To były najokrutniejsze tortury średniowiecza. Dziś trudno w to uwierzyć

Średniowiecze często trafia na listę najbardziej brutalnych epok w historii. Można się z tym spierać, ale jedno jest pewne: ówczesnym katom nie brakowało pomysłowości. Tortury nie miały jedynie złamać skazanego bólem — bywały starannie reżyserowanym spektaklem, na który schodziły się tłumy z całej okolicy. Jak wyglądały metody, które budziły największy strach, i jakich narzędzi używano, by zamienić cierpienie w widowisko?
- Dlaczego torturowano w średniowieczu?
- Tortury inkwizycji: jak to wyglądało
- Najstraszniejsze tortury średniowiecza
- Tortury: średniowiecze kontra nowożytność
- Tortury dziś: mniej krwi, więcej strachu
Dlaczego torturowano w średniowieczu?
Średniowieczne tortury budzą dziś grozę i mają wyjątkowo ponurą reputację. Zanim jednak przejdziemy do tego, jak wyglądały w praktyce, warto na moment zatrzymać się przy samych ofiarach. Skąd w ogóle brała się potrzeba zadawania ludziom tak skrajnego cierpienia? Najczęściej stały za tym trzy powody:
- Mogły stanowić karę za popełnione przestępstwa — także te o charakterze politycznym, jak zdrada, spisek czy zamach na władcę. Scenę publicznego znęcania się nad „zdrajcą” wielu osób kojarzy choćby z filmu „Braveheart”.
- Druga sytuacja to używanie tortur po to, by wymusić zeznania. W praktyce był to niezawodny sposób, by z ust sparaliżowanego strachem skazańca wydobyć niemal każdą deklarację. Z takich metod słynęła inkwizycja, ale sięgano po nie również w postępowaniach świeckich.
- Mogły też pełnić rolę „próby niewinności”. Stosowano je m.in. wobec kobiet oskarżanych o czary. Próba wody albo ognia nie miała koniecznie zmusić rzekomej „czarownicy” do przyznania się — zakładano, że prawda ujawni się sama, a ciało poddane ekstremalnym warunkom w cudowny sposób wskaże winę lub niewinność.
Najbardziej przerażające kary spotykały tych, których czekała długa, wyniszczająca i bolesna śmierć za rzekome lub rzeczywiste przewinienia. O ile tortury stosowane dla uzyskania przyznania się były okrutne, to w założeniu nie powinny prowadzić do zgonu oskarżonego czy oskarżonej. Prowadzący śledztwo mieli określone reguły i ograniczenia, których należało się trzymać. W praktyce bywało różnie, ale przynajmniej na papierze miały one chronić przesłuchiwanego przed samowolą śledczych.
Tortury inkwizycji: jak to wyglądało
Sięganie po tortury przez inkwizycję nie pojawiło się od razu — nasilało się z czasem. Na początku traktowano je jako sposób na wymuszenie zeznań albo narzędzie karania zwykłych kryminalistów. Przełomem okazała się dopiero bulla papieża Innocentego IV z 1252 roku, która postawiła heretyków w jednym szeregu z przestępcami. Co ciekawe, za „podstawową” torturę uchodziło wtedy przede wszystkim głodzenie. (Biały L., 1989: s. 19)
Niestety, poszerzenie kompetencji inkwizytorów nie przełożyło się na bardziej humanitarne traktowanie oskarżonych. Papieże wprawdzie próbowali ograniczać dotkliwość przesłuchań — formalnie nie wolno było torturować dłużej niż pół godziny. W praktyce jednak miejscowi biskupi często przymykali oko na łamanie tych reguł, bo ważniejsze było „potwierdzenie”, że heretyk faktycznie jest winny. W średniowieczu dość konsekwentnie starano się natomiast unikać torturowania dzieci i osób w podeszłym wieku. (Biały L.: s. 20)
Problem z inkwizycją polegał na czymś jeszcze: miała ogromny zasięg działania i wsparcie najsilniejszej średniowiecznej instytucji — Kościoła Katolickiego. Lokalny władca zazwyczaj nie mógł z nią rywalizować. Jednocześnie wiele zależało od układu sił w danym regionie: sytuacji politycznej, miejscowego prawa i tego, jak mocną pozycję miał sam suweren.
Skoro uznanie heretyków za pospolitych przestępców otworzyło drogę do stosowania wobec nich tortur, to jak wyglądało traktowanie samych przestępców? Wspominałam już o próbach wody i ognia (do szczegółów wrócę niżej), ale wśród „typowych” kar dla kryminalistów popularne było też okaleczanie — najczęściej obcinanie rąk i nóg. Zdarzało się również wyłupywanie oczu czy kastracja. (Farrington K., 1997: s. 19)
Równie brutalne bywały egzekucje. Heretyków i czarownice palono na stosie, a zdrajców traktowano bez litości. Rozrywanie końmi, ćwiartowanie — to tylko część metod, które wchodziły w grę w tamtych realiach.
