Weszła do ciemnej łazienki na Manhattanie. Widok w wannie sparaliżował całe Nowy Jork

Ekskluzywny apartament w sercu Manhattanu – tu mieszka zamożna i kochająca się rodzina. Rodzice są przekonani, że dzieci mają najlepszą możliwą opiekę i nic złego nie ma prawa się zdarzyć. A jednak 25 października 2012 roku dochodzi do tragedii. Tragiczna śmierć sześcioletniej Lucii i dwuletniego Leo Krimów uruchomiła śledztwo, które ujawniło mroczne kulisy zawiści, narastającej frustracji i zdrady najgłębszego zaufania.
- American dream na Upper West side
- Yoselyn Ortega
- Równia pochyła
- Mroczne popołudnie
- Łazienka
- Dlaczego?
- Niepoczytalność czy zemsta?
- Gorzka sprawiedliwość
- „Prawo Lucii i Leo”
American dream na Upper West side
Życie rodziny Krimów w Nowym Jorku wyglądało jak urzeczywistnienie klasycznego amerykańskiego snu. Kevin Krim był cenionym dyrektorem wykonawczym w stacji informacyjno-biznesowej CNBC, a wcześniej pracował na eksponowanych stanowiskach w cyfrowych mediach. Jego żona, Marina Krim, poświęciła się wychowaniu trójki dzieci: sześcioletniej Lucii (nazywanej pieszczotliwie Lulu), trzyletniej Nessie oraz dwuletniego Leo. Marina była wykształconą artystką, prowadzącą popularny w sieci blog osobisty „Little Miss Lucia”, na którym skrupulatnie i z miłością dokumentowała codzienne sukcesy, wspólne wycieczki, lekcje tańca i prace plastyczne maluchów.
W połowie 2010 roku, gdy Marina była w ciąży z najmłodszym synem Leo, małżeństwo uznało, że przy trójce małych dzieci w tętniącej życiem metropolii przyda się pomoc. Pomysł wydawał się naprawdę sensowny, zwłaszcza że Kevin pracował często po kilkanaście godzin dziennie, wielokrotnie podróżując między nowojorską siedzibą firmy a Zachodnim Wybrzeżem. Zatem para postanowiła zatrudnić nianię na część etatu.
Mieszkali wówczas w przestronnym, jasnym apartamencie w zabytkowym budynku La Rochelle przy 57 West 75th Street, w prestiżowej dzielnicy Upper West Side na Manhattanie. Była to bezpieczna, spokojna okolica oddalona o zaledwie parę kroków od Central Parku, zamieszkana głównie przez zamożne rodziny z dziećmi. Krimowie szukali osoby ciepłej, zrównoważonej i sprawdzonej. Nie przypuszczali, że decyzja o otwarciu drzwi obcej osobie doprowadzi do dramatu.

Yoselyn Ortega
Osoba, która miała zaopiekować się dziećmi Krimów, pojawiła się w ich życiu za sprawą rekomendacji. W 2010 roku siostra Yoselyn Ortegi – również pracująca jako niania na Manhattanie – przedstawiła Yoselyn jako doświadczoną, godną zaufania opiekunkę z wieloletnim stażem.
Yoselyn Ortega miała wówczas 50 lat. Pochodziła z Republiki Dominikańskiej, ale od lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych i miała amerykańskie obywatelstwo.
Zrobiła na rodzinie ogromne, wręcz idealne wrażenie. Wydawała się cicha, niezwykle łagodna, skromna i oddana dzieciom. Krimowie, pragnąc upewnić się co do jej doświadczenia i przeszłości zawodowej, dokładnie sprawdzili przekazane referencje. I zaufali.
Przez dwa lata relacje między rodziną a nianią wydawały się wzorowe. Marina i Kevin płacili jej 18 dolarów za godzinę, co było standardową stawką, jednak stale oferowali jej dodatkowe wsparcie. Gdy Ortega odwiedzała swoją rodzinę w Santiago w Dominikanie, Krimowie polecieli tam razem z nią, by poznać jej bliskich i spędzić z nimi czas. Wielokrotnie pokrywali koszty jej biletów lotniczych, a także pomagali jej synowi i krewnym. Dzieci uwielbiały „nianię Josie”, a sama Marina traktowała ją nie jak pracownicę, ale jak przyjaciółkę i bliską osobę.
