Koszmar wolnej Polski. Prawdziwa historia, która stała się inspiracją do filmu „Dług”

Polska, lata 90. Kapitalizm puszcza do Polaków oko. To już inny świat – pełen nowych możliwości i nowych pułapek. Dwaj koledzy postanawiają kuć żelazo, póki gorące i rozkręcić własny biznes. Ale skąd wziąć pieniądze na start? Nie ma sprawy, pomoże stary znajomy – załatwi w banku, co trzeba. Nie załatwi nic, ale każe sobie zapłacić. Bo przecież poniósł koszty. Jakie koszty? On wie, oni nie mają pojęcia. On zaczyna grozić, oni nie chcą żyć w strachu. Ten człowiek musi zniknąć.
- Tak niewiarygodne, że prawdziwe
- Polska na haju
- Pomysł jest, a kapitał?
- Gangster z sąsiedztwa
- Spirala terroru
- Państwo nie pomoże
- Noc bez powrotu
- Wyrzuty sumienia
- „Studenci”
- Film kontra sprawiedliwość
- Walka o ułaskawienie
- Życie po
- Ot, paradoks
Tak niewiarygodne, że prawdziwe
19 listopada 1999 roku na ekrany polskich kin wchodzi film Krzysztofa Krauzego „Dług”. Znakomity soundtrack Michała Urbaniaka, mistrzowska reżyseria, świetna gra Roberta Gonery, Jacka Borcucha i Andrzeja Chyry. I ta historia…
„Chciałem nakręcić film pokazujący, jak wolność można stracić” – mówił Krauze. I udało mu się. Pokazał historię młodych mężczyzn, którzy chcą rozkręcić swój biznes w otwierającej się na kapitalizm Polsce. Na drodze do celu stoi brak funduszy. Bank żąda gwarancji. I gwarancje się znajdują, jednak cena jest zbyt wysoka. Wkrótce sen o możliwościach kapitalizmu zmienia się w koszmar, który przerwać może jedynie morderstwo. Kolejne sceny poruszają, przerażają, mrożą krew w żyłach. Historia jest tak niewiarygodna, że nikt by w nią nie uwierzył – gdyby nie była prawdziwa.
Film triumfuje w Gdyni, zdobywając Złote Lwy. Zgarnia też Polskie Nagrody Filmowe „Orły” za najlepszą reżyserię i dla najlepszego filmu. A zaraz „Dług” wpłynie na rzeczywistość – na życie Sławomira Sikory i Artura Brylińskiego, czyli filmowych „Adama” i „Stefana”.
Polska na haju
Początek lat 90. Polacy zostają rzuceni na głęboką wodę kapitalizmu z dnia na dzień. Rynek jest pusty, łaknie dosłownie wszystkiego. W gazetach piszą, że „bogactwo na ulicach leży". Można szybko zarobić – pod warunkiem, że ma się pomysł, odwagę i pieniądze na start.
No i problem. Banki nie biorą na wiarę, wymagają poręczeń. Procedury przyprawiają o bóle głowy. Młodzi przedsiębiorcy szukają alternatywnych źródeł finansowania. I tu czyhają największe niebezpieczeństwa – których Polacy, do niedawna żyjący w socjalizmie, nie potrafią rozpoznać. A mafii ta powszechna dezorientacja bardzo odpowiada.
Pomysł jest, a kapitał?
Sławomir Sikora urodził się w 1964 roku w Warszawie. Artur Bryliński przyszedł na świat w roku 1965. Dwaj bystrzy chłopcy z porządnych domów, dorastali z dala od patologii, przestępczości, marginesu społecznego. Na początku lat 90. mają marzenia typowe dla swojego pokolenia – zarobić, osiągnąć sukces, żyć lepiej niż ich rodzice, inaczej, niż żyliby w Polsce Ludowej.
