Tajemnicze morderstwo na Harvardzie. Odpowiedź przyszła po pół wieku

7 stycznia 1969 roku, Cambridge, Massachusetts. Wtorek, pierwszy pełny tydzień po przerwie świątecznej. Na Harvardzie studenci wracali do swoich obowiązków, a doktoranci wydziału antropologii mieli przed sobą jeden z najważniejszych dni w swojej akademickiej karierze. Jane Britton nie dotarła na egzamin. Dlaczego? Prawda wstrząśnie intelektualną elitą.
- Jane Britton
- Doktorantka
- W przededniu egzaminów
- Czerwona ochra
- Harvard pod lupą
- Niemal pięć dekad
- DNA przynosi odpowiedź
- Zawsze jest nadzieja
Jane Britton
Jane Britton przyszła na świat 17 maja 1945 roku. Wychowała się w Needham, spokojnym przedmieściu Bostonu w Massachusetts. Środowisko, w którym dorastała, trudno nazwać przeciętnym. Jej ojciec, J. Boyd Britton, pełnił funkcję wiceprezesa administracyjnego Radcliffe College – prestiżowej uczelni dla kobiet, ściśle związanej z Harvardem, zaliczanej do elitarnej grupy Seven Sisters. Matka, Ruth Britton, była ekspertką w dziedzinie historii średniowiecznej w Radcliffe Institute for Advanced Study. Dom rodzinny Jane wypełniały książki, rozmowy o nauce i przekonanie, że edukacja jest wartością najwyższą.
Sama Jane uczęszczała do Dana Hall School, prywatnej szkoły w Wellesley. Interesowała się jeździectwem, grą na pianinie i organach, a także malarstwem. Cechowało ją dążenie do poszerzania horyzontów. Kiedy przyszedł czas na studia, poszła w ślady rodziców i zdała na Radcliffe College, gdzie obrała antropologię jako swój główny kierunek. Jej praca dyplomowa poświęcona porównawczej metodologii w badaniach jednej z kultur perygordyjskich – napisana w zaledwie tydzień – robiła wrażenie. W 1967 roku Jane ukończyła studia z wyróżnieniem magna cum laude. Harvard czekał.

Doktorantka
Program doktorancki na Harvardzie był dla Jane spełnieniem marzeń. Specjalizowała się w archeologii Bliskiego Wschodu – dziedzinie, która łączyła w sobie kilka obszarów zainteresowań Jane: starożytne cywilizacje, pracę w terenie i tajemnice zakopane w ziemi. Latem 1968 roku miała okazję uczestniczyć w wykopaliskach w południowo-wschodnim Iranie, w miejscu zwanym Tepe Yahya. Wyprawę prowadzili kierownik katedry Stephen Williams oraz kierownik projektu C. C. Lamberg-Karlovsky. To właśnie tam badacze natknęli się na to, co Lamberg-Karlovsky uważał za ruiny Aleksandrii Karmanii – twierdzy zdobytej w 325 roku p.n.e. przez Aleksandra Wielkiego. Później Lamberg-Karlovsky przypisał Jane jedno z ważniejszych odkryć tej wyprawy.
Po powrocie do Cambridge panna Britton zamieszkała na czwartym piętrze budynku przy 6 University Road – należącej do Harvarda kamienicy ledwie dwie przecznice od Harvard Square. Trudno było nazwać to lokum przytulnym. „The New York Times” opisał budynek jako obskurny i zarobaczony, z łuszczącą się farbą na korytarzach. „The Harvard Crimson” alarmował, że nie było zamków na drzwiach wejściowych, mimo wielokrotnych próśb lokatorów o zamontowanie podstawowego zabezpieczenia. Sam zamek w drzwiach Jane był tak wadliwy, że rzadko go używała. Mitchellowie – sąsiedzi zza ściany – mówili, że planowała się wyprowadzić na początku następnego roku.
Co więcej, w 1963 roku w tym samym budynku zamordowana została Beverly Samans, doktorantka Uniwersytetu Bostońskiego. Sprawa nie została rozwiązana, choć śledczy łączyli ją z serią morderstw przypisywanych Dusicielowi z Bostonu. Okolica też nie wydawała się szczególnie przyjemna ani spokojna – pod koniec 1968 roku w rejonie między Cambridge Common a akademikami Radcliffe odnotowano wzrost napadów na studentów i pracowników uczelni. Jane wiedziała o tym. Jako studentka Radcliffe sama została kiedyś napadnięta na Commons – obroniła się scyzorykiem, rozcinając napastnikowi ubranie. Nigdy nie zgłosiła tego na policję.
W przededniu egzaminów
Pomimo nieprzyjaznego otoczenia Jane prowadziła bogate życie towarzyskie, skupione przede wszystkim wokół wydziału antropologii. Jej chłopakiem był James Humphries, kolega z programu doktoranckiego. Blisko zaprzyjaźniła się też z Donaldem i Jill Mitchellami – wspomnianym już małżeństwem mieszkającym tuż za ścianą. To właśnie Jane grała na organach podczas ich ślubu. Wieczorami malowała w swoim mieszkaniu obrazy. Trzymała żółwia i kota.
