Zostawił żonie dwa listy pożegnalne i słynne skarpety na kominku, a sam uciekł na drugi koniec kraju. Prawda o sfingowanym samobójstwie

Newark, stan Ohio, zima 1983 roku. Elizabeth Welsh czeka na męża, ale Patrick się nie zjawia. O północy Elizabeth objeżdża oblodzone drogi, zastanawiając się, czy nie zdarzył się jakiś wypadek. Nie znajduje ani samochodu, ani Patricka. Za to parę dni później przychodzi list – Patrick pisze, że robi to, co najlepsze dla rodziny. Trzy tygodnie później przychodzi drugi list – tym razem Welsh obiecuje, że będzie patrzył na żonę i synów z nieba. Elizabeth zostaje sama z dwoma chłopcami, długiem i piętnastoma latami niepewności – bo choć oficjalnie ogłosi męża zmarłym, gdzieś w głębi duszy nigdy do końca w to nie uwierzy.
- Pat i Peachie
- Zniknięcie
- Narodziny Tima Kingsbury’ego
- Wzorowy obywatel Galveston
- Wątpliwości
- List z Social Security
- Moc Internetu
- Konfrontacja
- Koniec zabawy
- Co zostało z Tima Kingsbury’ego
Pat i Peachie
Patrick Hennessy Welsh i Elizabeth „Peachie” Shank byli parą już w liceum parą. I o zazwyczaj się nie zakłada, że licealne miłości przetrwają, w tym przypadku dla wszystkich było jasne, że młodzi się pobiorą.
On grał w futbol, ona jeździła konno i grała w tenisa, oboje uchodzili za najbardziej obiecującą parę rocznika. Pat pochodził z zamożnej, szanowanej rodziny lekarza-radiologa z Lancaster w Ohio i sam miał iść w ślady ojca. Nie poszedł.
Elizabeth przerwała swoje studia, by Patrick mógł zdobyć jakikolwiek dyplom. Ostatecznie dostał całkiem niezłą pracę na Ohio State University – jako zastępca dyrektora do spraw rozwoju uczelni. Pojawili się dwaj synowie. Wszystko układało się dobrze. Dopóki Pat nie dopuścił się defraudacji 23 tysięcy dolarów. Został złapany, dostał wyrok w zawieszeniu i był zobowiązany do spłaty długu – a jego marzenie o tym, by stać się kimś ważnym w rodzinnym mieście, legło w gruzach.

Zniknięcie
Zimą 1983 roku, wciąż spłacając dług i żyjąc z piętnem defraudanta w niewielkiej społeczności, gdzie wszyscy doskonale wiedzieli o jego problemach, Patrick Welsh zniknął. Zostały po nim dwa listy sugerujące samobójstwo.
Śledztwo nigdy nie potwierdziło jego śmierci – w garażu znaleziono odpadki po samodzielnie wykonanym laminowanym dokumencie tożsamości, a przed zniknięciem sprzedał samochód i zabrał ze sobą większość pieniędzy, co nie miało sensu, gdyby rzeczywiście planował odebrać sobie życie.
Mimo to Elizabeth przez lata nie miała pewności. Ona i jej synowie – Chris i Ted – przez trzynaście kolejnych Gwiazdek wieszała jego skarpetę na kominku. Gdy zmarła matka Patricka, Elizabeth przyglądała się twarzom żałobników w kościele, szukając męża w przebraniu.
Narodziny Tima Kingsbury’ego
Wiosną 1983 roku do Galveston w Teksasie przyjechał autobusem mężczyzna z gotówką w kieszeni. Przedstawiał się jako Tim Kingsbury. Zamieszkał w nieumeblowanym pokoju, sypiał w śpiworze i pracował w barze z kanapkami. Nie rzucał się w oczy, nikt się nim specjalnie nie interesował.
Przełom nastąpił, gdy w lokalnej gazecie zobaczył ogłoszenie o pracy rzecznika prasowego w Galveston Historical Foundation. Chciał tej pracy – zawsze był ambitny, a sprzedawanie kanapek tych ambicji nie zaspokajało. Umiejętności pisania komunikatów prasowych, które zdobył jeszcze na Ohio State, okazały się bezcenne. Dostał posadę, mimo że osoba rekrutująca, Laura Nite, miała już wtedy pewne wątpliwości co do jego opowieści o studiowaniu medycyny.
Wzorowy obywatel Galveston
Przez kolejnych piętnaście lat Tim Kingsbury stał się – jak to ujął jeden z tamtejszych dziennikarzy – „niezastąpionym obywatelem Galveston”. Od rzecznika fundacji historycznej awansował na jej prezesa. Prowadził kampanię wyborczą zwycięskiego kandydata na burmistrza. Został dyrektorem generalnym lokalnej stacji radiowej. Przez dziewięć lat kierował miejskim muzeum kolejnictwa. Zasiadał w zarządach organizacji: od harcerstwa po ośrodek kryzysowy dla kobiet. Uczył czytania dzieci z ubogich rodzin. Grał co niedzielę w tenisa z tym cenionym lekarzem – nie wygrał ani razu, ale nigdy nie okazał przy tym cienia irytacji.