Myślą o dystrybucji amerykańskich kosmetyków – to ich pomysł na biznes. Brakuje jednak kapitału. Starają się o kredyt, ale bank wymaga poręczenia. I tu pojawił się ktoś, kto obiecuje pomoc.
Sławek Sikora poznał Grzegorza Gmitrzaka w klubie karate. Jesienią 1992 roku spotykają się przypadkiem. Grzegorz deklaruje pomoc w załatwieniu poręczenia kredytowego. Za prowizję, oczywiście.
Gangster z sąsiedztwa
Gmitrzak – na pierwszy rzut oka normalny facet. W papierach – wyrok za wymuszenia i napad na policjanta. Żyje z egzekucji długów. Razem ze swoim ochroniarzem, Mariuszem Kłosem tworzy dwuosobowy gang terroryzujący młodych przedsiębiorców.
Sławka i Artura zapewnia, że w banku wszystko da się załatwić. Nie wywiązuje się. A gdy współpraca nie dochodzi do skutku, żąda zwrotu „poniesionych kosztów” – 1500 dolarów od Artura. Potem dług dzieli na dwóch. Odmawiają – bo przecież Grzegorz nie dotrzymał słowa. Długu nie było.
Spirala terroru
Gmitrzak działa według sprawdzonego scenariusza. Najpierw próbuje wciągnąć młodych ludzi w swój biznes – handel fałszywymi banknotami, kradzionymi dowodami osobistymi i samochodami. Oni odmawiają, on postanawia działać.
Grozi. Bije. Artur zostaje nakłoniony do sfingowania kradzieży garniturów w firmie, w której pracuje. Zmuszony do wystawiania czeków bez pokrycia. Jemu i Sławomirowi Gmitrzak zabiera dowody osobiste – klasyczny chwyt gangsterów tamtych lat. To nie uprzykrzanie życia. To terror.
Ale najgorsze są groźby wobec rodzin. Gmitrzak grozi porwaniem siedmioletniego siostrzeńca Artura Brylińskiego. Wywiezieniem narzeczonej Sławomira Sikory do burdelu. „U mnie to wszystko pękło w momencie, gdy Grzesiek pokazał mi zdjęcie mojej narzeczonej, zrobione z ukrycia” – będzie później wspominał Sikora – „Powiedział, że jak dalej nie będę z nim współdziałał, to on ją wywiezie do domu publicznego i przyśle mi kasetę pokazującą, jak będzie gwałcona”.
Państwo nie pomoże
Przedsiębiorcy zwracają się o pomoc do policji. No bo do kogo? Próbują załatwić sprawę przez prokuraturę. Nikt nie pomaga. System sprawiedliwości nie radzi sobie z nową rzeczywistością. Policjanci albo nie wiedzą, jak reagować na nowe formy przestępczości, albo po prostu nie chcą się wtrącać – niech się biznesmeni sami dogadują.
Gmitrzak wie o tym doskonale. Chwali się, że ma znajomych wśród policjantów. Artur i Sławomir przez półtora roku żyją w strachu, płacą haracz. Gangster nie zamierza im odpuścić – za dobrze na nich zarabia.
Noc bez powrotu
8 marca 1994 roku Artur Bryliński, Sławomir Sikora i ich przyjaciel Tomasz – także ofiara gangsterów – postanawiają działać. Niech Gmitrzak wie, że nie jest bezkarny.
Zwabiają bandytów do mieszkania Sławka. Są tam jeszcze brat Sikory i ich kolega Marcin. Udaje im się obezwładnić i związać Grzegorza oraz jego ochroniarza, Mariusza. Wywożą ich poza Warszawę, do lasu pod Maciejowicami.
„Głównym celem było zastraszenie gangsterów, a nie zabójstwo” – wytłumaczy później Sikora.
Ale w lesie sprawy wymykają się spod kontroli. „Pojechaliśmy do tego lasu. Wszystko dobrze szło do momentu, w którym pobity i skopany Grzegorz zaczął straszyć Artura. Ten, siedząc nad nim z nożem, pchnął go”.
