Przez wiele dni mieszkał ze zwłokami i karmił krowy. Przerażający sekret rzezi na bawarskiej farmie

Pozornie, żyli jak każda inna bawarska rodzina – pracowali w polu, chodzili do kościoła, chowali sekrety za grubymi ścianami. Jednak Andreas Gruber, szorstki i porywczy gospodarz ze wsi pod Monachium, zbudował wokół siebie świat, do którego nikt postronny nie miał wstępu. W marcu 1922 roku ktoś jednak do tego świata wszedł i odebrał życie sześciu osobom.
- Wieś, która wolałaby nie wiedzieć
- Ojciec i córka
- To nie był obłęd
- Stodoła
- Ustalenia
- Kto dbał o inwentarz?
- Stu podejrzanych, żadnych skazanych
- Lorenz Schlittenbauer
- Po latach
- Pytania bez odpowiedzi
Wieś, która wolałaby nie wiedzieć
Hinterkaifeck – małe gospodarstwo, około siedemdziesięciu kilometrów na północ od Monachium. Otaczają ją pola, lasy i mniejsze wsie, w których od pokoleń każdy zna każdego. W 1922 roku mieszkańcy tej okolicy w większości utrzymywali się z rolnictwa. I tak, sąsiedzi się znali. Ale znajomość nie zawsze oznaczała bliskość. Gruberowie byli tu znani - i niekoniecznie lubiani.
Andreas Gruber, gospodarz i głowa rodziny, uchodził za człowieka o trudnym charakterze, porywczego i apodyktycznego. W 1922 roku miał 63 lata. Jego żona, Cäzilia, starsza o dziewięć lat, od dawna żyła w jego cieniu. Owdowiała córka Viktoria, w 1922 roku mająca lat 35, nie miała dokąd uciec – i być może właśnie to ją zabiło.
Ojciec i córka
Prywatne sprawy Gruberów były tajemnicą poliszynela. W 1915 roku Viktoria i Andreas zostali skazani za kazirodztwo. Sąd uznał ich winę i wymierzył kary więzienia. Andreas trafił do celi na rok, Viktoria – na miesiąc. Skandal nigdy nie wygasł do końca i rodzina żyła od tej pory jak społeczne wyrzutki.
Wyrok niczego nie zmienił. Po wyjściu z więzienia życie na Hinterkaifeck toczyło się dokładnie tak jak wcześniej. Ale Viktoria nie chciała tak żyć. Próbowała wyrwać się z tej pułapki, nawiązując romans z zamożnym wdowcem z sąsiedztwa, Lorenzem Schlittenbbauerem. Gdy zaproponował jej małżeństwo, Viktoria poczuła, że w końcu znalazła wyjście. Zgodziła się niemal natychmiast.
Ale był jeden problem: Andreas Gruber. Schlittenbauer podejrzewał – i zapewne słusznie – że Gruber wciąż molestował córkę. W 1919 roku Andreas znów stanął przed sądem, gdy Viktoria wyznała kochankowi, że jej syn Josef przyszedł na świat w wyniku trwającego związku kazirodczego. Warto jednak, z perspektywy czasu, zastanowić się, czy można mówić o „związku”, czy raczej dochodziło do kolejnych gwałtów za zamkniętymi drzwiami. W każdym razie Schlittenbauer zgodził się zaadoptować chłopca. Małżeństwo jednak nie doszło do skutku – Andreas nie zamierzał Viktorii oddać.
To nie był obłęd
Na przelomie lutego i marca 1922 roku coś się zmieniło w gospodarstwie. Andreas znalazł na terenie zagrody gazetę z Monachium – taką, której nie kupował i której pochodzenia nie potrafił wyjaśnić. Zamek w drzwiach maszynowni był uszkodzony. A potem Andreas zaczął słyszeć dziwne odgłosy dobiegające z poddasza. W dodatku zauważył obce ślady w śniegu. Prowadziły z lasu do wyłamanego zamka w drzwiach maszynowni. Andreas podejrzewał, że ktoś mógł ukrywać się na jego strychu, ale nie znalazł nikogo. Mimo to kilku sąsiadów słyszało od niego, że na pewno ktoś przebywał w domu. Mimo wszystko nie wezwał policji.
