Przesiedziała w więzieniu 30 lat za zabójstwo własnego syna. Po latach sąd ją uniewinnił

Sprawa Michelle Lodzinski to jedna z najgłośniejszych i budzących największe kontrowersje spraw w historii USA. Sama Michelle utrzymuje, że jest niewinna. Sędziowie pozostają podzieleni. Amerykanie mają własne wnioski – i nie wszyscy potrafią zaakceptować zakończenie tej historii.
- Młoda matka
- Working poor
- Festyn
- Poszukiwania
- Co kryły bagna
- Kołderka
- Kłamstwo na kłamstwie
- Przełom
- Proces
- Wolność
- Kontrowersje
- Czy poznamy prawdę?
Młoda matka
Michelle Lodzinski przyszła na świat w sierpniu 1968 roku w Laurence Harbor w stanie New Jersey. Dorastała z kilkorgiem rodzeństwa – miała między innymi brata Michaela, młodszego o rok, i siostrę Lindę.
W wieku 16 lat Michelle pojechała odwiedzić swojego brata, który mieszkał w Iowa. Tam poznała George’a Wiltseya z pobliskiego Walker. Nastoletnia miłość rozkwitła szybko. W sierpniu 1985 roku nastoletnia Michelle urodziła syna –Timothy’ego Williama Wiltseya. Wszyscy mówili na niego Timmy.
George wprawdzie uznał dziecko, ale młodzieńcze uczucie się wypaliło. Michelle nudziła się w Iowa, czuła odizolowana. Gdy Timmy miał sześć miesięcy, młoda matka spakowała rzeczy i wróciła do New Jersey z niemowlakiem na rękach. Bez faceta. Bez centa przy duszy. Bez wykształcenia – bo rzuciła szkołę średnią. Wciąż była nastolatkę, tyle że z dzieckiem na utrzymaniu.
Working poor
Michelle najpierw mieszkała u siostry i szwagra w South Amboy. Razem z Timmym spędzili tam przez dwa lata, potem dziewczyna wynajęła własne mieszkanie. Imała się różnych zajęć – była sekretarką, recepcjonistką, kasjerką w banku, sprzedawczynią. Miewała dwie prace naraz. Czasem się spóźniała, bo nie miał kto zaopiekować się Timmym. Niekiedy zabierała go do pracy ze sobą.
Była przykładem „working poor” – dużo pracowała, a i tak musiała ratować się zasiłkami socjalnymi. George Wiltsey nigdy nie płacił alimentów, ale chciał mieć kontakt z synem – tyle że Michelle za każdym razem odsyłała nieotwarte listy, które wysyłał do Timmy’ego.
Rodzina i przyjaciele Michelle mówili później, że była oddaną matką. Regularnie woziła Timmy’ego do dentysty. Zabierała go na wycieczki campingi. Odkładała pieniądze, żeby zapisać go do prywatnej szkoły katolickiej, St. Mary's Elementary School.
Ale nie wszyscy uważali ją za matkę wzorową. Jej narzeczony z tamtego okresu – Andrew Mianulli – twierdził później, że Michelle odnosiła się do Timmy’ego bardziej jak starsza siostra niż matka. Andrew zerwał zaręczyny, bo nie czuł się gotowy, by być ojczymem pięciolatka.
Michelle była też w związku z Fredem Bruno, ale relację tę można dyplomatycznie określić jako „burzliwą”.
Timmy wyrastał na miłego chłopca. Uwielbiał Żółwie Ninja. Chodził do przedszkola. Niedługo miał pójść do szkoły. Ale nie poszedł.
Festyn
25 maja 1991 roku. Sobota, długi weekend Memorial Day. Było ciepło, przyjemnie. W Sayreville w New Jersey, w Kennedy Park, trwał festyn.
Michelle Lodzinski, 23-letnia samotna matka, chciała spędzić tam czas z pięcioletnim Timmym. Miała też zabrać swoją małą siostrzenicę, ale nigdy po nią nie pojechała i nie zadzwoniła z wyjaśnieniem.
Tego samego ranka, około 11:00, sąsiadka widziała, jak Michelle wychodziła z Timmym. Michelle powiedziała, że wybierają się na festyn.
Wieczorem, około 19:00, 16-letnia siostrzenica Michelle, Jennifer Dilcher, przyszła do Kennedy Park ze znajomą. Miały spotkać się tam z Michelle i Timmym.
Około godziny 19:30 Michelle podeszła do funkcjonariusza pomocniczej policji Sayreville. Mówiła, że zgubiła swojego syna. „Zostawiłam go w kolejce, poszłam kupić cole. Gdy wróciłam, zniknął” – opowiadała.