Pod tą fasadą skromności i profesjonalizmu kryła się jednak rzeczywistość, o której Krimowie nie mieli pojęcia. Z czasem wyszło na jaw, że referencje przedstawione Krimom były w dużej mierze sfabrykowane. Yoselyn nie miała tak imponującego doświadczenia, jakim się szczyciła. Na dodatek jej sytuacja życiowa w 2012 roku zaczęła gwałtownie się komplikować.
Równia pochyła
Przełom w zachowaniu i stanie psychicznym Yoselyn Ortegi nastąpił na początku 2012 roku. Kobieta postanowiła sprowadzić ze swojego rodzinnego kraju do Nowego Jorku 17-letniego syna, Jesusa. Chciała zapewnić mu lepszy start. To jeszcze brzmi całkowicie zrozumiale i samo w sobie nie wydawało się niepokojące. Tyle że decyzja ta pociągnęła za sobą olbrzymie koszty. Ortega zapisała chłopca do prywatnej szkoły w Bronksie, licząc na to, że jej brat – wujek chłopaka – pokryje czesne. Przeliczyła się.
Jej miesięczne wydatki drastycznie wzrosły. Aby podreperować domowy budżet, próbowała dorabiać na sprzedaży kosmetyków, jednak przedsięwzięcie zakończyło się niepowodzeniem. Co więcej, w okresie letnim właściciel mieszkania w Bronksie, które wynajmowała z synem, kazał im się wyprowadzić. Ortega musiała przenieść się do ciasnego lokalu swojej siostry przy Riverside Drive w Hamilton Heights.
Brak własnego kąta, wysokie koszty utrzymania syna, długi oraz ciągłe poczucie porażki doprowadziły kobietę do skrajnej frustracji. Ortega zaczęła zazdrościć Marinie Krim. Widziała matkę, która nie musiała martwić się o pieniądze, żyła w luksusowej dzielnicy, otoczona miłością i dostatkiem. Yoselyn nie czuła już wdzięczności. Pojawiły się zupełnie inne uczucia.
Marina zauważyła, że Ortega stała się wycofana, milcząca i wyglądała na zmęczoną. Chcąc jej pomóc i dać okazję do dodatkowego zarobku, Marina zaproponowała jej wykonywanie dodatkowych prac domowych – oczywiście oferowała za to dodatkowe pieniądze. Jednak dla niani propozycja ta stała się kolejnym urojonym powodem do żalu.
Mroczne popołudnie
Plan dnia 25 października 2012 roku był prosty i uporządkowany. Wczesnym popołudniem Yoselyn Ortega przebywała w apartamencie Krimów przy West 75th Street, opiekując się dwuletnim Leo. Zgodnie z ustaleniami, miała odebrać sześcioletnią Lucię ze szkoły o godzinie 15:15, a następnie zaprowadzić ją na zajęcia baletowe o 15:45. W tym samym czasie Marina zabrała trzyletnią Nessie na lekcję pływania.
Ortega jednak nie zaprowadziła Lucii na balet. Zamiast tego, po drodze kupiła dzieciom lody, po czym wróciła z Lucią i Leo prosto do apartamentu przy West 75th Street – manewr, który prokuratura później określiła jako celowe opóźnianie powrotu, mające zapewnić, że Mariny nie będzie w domu.
Po zakończonej lekcji pływania Marina z Nessie pojechały odebrać Lucię z zajęć tanecznych. Dziewczynki jednak tam nie było. Marina, sądząc początkowo, że doszło do zwykłego nieporozumienia albo jakiegoś niezależnego od niani opóźnienia – przecież to Nowy Jork, wszystko może się zdarzyć – postanowiła wrócić z Nessie do domu. Zakładała, że niania z jakiegoś powodu zabrała dzieci prosto tam.
Około godziny 17:30 Marina i Nessie dotarły do budynku La Rochelle. Marina zapytała portiera, czy widział nianię z dziećmi. Mężczyzna odpowiedział, że owszem – widział, jak wchodzili do budynku jakiś czas temu, i był przekonany, że nikt z nich później nie wyszedł. Matka z córką weszły do windy i wjechały na swoje piętro.
Łazienka
Gdy Marina przekroczyła próg około godziny 17:35, wewnątrz panowała całkowita, niepokojąca cisza. Wszystkie światła w przestronnym apartamencie były wyłączone. Marina zaczęła nawoływać dzieci i nianię, przechodząc przez kolejne pokoje. Brak reakcji wzbudzał w niej narastający niepokój.
