Polował na wdowy w grupach wsparcia. Mroczna tajemnica Iana Stewarta ujrzała światło dzienne

Napisała o żałobie kilkaset tysięcy słów. Prowadziła blog, który czytały tysiące ludzi. Wydała książkę, w której szczerze opisała, jak uczyć się żyć bez osoby, którą się kochało. Kiedy w 2011 roku jej mąż utonął na Barbadosie, Helen Bailey nie zamknęła się w sobie – otworzyła się na świat, bo tylko tak umiała przeżywać ból. W internetowej grupie wsparcia dla żałobników poznała mężczyznę, który sam stracił żonę. Nazywał go czule na blogu: Gorgeous Grey-Haired Widower – Piękny Siwobrody Wdowiec. 11 kwietnia 2016 roku Helen wyszła z domu wyprowadzić psa. Nie wróciła.
Ponteland
Helen Elizabeth Bailey urodziła się 22 sierpnia 1964 roku w Ponteland – miasteczku na obrzeżach Newcastle upon Tyne, w północnej Anglii. Mówiła o sobie, że jako dziecko „siedziała w szkole i gapiła się przez okno, marząc o czymkolwiek innym niż lekcje”, a po powrocie do domu wypełniała dzienniki stronami obserwacji o tym, kto co komu zrobił i – przede wszystkim – dlaczego sama w tym nie uczestniczyła. Uwielbiała obserwować ludzi.
Studiowała fizjologię w Thames Polytechnic w Londynie z myślą o karierze w kryminalistyce sądowej. Skończyło się na pracy w mediach – marketingu i licencjonowaniu postaci dla firm takich jak Nintendo i Nickelodeon. Pracując jako sekretarka tymczasowa, poznała Johna Sinfielda — szefa firmy zajmującej się prawami autorskimi. Pobrali się w 1996 roku. Zamieszkali razem w Highgate. Byli razem przez dwadzieścia dwa lata.
W tym czasie Helen zaczęła pisać. Najpierw cykl powieści dla nastolatków – seria „Crazy World of Electra Brown” – o nastolatce przeżywającej typowe katastrofy okresu dorastania. Pięć tomów, nominacja do nagrody „Queen of Teen”, grono fanów. Helen była pisarką spełnioną – nie sławną, ale naprawdę usatysfakcjonowaną.
Potem przyszedł luty 2011 roku.
Barbados
John Sinfield utopił się w morzu podczas wakacji na Barbadosie. Miał pięćdziesiąt pięć lat.
Helen, w wieku lat czterdziestu sześciu, została wdową.
To, co zrobiła z tym bólem, było dla niej charakterystyczne: zaczęła o nim pisać. W 2011 roku założyła blog „Planet Grief” – dziennik żałoby, bez autocenzury, z humorem i bez fałszywej pociechy. Pisała o tym, jak wygląda żałoba od środka: o dniach, kiedy wstanie z łóżka wydawało się niewykonalne, i o dniach, kiedy nieoczekiwanie śmiała się z czegoś głupiego i czuła przez to winna. Blog szybko zyskał czytelników – setki, potem tysiące. Kobiety i mężczyźni, którzy stracili kogoś bliskiego, znajdowali tam słowa dla własnych doświadczeń.
Z bloga wyrosła książka – „When Bad Things Happen in Good Bikinis”, wydana w 2015 roku, opisana przez „Guardiana” jako bolesna opowieść o nauce życia bez kogoś, kogo się kochało.
Helen Bailey stała się głosem osieroconych pogrążonych w żałobie. I właśnie dlatego weszła na forum internetowe dla żałobników.
Piękny Siwobredy Wdowiec
Ian Robert Stewart miał w 2011 roku pięćdziesiąt lat, dwóch dorosłych synów i historię, która doskonale pasowała do historii Helen. Jego żona Diane zmarła w 2010 roku – oficjalnie z powodu SUDEP (nagłą śmierć w przebiegu epilepsji). Ian był więc wdowcem.
Poznali się w grupie wsparcia dla osób w żałobie. Zaczęli rozmawiać. Korespondencja przeniosła się poza forum. W październiku 2011 roku, osiem miesięcy po śmierci Johna, Helen Bailey i Ian Stewart byli parą.
