Josef Fritzl opuści zakład psychiatryczny? Skandaliczna decyzja sądu budzi wściekłość

Miała osiemnaście lat i całe życie przed sobą. Gdy latem 1984 roku ojciec poprosił ją o pomoc przy montażu drzwi piwnicznych, posłusznie zeszła po schodach. Kiedy straciła przytomność, drzwi zamknęły się za nią na dwadzieścia cztery lata. Historia Elisabeth Fritzl – kobiety, której imię świat poznał dopiero w 2008 roku – to jedna z najbardziej wstrząsających opowieści o przemocy, kontroli i systemowej obojętności we współczesnej Europie.
- Amstetten
- Obsesja kontroli
- Podwójne życie
- Więzienie
- Eter
- Tylko ciemność
- Jedno po drugim
- Kerstin
- Aresztowanie
- Proces
- Życie po
Amstetten
Amstetten to miasto, jakich w Dolnej Austrii znajdziemy setki. Robotnicze, spokojne, z rynkiem, kościołem i kamienicami, w których od pokoleń mieszkają te same rodziny. W 1984 roku liczyło niespełna dwadzieścia tysięcy mieszkańców. Każdy znał każdego przynajmniej z widzenia. Nikt nie zamykał furtek. Nikt nie pytał sąsiadów, czy u nich wszystko w porządku – bo co mogłoby być nie tak? Wystarczyło spojrzeć: trawnik przystrzyżony, firanki czyste, dzieci w szkole na czas. Wszystko się zgadzało.
Dom przy Ybbsstraße 40 nie wyróżniał się niczym. Szary tynk, parter z garażem, piętro z oknami wychodzącymi na ulicę. Za domem ogródek, pod domem – piwnica. Josef Fritzl wynajmował część domu lokatorom i chodził na zebrania sąsiedzkie. Sąsiedzi mówili, że był miłym człowiekiem. Uśmiechał się, pomagał, interesował sprawami ulicy. „Wzorowy obywatel” – tak o nim mówiono. To określenie wróci w 2008 roku, gdy świat dowie się, co przez ćwierć wieku działo się w piwnicy pana Fritzla.

Obsesja kontroli
Josef Fritzl urodził się 9 kwietnia 1935 roku w tym samym Amstetten, w którym całe życie spędził i w którym popełnił zbrodnie. Był nieślubnym dzieckiem: ojciec porzucił rodzinę, gdy Josef był jeszcze mały. Wychowywała go matka, Maria – kobieta zimna, dominująca, skłonna do przemocy. Nie zapewniła synowi dobrego dzieciństwa. Nie było czułości, nie było troski – podstawowym doświadczeniem małego Jesefa było poddanie się woli silniejszego.
I to odcisnęło piętno. Fritzl dorastał z obsesyjną potrzebą kontroli – nad kobietami, nad przestrzenią, nad każdym szczegółem swojego otoczenia. W 1956 roku, mając dwadzieścia jeden lat, ożenił się z młodą i cichą Rosemarie. Para doczekała się siedmiorga dzieci. Z zewnątrz wszystko wyglądało normalnie. W środku Josef rządził żelazną ręką, nie tolerował sprzeciwu, karał za drobne nieposłuszeństwo. Rosemarie była potulna i zastraszona. Dzieci także żyły w strachu.
W 1967 roku Josef Fritzl trafił do więzienia za gwałt na dwudziestoczteroletniej kobiecie. Odsiedział dwanaście miesięcy. Po wyjściu na wolność wrócił do rodziny, do Amstetten, do pracy inżyniera elektrycznego. Nikt nie objął go żadną formą nadzoru. Nikt nie zadał sobie pytania, czy dopiero co skazany za napaść seksualną obywatel nie stanowi przypadkiem zagrożenia. Josef zniknął z systemu.
Podwójne życie
Elisabeth, czwarte dziecko Fritzlów, urodziła się 6 kwietnia 1966 roku. Ze wszystkich dzieci była tym, które – jak wspominali nieliczni, którzy o tym wiedzieli – sprawiało ojcu „najwięcej kłopotów”. Nie dlatego, że była trudna pod względem wychowawczym (choć Fritzl mówił o jej krnąbrności). Problem z Elisabeth polegał na tym, że nie zgadzała się być ofiarą strachu przed ojcem i ośmielała się walczyć o swoją autonomię.
