W ścianie pałacu znaleźli tajną skrytkę. Dokumenty ze schowka przesądziły o losie Ludwika XVI

Schyłek XVIII wieku. Francją wstrząsa rewolucja, Bastylia legła w gruzach — ale prawdziwy punkt zwrotny miał dopiero nadejść. Najpierw obalenie monarchii, potem aresztowanie króla, a wreszcie proces, który postawił Ludwika XVI pod ścianą. Zdetronizowany władca traci koronę, a na jego miejsce wkracza republika. Co dokładnie mu zarzucono? Jak wyglądał sąd nad „Ludwikiem Kapetem” i które momenty przesądziły o wyroku? W kolejnych częściach przyglądamy się kluczowym etapom procesu, oskarżeniom i finałowi, którego nie dało się już cofnąć — egzekucji oraz dramatowi, jaki spadł na jego rodzinę. 21 stycznia 1793 roku to data, której Francja nie zapomniała.
- Proces Ludwika XVI i tajna skrytka Temple
- Proces Ludwika XVI: prawo czy polityka
- Głosowanie Konwentu nad losem Ludwika XVI
- Ostatnie chwile Ludwika XVI i rodziny
Proces Ludwika XVI i tajna skrytka Temple
13 sierpnia 1792 roku rodzinę królewską wraz z częścią służby osadzono w Temple — warownej budowli wzniesionej w 1212 roku przez templariuszy, będącej francuskim odpowiednikiem londyńskiej Tower. Podczas pobytu w Temple Ludwik XVI utracił swój tytuł, bo 22 września ogłoszono republikę. Od tej chwili zaczęto określać go mianem Ludwika Kapeta, co pociągało za sobą także skutki prawne. 16 października rozpoczęły się posiedzenia Komisji Prawodawczej Konwentu, których celem było rozstrzygnięcie, jaki status ma mieć były monarcha. Jean-Baptiste Mailhé, przemawiając w imieniu Konwentu, uznał, że zasada nietykalności nie może go chronić: miał on naruszyć konstytucję z 1791 roku, a dodatkowo w momencie proklamowania republiki konstytucja ta przestała obowiązywać. W tym miejscu rewolucja francuska przełożyła się na bezpośrednią decyzję o konsekwencjach prawnych.
3 grudnia przesądzono, że Ludwik stanie przed sądem, a organem właściwym do osądzenia będzie Konwencja Narodowa. 6 grudnia powołano komisję, która 10 grudnia miała przedstawić akt oskarżenia. Tego dnia ogłoszono listę zarzutów obejmującą 33 punkty — między innymi wysłanie wojska w celu rozpędzenia Konstytuanty, odmowę przyjęcia Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, kluczowej dla rewolucji francuskiej, a także spiskowanie z królem Prus. Podczas przesłuchania 11 grudnia Ludwik zachowywał spokój i odpowiadał zwięźle. Części zarzutów zaprzeczał, w innych sprawach zasłaniał się niepamięcią, a w kolejnych wskazywał na odpowiedzialność ministrów. Bywało też, że podważał przedstawiane mu dokumenty oraz autentyczność widniejącego na nich podpisu.
W toku procesu odkryto tajną skrytkę. O jej istnieniu poinformował ślusarz Gamain, który wykonał ją na zlecenie króla i ukrył w ścianie pałacu. W schowku znajdowały się materiały mające dowodzić, że wojnę z Austrią wywołano po to, by wprowadzić naród w błąd. Poza tym dokumenty zawierały informacje o działaniach korupcyjnych podejmowanych wobec rewolucjonistów.
Proces Ludwika XVI: prawo czy polityka
Po odczytaniu aktu oskarżenia rozprawę przerwano i wyznaczono kolejny termin. Przyjęto też wniosek byłego monarchy o zapewnienie mu pomocy obrońców. Wobec zgromadzonego materiału dowodowego jego pełnomocnicy skoncentrowali się przede wszystkim na kwestionowaniu legalności samego postępowania. Tymczasem Ludwik, składając wyjaśnienia, nie zawsze ułatwiał im zadanie — bywało, że mówił rzeczy mijające się z prawdą.
W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia wygłoszono mowy obrończe. Akcentowano nieskazitelne sumienie króla, odpowiedzialność przerzucano na ministrów, a także odwoływano się do historycznego i międzynarodowego interesu Francji. Wystąpienia te nie zrobiły jednak większego wrażenia i brzmiały mało przekonująco.
Sam proces Ludwika XVI był w istocie nie tyle sporem prawnym, co rozgrywką polityczną. Poszczególne stronnictwa patrzyły na sprawę inaczej i inaczej kalkulowały jej skutki. Żyrondyści, którzy chcieli ocalić życie Ludwika, proponowali wygnanie całej rodziny królewskiej — 16 grudnia złożono nawet odpowiedni wniosek. Obawiali się, że egzekucja króla uderzy w międzynarodową pozycję Francji. Z kolei bardziej radykalni Montaniardzi, obóz Robespierre'a, mając w Konwencie mniej głosów, zabiegali o poparcie paryskiego ratusza. Równolegle po obu stronach toczyła się intensywna walka propagandowa, której celem było przeciągnięcie na swoją stronę opinii ulicy.
