„Chyba kogoś zabiłem”. Ostatnia noc Królowej Barbarzyńców

Była ucieleśnieniem marzeń fanów kina klasy B – piękna, posągowa, z mieczem w dłoni i burzą blond włosów. Lana Clarkson miała wszystko, by stać się ikoną, ale Hollywood bywa brutalne dla kobiet, które przekraczają pewną granicę wieku. Gdy jej gwiazda zaczęła przygasać, los rzucił ją w ramiona człowieka, którego geniusz dorównywał jedynie jego szaleństwu. Feralna noc w „Zamku Pirenejskim” zakończyła się strzałem, który na zawsze uciszył Królową Barbarzyńców.
- Blondynka z Long Beach
- Ikona sword and sorcery
- Brutalna rzeczywistość
- Geniusz za murami zamku
- Strzał
- Proces i teatr absurdu
- Sprawiedliwość po latach
- Dziedzictwo Królowej Barbarzyńców
Blondynka z Long Beach
Lana Jean Clarkson przyszła na świat 5 kwietnia 1962 roku w nadmorskim Long Beach w Kalifornii. Wychowywała się pośród malowniczych wzgórz hrabstwa Sonoma, gdzie jej uroda i wzrost (niemal 183 cm) od razu zwracały uwagę.
Rodzina Donny i Jamesa Clarksonów była typową amerykańską klasą średnią, ale Lana od zawsze mierzyła wyżej. Marzyła o blasku fleszy, wybiegach i wielkim ekranie. Była osobą o niespożytej energii, prawdziwą optymistką, która wierzyła, że dzięki pewności siebie można góry przenosić.
W 1978 roku jej rodzina przeniosła się do doliny San Fernando w Los Angeles. To była decyzja. W Mieście Aniołów Lana nie musiała długo czekać na swoją szansę. Zaczynała jako modelka, podróżując po całym świecie – od Paryża po Tokio. Jej sylwetka idealnie wpisywała się w estetykę lat 80. – dziewczyna była wysportowana, pewna siebie i niezwykle fotogeniczna. Jednak to aktorstwo było jej głównym celem. Zadebiutowała drobną rolą w kultowym filmie „Beztroskie lata w Ridgemont High” z 1982, gdzie zagrała żonę nauczyciela biologii. Ten filmowy epizod utwierdził Lanę w przekonaniu, że właśnie kino może dać jej satysfakcję.
Ikona sword and sorcery
Prawdziwy przełom nastąpił, gdy Lana trafiła pod skrzydła Rogera Cormana – legendarnego producenta, zwanego „królem filmów klasy B”. Dla jednych to komplement, dla innych niekoniecznie. Fakt faktem, że Corman miał nosa do talentów i wiedział, jak wykorzystać atuty wizualne swoich aktorek, jednocześnie dając im szansę na role, których „poważne” studio nigdy by im nie zaoferowało. W 1983 roku Lana wystąpiła w filmie „Deathstalker”, wcielając się w postać wojowniczej Kairy. To był strzał w dziesiątkę.
Publiczność pokochała ją jako „Królową Barbarzyńców” („Barbarian Queen”, 1985). Lana stała się ikoną nurtu sword and sorcery. Z mieczem w dłoni, ubrana w skąpe, skórzane stroje, emanowała siłą, która wyprzedzała swoje czasy. Nie była jedynie „ozdobą” ekranu. Lana sama wykonywała wiele popisów kaskaderskich, nauczyła się fechtunku i jazdy konnej. Roger Corman po latach wspominał, że Lana była „pierwowzorem Xeny” – silną kobietą, która w świecie zdominowanym przez mężczyzn potrafiła sama o siebie zadbać. Przynajmniej na ekranie.
W świecie kina niskobudżetowego Clarkson stała się królową. Jej twarz zdobiła okładki kaset VHS w wypożyczalniach na całym świecie. Fani gatunku uwielbiali ją za dystans do siebie i fakt, że nigdy nie traktowała swoich ról z nadmierną powagą. Potrafiła zagrać w parodii („Amazon Women on the Moon”) z taką samą pasją, jak w mrocznym horrorze „The Haunting of Morella”. Jednak w głębi duszy Lana marzyła o czymś więcej – o roli, która pozwoliłaby jej wyjść z szufladki „pięknej wojowniczki” i pokazać talent komediowy, który w niej drzemał.