W takim kontekście trudno jednoznacznie stwierdzić, czy tortury inkwizycji były najokrutniejsze. Uważam, że często niewiele różniły się od innych kar i technik śledczych epoki. Sprawdź także ten artykuł o 10 najbardziej krwawych dyktatorach w historii.
Najstraszniejsze tortury średniowiecza
Przyjrzyjmy się bliżej torturom, które stosowano w średniowieczu oraz w kolejnych stuleciach. (informacje o opisanych poniżej praktykach pochodzą z: Farrignton K., 1997)
- Żelazna dziewica – miłośnicy znanego brytyjskiego zespołu metalowego zapewne od razu skojarzą, skąd wzięła się jego nazwa (Iron Maiden). „Żelazna dziewica” była rodzajem skrzyni, której wnętrze wyłożono żelaznymi kolcami. Zamknięta w środku osoba była raniona w wielu punktach ciała. Połączenie przeszywającego bólu, licznych ran i klaustrofobicznej formy sprawia, że to narzędzie często uznaje się za jedno z najbardziej przerażających w historii średniowiecznych tortur.
- Stos – finałowy etap kaźni dla heretyków i czarownic, którzy zwykle wcześniej przechodzili brutalne przesłuchania. Spalenie żywcem nie było mniej bolesne niż wcześniejsze tortury. Jedyną „ulgą” bywało to, że ogień i dym stosunkowo szybko prowadziły do utraty przytomności, a następnie śmierci. Z czasem karę tę stosowano także wobec zdrajców, a nawet złodziei.
- Rozrywanie końmi – jedna z metod karania zdrajców. Do rąk i nóg przywiązywano liny, które cztery konie miały ciągnąć równomiernie w cztery strony. Skutek był makabryczny: skazaniec zostawał rozerwany na części. Śmierć następowała najczęściej na skutek wykrwawienia, a cała egzekucja mogła trwać nawet do godziny. Co ważne, nie była to praktyka ograniczona wyłącznie do średniowiecznej Europy — znali ją m.in. Chińczycy, mieszkańcy Azji Południowej oraz Rzymianie.
- Wypatroszenie i poćwiartowanie – samo ścięcie głowy uchodziło za bardziej „humanitarną” formę uśmiercenia, jednak w przypadku zdrady stanu chodziło o to, by skazany poczuł, że umiera. Najpierw wleczono go na miejsce egzekucji, potem podduszano przez powieszenie, następnie wycinano wnętrzności. Na końcu ścinano głowę i ćwiartowano ciało. Tę karę stosowano w Anglii wyłącznie wobec mężczyzn. Kobiety za podobne przewinienia karano miażdżeniem lub spaleniem na stosie.
- Gotowanie we wrzątku – kara miała być „współmierna” do zarzucanego czynu. Wykorzystywano ją wobec kucharzy oskarżanych o trucicielstwo. Skazanego wkładano do wielkiego kotła i gotowano żywcem aż do śmierci. Ten rodzaj kary szczególnie kojarzy się z Anglią za panowania Henryka VIII.
- Łamanie na kole – nie należy mylić tego z „łamaniem kołem”. Była to metoda powolnego uśmiercania, szczególnie popularna we Francji i w Niemczech. Po rozebraniu ofiarę przywiązywano do koła pomiędzy szprychami a piastą. Kat roztrzaskiwał kości uderzeniami żelaznego drąga. Jeśli skazany wciąż żył, kończono egzekucję jednym lub dwoma uderzeniami w klatkę piersiową.
- Wlewanie rozgrzanego ołowiu do ucha lub ust – jak łatwo się domyślić, polegało na wlaniu roztopionego ołowiu do wskazanego otworu, co prowadziło do skrajnie bolesnej i przerażającej śmierci.
- Próba ognia lub żelaza – znana również jako ordalia ognia lub żelaza. Polegała na przypaleniu rozgrzanym przedmiotem, które — według ówczesnych wierzeń — niewinnemu miało nie wyrządzić szkody. Istniało kilka wariantów tej próby. Skazany mógł przejść z zawiązanymi oczami po rozżarzonych węglach albo przenieść w dłoni rozgrzaną sztabę na wyznaczoną odległość.
- Próba wody – również występowała w kilku odmianach. Jedna z nich polegała na zanurzeniu rąk w gorącej wodzie; jeśli osoba była niewinna, rany miały się zagoić po trzech dniach. Stosowano też zimną wodę: oskarżonego wiązano i opuszczano na linie do zbiornika, a nad głową wiązano węzeł. Jeśli ciało zatonęło aż po węzeł, uznawano to za znak niewinności.
