Polskie pralki sprzedawano Polakom za dolary. Absurd PRL miał konkretny powód

W krajach bloku wschodniego, gdzie oficjalna gospodarka planowa nie potrafiła zaspokoić popytu na zachodnie towary, władze same stworzyły system, który miał ją uzupełniać. W praktyce doprowadził do powstania całego równoległego obiegu pieniądza, towaru i usług, funkcjonującego obok systemu oficjalnego. Czasem wbrew niemu. W Polsce był to Pewex, w Czechosłowacji Tuzex, a przed wejściem do obu czekali cinkciarze i veksláci – nielegalni, ale niezbędni pośrednicy między dwoma światami pieniądza.
Państwo potrzebuje dolarów
Geneza obu systemów była niemal identyczna i wynikała z tego samego problemu: gospodarki centralnie planowane rozpaczliwie potrzebowały walut wymienialnych, by kupować zagraniczne maszyny, surowce czy spłacać zadłużenie, a jednocześnie prawo w obu krajach przez długi czas zabraniało obywatelom legalnego posiadania takich walut. W Polsce aż do początku lat 60. samo posiadanie dolarów było surowo karane, mimo że rodziny emigrantów regularnie próbowały wspierać pozostających w kraju bliskich przekazami pieniężnymi z Zachodu.
Rozwiązaniem, jakie władze PRL znalazły dla tego problemu, były bony towarowe – obdarowany zamiast realnej gotówki otrzymywał jej równowartość w postaci bonu wystawianego przez bank PeKaO, który obsługiwał wszystkie zagraniczne operacje finansowe państwa. W 1971 roku, na bazie tego systemu, powołano do życia Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego – Pewex. Była to sieć sklepów, w których towar można było kupić wyłącznie za dolary lub za owe bony, nigdy za złotówki. Analogiczny system funkcjonował już wcześniej w Czechosłowacji, gdzie w 1957 roku uruchomiono sieć sklepów Tuzex – nazwa pochodziła od słów „tuzemský export”, czyli eksport krajowy. Tam również płacono nie koronami, a bonami kupowanymi w bankach za walutę obcą lub złoto.
Zachód za szybą
Zarówno Pewex, jak i Tuzex oferowały towary, których w normalnej sieci sklepowej po prostu nie było: dżinsy, papierosy Marlboro, kosmetyki, elektronikę, Barbie i Lego, a w większych placówkach nawet samochody. Wejście do takiego sklepu bywało dla wielu ludzi doświadczeniem niemal turystycznym, krótką wizytą w innym świecie. W Czechosłowacji w szczytowym okresie funkcjonowania, pod koniec lat 80., istniało 170 placówek Tuzexu w całym kraju, oferujących wszystko od austriackiej kawy po telewizory Sony i domki letniskowe.
Co ciekawe, w obu krajach dochodziło do sytuacji, którą trudno nazwać inaczej niż ekonomicznym absurdem, w Pewexach sprzedawano również towary produkowane w samej Polsce, takie jak pralki Polar czy kurtki z ortalionu, za które Polacy musieli płacić dolarami, mimo że produkt powstał w rodzimych zakładach państwowych, a i tak brakowało go w zwykłych sklepach.
Cinkciarze i veksláci
To właśnie niedostępność legalnych dolarów dla przeciętnego obywatela stworzyła przestrzeń dla nielegalnego, choć powszechnie tolerowanego przez władze zjawiska – handlu walutą pod sklepami. W Polsce ludzi zajmujących się tym procederem nazywano cinkciarzami, a nazwa ta wywodziła się od nieporadnej angielszczyzny, jaką posługiwali się handlarze, zaczepiający cudzoziemców pytaniem „change money”. Rozpoznawalnym elementem ich stroju stała się charakterystyczna skórzana kurtka, a sami cinkciarze najczęściej kręcili się pod sklepami Pewexu i Baltony, hotelami, bankami czy lotniskami, oferując kurs znacznie korzystniejszy od oficjalnego, sztywno ustalanego przez państwowe banki. Ich oferta: „marki, dolary, bony” to dziś jeden z kultowych tekstów PRL-u.