Helen pisała o nim otwarcie na blogu: o jego spokoju, o tym, że rozumie jej żałobę, bo sam przeżył podobną stratę. Czytelnicy kibicowali jej nowej miłości – bo chcieli, żeby z żałoby wyszło coś dobrego.
Nikt nie wiedział, że Ian Stewart obserwował jej blog jeszcze zanim się „przypadkowo” spotkali na forum. Nikt nie wiedział, że jego żona Diane nie umarła z powodu epilepsji.
Hartwell Lodge
Przez kilka lat wszystko wyglądało dobrze. Helen i Ian przeprowadzili się do Hartwell Lodge, okazałego domu w Royston w Hertfordshire, wartego półtora miliona funtów. Dom był własnością Helen.
Ian Stewart – bezrobotny przez dłuższy czas, bez własnego majątku – był teraz współlokatorem, partnerem, przyszłym mężem kobiety, która zarobiła na pisaniu i odziedziczyła pieniądze po Johnie.
W pewnym momencie Helen zmieniła testament. W razie czego Stewart miał dziedziczyć wszystko.
Przyjaciele i rodzina twierdzili potem przed sądem, że widzieli niepokojące sygnały, ale trudno je było skonkretyzować. Ian był uprzejmy. Czarujący. Zawsze przy Helen. Może trochę za bardzo przy Helen. Była też kwestia zmęczenia – w ostatnich miesiącach przed zniknięciem Helen mówiła rodzinie, że czuje się dziwnie ospała, że zasypia o nieoczekiwanych porach, że nie rozumie, co się z nią dzieje. To miało się wyjaśnić.
Zopiclone
W styczniu 2016 roku Ian Stewart zgłosił się do lekarza pierwszego kontaktu z problemem bezsenności i otrzymał receptę na zopiclone – tabletki nasenne.
Ale Ian tych tabletek nie potrzebował, a w każdym razie – nie dla siebie. Przez wiele miesięcy potajemnie podawał je Helen. Dlatego mówiła bliskim, że niewyjaśniona senność ją niepokoiła.
11 kwietnia 2016 roku, w poniedziałek rano, Helen Bailey wysłała emaila do przyjaciółki. Była godzina przed jedenastą. To był ostatni znak życia. Jej aktywność telefoniczna i internetowa urwała się kilka minut później.
Prokuratura przyjęła, że tego ranka Ian Stewart – kiedy jego partnerka znajdowała się w stanie odurzenia lekami – udusił ją w ich wspólnym domu.
Potem wziął kołdrę, zawinął w nią ciało i wyniósł do garażu. Otworzył właz ukrytego szamba, nad którym Stewart parkował nad nim samochód. Wrzucił ciało do środka. Wrzucił też jamnika Borisa, psa Helen. Zamknął właz. Przestawił samochód.
Tego samego dnia grał w bowls. Potem zamówił chińskie jedzenie na wynos i zjadł kolację w domu.
Notatka
Cztery dni Stewart czekał, zanim zadzwonił na policję. 15 kwietnia 2016 roku, w piątek, wybrał numer 101 i spokojnym głosem poinformował, że jego partnerka jest zaginiona od poniedziałku.
Powiedział, że znalazł notatkę, w której Helen napisała, że potrzebuje czasu i przestrzeni dla siebie i dlatego jedzie do ich domku letniskowego w Broadstairs w Kencie. I żeby jej nie szukać, ani nie kontaktować się z nią.
Policja pojechała do Broadstairs. Helen Bailey tam nie było. Nie było żadnego śladu jej obecności.
W kolejnych tygodniach Stewart wysyłał wiadomości na telefon Helen – czułe, pełne troski pytania, gdzie jest i czy wszystko dobrze. Telefon Helen był w jego kieszeni.
Śledztwo ruszyło, ale powoli. Policja sprawdzała konta bankowe – ktoś z nich korzystał. Stewart w połowie śledztwa pojechał na wakacje do Hiszpanii. Detektywi odnotowali to jako niepokojące.
