Sąd nakazał wyprowadzić dzieci ze szkół. Wyrok z 1954 roku rozpętał w USA prawdziwą burzę

Oddzielne miejsca w autobusach, osobne szkoły, osobne toalety. W samym sercu XX wieku w Stanach Zjednoczonych segregacja rasowa wciąż była codziennością — zapisana w przepisach i utrwalona w nawykach. Choć kolejni prezydenci zapowiadali zmiany, kraj pozostawał pęknięty na pół, a napięcie narastało z każdym miesiącem. I właśnie wtedy, w tej jednej dekadzie, coś zaczęło się przesuwać. Co sprawiło, że system zaczął się kruszyć — i kto odważył się postawić pierwszy krok?
- Złota era USA: czy dotyczyła czarnych?
- Truman i początek desegregacji w USA
- Segregacja rasowa i prawa stanowe USA
- Migracja Afro-Amerykanów do miast w USA
- Czarni Amerykanie i przełom lat 50.
- Rock and roll a granice segregacji
- Brown vs. Board: koniec segregacji szkół
- Zamieszki w Cicero: rasizm na przedmieściach
- Rosa Parks i koniec segregacji w autobusach
Złota era USA: czy dotyczyła czarnych?
W latach 50. XX wieku Stany Zjednoczone uchodziły za bezdyskusyjnego lidera świata — zarówno pod względem gospodarki, jak i siły militarnej. Ekonomia rosła w szybkim tempie. Porządek z Bretton Woods umacniał pozycję dolara, a dynamiczny rozwój przemysłu oraz wojskowe inwestycje w nowe technologie przekładały się na solidne zarobki, stabilne zatrudnienie i poczucie, że dobrobyt zostanie na dłużej. Coraz więcej przeciętnych rodzin mogło pozwolić sobie na dom z ogródkiem na przedmieściach, własny samochód i wyposażenie, o jakim po drugiej stronie Atlantyku wielu mogło jedynie marzyć. Co ważne, często wystarczała do tego jedna pensja — zazwyczaj ojca rodziny. Tyle że ta „złota era amerykańskiej gospodarki” była szczególnie odczuwalna wśród białych obywateli. Czy podobne korzyści trafiały także do czarnoskórych Amerykanów?
Truman i początek desegregacji w USA
Już w poprzedniej dekadzie prezydent Harry Truman – prywatnie uchodzący zresztą za rasistę – doprowadził do desegregacji w armii i zaczął wywierać presję na zmiany w prawie federalnym. Szybko natrafił jednak na mur sprzeciwu ze strony republikańskiej oraz konserwatywnej większości w Kongresie. (Michałek K., 2004: 270) Dopiero podczas drugiej kadencji, gdy mógł liczyć na większe poparcie demokratycznych kongresmenów, umieścił w orędziu na 1949 rok postulat „przyjęcia federalnych gwarancji praw obywatelskich Murzynów”. Ten program, określany jako Sprawiedliwy Ład (Fair Deal), miał równocześnie obejmować pakiet reform o charakterze prospołecznym, co wywołało opór także wśród części demokratów. W efekcie obie strony zdecydowały się na kompromis. Mimo to sama desegregacja w praktyce wciąż napotykała silny sprzeciw na szczeblu lokalnym, utrzymujący się jeszcze aż do lat 60-tych.
Segregacja rasowa i prawa stanowe USA
Przez większość czasu te dwie społeczności funkcjonowały obok siebie, ale osobno, a stanowe przepisy i nastawienie lokalnej policji skutecznie pilnowały, by ten podział się utrzymał. Powstawały nawet tzw. „wewnętrzne miasta” (inner cities) — ulice i całe dzielnice, w których dominowali czarnoskórzy mieszkańcy. Z jednej strony taki układ dawał czarnym Amerykanom pewien parasol ochronny i silne poczucie wspólnoty. Samo getto nie było więc najdotkliwszym kłopotem, tym bardziej że już od początku XX wieku zakładano liczne szkoły i kilka uniwersytetów przeznaczonych dla czarnoskórych. Prawdziwe tarcia zaczynały się tam, gdzie przestrzeń publiczna była współdzielona. Inne miejsca w autobusach i pociągach, osobne restauracje, parki, toalety czy punkty z wodą — wszystko to utrwalało segregację. I nie chodziło wyłącznie o fizyczne oddzielenie białych od „kolorowych”: od razu było jasne, kto w tej hierarchii stoi wyżej, komu przypadają lepsze miejsca, wyższe pensje i większe szanse na awans.
