Uciekali 53 dni z noworodkiem. Finał tej historii wstrząsnął Anglią

Jej babcia była przyjaciółką księżniczki Małgorzaty. Jego przeszłość to wyrok czterdziestu lat za gwałt z bronią w ręku. Zimą 2023 roku razem uciekali przed policją przez pięćdziesiąt trzy dni – z noworodkiem, który nie miał czapeczki, skarpetek ani koca.
- Panna z Dorset
- Typ spod ciemnej gwiazdy
- Związek, który nie miał prawa istnieć
- Płomienie przy autostradzie
- Pięćdziesiąt trzy dni
- Aresztowanie
- Niepokorni oskarżeni
- Dyskusja
Panna z Dorset
Constance Marten przyszła na świat 16 maja 1987 roku w rodzinie, która pod wieloma względami należała do innej epoki. Jej ojciec wywodził się z arystokratycznych kręgów angielskiej prowincji – jako chłopiec pełnił funkcję pazia na dworze królowej Elżbiety II. Babcia Constance była towarzyszką dziecięcych zabaw księżniczki Małgorzaty i chrześnicą Królowej Matki. Rodzina mieszkała w dwudziestopięciopokojowej posiadłości w hrabstwie Dorset, na rozległej posiadłości ziemskiej, której widok kojarzył się raczej z powieściami Jane Austen niż z realiami XXI wieku.
Constance uczęszczała do St Mary’s School w Shaftesbury – prywatnej szkoły z internatem, gdzie rocznie wydawano na naukę dziewcząt kwoty nieosiągalne dla przeciętnej brytyjskiej rodziny. Potem trafiła na Uniwersytet w Leeds, gdzie studiowała arabistykę. Mówiła biegle po arabsku, znała kulturę Bliskiego Wschodu i po studiach znalazła pracę w telewizji Al Jazeera. Była inteligentna, oczytana, pewna siebie.
Ci, którzy znali ją z tamtych lat, wspominają kobietę o silnym charakterze, która miała wyraźne poglądy na świat. Nic nie wskazywało, że za kilkanaście lat będzie przeszukiwać śmietniki w poszukiwaniu jedzenia, spać w namiocie na wzgórzach South Downs podczas mroźnej zimy i karmić noworodka pod kurtką, zamiast zanieść go do szpitala.

Typ spod ciemnej gwiazdy
Mark Gordon urodził się w Wielkiej Brytanii, ale dorastał w Stanach Zjednoczonych. Jego dzieciństwo i młodość były radykalnie odmienne od świata, z którego wywodziła się Constance. Dorastał w biedzie, bez stabilizacji, widział i doświadczał przemocy. W 1989 roku, gdy Gordon miał czternaście lat, włamał się do domu sąsiadki na Florydzie. Przez ponad cztery godziny przetrzymywał kobietę, grożąc jej nożem i nożycami do żywopłotu, po czym ją zgwałcił. Niecały miesiąc później wtargnął do kolejnego domu - tym razem zaatakował mieszkańca łopatą, którą przyniósł ze sobą.
Sąd w stanie Floryda uznał go winnym – zarówno w przypadku porwania z użyciem broni, czterech odrębnych przypadków napaści seksualnej z użyciem broni oraz włamania z niebezpiecznym narzędziem. Wymierzono Markowi karę czterdziestu lat pozbawienia wolności. On przez cały czas utrzymywał, że jest niewinny.
Po odsiedzeniu dwudziestu dwóch lat z zasądzonej kary, w 2010 roku Gordon został deportowany do Wielkiej Brytanii. Minęło zaledwie siedem lat i jego nazwisko ponownie pojawiło się w aktach sądowych – tym razem chodziło o napaść na dwie policjantki w oddziale położniczym szpitala w Walii. Constance Marten właśnie tam rodziła swoje pierwsze dziecko, posługując się fałszywą tożsamością.
Związek, który nie miał prawa istnieć
Marten i Gordon poznali się w 2014 roku w londyńskim sklepie z kadzidłami. Dwa lata później pobrali się podczas nieoficjalnej uroczystości w Peru (małżeństwo nie było uznawane w Wielkiej Brytanii). Bliscy Constance, jak sama zeznała podczas procesu, byli „uprzedzeni” wobec jej partnera „od początku i bezpodstawnie, pewnie z powodu rasizmu”. Sąd rodzinny ustalił później co innego: według dowodów przedstawionych sędziemu, Gordon stosował wobec Constance przemoc domową – podczas jednego z udokumentowanych incydentów miał doprowadzić do tego, że kobieta wypadła przez okno pierwszego piętra, będąc w ciąży.
