„Oszukali nas, wywalili na ulicę”. To były ostatnie słowa 20-letniej Polki, która wyjechała do opieki nad dziećmi

Pod koniec lat 90. wyjazd za granicę miał być dla wielu młodych Polaków przepustką do lepszego świata. W małych miejscowościach, zmagających się z wysokim bezrobociem i brakiem jakichkolwiek perspektyw, oferty pracy z krajów Europy Zachodniej brzmiały jak jedyna szansa na odmianę losu. Dokładnie z taką nadzieją w czerwcowy dzień 1999 roku Izabela Żukowska spakowała walizkę i wyjechała do Belgii. W rodzinnym Sławsku na Pomorzu Zachodnim zostawiła trzyletnią córeczkę Sandrę. Mała nigdy już matki nie zobaczyła.
- Uciec od beznadziei
- Kierunek: Belgia
- Telefon
- Bezradność
- „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”
- Handel ludźmi
- Sandra
- Co zostało
Uciec od beznadziei
Sławsko to niewielka, spokojna wieś położona w województwie zachodniopomorskim, nieopodal Sławna. W drugiej połowie lat 90. czas jakby się tam zatrzymał, a codzienne życie mieszkańców wyznaczała prozaiczna walka z trudami transformacji ustrojowej. Brak pracy i ciągłe ograniczenia finansowe dotykały wielu rodzin, w tym również domostwo Izabeli Żukowskiej.
Izabela urodziła się 3 września 1978 roku. Wcześnie poznała uroki i cienie macierzyństwa. Gdy w 1996 roku na świat przyszła jej córka Sandra, życie Izabeli zyskało nowy sens, pojawiła się ogromna odpowiedzialność. Dziewczyna mieszkała pod jednym dachem z mamą, wujkami oraz małą córeczką. Towarzyszyło jej poczucie beznadziei.
Wiosną 1999 roku w głowie dwudziestoletniej wówczas Izy dojrzała decyzja, która miała zmienić wszystko. Żukowska trafiła na ofertę pracy w charakterze opiekunki do dzieci w Belgii, z miejscem docelowym w okolicach Antwerpii. Praca niani wydawała się bezpieczna, dobrze płatna i przede wszystkim legalna. Plan był prosty i przemyślany – wyjazd na kilka miesięcy, zarobienie odpowiedniej kwoty na usamodzielnienie się, zakup najpotrzebniejszych rzeczy dla córeczki i powrót do Polski przed nadejściem jesieni. W czerwcu 1999 roku Izabela pożegnała się z rodziną, ucałowała trzyletnią Sandrę i wsiadła do autokaru jadącego na zachód Europy.
Kierunek: Belgia
Podróż do Belgii przebiegła bez większych zakłóceń. Po dotarciu na miejsce Izabela nawiązała pierwszy kontakt telefoniczny z bliskimi. Ponieważ w domu rodzinnym nie było wówczas telefonu stacjonarnego, rozmowy mogły się odbywać dzięki uprzejmości sąsiadów. Wiadomości z zagranicy brzmiały normalnie i nie budziły niepokoju.
Po pewnym czasie kontakt się urwał. Rodzina, przyzwyczajona do regularnych telefonów od Izabeli, zaczęła się niepokoić milczeniem. Bliscy wielokrotnie próbowali się do niej dodzwonić, jednak bezskutecznie.
Telefon
Przełom w całej historii nadszedł w środku nocy, gdy zadzwonił telefon stacjonarny. Dźwięk dzwonka o tak późnej porze od razu wywołał przerażenie. Po podniesieniu słuchawki słychać było płacz i rozedrgany, skrajnie przerażony głos dziewczyny
Izabela mówiła szybko, jakby wiedziała, że ma tylko kilka sekund na przekazanie prawdy. „Oszukali nas. Zostałyśmy wystawione na ulicę”. To były jej ostatnie słowa. Zanim zdołała podać dokładny adres lub chociażby przybliżoną lokalizację, połączenie zostało gwałtownie przerwane.
Wstrząśnięta rodzina natychmiast próbowała ponownie wybrać numer, z którego nadeszło połączenie. Po wielu próbach ktoś po drugiej stronie wreszcie podniósł słuchawkę. Nie była to jednak Izabela. Obcy głos mówiący łamaną polszczyzną z silnym akcentem odpowiedział zdawkowo, że Izabela już tam nie przebywa, ponieważ wyjechała do pracy do Szwajcarii i na pewno wkrótce sama się odezwie. Po tych słowach rozmówca odłożył słuchawkę, a podany numer stał się głuchy na zawsze.