Kiedy skończyła jedenaście lat, ojciec zaczął ją molestować seksualnie. W 1983 roku, jako szesnastolatka, uciekła z domu. Policja odnalazła ją w Wiedniu i – zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami dotyczącymi nieletnich – odesłano ją z powrotem do rodziców. Josef Fritzl powiedział jej wtedy, że już nigdy więcej nie ucieknie.
Więzienie
Fritzl zaczął budować podziemne więzienie, gdy Elisabeth miała dwanaście lat. Prace prowadził samodzielnie przez kilka lat, stopniowo, pod pozorem przebudowy warsztatu i adaptacji piwnicy na magazyn. Jako specjalista od elektryki wiedział, jak poprowadzić instalację. Umiał też wylać beton, zamontować system wentylacji i zasilania, który mógłby działać bez zewnętrznej obsługi. Wiedział też, jak zbudować drzwi, których nikt nie otworzy bez jego zgody.
Gotowy bunkier był labiryntem. Aby dostać się do przygotowanej celi więziennej, trzeba było przejść przez zagracony warsztat, odnaleźć ukryte przejście za jednym z regałów, a następnie pokonać osiem kolejnych barier. Ostatnie drzwi – stalowe, wzmocnione betonem, ważące trzysta kilogramów – zamykane były na elektroniczną blokadę. Kod znał wyłącznie Fritzl i tylko on dysponował pilotem.
Ściany wyłożone były materiałem dźwiękoszczelnym. Okien nie było. Powierzchnia całego kompleksu wynosiła około pięćdziesięciu pięciu metrów kwadratowych, ale przestrzeń, w której miał przebywać człowiek, była znacznie mniejsza. Sufity w najniższych miejscach sięgały stu siedemdziesięciu centymetrów.
Eter
28 sierpnia 1984 roku Josef Fritzl poprosił osiemnastoletnią Elisabeth o pomoc przy montażu drzwi w piwnicy. Był gorący sierpniowy dzień. Dziewczyna zeszła po schodach. Gdy nachyliła się nad progiem, ojciec przycisnął do jej twarzy szmatę nasączoną eterem. Kilka sekund później straciła przytomność. Fritzl zaciągnął ją w głąb bunkra, skuł kajdankami i zamknął drzwi.
Tego samego dnia zgłosił policji zaginięcie córki. Powiedział, że prawdopodobnie uciekła, by dołączyć do religijnej sekty – wcześniej zmusił Elisabeth do napisania listu, który miał potwierdzać tę wersję. Policja przyjęła zgłoszenie, wpisała Elisabeth do rejestru zaginionych i tyle. Rosemarie uwierzyła mężowi. Sąsiedzi przyjęli wyjaśnienie bez pytań. Świat poszedł dalej.
W domu przy Ybbsstraße 40 nic się nie zmieniło. Lokatorzy płacili czynsz. Rosemarie gotowała obiady. Josef chodził do pracy. Pod podłogą, w ciemności, Elisabeth Fritzl odzyskiwała przytomność w miejscu, z którego – jak sądziła – nie było wyjścia.
Tylko ciemność
Fritzl odwiedzał bunkier regularnie. Przynosił jedzenie, wodę, środki higieniczne, czasem ubrania lub kasety video. I gwałcił córkę podczas każdej wizyty. Elisabeth nie miała dostępu do naturalnego światła, nie znała pór roku, nie słyszała deszczu ani wiatru. Czas mierzony był odwiedzinami ojca – i niczym więcej.
Powietrze było zatęchłe. Wilgoć niszczyła ściany. Nie było normalnej łazienki. Elisabeth wielokrotnie chorowała, nie mając dostępu do lekarza. Przeżyła, bo Fritzl potrzebował jej żywej – i dlatego, że wola przeżycia jest silniejsza, niż ktokolwiek potrafiłby sobie wyobrazić, siedząc w jasnym pokoju.
Na górze toczyło się normalne życie. Czy o Elisabeth wszyscy zapomnieli? Nikt nie miał wątpliwości?
