Nawet po śmierci nie zaznał spokoju. Poruszająca i mroczna historia relikwii patrona Polski

Święty Wojciech – męczennik i patron Polski – to postać, której biografia bardziej przypomina opowieść pełną ryzyka niż spokojne życie duchownego. Od pierwszych lat związany z Kościołem, w Czechach bez wahania stawał przeciwko możnym, broniąc wiary i zasad, które dla wielu były niewygodne. Gdy napięcie sięgnęło zenitu, podjął decyzję, która mogła skończyć się tylko w jeden sposób: wyruszył na niebezpieczną misję do pogańskich Prus. Rok 997 przyniósł finał, który wstrząsnął Europą – a potem zaczęła się jeszcze bardziej zagadkowa historia: co stało się z jego relikwiami i dlaczego ich los przez stulecia budził tyle pytań? To właśnie ta opowieść pokaże, jak jeden człowiek i narosła wokół niego legenda potrafili zmienić bieg dziejów Polski i chrześcijaństwa.
- Młodość św. Wojciecha i droga do biskupstwa
- Dlaczego św. Wojciech opuścił Pragę
- Męczeńska misja św. Wojciecha w Prusach
- Jak powstało arcybiskupstwo w Gnieźnie
- Otton III i Chrobry: droga do korony
- Zaginione relikwie św. Wojciecha
Młodość św. Wojciecha i droga do biskupstwa
Święty Wojciech przyszedł na świat prawdopodobnie w połowie X wieku. Był synem Strzeżysławy i Sławnika — ostatniego czeskiego księcia plemiennego, sprawującego władzę nad północno-wschodnimi obszarami kraju. Los sprawił, że już jako dziecko miał zostać skierowany ku służbie Kościołowi. Gdy ciężko zachorował, rodzice złożyli ślub: jeśli wróci do zdrowia, oddadzą go Bogu. Tak też się stało, a ta decyzja na zawsze wyznaczyła jego drogę.
Na początku nauki wysłano go do Magdeburga, gdzie zdobywał wykształcenie i kształtował swoje poglądy. Kiedy jednak wrócił, okazało się, że jego rodzice już nie żyją. Rodowymi ziemiami zarządzali starsi bracia, coraz wyraźniej dążący do uniezależnienia się od czeskiej władzy zwierzchniej. Wojciech pierwsze kościelne obowiązki pełnił w Pradze jako kapelan biskupa Dytmara. To właśnie przy Wojciechu biskup zmarł, a niedługo potem on sam został wybrany na jego następcę.
Styl, w jakim Wojciech sprawował swoją posługę, nie zjednywał mu wielu zwolenników. Był przekonany, że zasady chrześcijaństwa trzeba wprowadzać konsekwentnie i bez kompromisów, podczas gdy w Czechach wciąż mocno trzymały się dawne, pogańskie obyczaje. Św. Wojciech jako biskup praski szczególnie stanowczo występował przeciw handlowi niewolnikami oraz małżeństwom zawieranym między osobami blisko spokrewnionymi.
Dlaczego św. Wojciech opuścił Pragę
Splot tych wydarzeń sprawił, że św. Wojciech opuścił Pragę i udał się do Rzymu, gdzie przez dwa lata żył w klasztorze. Nie mógł jednak na długo pozostać z dala od Czech: jako wciąż urzędujący biskup został wezwany do powrotu, bo prawo nie pozwalało wyznaczyć następcy przed jego śmiercią. Wtedy właśnie doszło do dwóch zdarzeń, które najmocniej wpłynęły na dalszy bieg jego życia. Najpierw na jego oczach przedstawiciel wrogiego jego rodzinie rodu Wrszowców (lub Werszowców) zabił kobietę oskarżaną o cudzołóstwo — tę samą, która w panice próbowała znaleźć schronienie w kościele Wojciecha.
Wojciech po raz kolejny opuścił Czechy, tym razem z przekonaniem, że już na zawsze. Arcybiskup moguncki naciskał, by wrócił do Pragi, lecz stało się to niewykonalne z powodu następnego dramatu. Wrszowcy uderzyli bowiem na Libice — gród należący do rodu Wojciecha. Zginęła większość jego braci wraz z ich rodzinami. Co więcej, o wszystkim miał wiedzieć panujący w Czechach książę Bolesław II. Dla zachowania pozorów Wojciech zapytał go w liście o możliwość powrotu, ale w odpowiedzi — mówiąc dzisiejszym językiem — usłyszał, że w Czechach jest persona non grata.