Teren festynu natychmiast zamknięto. Rozpoczęły się poszukiwania. Setki ochotników, psy tropiące, helikopter. Przeszukano każdy centymetr dziesięciohektarowego parku i okolicy. Ani śladu Timmy’ego Wiltseya. Co dziwniejsze – nikt nie widział chłopca na festynie. Nikt nie pamiętał małego chłopca w czerwonej koszulce i butach z Żółwiami Ninja.
Poszukiwania
Przez następne dni, tygodnie, miesiące cała społeczność South Amboy i okolicy była w szoku. Twarz Timmy’ego pojawiła się na ulotkach, kartonach mleka, ekranach telewizyjnych. Program „America's Most Wanted” wyemitował jego historię dwa razy. Dwadzieścia pięć tysięcy pracowników kolei w trzynastu stanach otrzymało ulotki z jego zdjęciem. Fotografię wyświetlono nawet na wielkim ekranie na Yankee Stadium.
25 maja – w dniu zaginięcia Timmy’ego - obchodzono był National Missing Children’s Day – narodowy dzień zaginionych dzieci, ustanowiony na cześć zaginionego w 1979 roku Etana Patza. Gorzka ironia.
W każdym razie w historii przedstawionej przez Michelle nie wszystko brzmiało logicznie, poza tym jej wersja wydarzeń zmieniała się z dnia na dzień.
Najpierw powiedziała, że odwróciła się po cole i Timmy zniknął. Potem twierdziła, że zostawiła go z jakąś kobietą o imieniu Ellen, którą niby znała – egzotyczną tancerką żyjącą z zasiłków. Ellen miała przypilnować chłopca, ale gdy Michelle wróciła z napojami, zarówno Timmy jak i Ellen zniknęli.
Dlaczego od razu o tym nie powiedziała? Bo – jak tłumaczyła – bała się, że ludzie będą ją osądzać za zostawienie dziecka z kimś takim jak Ellen.
Potem opowiedziała śledczym jeszcze inną historię – że widziała dwóch mężczyzn, jeden z nich miał nóż i to oni zabrali Timmy’ego. Później przyznała, że to wymyśliła. Potem mówiła o dwóch mężczyznach i kobiecie.
Policja nie mogła znaleźć żadnej Ellen, która pasowałaby do opisu. Nie mogli znaleźć dwóch mężczyzn z nożem. Nic się nie zgadzało.
Michelle zachowywała się dziwnie. Inne matki byłyby w histerii, ona wydawała się oazą spokoju. „Wszyscy czekają, żeby zobaczyć w telewizji załamaną, płaczącą, histeryczną matkę, bo publiczność się tym żywi” – powiedziała reporterom – „Ale ja tego nie zrobię”.
Dwa tygodnie po zaginięciu syna Michelle opuściła dom w South Amboy, żeby ukryć się przed mediami.
Rodzina i przyjaciele Michelle mówili, że była zdruzgotana. Powiedziała siostrze, że nie mogła spać ani jeść. Fredowi Bruno mówiła, że „nie była w stanie niczego zatrzymać w żołądku”. Ale dla śledczych Michelle Lodzinski była główną podejrzaną.
Co kryły bagna
26 października 1991 roku miłośnik przyrody spacerujący niedaleko Raritan Center, kompleksu biurowego w Edison w New Jersey, znalazł dziecięcy but. Lewy but z Żółwiami Ninja, rozmiar 13.
Raritan Center znajdował się około dwudziestu kilometrów od Kennedy Park w Sayreville. Michelle pracowała tam kiedyś – w firmie o nazwie Florida Fulfillment. Nigdy tego nieo tym nie wspomniała podczas przesłuchań.
Sześć miesięcy później, 23 kwietnia 1992 roku, John Hackett, inny miłośnik przyrody, szedł wzdłuż Red Root Creek, płytkiego strumienia nieopodal Raritan Center. W kanale odpływowym zauważył coś, co wyglądało jak czaszka. Następnego dnia dentysta sądowy, na podstawie dokumentacji dentystycznej, potwierdził podejrzenia Hacketta – to była czaszka Timmy’ego.
Znaleziono też kilka małych kości, resztki ubrania. Około dziesięciu metrów dalej udało się odnaleźć prawy but. Obok – balon z Żółwiami Ninja, poszewkę i niebiesko-białą kołderkę.
Stan szczątków uniemożliwił ustalenie przyczyny śmierci. Nie było oznak urazu, nie można było przeprowadzić badań toksykologicznych. Lekarz sądowy, doktor Marvin Shuster, orzekł, że przyczyna śmierci pozostaje „nieokreślona”.
Ale miejsce znalezienia zwłok – odległe, bagniste tereny, częściowe zakopanie ciała – sugerowało zabójstwo, a nie wypadek czy śmierć naturalną.

Kołderka
Michelle i jej matka, gdy pokazano im kołderkę, twierdziły, że jej nie rozpoznają. Nigdy jej nie widziały.