Przepisy zmieniały się w zależności od stanu. Granica przebiegała mniej więcej tam, gdzie dawniej ciągnął się podział na jankeską Północ i konfederacyjne Południe, czyli wzdłuż tzw. pasa bawełny. W wielu stanach zakazane były nie tylko małżeństwa osób różnych ras, lecz także jakiekolwiek „międzyrasowe” relacje intymne — za które groziły wysokie grzywny albo nawet do pięciu lat więzienia. Mimo kierunku wyznaczonego wcześniej przez prezydenta Trumana, jeszcze na początku lat 50. wprowadzano nowe lokalne rozporządzenia umacniające segregację, choć z czasem ten trend zaczął się powoli odwracać.

Migracja Afro-Amerykanów do miast w USA
W latach 1950–1959 nadal trwała fala migracji czarnoskórych Amerykanów do miast, zapoczątkowana tuż po II wojnie światowej. Zjawisko to nie tylko zmieniało strukturę demograficzną metropolii, lecz także otwierało przed nowymi mieszkańcami szanse na stabilniejszą pracę i lepiej płatne stanowiska. Na miejscu łatwiej było też o edukację – początkowo najczęściej organizowaną i wspieraną przez własne społeczności. Do 1960 roku po raz pierwszy w dziejach USA liczba czarnych mieszkańców miast przewyższyła liczbę białych. (Weems R.E. Jr., 2009: 360) Przybywało zarówno małych firm, jak i większych przedsięwzięć prowadzonych przez Afro-Amerykanów. Wyższe zarobki oraz rosnąca liczba przedsiębiorców przekładały się na większą konsumpcję. Dla branży reklamowej czarnoskóry klient zaczął być realnym i ważnym targetem, co pośrednio wpływało na to, jak postrzegano go w szerszej opinii publicznej.
Wraz z napływem do miast i rosnącymi dochodami Afro-Amerykanie budowali „wewnętrzne miasta”, ale jednocześnie coraz częściej wybierali także osiedla o mieszanym składzie rasowym. Stopniowo podejmowali też próby zamieszkania w dzielnicach dotąd uznawanych za przestrzeń zarezerwowaną dla białych. W wielu miejscach wywoływało to gwałtowne, a nierzadko brutalne protesty części dotychczasowych mieszkańców.
Czarni Amerykanie i przełom lat 50.
Choć wciąż obowiązywały dotkliwe przepisy segregacyjne, a postawa białej większości często pozostawała wroga, lata 1950–1959 okazały się dla czarnoskórych Amerykanów okresem wyjątkowo sprzyjającym zmianom. Afroamerykanie — od pisarzy i polityków, przez liderów religijnych, aż po zwykłe obywatelki i obywateli — coraz śmielej i bardziej świadomie włączali się w ten proces.
Wojenne doświadczenia, powojenny boom gospodarczy oraz szybkie przemiany obyczajowe sprawiły, że oddolny ruch na rzecz równości rasowej wyraźnie przyspieszał. Sprzyjał temu także szerszy kontekst: świat wchodził w nową epokę, a dekolonizacja nabierała rozpędu. Warto dodać, że swój udział miał w tym również amerykański dyplomata Ralph Bunche — pierwszy czarnoskóry laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Na wyobraźnię aktywistów szczególnie mocno działała postać Mahatmy Gandhiego. Afroamerykańscy pastorzy, którzy odegrali w ruchu kluczową rolę, przedstawiali go wręcz jako współczesny odpowiednik Chrystusa. Część działaczy podróżowała do Indii, by uczyć się bezpośrednio u źródła. Z entuzjazmem przejmowali ideę pokojowego oporu — satyagrahę. Jednym z pierwszych był Howard Thurman: po spotkaniu z Gandhim i Rabindranathem Tagorem założył w San Francisco pierwszy kościół wolny od segregacji rasowej (Brown A., 2021: 9). Zarówno Gandhi, jak i Thurman stali się później ważnymi inspiracjami m.in. dla Martina Luthera Kinga Jr.
