Zaprosił znajomych na imprezę. W domu leżały ciała jego rodziców

Port St. Lucie, Floryda. Spokojne przedmieście, zadbane trawniki, domy z basenami na tyłach. Miejsce iście instagramowe, gdzie nic złego wydarzyć się nie powinno. A jednak – wydarzyło się. I choć każda zbrodnia szokuje, ta wywołała szczególne poruszenie. 16 lipca 2011 roku Blake Hadley, 54-letni ojciec, i jego 47-letnia żona Mary-Jo zostali zamordowani przez własnego syna. Tyler miał wtedy siedemnaście lat, młotek w dłoni i jeden cel: urządzić imprezę, o której wszyscy będą mówić.
- Spokojne życie w Port St. Lucie
- Plan
- „A czemu nie?”
- Czas na zabawę
- Wyznanie
- Celebryta
- Wyrok
- Starszy brat
- Jak to się stało?
- Historia, która nigdy nie powinna się była zdarzyć
Spokojne życie w Port St. Lucie
Blake i Mary-Jo Hadley prowadzili zwyczajne życie na Florydzie. Blake pracował przez 30 lat jako operator w elektrowni jądrowej – konkretnie w St. Lucie Nuclear Plant należącej do Florida Power & Light Company, Mary-Jo była nauczycielką w w Village Green Environmental Studies School. Hadleyowie wychowywali dwóch synów – Ryana i Tylera.
Tyler Jamesa Hadley urodził się 16 grudnia 1993 roku. Nie był łatwym dzieckiem. Już jako nastolatek zaczął sprawiać poważne problemy. Wagarował, sięgnął po narkotyki. Przed siedemnastymi urodzinami miał na koncie imponującą (lub przerażającą) listę wykroczeń: podpalenie, wandalizm, kradzieże, napaść. Była też sprawa cywilna – w czerwcu 2010 roku Tyler, prowadząc samochód swojego ojca, potrącił dziecko, którego rodzice złożyli pozew na piętnaście tysięcy dolarów.
Blake i Mary-Jo nie rezygnowali. Byli kochającymi rodzicami, którzy desperacko szukali pomocy dla syna. Najpierw zapisali go na ambulatoryjny program leczenia uzależnień. Program nie przyniósł rezultatów – Tyler nawet nie zamierzał rzucać narkotyków. Rodzice z niepokojem patrzyli, jak syn zbliżał się do osiemnastych urodzin. Wiedzieli, że po przekroczeniu przez niego progu pełnoletności, system prawny nie będzie już dla niego tak łaskawy. Znaleźli dla niego program stacjonarny – zamkniętą placówkę odwykową. Tyler miał tam trafić wkrótce. Nie trafił.

Plan
Kilka tygodni przed 16 lipca 2011 roku Tyler Hadley podjął decyzję. Niemal demonstracyjnie powiedział jednemu ze znajomych, że chce zamordować rodziców i zorganizować wielką imprezę w ich domu. Znajomy uznał, że to pijana gadanina. Że Tyler stroił sobie żarty. Nikt nie zadzwonił po pomoc.
Tymczasem Tyler mówił całkowicie poważnie i obmyślał szczegóły. Wiedział, że rodzice planują go wysłać na odwyk. Nie chciał tego. Interpretował ich decyzję nie jako troskę, ale jako zagrożenie.
Tuż po południu, 16 lipca, Tyler opublikował na swoim Facebooku enigmatyczny wpis: „party at my crib tonight...maybe”. Po polsku: „dziś impreza u mnie... może”. Zaproszenie wysłał o 12:15. Rodzice jeszcze wtedy żyli. Morderstwo zaplanował na kilka godzin później.
„A czemu nie?”
Kiedy Blake i Mary-Jo wrócili do domu, Tyler był gotowy. Schował ich telefony. Zamknął psa w szafie – wiedział, że labrador będzie bronił właścicieli. Potem połknął trzy tabletki MDMA.
Krótko przed piątą po południu Tyler stanął za matką, która siedziała przy komputerze w salonie. Mary-Jo pracowała, nic nie podejrzewając. Syn wziął zamach i uderzył ją w głowę młotkiem szponowym. Zdążyła jeszcze zapytać „Dlaczego?”. Tyler odpowiedział: „A czemu nie?”
