Żyła jak nędzarka w Nowym Jorku, choć była milionerką. 24 lata nie wychodziła z pokoju

Nowy Jork, 5 marca 1931 roku. Na korytarzu piątego piętra Herald Square Hotel rozległ się krzyk. Drzwi pokoju 552 – zamknięte od blisko ćwierćwiecza, nigdy nieuchylane, obrośnięte miejską legendą – otworzyły się. Na progu stała staruszka w brudnej, postrzępionej sukni. Krzyczała, że jej siostra umiera i potrzebuje lekarza. Zbiegł się niemal cały personel. Wezwano lekarza z pobliskiego hotelu. A potem przybyli prawnicy. I właśnie prawnicy jako pierwsi zorientowali się, że ta wychudzona, trzęsąca się kobieta po dziewiątce, która od dekad żywiła się krakersami i nie wpuszczała do pokoju pokojówek, to jedna z najbogatszych kobiet w Nowym Jorku. I że nikt –absolutnie nikt – nie wiedział, kim naprawdę była.
- Malden, Massachusetts
- List do pana Wooda
- Pani Wood
- Wdowa
- Pokój 552
- „Pomocy, siostra umiera!”
- Szkatuły, pończochy, nocna koszula
- Kim była naprawdę?
Malden, Massachusetts
Urodziła się 14 stycznia 1838 roku Oldham w hrabstwie Lancashire w Anglii, jako Ellen Walsh, córka Thomasa i Ann Walshów – irlandzkich imigrantów, którzy najpierw wyjechali z czasem osiedlili się w Malden w stanie Massachusetts. Thomas pracował jako handlarz obwoźny, albo – według niektórych źródeł – w fabryce tekstyliów. Para doczekała się jedenaściorga dzieci. Dom był ciasny, pieniędzy brakowało, a perspektywy były typowe dla rodzinach irlandzkich imigrantów w połowie XIX wieku w Ameryce – czyli żadne.
Ellen od początku wydawała się wyjątkowa. Inteligentna, czytała dużo i uważnie obserwowała. Bardzo wcześnie zrozumiała, że uroda to kapitała, a w Nowym Jorku – oferującym nieograniczone możliwości – w każdej chwili można zacząć od nowa. W 1857 roku, mając dziewiętnaście lat, opuściła Massachusetts. Nazwisko Walsh zostawiła w Malden.
Do Nowego Jorku przyjechała jako Ida Mayfield.
List do pana Wooda
Nowa tożsamość wymagała nowej historii. Ida Mayfield nie była córką ubogiego irlandzkiego imigranta – była córką Henry’ego Mayfielda, bogatego plantatora trzciny cukrowej z Luizjany, i Ann Mary Crawford, wywodzącej się w prostej linii od szkockich hrabiów Crawford. Jako Southern Bell (piękność z amerykańskiego Południa) przybyła podbić Nowy Jork. Była szczupła, miała długie czarne włosy i smutne, półprzymknięte oczy. Gazety, które wkrótce zaczęły o niej pisać, używały słów: delikatna uroda, jasna karnacja, wdzięk.
Żeby jednak wejść do towarzystwa, trzeba było kogoś w tym towarzystwie znać. Ida przeczesywała kolumny towarzyskie i rubryki plotkarskie. Jedno nazwisko pojawiało się regularnie: Benjamin Wood. Trzydziestosiedmioletni biznesmen, demokrata, człowiek z pozycją, z pieniędzmi i – co ważne – ze słabością do kobiet. Żonaty, owszem. Ale znany z romansów.
Ida napisała do niego list. Wprost, bez owijania w bawełnę: „Słyszałam o panu od pewnej pani, która mówiła, że lubi pan nowe twarze. Jestem nowa w mieście. Może zawarlibyśmy miłą znajomość”.
Benjamin Wood umówił się na spotkanie z czystej ciekawości. Wyszedł z niego jako kochanek ambitnej i uwodzicielskiej dziewiętnastolatki.