Rock and roll a granice segregacji
Już na początku XX wieku „czarne” brzmienia coraz mocniej wnikały w tkankę amerykańskiej kultury. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero po wojnie: upowszechnienie szaf grających, przenośnych gramofonów oraz rozwój mediów masowych sprawiły, że rock and roll zaczął trafiać także do białej młodzieży. Szybka, taneczna muzyka wyrastająca z bluesa i boogie budziła silne emocje i podważała obyczajowe reguły, których dotąd pilnowano z żelazną konsekwencją. Lokalne i stanowe władze próbowały więc „opanować” sytuację, wyznaczając granice integracji. Najczęściej kończyło się na zwykłej linie, która dzieliła białą i czarną część widowni. Niekiedy zamiast liny pojawiał się policyjny kordon. Podczas jednego z koncertów pod koniec lat 50. członkom The Flamingos policja miała nawet zakazać spoglądania ze sceny na białą publiczność. (por. Knopper S. 2022) Z policją i urzędnikami wielokrotnie ścierał się też Chuck Berry. W Knoxville w stanie Tennessee, już po przyjeździe, usłyszał, że jego utwory wykonają biali artyści — organizatorzy nie zorientowali się wcześniej, że autorem piosenek jest „czarny”. Tym osobliwym zasadom na koncertach towarzyszyły przykre sceny w restauracjach, gdzie muzykom podawano gorsze posiłki, oraz w hotelach, w których nie zawsze chciano ich w ogóle przenocować.
Mimo to, gdy tylko nadarzała się okazja, publiczność tańczyła razem do ulubionych rockandrollowych hitów. Właśnie te wspólne chwile na parkiecie po cichu zmieniały myślenie młodego pokolenia i coraz wyraźniej obnażały absurd segregacyjnych przepisów. Sprawdź także ten artykuł: Rodzimy terroryzm w Stanach Zjednoczonych.
Brown vs. Board: koniec segregacji szkół
17 maja 1954 roku Sąd Najwyższy ogłosił przełomowy wyrok w sprawie Olivera Browna i innych przeciwko praktyce segregacji szkolnej utrzymywanej przez urząd edukacji w Topece (stolicy stanu Kansas). Kilka lat wcześniej czarnoskórzy rodzice dzieci w wieku szkolnym, działający w ramach National Association for the Advancement of Colored People (NAACP), zainicjowali postępowanie przeciwko władzom oświatowym. Sedno sporu było bardzo konkretne: dostęp do szkół znajdujących się w pobliżu miejsca zamieszkania, tak aby dzieci nie musiały codziennie dojeżdżać autobusem do szkoły podstawowej. W okolicy działało kilka placówek, lecz wszystkie były przeznaczone wyłącznie dla białych uczniów. Po czterech latach zwrotów akcji Sąd Najwyższy stanął po stronie rodziców i orzekł, że segregacja w szkołach narusza konstytucję. (por. Michałek K.: 291) Sprawa, znana jako Brown vs. Board of Education, do dziś uchodzi za jeden z kluczowych momentów w historii desegregacji amerykańskich szkół.