Po drodze to Grzegorz groził, że ich zabije. W lesie Artur Bryliński mówi, że jest mu przykro, ale Grzegorz musi zginąć. Wbija mu nóż w serce. Ginie też Mariusz Kłos. Artur odcina głowy ofiar piłą – trudniej będzie zidentyfikować zwłoki. Ciała zapakowane do worków trafiają do Wisły. Głowy osobno.
Ta zbrodnia wstrząsnęła Warszawą. Poznaj historię Katarzyny i Danuty Orzechowskich.
Wyrzuty sumienia
Podwójna zbrodnia jest początkowo uznana za porachunki rosyjskiej mafii. Ciała pozbawione głów znajdowane w Wiśle kojarzą się z metodami wschodnich gangsterów.
Ale Sławomir Sikora nie wytrzymuje ciężaru winy. Gryziony wyrzutami sumienia zgłasza się na policję i przyznaje do udziału w podwójnym zabójstwie. Składanie zeznań określi później jako „pierwszą spowiedź”.
Opowiada policjantom wszystko. Jak skrępowali ofiary w mieszkaniu, jak wywieźli je do lasu, jak zrozumieli, że muszą zabić, jeśli sami nie chcą zostać zabici. Sprawcy szybko zostają aresztowani. Wszyscy przyznają się do przestępstwa i opisują jego przebieg ze szczegółami.
„Studenci”
Proces ciągnie się 14 miesięcy. Prokurator wnosi o dożywocie dla Artura i 25 lat dla Sławomira. W listopadzie 1997 roku sąd skazuje obu na 25 lat więzienia. „Ta sprawa jest makabrycznym studium, co zrobić może strach” – mówi sędzia. W momencie wydania wyroku Bryliński ma 32, a Sikora 33 lata.
Trafiają do najgorszych więzień w Polsce. Sikora najpierw do Warszawy-Białołęki, potem do Włocławka. Bryliński odbywa karę we Włocławku. „Tam nam nikt nie wierzył, że to my mogliśmy dokonać tak okrutnego mordu. Nadali nam nawet ksywy 'Studenci'” – zapamięta Sikora.
Wyrok wydaje się definitywny. Najlepsze lata życia miną za kratkami. Przez zbrodnię, którą popełnili nie z nienawiści, nie przez chciwość. Nawet nie w afekcie. Po prostu – żeby żyć bez strachu. Gdyby nie film Krzysztofa Krauzego, prawdopodobnie spędziliby za kratami zasądzone ćwierć wieku.
Film kontra sprawiedliwość
Już w listopadzie 1997 roku Krzysztof Krauze wraz z Jerzym Morawskim odwiedzają skazanych w więzieniu. Reżyser ma ogromne poczucie niesprawiedliwości związanej z tak wysokim wyrokiem przy tak szczególnych okolicznościach zbrodni. Nie kryje się ze swoją opinią.
„Kiedy z Jurkiem Morawskim znaleźliśmy się na Białołęce w areszcie śledczym, to ci chłopcy byli po wyroku, ale przed apelacją” – powie potem Krauze. Z rozmów z więźniami rodzi się pomysł na film. Morawski publikuje na łamach „Życia” tekst będący zapisem przebiegu zdarzeń. Jeden z najważniejszych tekstów, jakie napisano o tej sprawie.
Powstaje scenariusz. Bohaterowie filmu „Dług” nazywają się inaczej – Artur staje się Adamem, Sławomir Stefanem, a Grzegorz Gerardem. Różnic jest więcej – udręka prawdziwych Brylińskiego i Sikory trwała półtora roku, a nie trzy miesiące. Skazanych było pięć osób, nie trzy. Część tortur zostaje pominięta – reżyser uważa, że „wtedy to zrobiłoby się kino amerykańskie i ludzie by nie uwierzyli”.