„Żartujecie”
11 lipca 2016 roku, gdy Ian Stewart został aresztowany pod zarzutem morderstwa, powiedział: „Żartujecie”. Nikomu nie było do śmiechu. Na przesłuchaniach przez kilkanaście kolejnych godzin odmawiał odpowiedzi na pytania. Wyszedł za kaucją.
W międzyczasie sąsiad powiedział policji o istnieniu drugiego szamba w garażu. 15 lipca 2016 roku funkcjonariusze otworzyli właz. Znaleźli szczątki Helen Bailey i ciało Borisa. Identyfikacja odbyła się na podstawie dokumentacji dentystycznej. Iana ponownie aresztowano i już się nie wymknął.
Na sali sądowej – podczas trwającego sześć tygodni procesu przed St Albans Crown Court w 2017 roku – Stewart przedstawił wersję wydarzeń, którą prokurator określił jako „zupełnie absurdalną”. Twierdził, że Helen i Boris zostali porwani przez dwóch mężczyzn o imionach Nick i Joe, którzy zażądali okupu w wysokości pół miliona funtów. Mówił, że rozmawiał z Helen przez telefon 15 kwietnia – przez komórkę jednego z porywaczy. Podobno nie powiedział o tym policji, żeby nie narazić Helen na niebezpieczeństwo.
Prokuratura wprowadziła na salę sądową dwóch mężczyzn, na których – zdaniem śledczych – Stewart oparł opisy porywaczy: sąsiada Nicka Cooka i znajomego Joe’a Cippullo. Stewart przyznał, że ich zna. Zaprzeczył, że to oni.
22 lutego 2017 roku ława przysięgłych uznała Iana Stewarta winnym morderstwa Helen Bailey. Sąd skazał go na dożywocie z minimalnym terminem trzydziestu czterech lat – co oznaczało, że wyjdzie na wolność najwcześniej jako dziewięćdziesięciolatek.
Prokurator powiedział w podsumowaniu: „Helen Bailey była kompletnie przytłoczona tym, co niektórzy mogliby nazwać bombardowaniem miłością. Człowiek świeżo po stracie może nie dysponować logicznym aparatem potrzebnym do tego, żeby dostrzec, że jest oszukiwany”.

Diane
Po skazaniu Stewarta policja zaczęła ponownie przyglądać się śmierci jego pierwszej żony, Diane, która zmarła w 2010 roku.
Oficjalnie, jak wiemy: nagła śmierć w przebiegu epilepsji. Stewart zeznał, że wrócił z supermarketu i znalazł żonę nieprzytomną w ogrodzie.
Nowe badania medyczne wykazały, że Diane Stewart przez trzydzieści pięć minut do godziny przed śmiercią miała ograniczony dostęp do tlenu. Obraz był spójny z uduszeniem, a nie epilepsją.
9 lutego 2022 roku Ian Stewart został uznany winnym morderstwa Diane. Sąd wydał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności bez możliwości warunkowego zwolnienia – tzw. whole life order, zarezerwowany dla najcięższych przypadków. Po apelacji wyrok zamieniono na dożywocie z minimalnym terminem trzydziestu pięciu lat.
Polował na wdowy. Tak pisały o nim brytyjskie tabloidy. Rzeczywiście, na swoje ofiary wybierał ludzi w najtrudniejszym momencie życia, szukających wsparcia w internetowych społecznościach, gdzie anonimowość ułatwia zarówno otwieranie się na obcych, jak i udawanie kogoś, kim się nie jest.
Blog
„Planet Grief" wciąż istnieje w internecie. Wpisy Helen Bailey można przeczytać. Są pisane z humorem, ciepłem i inteligencją – przez kobietę, która naprawdę umiała rozmawiać o stracie.
Jeden z wpisów dotyczy Iana Stewarta. Helen pisała o nim czule, ze śmiechem, z nadzieją. Czytelniczki komentowały: jak to dobrze, że znalazłaś kogoś takiego.
Helen Bailey miała pięćdziesiąt jeden lat, kiedy zginęła. Jej pies Boris był przy niej do końca.
Źródła
- https://www.youtube.com/watch?v=frvAjB44SsI
- https://en.wikipedia.org/wiki/Helen_Bailey