Głosowanie Konwentu nad losem Ludwika XVI
15 stycznia Konwent przeprowadził głosowanie, w którym deputowani musieli publicznie — z mównicy — odpowiedzieć na dwa pytania. Pierwsze brzmiało, czy król jest winny spisku przeciw wolności oraz działań godzących w bezpieczeństwo państwa; przytłaczająca większość uznała, że „tak”. Następnie pytano, czy wyrok powinien zostać poddany weryfikacji w głosowaniu ludowym — w tej sprawie mniej więcej 2/3 deputowanych opowiedziało się przeciw. Najbardziej znaczące okazało się jednak trzecie głosowanie: jaką karę należy wymierzyć Ludwikowi XVI?
| Głosów ogółem | 721 (z 745) |
|---|---|
| Niezbędna większość | 361 |
| Kara śmierci z zawieszeniem wykonania | 36 |
| Uwięzienie do końca wojny, po czym kara wygnania za granicę | 319 |
| Kara śmierci | 366 |
18 stycznia dokonano ponownego sprawdzenia wyników głosowania. Tym razem 387 głosów padło za karą śmierci, a 334 za połączeniem banicji i więzienia. Dzień później przeprowadzono jeszcze jedno głosowanie — dotyczące zawieszenia wykonania wyroku śmierci. Za odroczeniem egzekucji opowiedziało się 310 osób, natomiast przeciw było 380.
Król poznał wyrok w Temple, gdzie odczytała mu go Rada Wykonawcza. Konwent nie przychylił się do jego prośby o trzydniowe odroczenie egzekucji ani — jak później się okazało — do apelu o zabezpieczenie losu rodziny i przyjaciół. Uzgodniono jedynie dwa ustępstwa: pozwolono Ludwikowi pożegnać się z rodziną bez obecności świadków oraz wyznaczono mu księdza, który nie złożył przysięgi wierności Konstytucji Cywilnej Kleru. Spowiedź monarchy trwała kilka godzin. Król przekazał też duchownemu, Henry'emu Edgeworth de Firmont, swoją obrączkę z poleceniem, by oddać ją królowej. Pieczęć z godłem miała natomiast trafić do syna Ludwika.

Ostatnie chwile Ludwika XVI i rodziny
Termin egzekucji wyznaczono na 21 stycznia 1793 roku. O 8:30 Ludwika XVI przewieziono na Plac Rewolucji w asyście 1200 gwardzistów. Na miejsce przybył około 10:50. Wysiadł, zdejmując frak i krawat, z koszulą częściowo rozpiętą. Związano mu ręce, choć początkowo stawiał opór. Do uległości miał go skłonić ksiądz Firmont, przekonując, że w ten sposób upodobni się do Chrystusa: wypije do końca przeznaczony dla niego kielich i przyczyni się do odkupienia win Francuzów. Pomocnik kata obciął mu włosy. Na Ludwika czekała już gilotyna. W ostatnich słowach Ludwik XVI powiedział: „Życzę, aby śmierć moja naród uszczęśliwiła, daruję moim nieprzyjaciołom i umieram niewinnie”. Dalsze słowa miały zostać zagłuszone przez bębny.
Po ścięciu monarchy tłum wykrzykiwał: „Niech żyje naród!” oraz „Niech żyje Rzeczpospolita!”. Ciało króla złożono bez ceremonii pogrzebowych na cmentarzu św. Magdaleny. Grób zasypano wapnem niegaszonym, a później wystawiono straż, by nikt nie próbował wykopać zwłok. Z czasem zadbano też o to, by pamięć o egzekucji przycichła — osoby publicznie opowiadające się po stronie króla miały być zatrzymywane.
Dramat dotknął również pozostałych członków rodziny królewskiej. Maria Antonina została zgilotynowana 16 października 1793 roku. Oskarżono ją nie tylko o współpracę z Austrią i innymi wrogami Francji, lecz także o niemoralne prowadzenie się. Wyrok zapadł jednomyślnie. 10 maja kolejnego roku stracono siostrę Ludwika, Elżbietę; często podkreśla się jej niewinność w całej sprawie. Po śmierci ojca Ludwik Karol został odseparowany od matki i resztę życia spędził w La Temple. 8 czerwca 1795 roku zmarł na gruźlicę. Rewolucja francuska oszczędziła jedynie Marię Teresę, którą pod koniec 1795 roku przekazano Austrii.
Źródła:
- E. Belfort Bax, Historja Rewolucji Francuskiej, Skład Główny w Księgarni Powszechnej, Warszawa 1906.
- M. Karkocha, Proces i egzekucja Ludwika XVI w ujęciu prasy warszawskiej z lat 1792–1793, „Acta Universitatis Lodziensis Folia Historica”, nr 85/2010.
- E. Stawicka, Proces Ludwika XVI, „Palestra”, nr 41/1997.