Zeszła z powrotem do holu budynku, sądząc, że może minęła się z nimi na klatce schodowej, ale portier zapewnił ją, że nikt nie wychodził. Marina wróciła na górę i postanowiła sprawdzić pomieszczenia, które wcześniej przeoczyła. Kierując się w stronę łazienki usytuowanej w głębi korytarza, zauważyła, że drzwi były przymknięte, a w środku paliło się światło.
Pchnęła drzwi łazienki. W wannie bezwładnie leżały zakrwawione ciała sześcioletniej Lucii i dwuletniego Leo. Dzieci były w ubraniach, wielokrotnie ugodzone nożem kuchennym. Obok wanny stała Yoselyn Ortega. Milczała. Wyciągnęła duży nóż kuchenny i na oczach Mariny zadała sobie głęboką ranę w szyję, próbując popełnić samobójstwo.
Przerażona Marina wzięła Nessie na ręce, uciekła z mieszkania i wybiegła na ulicę, krzycząc z rozpaczy i wzywając pomocy. Sąsiedzi i przechodnie natychmiast zaalarmowali służby ratunkowe. W tym samym czasie ojciec dzieci, Kevin Krim, wracał samolotem z podróży służbowej. Po wylądowaniu na lotnisku w Nowym Jorku został odebrany przez funkcjonariuszy policji, którzy przekazali mu najgorszą wiadomość w jego życiu.
Dlaczego?
Na miejsce tragedii przybyły załogi pogotowia ratunkowego oraz detektywi z New York City Police Department (NYPD). Ratownicy stwierdzili zgon Lucii i Leo na miejscu – obrażenia zadane ostrymi nożami kuchennymi wyciągniętymi ze stojaka w kuchni Krimów były śmiertelne. Sześcioletnia Lulu próbowała się bronić, o czym świadczyły liczne rany obronne na jej przedramionach i dłoniach. Dwuletni Leo został zaatakowany bez ostrzeżenia.
Yoselyn Ortega, mimo ciężkiej rany szyi i uszkodzenia kręgów, przeżyła próbę samobójczą. Nóż, którym się posłużyła, uszkodził struktury szyi, ale minął główne tętnice.
Została przetransportowana do NewYork-Presbyterian Hospital w stanie krytycznym, gdzie wprowadzono ją w stan śpiączki farmakologicznej.
Śledczy natychmiast rozpoczęli przeszukanie mieszkania Ortegi oraz przesłuchania jej rodziny i znajomych. Początkowo szukano jakichkolwiek śladów niepoczytalności lub wcześniejszych epizodów psychotycznych. Okazało się jednak, że kobieta przed tragedią nie była leczona psychiatrycznie, choć po sprowadzeniu syna skarżyła się bliskim na złe samopoczucie.
Prokuratura postawiła Ortedze zarzuty dwóch zabójstw pierwszego stopnia oraz dwóch zabójstw drugiego stopnia. Od samego początku kluczowym pytaniem dla opinii publicznej i organów ścigania było: dlaczego kobieta, której powierzono bezbronne dzieci i która cieszyła się ogromnym zaufaniem rodziny, popełniła tak straszną zbrodnię? Śledczy ustalili, że motywacją była głęboka zawiść, narastająca wściekłość z powodu problemów finansowych oraz chęć pomszczenia własnych niepowodzeń życiowych na matce dzieci.
Niepoczytalność czy zemsta?
Proces Yoselyn Ortegi przed Manhattan Supreme Court rozpoczął się dopiero 1 marca 2018 roku – ponad pięć lat po dokonaniu zbrodni. Długi czas oczekiwania wynikał z konieczności przeprowadzenia licznych ekspertyz medycznych, prób oceny zdolności oskarżonej do udziału w postępowaniu oraz skomplikowanych procedur prawnych.
Obrońcy Ortegi przyjęli jedyną możliwą linię obrony: niepoczytalność. Twierdzili, że w momencie popełniania czynu Ortega cierpiała na ciężką psychozę, słyszała głosy i „diabelskie nakazy”, przez co nie rozumiała natury swojego czynu i przestała dostrzegać granice między dobrem a złem. Biegli powołani przez obronę zeznawali o depresji i urojeniach kobiety.
