Najpierw runęły akcje, potem banki i firmy. Finał tego kryzysu zmienił Europę

Krach giełdowy zaczyna się niewinnie, a potem w jednej chwili zamienia się w lawinę: ceny akcji i innych papierów wartościowych pikują niemal jednocześnie, jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z rynku. W historii takie tąpnięcia rzadko kończyły się tylko na parkiecie — potrafiły rozlać się na całą gospodarkę, a czasem nawet przestawiać polityczne zwrotnice. Za chwilę przejdę przez pięć największych krachów i pokażę, co je rozpalało oraz jak wyglądały ich skutki. Bo kiedy zobaczymy, jak to już raz przebiegało, łatwiej rozpoznamy sygnały ostrzegawcze i zrozumiemy, co naprawdę kryje się za dzisiejszymi kryzysami.
- Jak powstały giełdy i spekulacja cenami
- Kapitalizm i krachy giełdowe w historii
- Bańka Missisipi: krach Johna Lawa
- Anglia bez banku centralnego w bańce
- Panik na Wall Street i „Długi Kryzys”
- Panika 1907: kryzys, który zmienił finanse
- Czarny Czwartek 1929 i Wielki Kryzys
- Skutki krachu 1929, które zmieniły świat
Jak powstały giełdy i spekulacja cenami
Pierwsza giełda papierów wartościowych ruszyła w Amsterdamie w 1611 roku. Sama idea zarabiania na wahaniach cen nie była jednak niczym nowym — znano ją już w starożytnym Rzymie. W nowożytnej Europie, podobnie jak wcześniej w Imperium Romanum, szybko rosły i bogaciły się miasta. Aby wykarmić i ubrać wielkie skupiska mieszkańców (którzy nie wytwarzali wszystkiego na własne potrzeby), trzeba było ściągać towary z odległych prowincji. Rozkręcała się gospodarka towarowa i system kolonialny: bywało, że konsument dzieliły od producenta tysiące kilometrów. Taki dystans powodował, że ceny nie zawsze oddawały „bazową” wartość dóbr. To, co w jednej prowincji było pospolite i tanie, w innej stawało się rzadkie, pożądane i drogie. Na tych różnicach zarabiali kupcy oraz pośrednicy. To jedne z najstarszych przykładów sytuacji, w której ceny kształtowały popyt i podaż, a nie same koszty wytworzenia. (por. - Cameron R., 2001: s. 74-76)
W XVII wieku zaczęły pojawiać się pierwsze przedsiębiorstwa, które uzyskiwały monopol na handel towarami z kolonii. Przykładem była holenderska Kompania Wschodnioindyjska. Owszem, kompanie z wyłącznością handlu w określonych regionach działały w Anglii już od XVI wieku (Cameron R.: s. 141-142), lecz to właśnie holenderska Kompania Wschodnioindyjska uchodzi za pierwszy na świecie koncern, który zaczął emitować papiery wartościowe, by finansować swoją działalność. W kolejnych 300 latach rozwiązanie to stopniowo przyjmowało się w innych państwach — najczęściej w dużych krajach prowadzących ekspansywną politykę kolonialną. Znaczenie miał też poziom stabilności krajowego systemu finansowego. Nie bez powodu w XIX wieku i na początku XX wieku najwięcej giełdowych krachów dotknęło USA. Jako „kraj wielkich możliwości” Ameryka przyciągała spekulantów, ludzi żądnych szybkiej kariery i wizjonerów. Z jednej strony rodziły się tam ogromne fortuny, z drugiej — równie szybko potrafiły się rozsypać. Do 1913 roku nie istniał System Rezerwy Federalnej, co było jedną z przyczyn, dla których nagłe spadki kursów akcji wywoływały tak silną panikę.
Kapitalizm i krachy giełdowe w historii
Z jednej strony giełda nie mogłaby powstać bez kolonii. Z drugiej — nie dałoby się jej zbudować bez szczególnego sposobu myślenia o pieniądzu i całej gospodarce. W kapitalizmie pieniądz opiera się na długu publicznym, a ceny poruszają się zgodnie z grą podaży i popytu.