- Przygniatanie ciężarem – w Anglii praktykowano przygniatanie klatki piersiowej oskarżonego ciężarem. Nie była to klasyczna metoda egzekucji, lecz tortura mająca wymusić zeznania. W praktyce jednak człowiek mógł nie przeżyć nacisku ponad 100 kg metalowego ciężaru.
Tortury: średniowiecze kontra nowożytność
Często powtarza się tezę, że średniowiecze było synonimem okrucieństwa, a dopiero nowożytność przyniosła bardziej „ludzkie” standardy. Kiedy jednak zajrzeć do źródeł, ten prosty podział zaczyna się rozmywać. Rzeczywiście: w późnym średniowieczu tortury jako narzędzie śledcze zostały usankcjonowane prawnie (Zarembska H., 1986: s. 33), a Inkwizycja, tropiąc heretyków, otrzymała zgodę na ich stosowanie. Mimo to wielu badaczy wskazuje, że szczyt europejskiego okrucieństwa przypada raczej na okres od XV do XVII wieku. Samo średniowiecze znało natomiast brutalność przede wszystkim w wymiarze kary: tortury najdotkliwiej odczuwali ci, których już uznano za winnych. Topienie, palenie na stosie, ćwiartowanie końmi, a także bardziej wyszukane sposoby uśmiercania skazańca należały do „normalnego” repertuaru. Czy średniowieczni kaci mogli równać się ze starożytnymi? To nie jest oczywiste. Jeśli egzekucje były widowiskiem dla tłumu w Londynie czy Paryżu, to jak opisać Rzym za Nerona lub Dioklecjana? Znane z przekazów krzyżowanie zdrajców czy rzucanie ludzi na pożarcie lwom to metody stosunkowo proste — i z pewnością nie najbardziej perwersyjne — w realiach starożytnego Rzymu.
Nowożytność przyniosła też wyraźną zmianę w traktowaniu kobiet w kontekście tortur. Owszem, w średniowieczu inkwizycyjni śledczy potrafili bez skrupułów znęcać się nad domniemanymi czarownicami, jednak dopiero XVI i XVII stulecie wyniosły ten rodzaj przemocy na nowy, wyjątkowo brutalny poziom.
W XVIII wieku zaczyna się natomiast poważniejsza rewizja podejścia do zadawania bólu. Po raz pierwszy na większą skalę zwraca się uwagę na to, w jakich warunkach przetrzymywani są więźniowie. W Anglii istotne zasługi na tym polu przypisuje się m.in. pisarzowi Henry’emu Fieldingowi (1707–1754). Z czasem w egzekucjach coraz częściej pojawiają się narzędzia uznawane za „bardziej humanitarne”, takie jak gilotyna czy broń palna.
Tortury dziś: mniej krwi, więcej strachu
Powolne odchodzenie od tortur wykonywanych publicznie przez kata wcale nie było korzystne dla ludzi związanych z więziennictwem, śledztwami czy służbami specjalnymi. Przez stulecia sama perspektywa najbardziej okrutnych kar pomagała utrzymywać znaczną część społeczeństwa w ryzach. Co więcej, wymuszanie zeznań podczas przesłuchań pozwalało „uzyskać” przyznanie się nawet od najbardziej odpornych — także tych zupełnie niewinnych. W ten sposób łatwo było eliminować niewygodnych przeciwników politycznych, kierować społeczną złość na wybrane grupy, odwracać uwagę od innych problemów i osiągać wiele podobnych celów. Dlatego tortury nigdy nie zniknęły całkowicie. Zmieniły się jednak w coś mniej widowiskowego. Zamiast przerażających, teatralnych narzędzi wystarczały metody dyskretne: zwykła strzykawka z substancją odurzającą, lodowata woda pod ciśnieniem czy choćby niewygodne krzesło, na którym trzeba siedzieć bez przerwy przez całą dobę. To one zastąpiły koła, ciężary ważące setki kilogramów i „żelazne dziewice”.
Tortury psychiczne również dziś bywają chętnie wykorzystywane, szczególnie w państwach totalitarnych. Niestety nie są od nich całkowicie wolne także demokracje. Jednym z najbardziej spornych przykładów pozostają metody stosowane w tajnych więzieniach CIA w ramach tzw. wojny z terroryzmem. Przemoc i presja pojawiają się też wobec osób przetrzymywanych w aresztach oraz wobec skazanych. Z prawnego punktu widzenia w państwach demokratycznych takie traktowanie nie jest jednak dopuszczalne i stanowi naruszenie praw człowieka.

Źródła:
- Leszek Biały, Dzieje hiszpańskiej inkwizycji, Książka i Wiedza 1989
- Karen Farrington, Historia tortur. Mroczna strona wymiaru sprawiedliwości, ELIPSA 1997
- Hanna Zarembska, Niegodne rzemiosło. Kat w społeczeństwie Polski XIV–XVI wieku, PWN 1986