Blake usłyszał krzyki żony z sypialni. Wybiegł zobaczyć, co się dzieje. Tyler zaatakował także ojca. Hadleyowie zginęli od ciosów zadanych młotkiem przez własne dziecko.
Czas na zabawę
Tyler spędził kolejne trzy godziny na sprzątaniu. Wytarł krew, poskładał meble, zasłonił przeciągnięte do sypialni ciała rodziców. Gdy skończył, zadzwonił do znajomych i pojechał po pierwszych gości.
Impreza zaczęła się wieczorem. Przyszło około sześćdziesięciu osób. Odtwarzali muzykę, pili alkohol, robili zdjęcia. Kilkoro uczestników miało później zeznawać, że czuli specyficzny zapach – fetor rozkładającego się ciała.
Tyler bawił się na imprezie. Tańczył. Rozmawiał. A w sypialni, za zamkniętymi drzwiami, leżały ciała jego rodziców.
Wyznanie
W pewnym momencie Tyler wyciągnął swojego najlepszego przyjaciela, Michaela Mandella, na spacer. Przyznał, że zabił rodziców. Powiedział, co zrobił z ciałami.
Mandell początkowo nie wierzył. Ale Tyler zabrał go do sypialni i otworzył drzwi. Zastany widok potwierdził każde słowo. Ciała Blake’a i Mary-Jo leżały przykryte róznymi rzeczami. Mandell zamknął drzwi. Wrócił na imprezę. Spędził jeszcze niespełna godzinę z Tylerem. Zrobił sobie z nim zdjęcie – selfie, uśmiech, gest do kamery. Potem wyszedł.
Ale cztery godziny po tym, jak zobaczył ciała, zadzwonił do Crime Stoppers (anonimowa linia do zgłaszania przestępstw). Zgłosił morderstwo. Jakimś cudem wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy wśród uczestników imprezy. Policja przyjechała nad ranem.
Celebryta
Tyler Hadley został aresztowany wczesnym rankiem 17 lipca 2011 roku. Nie przejawiał żadnych oznak skruchy.
Kiedy trafił do aresztu w oczekiwaniu na proces, zachowywał się jak celebryta. Dawał autografy współwięźniom. Przez niemal trzy lata czekał na proces i wyrok. W tym czasie sprawa była szeroko opisywana w prasie – m.in. w „Rolling Stone” (grudzień 2013), ABC News, CBS News, „New York Times”. Zbierał artykuły na swój temat. Mówił o sobie „Hammer Boy” – „Chłopiec z młotkiem”.
Społeczność Port St. Lucie była wstrząśnięta. Sąsiedzi i nauczyciele wypowiadali się dla mediów z niedowierzaniem.
Wyrok
Tyler Hadley, mimo że dopuścił się podwójnego morderstwa z premedytacją, nie mógł zostać skazany na śmierć. Jako niepełnoletni był chroniony zarówno przez prawo stanu Floryda, jak i orzeczenie Sądu Najwyższego USA w sprawie Roper v. Simmons z 2005 roku, które zniosło karę śmierci dla nieletnich w całym kraju.
Złożył wniosek o zmianę warunków postępowania i przyznał się do dwóch zarzutów morderstwa pierwszego stopnia w trybie no contest – nie przyznając się wprost do winy, ale nie kwestionując oskarżenia. W marcu 2014 roku sąd skazał go na dwa wyroki dożywocia bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie.
Ale historia się na tym nie skończyła.
W 2016 roku sąd apelacyjny uchylił wyrok. Przyczyną była wcześniej wydana przez Sąd Najwyższy USA precedensowa decyzja w sprawie Miller v. Alabama, która zmieniła zasady orzekania wobec nieletnich sprawców przestępstw. Sąd niższej instancji przy pierwotnym wyroku nie uwzględnił mechanizmu przeglądu sądowego, który umożliwiłby Tylerowi w przyszłości ubieganie się o zmianę warunków wyroku. Sędzia apelacyjny stwierdził, że sąd niższej instancji „nie rozważył właściwej alternatywy dla kary dożywocia”.
W grudniu 2018 roku Tyler Hadley został ponownie skazany. Wyrok: dożywocie – ale tym razem z prawidłowo wdrożonym mechanizmem przeglądu sądowego, co daje Tylerowi teoretyczną możliwość ubiegania się o zmianę wyroku w przyszłości.