Zamieszki w Cicero: rasizm na przedmieściach
W latach 50. czarnoskórzy Amerykanie wciąż musieli liczyć się z obelgami, groźbami czy pobiciami, choć do linczów dochodziło już rzadko. Tym bardziej nie spodziewano się ich niemal wcale w Illinois. A jednak właśnie tam doszło do zdarzenia, które uruchomiło nagłą falę zbiorowej agresji w białej dzielnicy na przedmieściach Chicago. W 1951 roku czarnoskóre małżeństwo z dwójką dzieci – Harvey Jr. i Johnetta Clark – zdecydowało się wynająć mieszkanie w osiedlu dotąd zarezerwowanym wyłącznie dla białych. On, weteran II wojny światowej, pracował jako kierowca autobusu, a ich dochody pozwalały na dwupokojowy lokal w Cicero. Kłopoty zaczęły się jednak natychmiast. Pierwsze podejście nie wypaliło: miejscowy szeryf odmówił ochrony, więc rodzina wywalczyła zgodę w sądzie. Zanim zdążyli na dobre się urządzić, tłum sąsiadów zmusił ich do ucieczki. Nocą rozpoczęło się niszczenie budynku – w efekcie dachu nad głową pozbawiono także białych lokatorów – a dobytek Clarków wyrzucono z trzeciego piętra i podpalono. Napastnicy rzucali się nawet na strażaków gaszących ogień i przewracali radiowozy. Chaos udało się opanować dopiero po trzech dniach, gdy sprowadzono 600 żołnierzy Gwardii Narodowej. Wieści o zamieszkach obiegły świat i porażały rozmachem przemocy. Był to dowód, że nawet decyzje sądu i wsparcie z najwyższych szczebli władzy nie zawsze wystarczają, by przełamać głęboko zakorzenione uprzedzenia i lokalne „zasady”.
Rosa Parks i koniec segregacji w autobusach
Gdy coraz więcej białych Amerykanów przesiadało się do własnych aut, w autobusach przybywało czarnoskórych pasażerów. Mimo to w wielu stanach — także w Montgomery w Alabamie — wciąż obowiązywały przepisy segregacyjne w transporcie publicznym. W praktyce oznaczały one, że biali mieli bezdyskusyjne pierwszeństwo do miejsc w „swojej” części pojazdu. Dla czarnoskórych najczęściej kończyło się to staniem: tylna część autobusu bywała przepełniona niemal od pierwszych przystanków. 1 grudnia 1955 roku Rosa Parks odmówiła oddania miejsca w „białej” strefie autobusu. Została zatrzymana i aresztowana, a jej sprawa natychmiast przyciągnęła uwagę mediów.
Parks od kilkunastu lat działała w ruchu praw obywatelskich i w NAACP, dlatego jej sprzeciw nie pozostał jedynie pojedynczym incydentem. Stał się iskrą, która skierowała wzrok opinii publicznej na to, co działo się w miejskich autobusach Montgomery. Finał przyniosło orzeczenie Sądu Najwyższego z 1956 roku, które przesądziło, że segregacja w środkach transportu jest nielegalna.
Segregacja rasowa dawała o sobie znać niemal na każdym kroku — wchodziła w codzienność i dotykała nawet najbardziej prywatnych sfer życia. Decydowała o miejscu w kolejce i w autobusie, o tym, kogo wolno było poślubić, czy można było adoptować wybrane dziecko. Osoby kolorowe były też znacznie bardziej narażone na przemoc, również tę bezprawną, ze strony policji. Jednocześnie działalność licznych organizacji walczących o równe prawa, zaangażowanie czarnoskórych pastorów, głośne wygrane w sądach oraz drobne, codzienne akty oporu budowały atmosferę nadchodzącej zmiany i podtrzymywały nadzieję. W 1957 roku prezydent Eisenhower podpisał pierwszy od 1875 roku federalny akt o prawach obywatelskich. Jego celem było ułatwienie czarnoskórym obywatelom udziału w wyborach, lecz przełomowym skutkiem okazało się powołanie komisji ds. praw obywatelskich. W kolejnej dekadzie życie codzienne czarnoskórych nadal było dalekie od ideału, ale kluczowe, podstawowe cele udało się zrealizować.
Źródła:
- Amanda Brown, The Fellowship Church: Howard Thurman and the Twentieth-Century Religious Left, Oxford 2021
- Krzysztof Michałek, Amerykańskie stulecie. Historia Stanów Zjednoczonych Ameryki 1900-2001, Warszawa 2004
- Steve Knopper, The Rope: The Forgotten History of Segregated Rock & Roll Concerts, w: The Rolling Stone, luty 2022 (https://www.rollingstone.com/music/music-features/the-rope-the-forgotten-history-of-segregated-rock-roll-concerts-126235/, dostęp 04.10.2023)
- Robert E. Weems Jr., African American Consumers since World War II, w: African American urban history since World War II, redakcja zbiorowa, Chicago 2009