Brutalna rzeczywistość
ciepłą i empatyczną. W latach 80., gdy epidemia AIDS budziła paniczny strach, a chorzy byli traktowani jak trędowaci, ona co tydzień zgłaszała się na ochotnika do organizacji Project Angel Food. Dostarczała posiłki chorym i wykluczonym w czasie, gdy nawet niektórzy lekarze bali się zbliżać do pacjentów. Nie bała się dotyku ani rozmowy z tymi, od których odwracał się świat. Ta działalność charytatywna pokazywała jej prawdziwe oblicze – kobiety o wielkim sercu.Empatia i serdeczność nie mają w Hollywood wielkiej wartości. Lata 90. przyniosły bolesne zderzenie z rzeczywistością – Lana przekonała się, że atrakcyjność fizyczna, a przede wszystkim młodość, mają większe znaczenie niż osobowość, a w przypadku kina klasy B są absolutnym priorytetem. Ona sama zbliżała się do czterdziestki. Role dla dojrzałych aktorek w jej typie trafiały się rzadko. Zamiast głównych ról w filmach akcji, zaczęła otrzymywać propozycje epizodów w serialach takich jak „Silk Stalkings” czy „Black Scorpion”. Nie poddawała się jednak. Założyła własną stronę internetową w czasach, gdy Internet dopiero raczkował, by utrzymać bezpośredni kontakt z fanami. Sprzedawała autografy na konwentach komiksowych, gdzie zawsze była otoczona wianuszkiem wielbicieli, i pracowała nad własnym programem komediowym „Lana Unleashed”.
Aby związać koniec z końcem i opłacić rachunki w drogim Los Angeles, na początku stycznia 2003 roku podjęła pracę jako hostessa w prestiżowym klubie House of Blues w West Hollywood. Była to praca tymczasowa, już kolejna w drodze do wielkiego powrotu. To właśnie tam, 3 lutego nad ranem, ścieżka Lany przecięła się z drogą Phila Spectora.
Geniusz za murami zamku
Phil Spector był żywą legendą muzyki, ale i postacią budzącą lęk. Twórca rewolucyjnej techniki nagraniowej „Wall of Sound”, człowiek, który stał za sukcesami The Beatles, Tiny Turner czy The Ramones. Jednak pod maską muzycznego geniusza krył się człowiek głęboko nieszczęśliwy. I niebezpieczny. Od dekad w branży muzycznej krążyły mroczne opowieści o jego obsesji na punkcie broni palnej. Mówiono, że potrafił przystawić pistolet do głowy muzyka w studiu, by wymusić lepsze brzmienie, lub więzić swoje żony w domu. Jego rezydencja w Alhambrze, zwana „Zamkiem Pirenejskim” („Pyrenees Castle”), była neogotycką fortecą, w której Spector barykadował się przed światem, pogrążając w paranoi i alkoholu.
3 lutego 2003 roku Spector pojawił się w House of Blues. Był w fatalnym nastroju, schorowany, ukryty pod jedną ze swoich charakterystycznych, dziwacznych peruk. Lana, pełniąca rolę hostessy w strefie VIP, początkowo nie chciała go wpuścić do klubu – zgodnie z regulaminem powinien mieć zaproszenie lub kartę członkowską. Nie rozpoznała w starszym, nietrzeźwym mężczyźnie wielkiego producenta. Dopiero interwencja menedżera pozwoliła Spectorowi wejść. Lana, chcąc naprawić popełnione „faux pas”, poświęciła ekscentrycznemu gościowi więcej uwagi. Po kilku drinkach i ulotnieniu się jego towarzyszek, Spector zaproponował Lanie wyjazd do swojego domu – „na ostatniego drinka” Dla Lany, która wciąż walczyła o powrót do branży, spotkanie z tak wpływowym człowiekiem mogło być szansą, na którą czekała od lat. O godzinie 2:26 kamery monitoringu zarejestrowały, jak wspólnie wsiadali do limuzyny Spectora. Lana nie miała pojęcia, że jechała na spotkanie z katem.
Strzał
Kierowca Spectora, Adriano de Souza, czekał na podjeździe rezydencji. Zamek otoczony był wysokim murem i naszpikowany kamerami monitoringu. Około godziny 5:00 rano ciszę rozdarł huk wystrzału. De Souza, zaniepokojony, wypatrywał jakichkolwiek oznak życia z wnętrza posiadłości. Kilka minut później bocznymi drzwiami wyszedł Phil Spector. W ręku wciąż ściskał pistolet, a jego wzrok był nieobecny.
„Chyba kogoś zabiłem” – miał powiedzieć do kierowcy, co De Souza później wielokrotnie powtarzał przed sądem, stając się kluczowym świadkiem oskarżenia.
W środku, w eleganckim fotelu ustawionym w holu, siedziała Lana Clarkson. Jej ciało było nienaturalnie wyprostowane, głowa odchylona do tyłu. Kula kalibru .38 wystrzelona z rewolweru Colt Cobra przeszła przez jej usta, rozrywając podniebienie i łamiąc zęby, których fragmenty policja znalazła później na dywanie. Lana zginęła niemal natychmiast. Na stoliku obok stał niedopity drink.