Jedno po drugim
W ciągu dwudziestu czterech lat Elisabeth urodziła siedmioro dzieci – wszystkie poczęte w wyniku gwałtu. Pierwsze – córeczka Kerstin – przyszło na świat w 1988 roku, cztery lata po uwięzieniu. Elisabeth rodziła sama, bez żadnej pomocy medycznej, na betonowej podłodze. Fritzl czasem przynosił podręczniki medyczne, z których miała korzystać. Pępowiny odcinała sama nożyczkami.
Jedno z dzieci – chłopiec, któremu Elisabeth nadała imię Michael – urodziło się zbyt słabe i zmarło po kilku dniach. Fritzl zabrał ciało i spalił je w domowym piecu. Za ten czyn sąd skazał go później za zabójstwo przez zaniechanie – bo gdyby natychmiast wezwał pomoc, dziecko mogło przeżyć.
Troje z pozostałych dzieci – Lisa, Monika i Alexander – Fritzl wynosił z piwnicy jako niemowlęta i zostawiał przed drzwiami własnego domu w kartonowych pudłach, z odręcznymi listami rzekomo od Elisabeth, która „prosiła rodziców o opiekę” nad maluchami. Fritzl i Rosemarie formalnie adoptowali je. Urząd stanu cywilnego nie zadał żadnych pytań. Opieka społeczna nie wszczęła dochodzenia. Trzy na progu Fritzlów znajdowano rzekomo porzucone niemowlęta rzekomo zaginionej córki - i nikt nie uznał tego za podejrzane.
Troje pozostałych dzieci – wspomniana już pierworodna Kerstin, chłopcy Stefan i Felix - spędziły całe dzieciństwo w bunkrze. Nie znały słońca, trawy, zapachu powietrza po deszczu. Uczyły się od matki. Fritzl przynosił im podręczniki szkolne. Stefan i Felix, gdy w 2008 roku po raz pierwszy wyszli na powierzchnię, byli nastolatkami. Bali się otwartej przestrzeni i nie potrafili chodzić po nierównym terenie.
Kerstin
Wiosną 2008 roku Kerstin zaczęła tracić przytomność. Jej stan pogarszał się gwałtownie. Cierpiała na poważną chorobę nerek – konsekwencję kazirodczego poczęcia i braku jakiejkolwiek opieki medycznej przez całe życie. Elisabeth napisała – pod dyktando ojca – list do szpitala, prosząc o pomoc dla córki i tłumacząc, że rodzina „nie może ujawnić się ze względów osobistych”.
W nocy z 18 na 19 kwietnia 2008 roku Fritzl zawiózł Kerstin do szpitala w Amstetten. Dziewczyna trafiła na oddział intensywnej terapii. Lekarze, zaniepokojeni jej stanem i tajemniczymi okolicznościami, zwrócili się do policji z prośbą o uruchomienie regionalnej kampanii medialnej z prośbą o kontakt skierowaną do matki pacjentki.
Fritzl stracił kontrolę nad sytuacją po raz pierwszy od ćwierćwiecza. Gdy następnego dnia zabrał Elisabeth ze sobą do szpitala – miała wyjść z piwnicy po raz pierwszy od dwudziestu czterech lat. Jej wygląd natychmiast wzbudził podejrzenia personelu. Była blada jak papier, przerażona, niezdolna do utrzymania kontaktu wzrokowego. Nie pamiętała, jak wygląda szpitalny korytarz. Nie wiedziała, jak zachować się wobec obcych ludzi. Pielęgniarki zaalarmowały policję.
Aresztowanie
26 kwietnia 2008 roku, gdy Josef Fritzl ponownie pojawił się w szpitalu, został zatrzymany przez funkcjonariuszy policji kryminalnej. Przez ponad dwie doby śledczy przesłuchiwali siedemdziesięciotrzyletniego emeryta, przedstawiając mu kolejne dowody kryminalistyczne. Drugiego dnia – gdy prokurator odtworzyła mu fragment zeznań Elisabeth – Fritzl się załamał.
Przyznał się do wszystkiego. Powiedział, że więził córkę w piwnicy przez dwadzieścia cztery lata. Potwierdził, że regularnie ją gwałcił i że jest ojcem siedmiorga jej dzieci. Ujawnił, że ciało noworodka Michaela spalił w piecu. Mówił o tym wszystkim spokojnie, jakby składał sprawozdanie z remontu.