Bezradność
Zgłoszenie podobnych przypadków zaginięć pod pod koniec lat 90. rozbiły się o biurokratyczny mur. Polskie służby nie do końca wiedziały, jak nawiązać współpracę z policją belgijską w sprawie zaginięcia czy porwania. Poza tym sam wyjazd dorosłej osoby za granicę często traktowano z rezerwą, sugerując, że młoda kobieta mogła po prostu ułożyć sobie życie na nowo i z własnej woli zerwać kontakty z rodziną.
Bliscy Izabeli byli zdeterminowani, by dziewczynę odnaleźć. Tymczasem, niedługo po dramatycznym telefonie, do domu matki i wujków Izabeli zaczęły napływać niepokojące sygnały i pisemne groźby. Anonimowe wiadomości sprowadzały się do jednego przekazu – jeśli rodzina nie przestanie wypytywać o Izabelę, jeśli dalej będzie angażować organy ścigania lub zacznie nagłaśniać sprawę w mediach, porywacze skrzywdzą małą Sandrę.
„Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”
Stres, strach i poczucie bezradności sparaliżowały bliskich zaginionej. Matka Izabeli, żyjąc w nieustannym strachu przed spełnieniem gróźb, czuła się zmuszona do milczenia. Miała depresję. W takich warunkach upływały kolejne lata, a sprawa zaginięcia młodej Polki powoli pokrywała się kurzem w policyjnych archiwach. Aż do stycznia 2026 roku, kiedy historię przedstawiono w „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.
Program nie przyniósł jeszcze odpowiedzi, ale zrobił już bardzo dużo, wzbudzając zainteresowanie mediów oraz czujność Polaków mieszkających na Zachodzie. Widać to szczególnie na grupach facebookowych.Jedna z najbardziej intrygujących hipotez pojawiła się po wiadomościach od osób mieszkających w Belgii. Świadkowie ci twierdzili, że przed laty we wschodniej części kraju, a konkretnie w rejonie Limburgii, widywali kobietę bardzo przypominającą Izabelę. Kobieta ta miała przebywać w środowisku obcokrajowców i znajdować się pod silną kontrolą mężczyzny pochodzenia tureckiego.
Kto inny sugerował, że Izabeli mogło udać się wyrwać z rąk pierwotnych oprawców, jednak po latach traumy i pod wpływem dawnych gróźb bała się nawiązać kontakt z rodziną w Polsce. Pojawiły się przypuszczenia, że mogła przyjąć nową tożsamość, zmienić dane i ułożyć sobie życie w Belgii, starając się nie zwracać na siebie niczyjej uwagi. Świadkowie wspominali też, że kobietę odpowiadającą Izabeli wiekiem i wyglądem widziano w towarzystwie dzieci przed jednym z belgijskich centrów handlowych. Żaden z tych tropów nie dał jednak pewnej odpowiedzi.
Handel ludźmi
Dziś, analizując okoliczności zniknięcia Izabeli Żukowskiej z perspektywy czasu i wiedzy o przestępczości zorganizowanej przełomu wieków, śledczy oraz eksperci nie mają wątpliwości, co mogło się wydarzyć. Był to okres bezkarnej działalności międzynarodowych grup przestępczych wyspecjalizowanych w handlu ludźmi.
Siatki werbunkowe działały według powtarzalnego, dopracowanego do perfekcji schematu. W uboższych regionach Europy Środkowo-Wschodniej publikowano kuszące ogłoszenia dotyczące legalnej pracy – dla opiekunek, kelnerek czy sprzątaczek. Młode i zdesperowane kobiety były idealnym celem. Po przyjeździe do Belgii, Holandii czy Niemiec oddawały paszporty. Dlaczego? Pracodawcy lub obecni na miejscu pośrednicy prosili o dokumenty pod pretekstem dopełnienia formalności, po czym zastraszali dziewczyny i zmuszali do pracy w agencjach towarzyskich lub na ulicach czerwonych latarni.