Dziś Tyler Hadley odsiaduje wyrok w Liberty Correctional Institution na Florydzie.
W kwietniu 2015 roku dom jego rodziców został zburzony.
Starszy brat
Ryan był od Tylera o sześć lat starszy i wyprowadził się do Północnej Karoliny na krótko przed morderstwem. Planował po ukończeniu uczelni wrócić do Port St. Lucie i pracować razem z ojcem w elektrowni jądrowej.
Na stypie po pogrzebie rodziców Ryan powiedział znajomej rodziny, że zamierzał odwiedzić brata w areszcie – po raz pierwszy od zbrodni. „To jest to, czego chcieliby moi rodzice” – stwierdził. „Nie chcieliby, żebym go porzucił”.
Jednocześnie podczas procesu nie miał wątpliwości co do wyroku. Zeznając przed sądem, powiedział wprost: „Chcę, żeby dostał maksymalną karę, czyli dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia”.
Kiedy obrona sugerowała, że Tyler był ofiarą przemocy ze strony ojca, Ryan stanowczo temu zaprzeczył – nazwał rodziców „wspaniałymi” ludźmi, a brata „patologicznym kłamcą”.
Lata później Ryan napisał książkę zatytułowaną „A Thousand Fireflies: Living in the Aftermath of My Parents’ Murders” i powiedział: „Nadal myślę o nim każdego dnia jako o moim bracie, nie jako o człowieku, który zabił moich rodziców. Nadal go kocham – i nie sądzę, żeby miłość do kogoś oznaczała, że nie powinien być ukarany za to, co zrobił”. Brat rozdarty między miłością a potrzebą sprawiedliwością to jeden z najbardziej tragicznych wątków tej sprawy.
Jak to się stało?
Pytanie, które nie daje spokoju od 2011 roku, brzmi: dlaczego? I „a czemu nie?” nie może być akceptowalną odpowiedzią.
Oficjalny motyw wskazany w dokumentach sądowych jest prosty: Tyler nie chciał trafić na odwyk. Poza tym zbliżające się osiemnaste urodziny oznaczały dla niego koniec okresu, gdy był chroniony przez prawo jako niepełnoletni.
Ale warto spojrzeć głębiej. Tyler był mocno uzależniony od narkotyków. Miał za sobą długą historię zachowań antyspołecznych i najwyraźniej kompletnie zatarła się u niego granica między fantazją a rzeczywistością. Powiedział znajomemu o swoich planach z tygodniowym wyprzedzeniem. Ogłosił imprezę na Facebooku jeszcze przed zbrodnią. Bawił się ze swoimi gośćmi, a ciała rodziców leżały sąsiednim pokoju.
Tyler chciał imprezy. Chciał rozgłosu. Sam mówił znajomemu, że „nikt nigdy nie zrobił czegoś takiego”. Jakby liczyło się dla niego nie samo morderstwo, lecz narracja wokół mordercy. Jego własna legenda.
Historia, która nigdy nie powinna się była zdarzyć
Sprawa Tylera Hadleya wywołała w Stanach szeroką dyskusję – o uzależnieniach wśród nastolatków, o systemie opieki zdrowotnej dla nieletnich, o roli mediów społecznościowych w eskalacji przemocy, o tym, czy sygnały ostrzegawcze mogły być wcześniej zauważone i czy ktoś powinien był interweniować.
Michael Mandell, który zobaczył ciała i spędził jeszcze kilka godzin na imprezie, zanim zadzwonił na policję, mówił w wywiadach, że tamta noc „zrujnowała mu życie”.
Blake i Mary-Jo Hadley chcieli pomóc synowi. Zapłacili za to najwyższą cenę. Ich dom zburzono. Ich młodszy syn siedzi w więzieniu, drugi przeżywa dramat. A Port St. Lucie wciąż zadaje sobie pytanie, jak można było temu zapobiec.
Odpowiedzi nie ma. Są tylko fakty — i kamienna, zimna cisza domu, którego już nie ma.
Źródła
- https://en.wikipedia.org/wiki/Murders_of_Blake_and_Mary-Jo_Hadley
- https://grokipedia.com/page/Murders_of_Blake_and_Mary-Jo_Hadley