Wieczór 6 stycznia 1969 roku zapowiadał się zwyczajnie. Był to pierwszy poniedziałek po świątecznej przerwie. Jane i James zjedli kolację z innymi doktorantami w pobliskiej restauracji, a potem poszli razem pojeździć na łyżwach na Cambridge Common. Humphries odprowadził Jane do mieszkania o 22:30. O 23:30 pożegnał się i wyszedł. Kilka minut po północy – około 00:30 – Jane zapukała do drzwi, Mitchellów, by wypić z nimi kieliszek sherry. Wróciła do siebie w nocy.
Następnego dnia – 7 stycznia – wszyscy doktoranci wydziału antropologii mieli stawić się na egzaminy ogólne. Był to przełomowy moment: zdanie tych egzaminów kończyło etap zajęć dydaktycznych i otwierało drogę do pełnoetatowej pracy nad dysertacją. Jane nie przyszła. Dla jej kolegów było to niepokojące – znali ją jako kobietę poważnie podchodzącą do nauki, ambitną. Humphries dzwonił do niej wielokrotnie. Nikt nie odbierał.
Krótko po południu, gdy egzaminy się skończyły, James poszedł do mieszkania dziewczyny. Ponieważ drzwi były niezamknięte, wszedł bez przeszkód. Zobaczył Jane leżącą na łóżku. Przykrywały ją dywan i futrzany płaszcz. Zawołał Jill Mitchell. Kiedy Jill odsłoniła głowę Jane, zobaczyła zakrwawioną twarz i nieruchome ciało. Jane Britton nie żyła.
Czerwona ochra
Policja z Cambridge przybyła na miejsce zbrodni i przystąpiła do zbierania dowodów. Wkrótce potwierdzono, że Jane została zgwałcona i zamordowana przez zadanie ciosów tępym narzędziem w głowę. Sekcja zwłok wykazała liczne rany czaszki z towarzyszącymi złamaniami oraz siniaka na ramieniu. Lekarz sądowy określił czas śmierci na około dziesięć godzin przed odkryciem ciała, co oznaczało, że do zabójstwa doszło wkrótce po jej powrocie od Mitchellów – w nocy z 6 na 7 stycznia.
Z mieszkania nie zginęły żadne wartościowe przedmioty. Żaden z sąsiadów nie słyszał krzyków ani hałasów – choć niektórzy później zgłaszali pewne „nietypowe” odgłosy. Detektyw Leo Davenport, prowadzący sprawę, stwierdził, że na podstawie kształtu ran narzędzie musiało mieć ostry, spiczasty koniec. Podejrzewano, że mogło to być narzędzie kopalne – kamień o wymiarach mniej więcej 10 na 15 centymetrów z jednym spiczastym końcem, który Jane przywiozła z wykopalisk w Iranie jako pamiątkę. Kamień zniknął.
Ale najbardziej uderzającym elementem sceny zbrodni był szczegół, który od razu przykuł uwagę śledczych i dziennikarzy: ciało Jane było posypane ochrą – naturalnym minerałem barwnikowym, używanym podczas starożytnych pochówków w różnych zakątkach świata. W kontekście specjalizacji naukowej Jane, trudno było nie dostrzec makabrycznej symboliki. Ktoś potraktował tę archaiczną ceremonię śmierci jako teatralny gest – albo jako wyzwanie.
Harvard pod lupą
Sprawa błyskawicznie stała się sensacją medialną. Córka wiceprezesa Radcliffe, doktorantka Harvardu, zamordowana w swoim mieszkaniu dwie przecznice od Harvard Square – takie nagłówki gwarantowały sprzedaż gazet. Jeszcze bardziej emocjonowały szczegóły śledztwa, które sugerowały, że morderca mógł być osobą z bliskiego otoczenia ofiary.
Nie wyważono drzwi, nie skradziono niczego wartościowego, nie było śladów włamania. Ochra wskazywała na kogoś, kto wiedział, czym się zajmowała Jane. Śledczy zagłębili się w środowisko wydziału antropologii Harvardu – przesłuchiwali kolegów, doktorantów, wykładowców. Znaleziono odciski palców niepasujące do nikogo, kto oficjalnie bywał w mieszkaniu. Nie wskazywały jednak na żadną konkretną osobę z kręgów towarzyskich Jane.
Pojawiła się też teoria o Dusicielu z Bostonu. Albert DeSalvo, który przyznał się do gwałtu i zamordowania innej kobiety z tej samej kamienicy przy 6 University Road w 1963 roku, był już za kratami. Jednak wokół jego winy narastały wątpliwości – czy naprawdę popełnił wszystkie zbrodnie przypisywane legendarnemu seryjnemu mordercy? Niektórzy badacze sugerowali, że mogło być ich dwóch. Jeśli tak, to może ten drugi zabił także Jane. Teorie się mnożyły. Policja milczała.
