Świat miał się skończyć w maju 1910 roku. Ludzie zaklejali okna i łykali fałszywe leki

W maju 1910 roku miliony ludzi z niepokojem patrzyły w niebo. Powrót słynnej komety miał być wielkim wydarzeniem astronomicznym, ale szybko przerodził się w opowieści o końcu świata. Gdy naukowcy wykryli w jej warkoczu trujący gaz, część społeczeństwa wpadła w panikę. Niektórzy zabezpieczali domy przed kosmiczną trucizną, inni szukali schronienia, a sprytni handlarze zaczęli zarabiać na strachu.
- Kometa, która miała zwiastować koniec świata
- Wykryto trujący gaz. Prasa podsyciła strach
- Media nasilały strach
- Zaklejone okna i cudowne pigułki na kometę
Kometa, która miała zwiastować koniec świata
Komety od stuleci budziły lęk. Ich pojawienie się na niebie łączono z wojnami, zarazami i śmiercią władców. Wraz z rozwojem astronomii coraz lepiej rozumiano jednak, czym są te niezwykłe obiekty. Jednym z najważniejszych kroków było wyjaśnienie przez Edmonda Halleya, że jasne komety obserwowane w przeszłości były w rzeczywistości kolejnymi powrotami tego samego ciała niebieskiego. Astronom przewidział, że kometa ponownie pojawi się w 1758 roku. Zmarł przed tym wydarzeniem, ale jego obliczenia się potwierdziły.
Kometa Halleya powraca w okolice Słońca mniej więcej co 76 lat. Jej kolejna wizyta, przypadająca na przełom 1909 i 1910 roku, wzbudziła ogromne zainteresowanie. Astronomowie mogli wykorzystać nowoczesne jak na tamte czasy instrumenty do badania składu chemicznego obiektu. Dla zwykłych ludzi była to natomiast okazja do zobaczenia niezwykłego zjawiska na nocnym niebie.
Szczególne emocje budziła informacja, że w maju 1910 roku Ziemia znajdzie się w warkoczu komety Halleya. Oznaczało to, że nasza planeta przejdzie przez rozrzedzoną chmurę gazu i pyłu pozostawioną przez kometę. Choć astronomowie nie przewidywali katastrofy, sama wiadomość o obecności trującego cyjanogenu wystarczyła, by rozpalić wyobraźnię i wywołać strach przed końcem świata.
Wykryto trujący gaz. Prasa podsyciła strach
W lutym 1910 roku astronomowie z amerykańskiego Obserwatorium Yerkesa poinformowali o wykryciu cyjanogenu w warkoczu komety Halleya. Była to ważna obserwacja naukowa, ale w połączeniu z wcześniejszymi katastroficznymi spekulacjami stała się przyczyną ogromnego zamieszania.
Jednym z naukowców, których wypowiedzi przyczyniły się do wzrostu niepokoju, był francuski astronom Camille Flammarion. W rozważaniach na temat przelotu komety dopuszczał hipotetyczne scenariusze katastrofy, choć jednocześnie zaznaczał, że warkocz jest niezwykle rozrzedzony i nie powinien stanowić zagrożenia. Sensacyjne fragmenty jego wypowiedzi okazały się jednak znacznie bardziej nośne niż uspokajające zastrzeżenia.
Media nasilały strach
Dużą rolę odegrały nagłówki prasowe. „The New York Times” opublikował tekst zatytułowany „Comet’s Poisonous Tail”, czyli „Trujący warkocz komety”. Gazety szeroko rozpowszechniały informacje o możliwym zagrożeniu, a wypowiedzi sugerujące katastrofalne skutki przyciągały więcej uwagi niż uspokajające komentarze astronomów.
W rzeczywistości nie było podstaw, by sądzić, że przejście Ziemi przez warkocz doprowadzi do zatrucia atmosfery. Materia tworząca warkocz komety jest niezwykle rozrzedzona, a jej ilość nie stanowiła zagrożenia dla życia na naszej planecie. Naukowcy nie przewidywali końca świata, ale nie wszystkie ich wypowiedzi były odpowiedzialne, a prasa często przedstawiała hipotetyczne scenariusze tak, jakby były realnym niebezpieczeństwem.
Zaklejone okna i cudowne pigułki na kometę
W miarę zbliżania się majowego przelotu w niektórych miejscach strach przybierał bardzo konkretne formy. Ludzie zaklejali okna i drzwi papierem, tkaninami lub taśmą, próbując odciąć się od rzekomo trującego powietrza. Zdarzało się również, że szukali schronienia w studniach i jaskiniach. Wierzyli, że zamknięta przestrzeń ochroni ich przed gazem, który miał przedostać się do atmosfery.
Nie wszyscy reagowali jednak wyłącznie strachem. Dla części przedsiębiorczych osób kometa stała się okazją do zarobku. Na rynku pojawiły się tak zwane pigułki na kometę, reklamowane jako środek chroniący przed kosmiczną trucizną. Według relacji opisanych przez historyków preparaty te zawierały między innymi cukier i chininę. Nie istniały żadne dowody, że mogły zapewnić jakąkolwiek ochronę przed rzekomym zagrożeniem.
Niektórzy sprzedawcy i właściciele lokali gastronomicznych przekonywali też, że przed cyjanogenem może uchronić alkohol. Wśród pomysłów na wykorzystanie powszechnego lęku znalazły się nawet polisy ubezpieczeniowe na wypadek śmierci spowodowanej przez kometę. W Los Angeles jeden z brokerów oferował rodzinom zmarłych wypłatę 500 dolarów. Klienci mieli płacić składki, choć trudno było wyobrazić sobie, w jaki sposób ubezpieczyciel miałby realizować zobowiązania w przypadku zagłady całej ludzkości.
Źródła:
- https://www.national-geographic.pl/kosmos/kometa-halleya-najslynniejsza-z-komet-jak-ja-odkryto-i-kiedy-ponownie-powroci-na-nasze-niebo/
- https://www.sciencehistory.org/stories/magazine/the-comet-panic-of-1910-revisited/