Śledztwo utknęło. Nie było dowodów. Nie było podejrzanych. Nie było odpowiedzi. Lata mijały. Michelle próbowała żyć dalej. Ale życie nie było łatwe.
Kłamstwo na kłamstwie
W styczniu 1994 roku – trzy lata po zaginięciu Timmy’ego – samochód Michelle znaleziono z włączonym silnikiem i otwartymi drzwiami przed domem, który dzieliła ze swoim bratem w Woodbridge. Jej rodzina zgłosiła zaginięcie młodej kobiety. Czy ktoś polował na całą rodzinę?
Następnego dnia Michelle pojawiła się w Detroit, mówiąc policji, że została porwana przez dwóch mężczyzn podszywających się pod agentów FBI. Mieli „dać jej nauczkę za gadanie o Timmym”.
Dwa tygodnie później na jej drzwiach znaleziono wizytówkę FBI z napisem: „To jeszcze nie koniec”.
Agent FBI Edward Butkiewicz wznowił śledztwo. Znalazł lokalną drukarnię, która niedawno wydrukowała wizytówki FBI dla... Michelle Lodzinski.
Michelle przyznała, że sfingowała własne porwanie. Pojechała autobusem do Detroit. Odmówiła jednak dalszego wyjaśniania sprzeczności w swoich relacjach o zaginięciu Timmy’ego.
W marcu 1995 roku została skazana na sześć miesięcy aresztu domowego i trzy lata probacji za podawanie fałszywych informacji FBI i nielegalne użycie pieczęci FBI.
W 1997 roku Michelle została aresztowana i oskarżona o kradzież laptopa od byłego pracodawcy. Przyznała się do winy w 1998 roku. Federalny sędzia skazał ją na areszt domowy. W tym czasie Michelle była w ciąży. Urodziła syna – Daniela. Później urodziła jeszcze jednego – Benjamina.
Przeprowadziła się na Florydę, do Port St. Lucie. Pracowała jako asystentka prawna. Wyszła za mąż. Zdjęcie Timmy’ego było w ramce na jej stoliku nocnym. Młodszym synom mówiła, że mieli starszego brata, który zmarł.
Przełom
W 2011 roku Biuro Prokuratora Hrabstwa Middlesex wznowiło śledztwo w sprawie śmierci Timmy’ego. Skoncentrowali się na niebiesko-białej kołderce znalezionej przy szczątkach. Pokazali kołderkę nowym świadkom. Jennifer Blair-Dilcher – siostrzenica Michelle – tylko spojrzała i natychmiast kołderkę rozpoznała. Widziała ją, gdy opiekowała się Timmym.
Dwie inne opiekunki potwierdziły – ta kołderka należała do Michelle.
6 sierpnia 2014 roku – w dniu, w którym Timmy skończyłby dwadzieścia dziewięć lat –Michelle Lodzinski została aresztowana w Port St. Lucie na Florydzie.
Ława przysięgłych oskarżyła ją o zabójstwo pierwszego stopnia. Zarzucano jej, że „umyślnie lub świadomie zabiła Timothy’ego Wiltseya czy też umyślnie lub świadomie zadała mu poważne obrażenia ciała skutkujące śmiercią”.
Michelle niezmiennie twierdzi, że jest niewinna.
Proces
Proces rozpoczął się w 2016 roku. Trwał kilka tygodni.
Prokuratura przedstawiła argument, że Timmy był dla Michelle obciążeniem ekonomicznym i społecznym. Że jej relacje romantyczne się nie układały, bo mężczyźni nie chcieli być ojczymami. Że była samotną matką bez perspektyw, walczącą o przetrwanie.
Kołderka była dowodem w sprawie. Ale obrona argumentowała, że żadne dowody kryminalistyczne nie wiążą kołderki z Michelle. Żadnego DNA. Żadnych odcisków palców. Żadnych włosów.
Przedstawili też świadków mówiących, że Michelle była kochającą, troskliwą matką. Ławie przysięgłych trudno było w to uwierzyć.
W maju 2016 roku Michelle Lodzinski została uznana za winną zabójstwa pierwszego stopnia. Skazano ją na trzydzieści lat więzienia bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.
Joseph Mulvanerton, jeden z przysięgłych, wrócił do domu i płakał przez dwie godziny.
„Przysięgli byli po prostu rozdarci” – wspominał – „Patrzyliśmy na Michelle Lodzinski siedzącą tam codziennie, zimną jak lód, nie okazującą najmniejszego błysku emocji, nawet gdy mówili o tym, jak dzikie zwierzęta rozszarpały ciało jej syna”.
Michelle trafiła do więzienia Edna Mahan Correctional Facility w Clinton w stanie New Jersey. Ale to nie był koniec historii.