W Galveston poznał też swoją życiową partnerkę, Ann Anderson – kobietę z jednej z najbardziej szanowanych rodzin w okolicy. Zamieszkali razem w domu nad zatoką.
Mieszkańcy miasta, opisując później Tima dziennikarzowi „Texas Monthly”, Paulowi Burce’owi, podkreślali skromność i etykę pracy – że nigdy nie szukał uznania dla siebie, tylko chciał, żeby „rzeczy się działy”. Na pytania o przeszłość odpowiadał zawsze tą samą, wyćwiczoną formułą: popełnił w Ohio błąd i postanowił zacząć od nowa, wsiadł do autobusu i jechał, dopóki starczyło pieniędzy. Mało kto chciał ciągnąć temat.
Wątpliwości
Nie każdy jednak dawał się przekonać. We wczesnych latach w Galveston, zanim jeszcze stał się „kimś”, Kingsbury bywał – jak wynika z archiwalnych felietonów, które sam publikował w lokalnym alternatywnym piśmie „InBetween” – nieco innym człowiekiem: chętnym do zabawy i autopromocji, piszącym o sobie w pierwszej osobie teksty o bieganiu maratonów czy nauce nurkowania, zatytułowane żartobliwie w stylu „Tim Idzie na Szlak” czy „Tim Traci Śniadanie”. W jednym z takich felietonów żartował nawet, że nie znalazł się na liście „najbardziej pożądanych kawalerów” lokalnego pisma.
Kilka osób nabrało podejrzeń na tyle poważnych, by zacząć drążyć. Dziewczyna, z którą się wówczas spotykał, przeszukała jego portfel, gdy brał prysznic i znalazła dokument tożsamości na nazwisko Patrick Welsh, z prawdziwym wiekiem: 35 lat. Wspomniana już Laura Nite usłyszała kiedyś, jak podczas libacji zaczął nieostrożnie wspominać Wietnam – co nie zgadzało się z podawanym przez niego wiekiem.
Nite zadzwoniła nawet do uczelni medycznej, o której opowiadał – takiego studenta nigdy tam nie było. Skonfrontowany, odparł, że musiała go źle zrozumieć – mówił jedynie, że „rozważał” studia medyczne. Spojrzenie, jakim jej wtedy odpowiedział, przekonało ją, by nie drążyć dalej.
Prawdziwe pęknięcie nastąpiło w 1996 roku, gdy niezadowolony pracownik stacji radiowej, w której Kingsbury pracował, przeszukał jego biurko i natrafił na sfałszowane dokumenty: świadectwa urodzenia z Wisconsin, puste formularze numerów ubezpieczenia społecznego i domowej roboty pieczątkę urzędową wyciętą z linoleum. Sprawę zgłoszono prokuratorowi okręgowemu. Kingsbury przyznał się do wszystkiego – ale zamiast trafić przed sąd w standardowej procedurze, z aresztowaniem i zdjęciem policyjnym, postanowił przyznać się do winy w zamian za grzywnę i wyrok w zawiasach. Miejscowi urzędnicy, sędziowie i pracownicy sądu, którzy poznali jego prawdziwą tożsamość, dochowali tajemnicy – z szacunku, jak twierdzili później, dla tego, kim się stał.
List z Social Security
Przełom nastąpił dopiero w październiku 1997 roku – ponad rok po tym, jak sąd w Teksasie zobowiązał Tima do posługiwania się prawdziwym numerem ubezpieczenia społecznego we wszystkich dokumentach finansowych i urzędowych. Elizabeth Welsh, oficjalnie wdowa, otrzymała od amerykańskiej Social Security Administration formalne żądanie zwrotu 54 tysięcy dolarów świadczeń wypłaconych jej na dzieci po rzekomej śmierci męża. Powód podany w piśmie: „posiadacz numeru nie jest zmarły”.
Urzędnicy, powołując się na przepisy o ochronie danych, odmawiali jej jakichkolwiek dalszych informacji – nawet interwencja kongresmena, Johna Kasicha, ówczesnego przewodniczącego komisji budżetowej Izby Reprezentantów, przyniosła tylko dwie szczątkowe informacje: sprawca posługujący się numerem przebywał gdzieś na południowym zachodzie kraju, prawdopodobnie w Teksasie, i był notowany za jakieś przestępstwo.