Nie będę tu wchodzić zbyt głęboko w ekonomiczne niuanse. Wystarczy zauważyć, że to właśnie kapitalizm stworzył warunki do rozwoju giełdy. Największe załamania rynków nie miałyby szans wydarzyć się w innym układzie. Co ważne, mechanizmy gospodarcze i ich słabości nie zależą wprost od tego, kto sprawuje władzę. Krachy wybuchały zarówno w państwach rządzonych przez monarchów, jak i w demokracjach parlamentarnych. Kluczowy był jeden element: przyzwolenie na spekulację pieniądzem.
Spójrzmy więc na konkretne krachy z różnych epok — takie, które najlepiej pokazują, jak ten mechanizm działa w praktyce. Szczególnie interesujące są te z czasów, gdy kapitalizm dopiero nabierał rozpędu.
Bańka Missisipi: krach Johna Lawa
W 1716 roku we Francji, z inicjatywy szkockiego ekonomisty Johna Lawa, utworzono Bank Generalny, który już dwa lata później został upaństwowiony i przekształcony w Bank Królewski. (Baszkiewicz J., 1978: s. 328-329) Sednem koncepcji Lawa było wprowadzenie do obiegu pieniądza papierowego (wówczas wciąż rzadko używanego), mającego być „gwarantowanym” przez kompanię handlową dysponującą monopolem na handel dobrami z Luizjany. W 1717 roku powołano Kompanię Zachodnią. Oczekiwania oparto na domniemanych bogactwach, których istnienia nikt nie potrafił potwierdzić. Mimo to kurs akcji Kompanii zaczął gwałtownie rosnąć, a wraz z nim rosły wpływy Lawa w finansach państwa. W 1719 roku stanął na czele zjednoczonej Kompanii Zachodniej i francuskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, a w styczniu kolejnego roku objął dodatkowo funkcję generalnego kontrolera finansów. (Morawski W., 2002: s. 81) Wkrótce wyszło na jaw, że obiecanych bogactw znad Missisipi nie ma. Posiadacze banknotów ruszyli po złoto, którego zaczęło szybko ubywać. Narastająca panika doprowadziła do całkowitego wstrzymania wymiany papierowego pieniądza na kruszec i do załamania całego systemu Lawa. Sam John Law uciekł z Francji i zmarł w biedzie. W następstwie krachu Francuzi stracili zaufanie do spekulacji, co zahamowało modernizację gospodarki niemal na sto lat.
Anglia bez banku centralnego w bańce
W tym samym czasie, gdy Francja zmagała się z własnym kryzysem, także Anglia otarła się o finansowy koszmar. Tym razem nie skończyło się to jednak równie dramatycznie dla państwowej kasy — i to z dwóch przyczyn: po pierwsze, Anglia nie była tak mocno obciążona długiem publicznym jak Francja; po drugie, w spekulacyjną gorączkę nie wciągnięto centralnego Banku Anglii. Mimo to chętnych do gry na podejrzanych papierach nie brakowało. Szczególnie że jeszcze przed krachem z zapartym tchem patrzyli, jak we Francji da się „wyczarować” ogromne pieniądze niemal z powietrza.