W tej sytuacji synod powierzył św. Wojciechowi misję nawracania pogan. Do Polski dotarł w 996 roku, ruszając z Rzymu i przejeżdżając po drodze przez Niemcy. Wcześniej poznał już Ottona III, który zapamiętał go na długo; zresztą ród panów z Libic był z Ottonem spokrewniony. W Polsce Bolesław Chrobry przyjął nie tylko samego Wojciecha, lecz także jego braci, którzy ocaleli. Nad Wisłę dotarły ostatnie niedobitki niegdyś potężnego rodu, w tym jego senior Sobiebór. Podczas pobytu w Polsce św. Wojciech nauczał, organizował życie kościelne i fundował kościoły oraz klasztory — między innymi w Trzemesznie i Łęczycy.
Męczeńska misja św. Wojciecha w Prusach
Początkowo święty Wojciech planował wyprawę do Wieletów — między innymi dlatego, że potrafił porozumieć się w ich języku. Szybko wyszło jednak na jaw, że taki kierunek nie wchodzi w grę. W 995 roku doszło bowiem do wspólnej wyprawy zbrojnej przeciw Obodrzycom i Wieletom. Wzięły w niej udział wojska niemieckie, polskie oraz czeskie, reprezentowane przez oddział księcia Sobiebora — tego samego, który jako jeden z nielicznych z rodu uniknął losu pozostałych krewnych.
Ostatecznie zdecydowano, że Wojciech uda się do Prus. Wyruszył w 997 roku z Gniezna, a towarzyszyli mu brat Radzym Gaudenty oraz kapłan Bogusza. Najpierw dotarli do Gdańska, skąd mieli ruszyć dalej. Bolesław Chrobry przydzielił Wojciechowi zbrojną ochronę, lecz po dopłynięciu łodzią w okolice dzisiejszego Elbląga misjonarz odesłał wojowników — nie chciał nawracać siłą. Szybko okazało się jednak, że „nauka słowem” również nie będzie prosta. Wojciech nie znał miejscowej mowy, więc nie potrafił nawiązać rozmowy z większością mieszkańców, a ci, którzy rozumieli język słowiański, nie wykazywali zainteresowania jego przesłaniem. Co więcej, patrzyli na niego i na odprawiane obrzędy z wyraźną nieufnością.
Św. Wojciech postanowił więc najpierw zyskać zaufanie Prusów. Ustalił, że wraz z towarzyszami zmienią sposób ubierania się i spróbują nauczyć się miejscowego języka. Gdy jednak 23 kwietnia 997 roku chcieli odprawić mszę (niewykluczone, że wybrane miejsce miało dla okolicznych ludzi szczególne znaczenie), zostali zaatakowani. Doszło do tego w rejonie wsi Cholin. Święty Wojciech został przebity włócznią i zginął jako męczennik, a następnie odcięto mu głowę. Brat jego zabójcy miał wcześniej polec w walce z Polakami. Radzym Gaudenty i Bogusza zostali oszczędzeni i wrócili do Polski. Ciało św. Wojciecha wykupił Bolesław Chrobry i złożył je w Gnieźnie — płacąc za nie tyle złota, ile ważyły szczątki.
Jak powstało arcybiskupstwo w Gnieźnie
Po śmierci Wojciecha Bolesław Chrobry wysłał Radzyma Gaudentego z misją dyplomatyczną do Włoch. W tym samym czasie przebywał tam także cesarz Otton III — niezwykle młodo wyniesiony na tron, bo już w wieku 16 lat (996 rok), mimo że jego życiorys dopiero się zaczynał. W latach 998–999 w Rzymie powstał pierwszy opis życia męczennika: spisano Żywot św. Wojciecha. Najpewniej dzięki staraniom polskiego poselstwa po raz pierwszy znalazła się w nim wzmianka o Polakach oraz o „księciu Polaków” — Bolesławie.
W 999 roku papież Sylwester II ogłosił Wojciecha świętym. O kanonizację zabiegał Otton III, a sam Sylwester II — dawniej Gerbert, nauczyciel cesarza — objął urząd właśnie z jego poparcia. Brat Wojciecha otrzymał godność arcybiskupa, lecz ponieważ metropolia gnieźnieńska jeszcze nie istniała, nosił nietypowy tytuł arcybiskupa św. Wojciecha. W relacjach o tych działaniach często podkreśla się, że decydujący wpływ miał tu głos Ottona III.
