Posiadała miliony, a na drugie śniadanie nosiła kurze udka w papierowej torbie. Krach na giełdzie uczynił ją jeszcze bogatszą

Gdy 1 kwietnia 1965 roku zmarła w nowojorskim szpitalu, pozostawiła po sobie 44 strony testamentu oraz majątek szacowany na 100 milionów dolarów. Sam podatek spadkowy od tej fortuny wyniósł 10 milionów dolarów. Helena Rubinstein, córka drobnego kupca z krakowskiego Kazimierza, zmarła jako jedna z najbogatszych kobiet swoich czasów – i jedna z pierwszych, które taką fortunę zbudowały wyłącznie własną pracą, bez spadku czy wsparcia męża-milionera.
Dwanaście słoiczków
Chaya Rubinstein, znana później jako Helena, urodziła się 25 grudnia 1870 lub 1872 roku w Krakowie na Podgórzu, jako najstarsza z ośmiu córek sklepikarza Naftalego Herza Rubinsteina i Gitel Scheindel Rubinstein. Dorastała na krakowskim Kazimierzu. Rodzina planowała dla niej typową ścieżkę – zamążpójście i prowadzenie domu. Dziewczyna zbuntowała się wobec tego scenariusza i pod koniec XIX wieku wyjechała do Australii, zabierając ze sobą zaledwie dwanaście słoiczków domowego kremu do twarzy, wytwarzanego według sprawdzonej receptury.
To właśnie ten krem, sprzedawany australijskim klientkom, stał się fundamentem przyszłego imperium. Około 1910 roku Rubinstein opracowała podział skóry na cztery typy – suchą, tłustą, mieszaną i normalną – tworząc pod każdy z nich osobną linię kosmetyków, co było wówczas podejściem rewolucyjnym w branży kosmetycznej. W 1909 roku przeniosła się do Paryża, a po wybuchu I wojny światowej – do Stanów Zjednoczonych. I to tam otwierała kolejne salony, między innymi w Nowym Jorku, Chicago, Bostonie i Los Angeles.

Intuicja?
Najbardziej spektakularnym dowodem na finansowy instynkt Rubinstein pozostaje jej zachowanie tuż przed i podczas krachu na Wall Street w 1929 roku. Gdy na giełdzie pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały, sprzedała akcje własnej firmy za 7 milionów dolarów. Rok później, gdy wybuchł Wielki Kryzys, a wartość firmy załamała się razem z resztą rynku, odkupiła te same akcje za zaledwie 1 milion dolarów, mając z całej operacji 6 milionów zysku. W tym czasie większość ówczesnych przedsiębiorców traciła fortuny lub bankrutowała. Siła nabywcza tej kwoty odpowiada dziś co najmniej 60 milionom dolarów.
Ten sam kryzys, paradoksalnie, napędził dalszy rozwój jej biznesu – Rubinstein trafnie wyczuła, że kobiety w trudnych czasach będą gotowe zrezygnować z wielu wydatków, ale nie z niewielkich, przystępnych cenowo luksusów poprawiających samopoczucie, takich jak dobrze zapakowany, umiejętnie zareklamowany krem do twarzy.
Oszczędna milionerka
p>Im większa stawała się jej fortuna, tym bardziej uderzający – i chętnie opisywany przez biografów – kontrast rysował się między jej bogactwem a osobistą oszczędnością, momentami graniczącą ze skąpstwem.Mimo posiadania luksusowych apartamentów w Paryżu i Nowym Jorku oraz imponującej willi pośród pól jaśminu w Prowansji, Rubinstein do końca życia przynosiła do biura na drugie śniadanie papierową torbę z kurzymi udkami lub jajkami na twardo. Pouczała pracowników, by oszczędzali prąd w firmowych biurach, a swoją asystentkę prosiła o kupowanie jej przecenionych rajstop. Na eleganckich przyjęciach dla nowojorskiej socjety, zamiast wykwintnych dań, potrafiła podawać gościom krakowską kiełbasę i wódkę.
Wielka rywalizacja
Nieodłącznym elementem finansowej legendy Rubinstein pozostaje jej wieloletnia, zażarta rywalizacja z inną królową przemysłu kosmetycznego – Kanadyjką Elizabeth Arden. Obie kobiety otwierały konkurencyjne salony niemal naprzeciwko siebie, podkradały sobie nawzajem pracowników i przez dekady rywalizowały o te same klientki z wyższych sfer.
Sama Rubinstein miała powiedzieć rywalce, że połączenie opakowań Arden z jej własnymi produktami pozwoliłoby im razem zdominować cały światowy rynek. Gdy Rubinstein zmarła w wieku 92 lat, Arden skomentować to miała krótkim, pełnym pozornego współczucia westchnieniem. Dziennikarka przeprowadzająca z nią wywiad zauważyła jednak w jej oczach coś, co przypominało raczej triumf niż żal. Sama Arden zmarła osiemnaście miesięcy później.
Imperium
Główną częścią spadku po Rubinstein nie była gotówka, ale akcje jej firmy, Helena Rubinstein Incorporated, przekazane rodzinnemu funduszowi powierniczemu, a nie bezpośrednio spadkobiercom. Rozwiązanie to interpretowano jako świadomy sposób na zmuszenie rodziny do dalszej pracy nad rozwojem firmy, zamiast wygodnego rozdysponowania gotówki. Ostatecznie w 1973 roku rodzina zdecydowała się sprzedać całe kosmetyczne imperium koncernowi Colgate-Palmolive za 143 miliony dolarów. Była to kwota wyraźnie przewyższająca wartość, na jaką wyceniano firmę w chwili śmierci założycielki osiem lat wcześniej.
Nowy właściciel nie poradził sobie jednak najlepiej z marką noszącą jej nazwisko. Colgate-Palmolive, w przeciwieństwie do konkurencji, trzymał kosmetyki Rubinstein w drogich domach towarowych zamiast przystępnych cenowo drogeriach, co przy rosnących kosztach marketingowych sprawiło, że firma zaczęła przynosić straty. Ostatecznie w 1980 roku markę odsprzedano firmie Albi International, a od 1984 roku, stopniowo, trafiła w ręce koncernu L’Oréal, gdzie funkcjonuje do dziś, choć – jak zauważają komentatorzy branżowi – w sposób znacznie mniej rozpoznawalny niż za życia jej twórczyni.
Warto zauważyć, że dla samej Rubinstein pieniądze nigdy nie były wyłącznie celem samym w sobie, a raczej dowodem słuszności obranej strategii – sprzedawania nie tylko kremu, ale całego mitu piękna zbudowanego wokół marki. Według jednego z najsłynniejszych przypisywanych jej powiedzeń: piękno to władza.
Źródła
- https://galiciajewishmuseum.org/wystawy/archiwum-wystaw/helena-rubinstein-pierwsza-dama-piekna/
- https://www.life.com/people/helena-rubinstein/