Prokuratura zaprezentowała jednak zupełnie inny obraz oskarżonej. Prokuratorzy wykazali, że atak był zaplanowany. Ortega poczekała, aż Marina wyjdzie z domu z trzecim dzieckiem. Przygotowała noże kuchenne, wyłączyła światła i po cichu wykonała egzekucję na maluchach.
Wstrząsającym momentem procesu były zeznania samych rodziców. Marina Krim opowiedziała przed ławą przysięgłych o dramatycznym momencie odkrycia ciał dzieci w wannie. Zwracając się wprost do Ortegi, nazwała ją „złą i narcystyczną osobą”. Kevin Krim zeznawał o zniszczonym życiu i o tym, jak niania okłamała ich na temat swoich kwalifikacji i przeszłości.
Prokuratorzy udowodnili, że Ortega tuż przed morderstwem uporządkowała swoje sprawy: oddała list z dokumentami i pamiątkami swojej siostrze – to jednoznacznie wskazywało, że planowała zakończyć swoje życie po odebraniu życia dzieciom.
Gorzka sprawiedliwość
18 kwietnia 2018 roku, po ponad sześciu tygodniach rozpraw i dwudniowych naradach, ława przysięgłych podjęła jednomyślną decyzję. Przysięgli odrzucili wniosek o niepoczytalność i uznali Yoselyn Ortegę winną wszystkich stawianych jej zarzutów – w tym dwóch morderstw pierwszego stopnia.
14 maja 2018 roku sędzia Gregory Carro ogłosił wymiar kary. W swoim przemówieniu podkreślił wyjątkowe okrucieństwo czynu i brak jakiejkolwiek skruchy ze strony oskarżonej. Yoselyn Ortega została skazana na dwa następujące po sobie dożywocia bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe.
Sędzia Carro zaznaczył w uzasadnieniu, że Ortega spędzi resztę swoich dni w zakładzie karnym o maksymalnym rygorze, co „stanowi jedyną sprawiedliwą odpowiedź społeczeństwa na zniszczenie dwóch niewinnych istnień ludzkich”. Została osadzona w Bedford Hills Correctional Facility w stanie Nowy Jork.
Dla rodziny Krimów wyrok stanowił formalny koniec sądowej batalii, choć – jak podkreślali – żaden wyrok nie był w stanie przywrócić życia ich ukochanym dzieciom ani zredukować ogromu traumy.
„Prawo Lucii i Leo”
Tragedia rodziny Krimów wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami Nowego Jorku, ale i całą opinią publiczną na świecie. Rodzice Lucii i Leo postanowili przekuć swój niewyobrażalny ból w działanie, które przyniesie dobro innym dzieciom.
Niedługo po pogrzebie utworzyli fundację Lulu & Leo Fund, której celem stało się wspieranie rozwoju kreatywności, sztuki i ekspresji twórczej u dzieci z uboższych środowisk. W ramach fundacji stworzono program „Choose Creativity”, który uczy młodych ludzi czerpania siły z twórczości, budowania odporności psychicznej oraz radzenia sobie z trudnościami życiowymi. Marina i Kevin Krimowie w kolejnych latach powitali na świecie jeszcze dwójkę dzieci – synów Felixa i Linusa.
Tragedia doprowadziła również do istotnych zmian w nowojorskim prawie. W 2018 roku władze stanu Nowy Jork uchwaliły ustawę znaną jako „Lulu & Leo’s Law” (Prawo Lucii i Leo). Odtąd celowe wprowadzanie w błąd lub podawanie fałszywych informacji oraz referencji podczas ubiegania się o pracę w charakterze opiekuna do dzieci jest uznawane za przestępstwo. Ustawa ma na celu uszczelnienie systemu weryfikacji niań i ochronę innych rodzin przed zatrudnieniem osób nieodpowiedzialnych lub niemających faktycznych kwalifikacji.
Historia Lucii i Leo Krimów pozostaje w pamięci jako przypomnienie o tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie. Postawa Mariny i Kevina Krimów stała się natomiast symbolem niezwykłej godności, siły i miłości, która potrafiła znaleźć światło w samym środku największej ciemności.
Źródła
- https://en.wikipedia.org/wiki/Murder_of_the_Krim_siblings
- https://www.youtube.com/watch?v=2yXxIvuh4pw