Pani Wood
Romans trwał dziesięć lat. Ida urodziła córkę, Emmę, i wychowywała ją z Benjaminem. Nikt w towarzystwie specjalnie się tym nie przejmował – Benjamin Wood był zbyt ważną osobą, żeby jego prywatne życie kogoś gorszyło. W 1860 roku, Benjamin został wydawcą gazety „Daily News”. Teraz był jeszcze bardziej wpływowy i zamożny.
Również w 1860 roku Ida tańczyła z księciem Walii podczas jego wizyty w mieście. Rok później poznała Abrahama Lincolna, gdy jako prezydent elekt gościł w Nowym Jorku, będąc w drodze do Waszyngtonu na inaugurację.
Gazety pisały o niej jako o „piękności z Nowego Orleanu”. W 1867 roku, gdy zmarła druga żona Benjamina, Delia, Ida Mayfield została Idą Wood. Ślub był kameralny, a nowojorska śmietanka towarzyska zareagowała na legalizację wieloletniego związku gorzej niż na sam romans. Benjamin był w tym czasie kongresmanem, potem został członkiem Senatu stanowego, natomiast jego brat Fernando przez kilka lat był burmistrzem Nowego Jorku. Ida stała się częścią tej rodziny, mogła korzystać z sieci kontaktów i wpływów. Doskonale odnalazła się w tym świecie. Podróżowała po Europie, przyjmowała gości, bywała na przyjęciach. Przez trzydzieści trzy lata żyła jako Ida Wood.
Wdowa
Benjamin Wood zmarł w 1900 roku. Był rozrzutny przez całe życie – wydawał tyle, ile zarabiał, i trochę więcej. Lubił też hazard. Gazeta przynosiła dochody, ale też pochłaniała pieniądze. Po jego śmierci Ida przejęła redakcję „Daily News” i przez pewien czas próbowała utrzymać pismo na powierzchni. Nie dała rady. W 1901 roku sprzedała gazetę. Tu warto zaznaczyć, że gazeta Benjamina Wooda, której pełna nazwa brzmiała „New York Daily News”, funkcjonowała w latach 1855–1906 i nie jest związana ze współczesnym „Daily News” założonym w 1919 roku.
Została z tym, co przez lata odkładała na własne konto. Miała gotówkę, obligacje i papiery wartościowe. Dokładna suma nigdy nie była znana nawet jej bliskim. Ida nie lubiła, gdy ktokolwiek wiedział, ile miała. Potrafiła wiele rzeczy utrzymać w sekrecie.
W 1907 roku pewien znajomy bankier powiedział jej w zaufaniu, że „obawia się krachu finansowego”. Że pieniądze w bankach mogą nie być tak bezpieczne, jak klienci by sobie życzyli. Ida wysłuchała go uważnie. Potem poszła do banku i wypłaciła wszystko, co miała. Niebawem... zniknęła.
Pokój 552
Zaraz po wypłaceniu oszczędności Ida zarezerwowała apartament w Herald Square Hotel przy 34 Ulicy na Manhattanie. Zabrała ze sobą siostrę Mary oraz Emmę. Weszły do pokoju 552. I zamknęły drzwi. Herald Square Hotel nie był pierwszym wyborem najbardziej majętnych gości, ale nie można go było uznać za miejscem nędzy. Był to przyzwoity, średniej klasy hotel w samym sercu Manhattanu – przy rogu Broadway i 34 Ulicy, kilka kroków od słynnego domu towarowego Macy’s. Okna apartamentu wychodziły na ruchliwą ulicę.
Nowy Jork się zmieniał, ale w pokoju 552 czas zatrzymał się w 1907 roku.