Mimo to Marten trwała przy Gordonie. Między 2017 a 2021 rokiem urodziła mu czworo dzieci. Wszystkie w końcu pod opiekę państwa. Sąd uznał, że postawa obojga rodziców stanowi „poważne ryzyko” dla małoletnich — a kluczowym czynnikiem był właśnie związek z mężczyzną o przeszłości kryminalnej. Constance publicznie twierdziła, że dzieci zostały jej „ukradzione”. Osiem miesięcy po ogłoszeniu decyzji sądu w sprawie czworga dzieci była ponownie w ciąży.
Płomienie przy autostradzie
Późnym wieczorem, 5 stycznia 2023 roku, patrol policji w hrabstwie Greater Manchester otrzymał zgłoszenie o płonącym samochodzie. Peugeot 206 stał na poboczu autostrady M61 w pobliżu Bolton – silnik gasł, karoseria się paliła. Gdy policjanci dotarli na miejsce, właściciele pojazdu już dawno odeszli w ciemność.
Wewnątrz spalonego auta funkcjonariusze znaleźli paszport Constance Marten. I coś jeszcze: ślady krwi i łożysko na tylnym siedzeniu. Ktoś urodził dziecko w tym samochodzie – albo kilka dni wcześniej, albo właśnie tamtej nocy. Policja potraktowała sprawę priorytetowo. Nikt nie wiedział, w jakim stanie była kobieta, czy noworodek żył.
Samochód należał do Gordona i Marten – to Constance urodziła. Jak ustalono później, para tuż po pożarze zatrzymała przypadkowego kierowcę i poprosiła go, by zawiózł ich – z dzieckiem – do najbliższego punktu obsługi podróżnych. Mężczyzna się zgodził. Nie wiedział, że przewoził osoby, których wkrótce będzie poszukiwać cała Wielka Brytania.
Pięćdziesiąt trzy dni
Rozpoczęła się jedna z najbardziej intensywnych policyjnych obław we współczesnej historii Anglii. Marten i Gordon przemieszczali się błyskawicznie: Liverpool, Essex, Londyn, Sussex – z miasta do miasta, sprytnie unikając kamer CCTV. Unikali monitoringu tak skutecznie, że śledczy mogli jedynie rekonstruować trasę po fakcie. Na nielicznych nagraniach z kamer przemysłowych widać, jak zakrywają twarze, odwracają głowy, zakładają maseczki – tam, gdzie mogły działać kamery.
Para płaciła za wszystko gotówką wypłaconą wcześniej z funduszu powierniczego, do którego dostęp miała Constance. W sumie wydali w ten sposób blisko pięćdziesiąt tysięcy funtów. Porzucili karty bankowe i telefony komórkowe, by nie można ich było zlokalizować.
Pewnego dnia kupili w sklepie wózek dziecięcy. Był za duży dla noworodka. Porzucili go więc w alejce za sklepem i przełożyli dziecko do plastikowej torby na zakupy. Policja znalazła ten wózek. Przez krótką chwilę, na jednym nagraniu CCTV z Londynu, widać małą, skuloną sylwetkę – niemowlę w kombinezonie we wzór misiów – bez czapeczki, bez skarpetek, bez koca. To jedyny znany obraz Victorii żywej.
Od 16 stycznia 2023 roku para zamieszkała w namiocie na terenach zielonych w pobliżu Brighton. Nocne temperatury spadały poniżej zera. Śledczy ustalili później na podstawie danych meteorologicznych, że wewnątrz namiotu panowały warunki stwarzające poważne ryzyko hipotermii dla dorosłego człowieka – co dopiero dla noworodka. Pracownicy służb społecznych informowali wcześniej Constance, że życie w namiocie jest „całkowicie nieodpowiednie” nawet dla starszych dzieci. Została pouczona, gdy miała pod opieką czwórkę starszych dzieci. Zignorowała ostrzeżenie.
Aresztowanie
27 lutego 2023 roku policja zatrzymała parę w Brighton. Constance Marten wykrzykiwała do Gordona pieszczotliwe przezwisko, gdy funkcjonariusze ich rozdzielali. Przy żadnym z rodziców nie było niemowlęcia.
Nagranie z kamery policyjnej z przesłuchania Gordona stało się później jednym z bardziej poruszających dokumentów w tej sprawie. Detektywi próbowali wydobyć z niego informacje o miejscu pobytu dziecka. Gordon nie myślał o córce – prosił o kanapkę. „Nie zrobimy ci kanapki, mamy do znalezienia dziecko, to jest teraz trochę ważniejsze” – odpowiedział jeden z policjantów.