Poprzednia służąca Gruberów odeszła sześć miesięcy wcześniej, twierdząc, że dom był nawiedzony – ona też słyszała w nocy dziwne hałasy. Jej następczyni, Maria Baumgartner, dotarła do Hinterkaifeck dokładnie 31 marca 1922 roku.
Stodoła
Sąsiedzi przez kilka dni nie widzieli dymu wydobywającego się z komina Gruberów, a mała Cäzilia nie przychodziła do szkoły. 4 kwietnia Lorenz Schlittenbauer wraz z dwoma innymi sąsiadami – Jakobem Siglem i Michaelem Pöllem ruszył sprawdzić, co się stało. Bo choć Gruberowie nie byli lubiani, choćby ze względów bezpieczeństwa okolicy warto było zainteresować się ich losem.
Wszystkie drzwi były zamknięte. Sąsiedzi weszli przez stajnię. Pod deskami przykrytymi sianem znaleźli ciała Andreasa, jego żony Cäzilii, córki Viktorii i jej córeczki Cäzilii. Schlittenbauer wszedł wtedy do domu sam, używając klucza, o którego istnieniu nie powiedział pozostałym, i znalazł ciała Marii Baumgartner i małego Josefa.
Nim na miejsce dotarł starszy inspektor Georg Reingruber z Monachium, przez farmę przewinęły się dziesiątki osób. Zanim policja zabezpieczyła teren, tłum sąsiadów zdążył przejść przez miejsce zbrodni, niszcząc ślady i komplikując dochodzenie.
Ustalenia
Lekarz sądowy Johann Baptist Aumüller ustalił, że rodzina Gruberów została zamordowana między godziną 20:00 a 23:00 w piątek, 31 marca. Ktoś – jedna osoba albo kilka – zwabił najpierw troje dorosłych (Andreasa, jego żonę i Victorię) oraz starsze dziecko (córkę Victorii, Cäzilię) do stodoły. Tam ich zabił. Potem wszedł do domu, gdzie zamordował służącą i dwuletniego syna Victorii, Josefa.
Narzędziem zbrodni był kilof. Odnaleziono go później na strychu stodoły. Przyczyna śmierci wszystkich sześciu ofiar była taka sama: uraz czaszki, zadany najprawdopodobniej tym samym narzędziem.
Na ciele starszej Cäzilii zauważono również ślady duszenia. Mała siedmioletnia Cäzilia wyrywała sobie włosy, zanim straciła przytomność. Być może żyła przez chwilę po tym, jak zamordowano pozostałych.

Kto dbał o inwentarz?
Śledczy odkryli coś jeszcze – zwierzęta w oborze były nakarmione. W kuchni znajdowały się resztki posiłków. Zabójca pozostał na farmie przez trzy, może cztery dni po morderstwie – jadł, dbał o inwentarz, spał pod jednym dachem z ciałami.
Świadkowie twierdzili, że widzieli kogoś na terenie zagrody jeszcze dzień przed odkryciem zbrodni. Ktokolwiek to był, czuł się tu wystarczająco bezpiecznie, by zostać. Albo miał ku temu jakiś powód.
Stu podejrzanych, żadnych skazanych
Podczas prowadzenia śledztwa przesłuchano ponad sto osób. Nikogo nigdy nie postawiono w stan oskarżenia. Motywu nie ustalono. Czy chciano okraść Gruberów? Po okolicy krążyła plotka, że trzymali złoto na farmie. Rzeczywiście trzymali – policja jednak znalazła kosztowności nienaruszone. Czy zbrodni mógł dokonać jakiś włóczęga? Teoria ta nigdy nie znalazła mocnych podstaw.