27 kwietnia 2008 roku serwisy telewizyjne całego świata nadawały relacje na żywo z Amstetten. Świat wstrzymał oddech.
Bulwarówka „Kronen Zeitung” nazwała Fritzla „bestią z Dolnej Austrii”. „Der Standard” pytał: „Jak mogli nie zauważyć, co działo się w tym domu grozy?”. „Die Presse” pisała: „Społeczność Amstetten powinna spalić się ze wstydu. Wszyscy przymykali na to oczy”.
Proces
Rozprawa w St. Pölten rozpoczęła się 16 marca 2009 roku. Josef Fritzl stanął twarzą w twarz z sześcioma zarzutami: morderstwa przez zaniechanie, a także zniewolenia (Versklavung, §104 austriackiego StGB – całkowite uprzedmiotowienie Elisabeth), kazirodztwa, wielokrotnego gwałtu, pozbawienia wolności (Freiheitsentziehung, §99 austriackiego StGB – chodziło tu o samo uwięzienie w piwnicy) i stosowania przemocy.
Pierwszego dnia Fritzl przyznał się do części zarzutów, zaprzeczając morderstwu. Drugiego dnia sąd odtworzył nagranie zeznań Elisabeth – zarejestrowanych wcześniej, by ofiara nie musiała stawać twarzą w twarz z oprawcą. Zeznania trwały jedenaście godzin. Po kilku minutach odtwarzania Fritzl zmienił stanowisko i przyznał się do wszystkiego.
19 marca 2009 roku sąd uznał go winnym wszystkich sześciu zarzutów i skazał na dożywotnie pozbawienie wolności z umieszczeniem w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Sędzia stwierdził, że Fritzl stanowi trwałe zagrożenie dla społeczeństwa. Skazany trafił do ośrodka o zaostrzonym rygorze w więzieniu Stein w Krems an der Donau.
Rosemarie Fritzl – która przez lata wychowywała troje dzieci „podrzuconych” przez „zaginioną” córkę, nie zadając pytań – nie usłyszała żadnych zarzutów. Śledczy uznali, że nie było dowodów na jej świadomą współpracę ze sprawcą. Pytanie, czy naprawdę nic nie wiedziała, pozostaje otwarte. Inne pytanie: dlaczego Rosmarie nie odeszła od męża, gdy został skazany za gwałt?
Życie po
Elisabeth Fritzl i jej sześcioro żyjących dzieci natychmiast po ujawnieniu sprawy zostały objęte opieką wieloosobowego zespołu psychologów i psychiatrów. Austriacki sąd – na wniosek pełnomocnika prawnego Elisabeth – wydał zakaz publikowania jakichkolwiek danych umożliwiających ich identyfikację. Zmieniono im imiona i miejsce zamieszkania. Gdzie mieszkają dziś – nie wiadomo. Tak ma pozostać.
Kerstin, której choroba nerek była bezpośrednią przyczyną ujawnienia sprawy, po kilku miesiącach intensywnego leczenia wyzdrowiała. Stefan i Felix przeszli wieloletnią rehabilitację. Terapeuci opisywali, że na początku bali się przestrzeni, nie rozumieli pór roku, nie wiedzieli, czym są drzewa.
W styczniu 2024 roku Sąd Okręgowy w Krems zdecydował o przeniesieniu osiemdziesięcioośmioletniego Fritzla z zakładu psychiatrycznego do zwykłego więzienia. Podstawą była diagnoza zaawansowanej demencji postawiona przez biegłą psychiatrę. Obrończyni skazanego stwierdziła po ogłoszeniu decyzji, że jej klient „jest prawie bliski łez” i „naprawdę żałuje”. Organizacje zrzeszające ofiary przestępstw seksualnych ostro skrytykowały wyrok. Procedury prawne dotyczące ewentualnego zwolnienia Josefa Fritzla trwają.
Dom przy Ybbsstraße 40 w Amstetten został wyburzony. W jego miejscu stanął park. Miasto próbowało odzyskać swój rytm, pozbyć się wstydu i złej sławy.
Źródła
- https://en.wikipedia.org/wiki/Fritzl_case
- https://www.youtube.com/watch?v=wdVp4q7PsGI