Krótki, dramatyczny telefon Izabeli był wyraźnym dowodem na to, że Polka zorientowała się w sytuacji i podjęła próbę oporu. W brutalnym świecie przestępczym kobiety stawiające opór poddawano przemocy psychicznej i fizycznej, wykorzystując wiedzę o ich rodzinach w kraju do bezwzględnego szantażu. Właśnie dlatego groźby kierowane pod adresem małej Sandry były tak realne i skutecznie kneblowały usta najbliższym Izy. I nie wiadomo – choć można się domyślać – jak bardzo ten strach wpływał na więzioną Polkę.

Sandra
Sandra dorastała w cieniu wielkiej tajemnicy i przejmującej nieobecności. W domu rodzinnym postać matki była obecna na fotografiach i we wspomnieniach babci. Dziewczynka miała świadomość, że jej mama nie opuściła jej z własnej woli, ale stała się ofiarą strasznego przestępstwa, jednak pytania o to, co naprawdę wydarzyło się w Belgii, przez lata pozostawały bez odpowiedzi.
Gdy Sandra osiągnęła wiek nastoletni, paraliżujący strach przed porywaczami zaczął ustępować miejsca determinacji. Mając zaledwie piętnaście lat, dziewczyna podjęła decyzję o rozpoczęciu poszukiwań na własną rękę. Spędzała godziny na analizowaniu starych dokumentów, rozmawianiu z sąsiadami i wysyłaniu pism do oficjalnych instytucji.
Z biegiem lat córka zaginionej opanowała narzędzia cyfrowe i stworzyła specjalne profile w mediach społecznościowych poświęcone poszukiwaniom Izabeli Żukowskiej. Publikowała komunikaty w języku polskim, niderlandzkim i francuskim, apelując do mieszkańców Belgii o jakiekolwiek informacje. Pukała do drzwi fundacji poszukujących osób zaginionych, pisała do policji w Polsce i w Belgii. Dla Sandry poszukiwania stały się życiową misją i obietnicą złożoną samej sobie.
Co zostało
Sprawa handlu ludźmi budziła zainteresowanie mediów, ale i wymiaru sprawiedliwości. W 2009 roku Sąd Okręgowy w Słupsku skazał troje sprawców handlu ludźmi za sprzedawanie Polek do niemieckich i holenderskich domów publicznych – proceder obejmował województwo pomorskie i zachodniopomorskie, a dziewczyny odbierał w Niemczech Turek Ibrahim Ö.
Mimo upływu niemal trzydziestu lat od czerwca 1999 roku, sprawa zaginięcia Izabeli Żukowskiej pozostaje otwarta. Belgijskie i polskie rejestry urzędowe nie zawierają oficjalnych informacji o jej zgonie ani o rejestracji pod nazwiskiem „Izabela Żukowska” na terytorium Unii Europejskiej. Śledczy uważają dwa scenariusze za szczególnie wiarygodne – tragiczny, zakładający śmierć dziewczyny z rąk handlarzy ludźmi (może podczas próby ucieczki?) lub wskutek samobójstwa, oraz ten dający nadzieję, w którym Izabela wciąż żyje, nieświadoma tego, jak bardzo córka szuka z nią kontaktu.
Sandra, dziś już dorosła kobieta, nie zamierza się poddać. Każdego roku przypomina o zaginięciu matki, publikując jej aktualizowane komputerowo portrety i apelując do ludzi, którzy pod pod koniec lat 90. przebywali w Antwerpii lub Limburgii.
Historia Izabeli Żukowskiej to nie tylko przejmująca opowieść o matce i córce rozdzielonych przez okrutny los. To przede wszystkim mroczne ostrzeżenie i symbol czasów, w których marzenia o lepszym życiu za granicą zbyt często kończyły się w pułapce bez wyjścia.
Źródła
- https://pytanienasniadanie.tvp.pl/gwiazdy/rozmowy/sandra-zukowska-szuka-mamy-izabela-zaginela-w-belgii-prawie-30-lat-temu,93377619
- https://dziennikbaltycki.pl/oszukali-nas-zostalysmy-wystawione-na-ulice-20-letnia-iza-wyjechala-do-pracy-w-belgii-i-slad-po-niej-zaginal-jej-corka-poszukuje-prawdy/ar/c1p2-28737581
- https://gp24.pl/slupsk-wyrok-na-czterech-oskarzonych-w-sprawie-handlu-zywym-towarem-sprzedawali-kobiety-do-niemieckich-domow-publicznych/ar/4397095