Panik na Wall Street i „Długi Kryzys”
Po zwycięskiej wojnie z Francją w 1870 roku Niemcy zrezygnowały z oparcia pieniądza na srebrze. To gwałtownie ograniczyło popyt na ten metal, a jego notowania szybko runęły. Tymczasem dolar wciąż opierał się jednocześnie na srebrze i złocie, co przełożyło się na spadek jego wartości (USA zniosą tzw. bimetalizm dopiero w 1900 roku – por. Morawski W.: s. 254). Kryzysy w państwach europejskich pociągnęły za sobą ograniczenie europejskiego kapitału płynącego do Stanów Zjednoczonych. W takich warunkach amerykański bank Jay Cooke & Co., mocno zaangażowany w finansowanie kolei, ogłosił bankructwo. To uruchomiło jedną z największych panik na Wall Street. Kolejni inwestorzy zaczęli wycofywać się z finansowania projektów kolejowych. Ludzie masowo ruszyli po swoje oszczędności do banków, ale gotówki nie starczało na wypłaty dla wszystkich. W efekcie banki zaczęły upadać, a wraz z nimi przedsiębiorstwa uzależnione od kredytów. Zamarcie inwestycji przełożyło się na wstrzymanie budowy linii kolejowych i falę masowego bezrobocia. Nie pomogły też działania państwa mające pobudzić rynek, a po raz pierwszy w historii doszło do zamknięcia nowojorskiej giełdy papierów wartościowych.
Skutki okazały się długotrwałe: przez co najmniej kilka kolejnych lat utrzymywało się rekordowo wysokie bezrobocie, bankrutowały prywatne firmy, a wielu odcinków torów kolejowych nie udało się dokończyć. Następny rozdział tej historii to narastające napięcia społeczne i fala strajków, z tzw. Wielkim Strajkiem Kolejowym z 1877 roku na czele.
Amerykańska depresja gospodarcza odbiła się echem także w Europie, pogłębiając tamtejsze problemy. Lata 1873–1879 (czasem wydłużane aż do 1896) określa się mianem „Długiego Kryzysu”.
Panika 1907: kryzys, który zmienił finanse
W XIX wieku podobne „paniki”, jak ta opisana wyżej, wybuchały zaskakująco często. Co ciekawe, największe wstrząsy niekiedy kończyły się zmianami na lepsze. Kryzys z 1907 roku stał się właśnie takim momentem przełomowym i na trwałe przestawił sposób myślenia o finansach.
Jak zwykle wszystko zaczęło się od giełdowej spekulacji. Miedziany magnat z Montany F. Augustus Heinze, jego brat Otto oraz bankier z Wall Street Charles W. Morse próbowali wpłynąć na kurs akcji United Copper. Nie będę tu rozwijać technicznych szczegółów tego zagrania — dość powiedzieć, że plan się nie powiódł. Efekt był gwałtowny: najpierw kurs wystrzelił, a chwilę później runął. Cała trójka była przy tym powiązana z kilkoma ważnymi bankami, więc gdy ich przedsięwzięcie się posypało, natychmiast uderzyło to w zaufanie do instytucji finansowych. Klienci zaczęli masowo wycofywać depozyty. Panika szybko przelała się na jeden z największych nowojorskich trustów — Knickerbocker Trust Company. Udziałowcy zabrali stamtąd miliony dolarów, co zmusiło firmę do wstrzymania działalności. A to był dopiero początek. Kolejne banki przykręciły kurek z pożyczkami, kredyty dla brokerów podrożały, notowania akcji spadały. Najważniejsi gracze zaczęli tracić płynność, a rynek zatykał się coraz bardziej. Sytuację opanował J.P. Morgan, właściciel jednego z największych finansowych holdingów na świecie. Trust Company of America dostał wsparcie kredytowe w wysokości 8,25 mln dolarów. Sekretarz skarbu George B. Cortelyou przekazał 25 mln do kilku banków. Do działań dołączył John D. Rockefeller, lokując w National City Bank 10 mln. Z jednej strony kluczowe było utrzymanie płynności — czyli szybkie dostarczenie gotówki bankom i trustom — z drugiej równie potrzebna okazała się „walka o nastroje”, by ludzie przestali szturmować kasy. I to właśnie ta druga część miała ogromny wpływ na dalszy bieg wydarzeń. Do współpracy wciągnięto dziennikarzy oraz duchownych, którzy publicznie uspokajali opinię społeczną.
