04/jfk-sister-kick-kennedy/105230414
- https://www.youtube.com/watch?v=kFiEIa3kcmM