Rozważano możliwość, że sprawcami byli więźniowie, którzy uciekli z zakładów karnych i mogli szukać schronienia na odizolowanej farmie. W kręgu podejrzanych byli też sezonowi robotnicy – Anton i Karl Bichlerowie – którzy dobrze znali teren Hinterkaifeck.
Niektórzy wierzyli, że mąż Viktorii nie zginął na wojnie, ale wrócił, zastał ją z dzieckiem innego mężczyzny i w szale zamordował całą rodzinę. Ale Karl Gabriel figurował w dokumentach jako poległy i nic nie wskazywało na to, by mogła to być pomyłka.
Lorenz Schlittenbauer
Spośród wszystkich podejrzanych jedno nazwisko powraca najczęściej. Lorenz Schlittenbauer – sąsiad i były narzeczony Viktorii – był człowiekiem, który znalazł ciała. I człowiekiem, który wiedział, gdzie szukać.
Miał klucz do domu. Wiedział o złocie. Miał powód, by żywić urazę. Policja z Monachium uważała Schlittenbauera za głównego podejrzanego, bo miał najłatwiejszy dostęp do Gruberów i silny motyw. Kiedy dotarł na miejsce zbrodni, miał krzyczeć: „Gdzie jest mój syn, Josef?” – i samodzielnie wejść do pomieszczeń, które według zeznań pozostałych mężczyzn były zamknięte.
Schlittenbauer nigdy nie potwierdził żadnej z teorii – i z powodzeniem wytaczał procesy tym, którzy publicznie oskarżali go o morderstwo. Umarł w 1941 roku, nie składając żadnych zeznań, które rozwiałyby wątpliwości.
Po latach
W 2007 roku grupa studentów akademii policyjnej w Niemczech przeprowadziła analizę sprawy przy użyciu nowoczesnych metod kryminalistycznych. Doszli do wniosku, że po tylu dekadach rozwiązanie zagadki jest praktycznie niemożliwe. Wyłonili jednak jednego głównego podejrzanego. Odmówili jednak ujawnienia jego nazwiska – z szacunku dla żyjących potomków.
W makabrycznym finale dochodzenia głowy ofiar zostały wysłane do Monachium w celu dalszych badań – i zaginęły w chaosie drugiej wojny światowej. Szczątki rodziny spoczęły na cmentarzu w Waidhofen. Farma Hinterkaifeck została rozebrana. Na jej miejscu nie ma już nic – tylko płaskie pole i pamięć tych, którzy wolą nie mówić za głośno.
Pytania bez odpowiedzi
Sprawa z Hinterkaifeck już od ponad stu lat czeka na rozwiązanie i prawdopodobnie nigdy się go nie doczeka. Morderca – zimny, metodyczny, zdolny do nakarmienia krów i ugotowania zupy, gdy w stodole leżały ciała – pozostaje nieznany. Czy to sprawca zbrodni zostawił ślady w śniegu, porzucił gazetę, hałasował na strychu?
Gdyby wtedy badano DNA i przygotowywano nowoczesne profilowanie psychologiczne, pewnie śledztwo zaszłoby dalej. Ale w 1922 roku Bawaria tonęła w powojennym chaosie, hiperinflacji i politycznych wstrząsach. Sprawa szybko wypadła z pierwszych stron gazet. Zostały tylko pytania. Kto chodził po strychu? Czego szukał ten, kto zostawił gazetę? I dlaczego, skoro zamordowanie sześciu osób wymagało siły i determinacji, sprawca zdecydował się zostać – i spokojnie karmić zwierzęta, jakby był u siebie w domu?
Źródła
- https://de.wikipedia.org/wiki/Hinterkaifeck
- https://www.youtube.com/watch?v=S-bv3KzbVPo