Ida nie wpuszczała pokojówek. Przez szparę w drzwiach przyjmowała czyste ręczniki i pościel, ale nie pozwalała nikomu wchodzić. Jedzenie – głównie krakersy i herbatę –zamawiała w minimalnych ilościach. Na liście jej zamówień były też hawańskie cygara, tabaka kopenhaską i słoiki wazeliny, którą podobno przez wiele godzin dziennie wcierała sobie w twarz. Zresztą z niezłym efektem, o czym za moment.
Rachunki hotelowe płaciła regularnie, zawsze gotówką, podawaną przez szparę. Kiedy zarząd hotelu zmieniał się z biegiem lat, nowi menadżerowie dowiadywali się o trzech kobietach z piątego piętra jak o części wyposażenia. Uznawano je za dziwne, ale niesprawiające kłopotów.
W 1928 roku Emma zachorowała i trafiła do szpitala, gdzie zmarła w w wieku 71 lat. Co się stało z jej ciałem, kto zorganizował pochówek, czy Ida w ogóle wyszła z pokoju – tego nikt nie odnotował. W każdym razie pod numerem 552 zostały dwie kobiety.
Personel widywał je rzadko – czasem przez chwilę, przez uchylone drzwi. Pokój był zaciemniony, zaśmiecony, cuchnący.
Ida dożyła dziewięćdziesiątki. Żyła w jednym z najbogatszych miast świata, z milionem dolarów ukrytym w przeróżnych miejscach, jedząc krakersy za parę centów.
„Pomocy, siostra umiera!”
5 marca 1931 roku Mary zachorowała poważnie. Ida, która przez dwadzieścia cztery lata nie wyszła na korytarz, w końcu wyjść musiała.
Lekarz, który przyszedł jako pierwszy, znalazł nieprzytomną Mary leżącą na kanapie. Ida stała obok, przestraszona, w postrzępionej sukni, z włosami nieuczesanymi od nie wiadomo jak dawna. Przygarbiona, wyniszczona. Za to z piękną cerą, jak z reklamy kremu. Nietypowy widok.
Mary zmarła następnego dnia.
Ale prawnicy, którzy przybyli razem z lekarzem, zostali. I zaczęli zadawać pytania.
Szkatuły, pończochy, nocna koszula
Gdy zarząd hotelu zdecydował, że pokój 552 wymaga gruntownego remontu i przeniósł Idę na czwarte piętro, zaczęto inwentaryzować jej dobytek.
W szkatułkach po herbatnikach leżały naszyjniki z brylantami. W pudełkach po butach –obligacje i papiery wartościowe na dziesiątki tysięcy dolarów. Pod materacem – paczki banknotów. Banknoty o nominale dziesięciu tysięcy dolarów każdy wszyte były w podszewkę nocnej koszuli. Łącznie: pół miliona dolarów w gotówce. W papierach wartościowych i biżuterii – drugie tyle.
Ponad milion dolarów. W 1931 roku. To równowartość dzisiejszych (blisko) 22 milionów. Bardzo dużo krakersów.
Ida pytana przez reporterów, dlaczego nie wpuszczała pokojówek, odpowiedziała krótko: „Bo kradną”.
Bratanek Benjamina, Otis Wood, złożył wniosek do sądu o ubezwłasnowolnienie Idy. Sąd wniosek uwzględnił. Ida skomentowała to z godnością: „Dałam sobie radę i wydaje mi się dziwne ich stwierdzenie, że jestem niezdolna do działania. Zarobiłam pieniądze i je zachowałam. Wielu ludzi, których wszyscy uważają za kompetentnych, nie potrafi tego zrobić”.
Miała rację. Ale sąd i tak wyznaczył jej opiekuna.
Kim była naprawdę?
Ida Wood zmarła 12 marca 1932 roku. Miała dziewięćdziesiąt cztery lata.
I dopiero wtedy zaczęło się prawdziwe śledztwo.