Proces i teatr absurdu
To, co wydarzyło się po przyjeździe policji, stało się kanwą jednego z najdłuższych i najbardziej medialnych procesów w historii Kalifornii. Phil Spector natychmiast uruchomił całą swoją machinę finansową, by uniknąć kary. Zmienił wersję wydarzeń, twierdząc, że Lana, pogrążona w rzekomej depresji z powodu upadającej kariery, „pocałowała pistolet” i pociągnęła za spust na jego oczach. Nazwał to „przypadkowym samobójstwem”.
Linia obrony, prowadzona przez najdroższych prawników w USA (w tym Roberta Shapiro, znanego z procesu O.J. Simpsona), była bezlitosna. Próbowano zniszczyć wizerunek Lany, przedstawiając ją jako niestabilną emocjonalnie „upadłą gwiazdkę”, która była gotowa na wszystko. Analizowano jej wpisy w pamiętniku, wyciągano na światło dzienne problemy finansowe. Jednak dowodów kryminalistycznych nie dało się podważyć. Na pistolecie nie było odcisków palców ofiary, a kąt strzału czynił teorię o samobójstwie niemal niemożliwą do obrony.
Najbardziej wstrząsającym momentem procesu były jednak zeznania „kobiet z przeszłości”. Prokuratura powołała pięć kobiet, które opowiedziały identyczną historię: Spector zapraszał je do siebie, pił, a gdy one chciały wyjść, wpadał w szał, wyciągał broń i celował im w twarze lub klatkę piersiową. Lana Clarkson po prostu nie miała tyle szczęścia, co one. Nie zdążyła uciec przed człowiekiem, który traktował kobiety jak zabawki.
Sprawiedliwość po latach
Pierwszy proces w 2007 roku zakończył się fiaskiem – ława przysięgłych nie mogła dojść do porozumienia (wynik 10:2 dla skazania oznaczał „hung jury”). Spector, pewny swojej nietykalności, paradował przed sądem w coraz bardziej groteskowych perukach i drogich garniturach, zdając się drwić z rodziny ofiary.
Dopiero drugi proces, rozpoczęty w 2008 roku, przyniósł sprawiedliwość. 13 kwietnia 2009 roku, po 19 dniach narad, ława przysięgłych uznała Phila Spectora za winnego morderstwa drugiego stopnia. Sędzia skazał go na 19 lat więzienia. Upadły geniusz muzyki, który wierzył, że jego status zwalnia go z przestrzegania wszelkich praw, spędził resztę życia w celi. Zmarł w styczniu 2021 roku w szpitalu więziennym w Stockton. Pokonał go koronawirus.
Donna Clarkson, matka Lany, przez ponad dekadę walczyła nie tylko o sprawiedliwy wyrok, ale o godność swojej córki. „Lana nie była zdesperowana. Kochała życie” – powtarzała kobieta w mediach. W 2012 roku Donna zawarła ugodę cywilną ze Spectorem. To zakończyło batalię prawną, ale – jak Donna sama przyznała – żadna kwota nie zapełni pustki po dziecku.

Dziedzictwo Królowej Barbarzyńców
Dziś Lana Clarkson jest pamiętana nie tylko jako ofiara tragicznego zbiegu okoliczności, ale przede wszystkim jako kobieta, która stała się ikoną popkultury. Jej filmy, choć powstawały z myślą o taniej rozrywce, dziś są analizowane przez filmoznawców jako przykład kina, które dawało kobietom poczucie sprawczości w czasach, gdy mainstream wciąż obsadzał je głównie w rolach ofiar. Lana wniosła do postaci amazonek godność, siłę i autentyczność.
Historia Lany to mroczna hollywoodzka opowieść – o pięknej kobiecie, która uwierzyła w obietnice Fabryki Snów, a spotkała potwora ukrywającego się za murami ciemnego zamku.
Lana Clarkson spoczywa w kolumbarium na słynnym cmentarzu Hollywood Forever, obok największych legend kina. Na jej tablicy widnieje napis: „Uśmiech, który rozświetlał nasze życie”. Królowa Barbarzyńców w końcu odnalazła spokój, którego tak brutalnie pozbawiono jej feralnej lutowej nocy w Alhambrze.
Źródła
- https://en.wikipedia.org/wiki/Lana_Clarkson
- https://en.wikipedia.org/wiki/Murder_of_Lana_Clarkson
- https://www.vanityfair.com/style/2007/08/dunne200708?srsltid=AfmBOopwO20sdTBl0pTYDCInTTfeUUbjgSiLUGUQUHc7N3xtTrWmSHqn
- https://www.theguardian.com/world/2012/feb/04/phil-spector-victim-mother-settles