Czarny Czwartek 1929 i Wielki Kryzys
Największe załamania na rynkach finansowych nieraz potrafiły wywrócić układ polityczny i skierować historię na zupełnie inne tory. Wśród najbardziej rozpoznawalnych krachów do dziś wymienia się tąpnięcie na giełdzie nowojorskiej w 1929 roku. Nie był to jednak pojedynczy „wypadek” — na katastrofę złożył się splot wielu zjawisk. Warto przenieść się myślami do Stanów Zjednoczonych lat 20., gdy gospodarka pędziła do przodu w oszałamiającym tempie. Powstawały wielkie fortuny, rosły inwestycje w przemysł, a popyt na dobra luksusowe napędzał kolejne rekordy. (więcej o rozwoju patrz: Michałek K., 2004: s. 122-125) Ten obraz prosperity runął w czwartek 24 października 1929 roku. Od pewnego czasu na Wall Street narastała bańka spekulacyjna. Banki udzielały pożyczek pod zastaw akcji, których ceny były sztucznie podbijane. Podobnie jak w opisanych wcześniej przypadkach — rynkowa „wycena” spółek coraz mniej miała wspólnego z realną kondycją firm. Kiedy w końcu zabrakło nowych inwestorów, którzy mogliby podtrzymać wzrost notowań, uruchomiła się lawina spadków. To natychmiast wywołało panikę i masową wyprzedaż, a ta dodatkowo spychała ceny w dół, aż część akcji straciła niemal całą wartość. Bankrutowali inwestorzy, a zaraz po nich banki, które finansowały zakupy kredytem. Ogłaszane upadłości sprawiały, że klienci nie mogli wypłacić własnych oszczędności.
Następstwa Czarnego Czwartku przerodziły się w kryzys uznawany za jeden z największych — jeśli nie największy — w dziejach Stanów Zjednoczonych. Fala bankructw firm i banków, połączona z deflacją, uruchomiła gwałtowny wzrost bezrobocia i szybkie ubożenie społeczeństwa. Ten tzw. Wielki Kryzys stał się dla Amerykanów doświadczeniem pokoleniowym i odbił się echem także w Europie, pogłębiając recesję po drugiej stronie Atlantyku. (por. też - Morawski W.: s. 152-154)
Skutki krachu 1929, które zmieniły świat
Krach z 1929 roku uchodzi za jedno z najbardziej przełomowych zdarzeń XX wieku. Gwałtowne załamanie gospodarcze odcisnęło piętno na dalszym biegu historii na całym świecie. Pęknięcie spekulacyjnej bańki i pierwsze tąpnięcie na giełdzie były dopiero początkiem kryzysu, który dopiero się rozkręcał. Mimo podejmowanych działań administracja republikańskiego prezydenta Herberta Hoovera nie potrafiła skutecznie zatrzymać spirali problemów. W 1932 roku kraj wciąż zmagał się z lawinowo rosnącym bezrobociem oraz falą bankructw kolejnych banków. Dopiero program reform uruchomiony przez nowego prezydenta Franklina D. Roosevelta (por. Michałek K.: s. 164-172) miał stać się impulsem do wyjścia z marazmu — choć historycy do dziś nie są zgodni, jak dużą rolę odegrał w realnym ożywieniu. W ujęciu globalnym kryzys sprzyjał m.in. dojściu Hitlera do władzy oraz wzmocnieniu pozycji ZSRR. Trudno więc uznać za przesadę stwierdzenie, że był to jeden z pośrednich czynników, które utorowały drogę do wybuchu II wojny światowej.
Późniejsze giełdowe tąpnięcia rzadko niosły aż tak dalekosiężne skutki. Niejednokrotnie jednak wymuszały na społeczeństwach i rządzących zmianę sposobu funkcjonowania oraz reguł organizujących codzienne życie.
Źródła:
- Jan Baszkiewicz, Historia Francji, Ossolineum 1978
- Rondo Cameron, Historia gospodarcza świata. Od paleolitu po współczesność, Warszawa 2001
- Wojciech Morawski, Zarys dziejów pieniądza i bankowości w ujęciu powszechnym, Trio 2002
- Krzysztof Michałek, Amerykańskie stulecie. Dzieje Stanów Zjednoczonych Ameryki 1900-2001