Joseph Cox był prawnikiem wyznaczonym przez Surrogate’s Court of New York County do ustalenia tożsamości Idy Wood, żeby można było rozdzielić jej majątek. Przez pięć lat prowadził dochodzenie. Poszukiwania prowadziły z Nowego Jorku przez Massachusetts, Luizjanę, Irlandię, aż do Anglii, gdzie Ellen Walsh – bo przecież tak naprawdę się nazywała – przyszła na świat.
Ida Mayfield nigdy nie istniała. Henry Mayfield, bogaty plantator z Luizjany, nigdy nie istniał. Ann Mary Crawford, potomkini szkockich hrabiów, nigdy nie istniała. Było tylko jedenaścioro dzieci z imigranckiej rodziny osiadłej w Malden i dziewiętnastolatka, która wsiadła do pociągu do Nowego Jorku z pomysłem na nowe życie. A pomysł swój zrealizowała lepiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Ponad tysiąc osób zgłosiło roszczenia do majątku Idy Wood, twierdząc, że są jej krewnymi. Część z nich była prawdziwymi Walshami z Massachusetts. Większość kłamała równie sprawnie jak ona.
W trakcie dochodzenia na jaw wyszła jeszcze jedna kwestia. Otóż oficjalna wersja po śledztwie brzmiała: Emma Wood, rzekoma córka Idy i Benjamina, nie była w rzeczywistości ich córką, lecz kolejną siostrą Idy. Joseph Cox zaproponował alternatywną teorię: że Ida przed wyjazdem do Nowego Jorku mogła zajść w ciążę z jakimś mężczyzną poznanym jeszcze w Massachusetts, urodzić Emmę potajemnie, a potem kazać wpisać rodziców jako jej rodziców w akcie urodzenia. Inni biografowie i historycy spierają się, czy Ida wykorzystała Emmę, by usidlić Benjamina Wooda (będąc na początku ciąży w momencie przyjazdu do Nowego Jorku), czy przekonała go do przejęcia opieki nad „siostrą”. A może było jeszcze inaczej?
Pozostało jeszcze wiele pytań, choćby to: w jaki sposób Ida przekonała dwie dorosłe kobiety, by zamknęły się z nią w hotelowym pokoju? Szantażowała je? Groziła? Omotała? Tego już się nie dowiemy.
Joseph Cox opisał całą sprawę w książce wydanej w 1964 roku pod tytułem „The Recluse of Herald Square”. Pisał, że przez pięć lat śledztwa natrafił na fałszerstwa, kłamstwa i dokumenty spreparowane z taką precyzją, że niektórych do końca nie udało się ostatecznie zdementować. Że Ida Wood przez całe swoje dorosłe życie kłamała systematycznie, konsekwentnie i z maestrią, jakiej mogliby jej pozazdrościć zawodowi oszuści. I że jedyne, w czym była absolutnie uczciwa, to pieniądze. Każdy cent, który zarobiła albo dostała, był prawdziwy. I każdy cent zachowała.
Sprawa Idy Wood jest historią zbrodni bez mordercy i ofiary bez rozlewu krwi – a mimo to jest kryminalną opowieścią w każdym calu. Tożsamość sfałszowana od pierwszego dnia, majątek ukrywany przez dekady przed całym światem, kobieta, która dosłownie pogrzebała się żywcem, żeby nikt nie mógł jej dosięgnąć – to nie jest historia ekscentrycznej staruszki. To historia człowieka, który przez całe życie uciekał i który w pewnym momencie przestał już wiedzieć, przed czym ucieka. True crime nie musi oznaczać morderstwa. Wystarczy kłamstwo wystarczająco duże, wystarczająco długo podtrzymywane i wystarczająco wiele osób, które w nie uwierzyły.
Źródła
- https://historycollection.com/tale-southern-belle-turned-mysterious-herald-square-hotel-recluse-will-give-chills/
- https://allthatsinteresting.com/ida-wood
- https://en.wikipedia.org/wiki/Ida_Wood