Wolność
Adwokaci Michelle odwołali się od wyroku. Argumentowali, że dowody były niewystarczające. Przecież nie ustalono przyczyny śmierci Timmy’ego. Nie przedstawiono dowodów na to, że Michelle „umyślnie lub świadomie” spowodowała jego śmierć.
„Jeśli nie można ustalić przyczyny śmierci, to z definicji nie ma zabójstwa” – mówił adwokat, Gerald Krovatin.
W maju 2021 roku Sąd Najwyższy New Jersey rozpatrzył apelację. Sędziowie podzielili się 3-3. Dodano sędziego apelacyjnego Jose Fuentesa jako siódmego członka, żeby wyjść z patowej sytuacji. W październiku 2021 roku Sąd Najwyższy zgodził się ponownie rozpatrzyć sprawę, przyznając, że popełniono błąd proceduralny. 28 grudnia 2021 roku Sąd Najwyższy New Jersey ogłosił decyzję 4-3.
Unieważniono wyrok Michelle Lodzinski.
„Po przeanalizowaniu całości dowodów (…)żadna rozsądna ława przysięgłych nie mogłaby stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że Lodzinski umyślnie lub świadomie spowodowała śmierć Timothy’ego” – napisał sędzia Barry Albin w uzasadnieniu. I dalej: „Nawet jeśli dowody sugerują, że Timothy nie zmarł wskutek wypadku, nie przedstawiono żadnych zeznań ani dowodów, które rozróżniałyby, czy Timothy zmarł w wyniku zaniedbania, lekkomyślności, czy umyślnych lub świadomych działań osoby, nawet jeśli tą osobą była Lodzinski”.
Tego samego wieczoru Michelle Lodzinski została zwolniona z więzienia.
„Jestem wyczerpana, po prostu wdzięczna wszystkim ludziom, którzy mi pomogli i stali przy mnie, żeby pomóc mi wrócić do domu, zobaczyć rodzinę i przyjaciół” – powiedziała.
„To wspaniały dzień dla praworządności i dla twierdzenia, że wyroki skazujące muszą opierać się na dowodach, a nie na spekulacjach czy emocjach” – skomentował Gerald Krovatin.
Kontrowersje
Trzej sędziowie mieli odmienne opinie. „Naszym zdaniem dzisiejsza decyzja podważa podstawową zasadę szacunku apelacyjnego dla werdyktu ławy przysięgłych w procesie karnym i podważa rolę ławy przysięgłych w sercu naszego systemu wymiaru sprawiedliwości” – napisali. Nazwali decyzję „niedźwiedzią przysługą dla naszego systemu przysięgłych i poważną niesprawiedliwością dla ofiary, pięcioletniego Timothy’ego Wiltseya”.
Michael Lodzinski, brat Michelle, był wściekły. „Wszyscy wiemy, że ława przysięgłych miała rację” – powiedział w oświadczeniu – „Dajcie spokój. Sędzia Albin i jego grupa wierzą, że naprawili dziś jakąś wielką krzywdę, ale wszystko, co zrobili, to okradli małego chłopca ze sprawiedliwości. Wstyd im”.
Joseph Mulvanerton, przysięgły numer 2, pojechał na cmentarz w Keyport. Uklęknął przy grobie Timmy’ego. „Naprawdę próbowaliśmy, Tim. Naprawdę, naprawdę próbowaliśmy” – powiedział.
Czy poznamy prawdę?
Dziś, w 2025 roku, Michelle Lodzinski ma pięćdziesiąt siedem lat. Mieszka na Florydzie. Jej synowie, Daniel i Benjamin, są dorosłymi mężczyznami. Jak zginął ich brat?
Czy Michelle Lodzinski zabiła swojego pięcioletniego syna? Sąd powiedział, że nie ma wystarczających dowodów, by to stwierdzić. Ale wielu ludzi – w tym jej własny brat – wierzy, że tak właśnie było.
Nigdy nie ustalono przyczyny śmierci Timmy’ego. Nigdy nie znaleziono świadka widzącego go na festynie. Nigdy nie wyjaśniono, dlaczego jego ciało znaleziono akurat w miejscu, gdzie Michelle kiedyś pracowała.
Niebiesko-biała kołderka wciąż jest tajemnicą. Opiekunki twierdziły, że ją rozpoznały. Ale brak dowodów kryminalistycznych.
Są i tacy, którzy wierzą, że Michelle była niewinną kobietą, której syna porwano i zabito, a potem ona sama stała się ofiarą systemu prawnego, który potrzebował kogoś obwinić.
Prawdy możemy nigdy nie poznać.
Źródła
- https://en.wikipedia.org/wiki/Killing_of_Timothy_Wiltsey
- https://edition.cnn.com/2014/08/07/justice/new-jersey-cold-case
- https://thecinemaholic.com/where-is-michael-lodzinski-now/
- https://www.youtube.com/watch?v=ivLFZLvmB0E