Na synodzie w Rzymie zapadła decyzja o powołaniu arcybiskupstwa na ziemiach polskich, a jego stolicą miało być Gniezno. Pierwszym arcybiskupem został Gaudenty, a bulla potwierdzająca te ustalenia została wydana przez Sylwestra II w 999 roku. Wcześniej o taki krok zabiegali Bolesław oraz sam Gaudenty — w Polsce funkcjonowało bowiem jedynie biskupstwo misyjne. Warto pamiętać, że w realiach przełomu X i XI wieku posiadanie arcybiskupstwa wyraźnie wzmacniało pozycję państwa i jego władcy. Nowej metropolii miały podlegać również świeżo utworzone biskupstwa w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Przy okazji polskich ośrodków kościelnych warto dodać, że dziś św. Wojciech jest nie tylko patronem Polski: opiekuje się też archidiecezjami gdańską, gnieźnieńską i warmińską oraz diecezjami elbląską i koszalińsko-kołobrzeską.
Aby lepiej zrozumieć wydarzenia końca X wieku, trzeba przyjrzeć się postawie i wizji cesarza Ottona III. W jego przekonaniu chrześcijański świat powinien zostać zjednoczony pod jednym zwierzchnictwem, a centrum odnowionego imperium miał stać się Rzym. Symbolicznym obrazem tej idei była słynna miniatura: cesarz siedzi na tronie, a obok niego stoją cztery koronowane niewiasty, równe sobie i składające dary. Postacie te uosabiają cztery królestwa: Romę, Galię, Germanię i Sclavinię. Otton III pragnął więc roztoczyć „patronat” nad całym chrześcijańskim światem. W samych Niemczech sprzeciw budziła zwłaszcza myśl o równości Niemiec i Polski w tej koncepcji. Życie cesarza okazało się jednak krótkie — zmarł przedwcześnie 23 stycznia 1002 roku, a przyczyną śmierci była zaraza.
Otton III i Chrobry: droga do korony
W 1000 roku do Polski przybył cesarz Otton III. Na granicy powitał go Bolesław Chrobry, a po uroczystym przyjęciu w Iławie poprowadził go do grobu św. Wojciecha. Właśnie wtedy oficjalnie ogłoszono powstanie nowych biskupstw na ziemiach polskich. Podczas wizyty Otton III włożył Bolesławowi na głowę swój cesarski diadem i wręczył mu włócznię świętego Maurycego.
Był to gest o ogromnej wadze symbolicznej: w ten sposób cesarz uznał Bolesława Chrobrego za samodzielnego władcę, przyjętego do chrześcijańskiej wspólnoty państw. Bolesław zyskał również prawo do obsadzania stanowisk biskupich. Działanie Ottona III można odczytywać jako przyzwolenie na przyszłą koronację, choć wciąż brakowało kluczowej zgody papieskiej na namaszczenie.
W 1000 lub 1001 roku Bolesław Chrobry wysłał do Rzymu poselstwo z prośbą o przysłanie korony. W podobnym czasie analogiczne starania podjęli także Węgrzy. Według części przekazów, w wyniku serii intryg — w tym zdrady opata łęczyckiego Astryka-Anastazego, członka poselstwa, który przeszedł na stronę Węgier — korona przeznaczona dla Bolesława miała ostatecznie trafić do księcia Stefana. Nie ma jednak całkowitej pewności, czy rzeczywiście tak się stało, bo pierwsze wzmianki o tej historii pojawiają się dopiero w źródłach z XIII wieku.
Istnieje też inna wersja wydarzeń: polska korona mogła znaleźć się na Węgrzech dlatego, że w chwili wybuchu powstania w Rzymie papież zabiegał o wsparcie sąsiednich państw — a jednym z najważniejszych miały być właśnie Węgry. Tak czy inaczej, późniejsze relacje Bolesława Chrobrego z Henrykiem, nowym władcą niemieckim, którego siostra została żoną Stefana, nie układały się już tak korzystnie jak za czasów Ottona III. Sprawdź także ten artykuł na temat Zjazdu Gnieźnieńskiego.