Analogiczną rolę w Czechosłowacji pełnili veksláci – ta nazwa pochodzi od niemieckiego słowa „Wechsel”, oznaczającego wymianę. Podobnie jak cinkciarze, krążyli w pobliżu sklepów Tuzexu, oferując bony po kursie znacznie wyższym niż oficjalny, czasem nawet pięciokrotnie, mimo że formalnie jeden bon miał być wart jedną koronę. W hierarchii czechosłowackich handlarzy walutą istniał nawet własny, rozbudowany żargon i struktura: na dole stali drobni sprzedawcy zwani „komarami”, wyżej „trasarze”, a szczyt zajmowali bogaci szefowie grup – „skupki”, którzy zarabiali miesięcznie kilkadziesiąt razy więcej niż przeciętny obywatel, zasiadając w luksusowych hotelach przy praskim placu Wacława.
Paradoks systemu
Mechanizm ten w obu krajach działał na zasadzie dziwnego, wzajemnego uzależnienia między władzą a nielegalnym rynkiem, który sama ta władza stworzyła. Ponieważ w Peweksach można było płacić zarówno dolarami, jak i bonami – traktowanymi jeden do jednego – cinkciarze skupowali od klientów bony po niższej cenie, dorzucając niewielką różnicę w gotówce, po czym sami z zyskiem odsprzedawali dolary tym, którzy chcieli zrobić zakupy. W rezultacie znaczna część dolarów, które miały trafić z powrotem do kieszeni państwa, faktycznie krążyła w prywatnym obiegu, „pod materacem”, ale jednocześnie to właśnie dzięki cinkciarzom i vekslákom państwo pozyskiwało od obywateli walutę potrzebną do finansowania importu maszyn, surowców czy spłaty zadłużenia zagranicznego.
Władze obu krajów doskonale zdawały sobie sprawę z tej zależności. Choć nielegalny handel walutą był formalnie przestępstwem, ścigano go w praktyce wybiórczo i głównie pokazowo. Regularne łapanki miały bardziej charakter rytuału niż realnej walki z procederem, ponieważ system bez cinkciarzy i vekslàków po prostu przestałby funkcjonować tak sprawnie, jak funkcjonował.
Zjawisko to głęboko zakorzeniło się w kulturze popularnej obu krajów. W Polsce charakterystyczne okrzyki cinkciarzy trafiły do znanych filmów, jak „Piłkarski poker” Janusza Zaorskiego czy „Tam i z powrotem” Wojciecha Wójcika. W Czechosłowacji był film „Bony a klid” z 1987 roku, którego tytuł nawiązywał fonetycznie do amerykańskich gangsterów Bonnie i Clyde’a, opowiadający o losach młodego vekslàka – a charakterystyczna, powtarzana w filmie kwestia „nějaký bony?” (jakieś bony?) na stałe weszła do czeskiego języka potocznego.

Koniec epoki
Oba systemy przetrwały aż do transformacji ustrojowej przełomu lat 80. i 90. W Polsce Pewex funkcjonował formalnie do 2003 roku, choć jego znaczenie zaczęło gwałtownie spadać już na początku lat 90., wraz z liberalizacją handlu zagranicznego i wprowadzeniem wymienialności złotówki. Spółkę przejął wówczas między innymi Marian Zacharski, były oficer wywiadu PRL, skazany wcześniej w Stanach Zjednoczonych za szpiegostwo przemysłowe, a w 1996 roku oskarżony przez polską prokuraturę o rażącą niegospodarność podczas kierowania Pewexem. W Czechosłowacji sprzedaż bonów Tuzexu formalnie zakończono 30 czerwca 1992 roku, trzy lata po aksamitnej rewolucji, gdy swobodny dostęp do walut obcych i rosnący import towarów zachodnich ostatecznie odebrały sens istnieniu sklepów dla posiadaczy dewiz.
Historia Pewexu, Tuzexu, cinkciarzy i vekslàków pozostaje dziś jedną z najbardziej wymownych ilustracji tego, jak gospodarka niedoboru nieuchronnie generuje własny, nieformalny system wymiany, którego państwo de facto potrzebuje do przetrwania. To także dowód na to, że granica między „systemem” a „czarnym rynkiem” w gospodarkach centralnie planowanych bywała znacznie bardziej płynna, niż sugerowała oficjalna propaganda tamtych lat.
Źródła
- https://www.czechology.com/tuzex/
- https://histmag.org/Cinkciarz-handlarz-walut-z-polswiatka-23869
- https://bankingmagazine.pl/bony-kupie-bony-sprzedam-czyli-prl-owska-namiastka-dolara/