Constance powiedziała śledczym, że Victoria nie żyła. Nie była w stanie podać dokładnej daty śmierci. Twierdziła, że zasnęła w namiocie, trzymając córeczkę pod kurtką, a gdy się obudziła, dziecko już nie żyło.
1 marca 2023 roku, dwa dni po aresztowaniu, policjanci przeszukujący ogródki działkowe w Brighton znaleźli w opuszczonej szopie reklamówkę ze sklepu Lidl, wypełnioną śmieciami. Wewnątrz były szczątki niemowlęcia – w stanie tak zaawansowanego rozkładu, że żaden z patologów sądowych nie był w stanie ustalić bezpośredniej przyczyny śmierci.
Niepokorni oskarżeni
Przed sądem w Old Bailey w Londynie odbył się jeden z najbardziej chaotycznych procesów w najnowszej historii brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości. Marten zmieniała adwokatów czternaście razy w trakcie dwóch procesów. Gordon korzystał z usług pięciu obrońców, a pod koniec ponownego procesu reprezentował się sam – i samodzielnie przeprowadzał przesłuchanie krzyżowe swojej partnerki. Para wielokrotnie odmawiała stawienia się na sali. Rozmawiali ze sobą podczas rozprawy, utrudniali pracę sądu w każdy możliwy sposób. Sędzia Mark Lucraft oświadczył w pewnym momencie, że w trakcie całej swojej kariery nigdy nie spotkał się z podobną postawą oskarżonych.
W maju 2024 roku ława przysięgłych uznała oboje za winnych ukrywania porodu, okrucieństwa wobec dziecka i utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości – ale nie zdołała osiągnąć jednomyślności w sprawie najpoważniejszego zarzutu: nieumyślnego spowodowania śmierci wskutek rażącego zaniedbania. Prokuratura zażądała ponownego procesu.
Powtórne postępowanie ruszyło w marcu 2025 roku. Tym razem prokuratorzy dysponowali nowym materiałem dowodowym: szczegółowymi danymi meteorologicznymi, analizą warunków wewnątrz namiotu, obliczeniami dotyczącymi wpływu kondensacji i wilgotnych ubrań na ciepłotę ciała noworodka. Eksperci wykazali, że kombinacja tych czynników musiała doprowadzić do śmiertelnej hipotermii. 14 lipca 2025 roku jednogłośna ława przysięgłych ogłosiła wyrok: oboje winni.
15 września 2025 roku sędzia Lucraft wymierzył Constance Marten i Markowi Gordonowi po czternaście lat więzienia. Gordon dodatkowo objęty będzie czteroletnim przedłużonym nadzorem po opuszczeniu zakładu karnego. Sędzia powiedział podczas ogłoszenia wyroku: „Przez cały czas ucieczki żadne z was nie poświęciło wiele czy w ogóle jakiejkolwiek myśli opiece i miłości dla swojego dziecka”.
Dyskusja
Sprawa Constance Marten i Marka Gordona porusza brytyjskie społeczeństwo do dziś, choć formalnie jest już zamknięta. Nie chodzi jedynie z fakt śmierci niemowlęcia. Opinia publiczna stawia pytania o to, jak w ogóle do tej tragedii doszło. Marten miała historię w sądach rodzinnych – odebrano jej już czworo dzieci. Gordon był skazanym gwałcicielem z rejestrem przemocy domowej. A jednak razem zdołali zniknąć na pięćdziesiąt trzy dni, wydać tysiące funtów z funduszu powierniczego i pozbawić noworodka bezpiecznych warunków.
Nadkomisarz wydziału kryminalnego Lewis Basford powiedział po ogłoszeniu wyroku: „Jako ojcu trudno mi pojąć, jak zamiast zapewnić ciepło i opiekę potrzebną ich dziecku, Gordon i Marten wybrali życie na zewnątrz w mroźnych warunkach, by unikać władz”.
Media w mniejszym stopniu, ale społeczeństwo zwraca też uwagę na kolor skóry Gordona. Sprawa podsyca i tak narastającą niechęć wobec innych ras. Inni podkreślają, że przecież matka Victorii była biała – i to z bogatej rodziny – więc ani rasa, ani status nie miały tu znaczenia. Natychmiast nasuwa się inne pytanie: dlaczego młoda, wykształcona kobieta z dobrego domu związała się z pospolitym przestępcą, skazała swoje dzieci na życie w tak nędznych warunkach i pozwoliła, by jej najmłodsze dziecko umarło, a mimo to – jeszcze po aresztowaniu była w agresywnego partnera wpatrzona jak w obrazek.
Źródła
- https://www.bordertelegraph.com/news/national/25312450.constance-marten-callous-selfish-grieving-mother/
- https://en.wikipedia.org/wiki/Constance_Marten_and_Mark_Gordon