Krytycy uznają „Dług” za pierwszy dojrzały artystycznie, wstrząsający opis polskiej rzeczywistości po roku 1989. Film wywołuje dyskusję na temat skuteczności polskiego wymiaru sprawiedliwości. Dlaczego? Bo pokazuje, że sprawcy to nie kryminaliści, ale zwykli ludzie. Zdesperowani. Doprowadzeni do ostateczności przez bezsilność wobec terroru. Bo „dłużnikiem” może zostać każdy.
Walka o ułaskawienie
Po sukcesie filmu rozpoczyna się kampania na rzecz ułaskawienia Sikory i Brylińskiego, wspierana między innymi przez profesora Piotra Kruszyńskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, pisarza Jerzego Pilcha, dziennikarzy Bogdana Wróblewskiego i Piotra Pytlakowskiego.
Pod wnioskiem o ułaskawienie podpisuje się 38 tysięcy osób. To niespotykana mobilizacja społeczna wokół sprawy kryminalnej. Ale ludzie po prostu uznają, że sprawiedliwość wobec ludzi, których do zbrodni doprowadził bezwzględny przestępca i bezczynność organów ścigania, musi być łagodniejsza.
Sławomir Sikora zostaje ułaskawiony przez Aleksandra Kwaśniewskiego 5 grudnia 2005 roku – wychodzi na wolność po 10 latach więzienia. Artur Bryliński opuszcza więzienie w 2010 roku po ułaskawieniu przez Bronisława Komorowskiego.
Życie po
„Chciałem od Pana Boga 15 lat i w sumie On mnie wysłuchał. Wyszedłem z więzienia po 10 latach, ułaskawiony zostałem po 1,5 roku jako wolny człowiek, a 5 grudnia 2010 roku minęło mi warunkowe zwolnienie – co daje 15 lat! Tyle, ile chciałem” – mówi Sikora. Jego nawrócenie, do którego doszło za kratami, nie jest żadną tajemnicą. O tym opowiada może nawet chętniej niż o zbrodni.
Nie ukrywa swojej twarzy ani tego, co zrobił. Nie zmienia nazwiska, nie wyjeżdża z Polski. Ma rodzinę, pracuje. Jest i poczucie misji – spotyka się z osadzonymi w więzieniach i podopiecznymi zakładów poprawczych, pokazując na własnym przykładzie, że jest życie po życiu więziennym.
W lutym 2022 roku powstaje film „Mój dług”, którego współscenarzystą jest sam Sikora. „Tym razem mogłem powiedzieć, że Sławek filmowy to prawie kopia tego Sławka z rzeczywistości” – mówi o różnicy między filmem Krauzego a własną wersją wydarzeń.

Ot, paradoks
„Dług” redefiniuje motyw zbrodni i kary. Osadza go w kontekście epoki – czasów, gdy w Polsce rodzący się dziki kapitalizm stwarzał niespotykane wcześniej możliwości, ale i śmiertelne niebezpieczeństwa. Czasów, gdy młodzi ludzie z marzeniami o własnym biznesie mogli trafić na kogoś, kto zniszczy ich życie.
Krzysztof Krauze chciał stworzyć film o utraceniu wolności. Tymczasem „Dług” sprawił, że Sławek i Artur wolność odzyskali. Ot, paradoks.
Tą sprawą Polacy żyją od kilkunastu lat. Oto anatomia medialnej obsesji na temat zaginięcia Iwony Wieczorek.
Źródła
- https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/8118682,plotki-biznesu-poczatki-kapitalizmu-w-polsce.html
- https://historia.interia.pl/polska-wspolczesna/news-wstrzasajaca-historia-polskiego-biznesmena-akcja-filmu-dlug-,nId,7769638
- https://nto.pl/zycie-brutalniejsze-niz-film/ar/4005843
- https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/biznesmeni-zwiazali-swoich-oprawcow-wtedy-wszystko-wymknelo-sie-spod-kontroli/hmv71vv