Moc Internetu
Uzbrojona w te dwie poszlaki, Elizabeth postanowiła skorzystać z Internetu. Pod koniec lat 90. możliwości były ograniczone, media społecznościowe praktycznie nie istniały, a znalezienie kogoś z pomocą wyszukiwarki Google miało stać się możliwe dopiero niebawem. Jednak zdeterminowana Elizabeth znalazła komercyjny serwis oferujący dostęp do danych z teksańskich praw jazdy. Zadzwoniła do nich i podała numer ubezpieczenia społecznego męża. W ciągu kilku sekund otrzymała pełną odpowiedź: imię i nazwisko, wzrost, wagę, kolor oczu, adres w Galveston w Teksasie. To był Patrick.
Reszta poszła już łatwiej. Sprawdzając ten adres, natrafiła na nazwiska Tim Kingsbury i Ann Anderson. Znalazła jego adres e-mail. Napisała krótką wiadomość, podpisując się swoim dawnym przezwiskiem: „Wiem wszystko, zadzwoń do mnie”.
Konfrontacja
Kingsbury nie odpowiedział przez dwa tygodnie. Gdy Elizabeth w końcu zadzwoniła bezpośrednio do stacji radiowej, gdzie pracował jako dyrektor generalny, usłyszała w słuchawce: „Wiedziałem, że ten dzień nadejdzie. Tylko nie sądziłem, że to będziesz ty”.
Postawiła mu trzy warunki: załatwienie spraw finansowych i ubezpieczeniowych oraz – co było prawdziwym testem – publiczne wyjawienie w Galveston, kim naprawdę był. Odmówił. Nie zapytał nawet o synów.
Koniec zabawy
30 stycznia 1998 roku, gdy pracował przy samochodzie na podjeździe swojego domu, podeszło do niego dwóch zastępców szeryfa z nakazem aresztowania z Ohio, wystawionym na nazwisko Patrick Hennessy Welsh. W kolejnych dniach przed mieszkańcami Galveston odsłoniła się cała, starannie ukrywana przez piętnaście lat przeszłość: uprzywilejowane dzieciństwo, niespełnione ambicje medyczne, defraudacja, porzucona żona i dwaj synowie, sfingowane samobójstwo.
Welsh przyznał się do wszystkich dwunastu zarzucanych mu czynów, obejmujących uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego oraz oszustwo ubezpieczeniowe związane z wyłudzeniem świadczeń z tytułu rzekomej śmierci. Sąd skazał go na cztery lata pozbawienia wolności. Odsiedział zaledwie rok. Nigdy nie podjął próby kontaktu z byłą żoną ani synami –ci, już dorośli, do dziś mierzą się z tym, co jeden z nich ujął wprost, mówiąc matce, że „ojciec nie odebrał sobie życia tamtej zimy – zabił, jego zdaniem, ich wszystkich”.
Co zostało z Tima Kingsbury’ego
Po wyjściu z więzienia Welsh wrócił do Galveston, do Ann Anderson i pracy w branży public relations, wciąż mocno zadłużony. Społeczność, którą oszukiwał przez piętnaście lat, do dziś ma wobec niego mieszane uczucia i jest głęboko podzielona – część mieszkańców, w tym bliscy przyjaciele, konsekwentnie twierdziła, że dobro, jakie zdziałał jako Tim Kingsbury, było prawdziwe, niezależnie od kłamstwa, na którym je zbudował. Inni, w tym dziennikarz Paul Burka, który znał go osobiście z czasów przed ujawnieniem prawdy, przyznawali otwarcie, że nie potrafią mu współczuć – bo przez całe piętnaście lat, każdego dnia, wystarczył jeden telefon, by naprawić choć część wyrządzonej krzywdy. A on nigdy nie podniósł słuchawki.
Sprawa doczekała się w 2001 roku odcinka programu „48 Hours” zatytułowanego „Dad’s Double Life”. Jest często analizowana pod kątem psychologii oszustwa, mechanizmów wyparcia oraz zdolności osób o cechach socjopatycznych do całkowitego odcięcia się od przeszłości i emocjonalnych kosztów, jakie ponoszą ofiary ich działań – w tym przypadku porzucona rodzina.
W 2001 roku zaprezentowano telewizyjny film fabularny „The Familiar Stranger” – nie do końca wierną faktom wersję historii, w której Galveston zastąpiono miasteczkiem w stanie Maine. Rok później Elizabeth Welsh mówiła dziennikarzom, że najbardziej uderzającym kontrastem w całej sprawie było to, że podczas gdy ona i chłopcy przez lata z trudem wiązali koniec z końcem, jedząc makaron z serem, jej mąż – jako ktoś inny – pił margarity.
Źródła
- https://www.cbsnews.com/news/dads-double-life-308260/
- https://www.youtube.com/watch?v=sb_CJ6AiOq0