Prokurator okręgu Middlesex, John Droney, przyznał publicznie w wywiadzie dla „The New York Times”, że śledczy nie wiedzieli nic ponad to, co wiedzieli na początku, i że było żadnych podejrzanych. Śledztwo utknęło w martwym punkcie.
Niemal pięć dekad
Lata mijały, a sprawa Jane Britton zamieniła się w legendę kryminalną Bostonu. Wracała do świadomości publicznej falami – zawsze przy okazji rocznic, nowych teorii albo gdy ktoś zainteresowany true crime zaczynał drążyć temat w Internecie. Pojawiały się petycje o udostępnienie akt śledztwa. Fora dyskusyjne zapełniały się hipotezami.
Dla rodziny Jane te lata były nie do opisania. Jej ojciec, J. Boyd Britton, dożył późnej starości, ale bez odpowiedzi na pytanie, kto odebrał życie jego córce. Śledczy, którzy pracowali nad sprawą na początku, odchodzili na emeryturę. Materiały dowodowe kurzyły się w archiwach.
Mimo upływu czasu nie brakowało prób wznowienia śledztwa. W miarę jak rozwijały się techniki kryminalistyczne, pojawiały się nowe możliwości – i nowe nadzieje. W 2017 roku akta sprawy zostały częściowo odtajnione po naciskach opinii publicznej i mediów, co przywróciło zainteresowanie tematem. Okazało się, że przechowywane są próbki materiału biologicznego pobrane z miejsca zbrodni. Władze przyznały, że sprawa nie jest formalnie zamknięta.
DNA przynosi odpowiedź
W listopadzie 2018 roku, dwa miesiące przed pięćdziesiątą rocznicą zbrodni, policja z Cambridge i biuro prokuratora okręgu Middlesex zwołały konferencję prasową. Ogłoszono, że dzięki analizie DNA zidentyfikowano sprawcę morderstwa Jane Britton. Był nim Michael Sumpter.
Sumpter nie należał do intelektualnej elity. Od 19 roku życia był znany bostońskiej policji – w 1965 roku aresztowano go za kradzież damskiej torebki. Po krótkiej odsiadce popełniał kolejne przestępstwa – coraz poważniejsze. W styczniu 1972 roku zgwałcił i zamordował Ellen Faith Rutchick, 23-letnią sekretarkę. W grudniu 1973 włamał się do mieszkania 24-letniej Mary Lee McClain, która rano została znaleziona na swoim łóżku zgwałcona i uduszona. Osiem dni później Sumpter został aresztowany – za kradzież, posiadanie broni i pobicie policjanta. W 1975 roku, przebywając na zwolnieniu warunkowym (w celu wykonywania pracy – „work release”), upatrzył kolejną ofiarę – 19-letnią studentkę. Zgwałcił ją i uciekł, a ona powiadomiła policję. Rozpoznała jego twarz na jednym z 250 zdjęć.
W 2018 roku, gdy Sumptera powiązano z morderstwem Jane Brittom, on już nie żył. Zmarł w 2001 roku. Jednak ślady DNA pobrane ze sceny zbrodni przy 6 University Road pasowały do jego profilu genetycznego ponad wszelką wątpliwość. Te same ślady powiązały Sumptera z kilkoma innymi nierozwiązanymi gwałtami i morderstwami w rejonie Bostonu z przełomu lat 60. i 70.
Sprawa Jane Britton stała się najstarszą „cold case” w historii okręgu Middlesex, którą udało się rozwiązać. Czerwona ochra, tajemnicza symbolika, podejrzenia rzucane na środowisko harwardzkiego wydziału antropologii – wszystko to okazało się mylącym tropem. Sprawca był z zewnątrz. Zwykły kryminalista, korzystający z wadliwych zabezpieczeń budynku.
Zawsze jest nadzieja
Jane Britton miała przed sobą całe życie. Była błyskotliwa, pracowita i otwarta na świat. Zginęła w nocy z 6 na 7 stycznia 1969 roku, mając zaledwie 23 lata, kilka godzin przed egzaminami, które miały otworzyć przed nią nowy etap kariery naukowej.
Przez prawie pół wieku jej morderca pozostawał nieznany. Śledztwo zakończyło się nie dzięki przełomowemu świadkowi czy spektakularnemu wyznaniu, lecz dzięki śladom DNA – skrawkowi biologicznej prawdy, która przetrwała lata wątpliwości.
Źródła
- https://en.wikipedia.org/wiki/Murder_of_Jane_Britton
- https://en.wikipedia.org/wiki/Michael_Sumpter
- https://www.middlesexda.com/press-releases/news/dna-used-identify-man-responsible-1969-murder-jane-britton