Zaginione relikwie św. Wojciecha
Święty Wojciech – męczennik i jeden z najważniejszych patronów Polski – nawet po śmierci nie doczekał spokojnego spoczynku. Jego głowę przechowywano w złotej puszce, a ciało złożono w sarkofagu. Część szczątków miała zostać rozdzielona jako relikwie, a część trafiła do Ottona III. O losie tych pamiątek przesądziły dramatyczne wydarzenia z okolic połowy XI wieku. Wtedy na Polskę uderzył czeski książę Brzetysław I: złupił i spalił Kraków, Wrocław oraz Poznań, a następnie dotarł do Gniezna. Z katedry wywiózł liczne kosztowności, a samą świątynię doszczętnie spustoszył.
Wśród zagrabionych łupów znalazły się nie tylko relikwie świętego Wojciecha, lecz także szczątki Radzyma Gaudentego. Brzetysław miał tłumaczyć swój czyn prosto: czescy święci – w jego przekonaniu – powinni spoczywać na czeskiej ziemi. Polscy duchowni złożyli protest w Rzymie i domagali się zwrotu relikwii, jednak strona czeska powtórzyła argumentację księcia, a skarga została oddalona. Szczątki św. Wojciecha umieszczono w katedrze św. Wita na Hradczanach, lecz w 1070 roku świątynia spłonęła. Warto przy tym pamiętać, że św. Wojciech bywa uznawany także za patrona Czech.
Od tego momentu historia relikwii świętego Wojciecha zaczyna się gmatwać i obrastać w sprzeczne przekazy. Według Czechów szczątki miały przetrwać pożar i do dziś znajdować się w odbudowanym kościele. Tymczasem pod koniec lat 80. XI wieku ogłoszono w Polsce odnalezienie relikwii, które rzekomo wcześniej ukryto i zamurowano ze strachu przed najazdem Brzetysława. Podobnie miało być z głową Wojciecha – również ukrytą z obawy przed grabieżą i odnalezioną w innym miejscu w 1127 roku.
Odnalezione szczątki miały trafić do katedry w Gnieźnie, do niewielkiej trumienki podarowanej przez Bolesława Krzywoustego. Co stało się z nią później – tego źródła nie wyjaśniają. Pozostają jedynie hipotezy, w tym ta, że trumienkę mogli zrabować Szwedzi podczas potopu. Złota puszka z głową została natomiast skradziona w 1923 roku i do dziś nie ustalono sprawców. Co kluczowe, nigdy nie odnaleziono ani samej puszki, ani znajdującej się w niej głowy. Pięć lat później kardynał August Hlond sprowadził z Rzymu część relikwii przekazanych niegdyś Ottonowi III – miał to być fragment kości dłoni lub przedramienia św. Wojciecha – przechowywany później w trumience w Gnieźnie.
Nową, srebrną trumienkę skradziono z kolei w 1986 roku. Dokonało tego trzech narkomanów, niedawno wyrzuconych z wojska. Przetopili ją na srebro, które następnie próbowali sprzedać. O sprawie powiadomił milicję złotnik – potencjalny kupiec – zaniepokojony nietypowym składem stopu, a jednocześnie kojarzący głośną wówczas kradzież. Trumienkę odtworzono jeszcze w tym samym roku, częściowo z odzyskanego srebra, po czym wróciła do Gniezna – miasta, nad którym św. Wojciech od wieków roztacza swój patronat.
Źródła:
- M. K. Barański, Dzieje Polski w średniowieczu, Zysk i S-ka, Poznań 2012.
- R. Grodecki, S. Zachorowski, Historia Polski średniowiecznej, tom I do roku 1333, Wydawnictwo Platan, Kraków 1995.
- P. Jasienica, Polska za czasów Piastów, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986.
- T. Manteuffel (red.), Polska u progu dynastii Piastów, Wiedza Powszechna, Warszawa 1974.
- Relikwie świętego Wojciecha, https://wojciech.diecezja.lublin.pl/index.php/swiety-wojciech/relikwie, dostęp: 03.12.2020.
- M. Wachowicz, Kradzież oraz zniszczenie sarkofagu św. Wojciecha, https://clkp.policja.pl/clk/badania-i-projekty/ciekawe-badania/11034,KradziezizniszczeniesarkofaguswWojciecha.html, dostęp: 03.12.2020.
- A. Zieliński, Pierwsze stulecie Polski. Państwo, władcy, sensacje, Bellona, Warszawa 2012.