17 ciosów nożem na Sonaty 6. Ta zbrodnia wstrząsnęła Polską

Zdzisław Beksiński uznawany jest za jednego z najwybitniejszych polskich artystów XX wieku. Jego surrealistyczno-ekspresjonistyczna sztuka, niepokojąca i katastroficzna, to mroczne tło opowieści o życiu Beksińskiego, serii rodzinnych tragedii, a także – o brutalnej zbrodni popełnionej w warszawskim mieszkaniu malarza, na Sonaty 6.
- Sanockie lata
- Artysta nieoczywisty
- Zmiany
- Ostatnia rodzina
- Samotność na Sonaty 6
- Mroźny lutowy dzień
- Śmierć katastrofisty
- Fatum?
Sanockie lata
Zdzisław Beksiński przyszedł na świat 24 lutego 1929 roku w Sanoku. Był jedynakiem. Dzieciństwo i młodość spędził w domu przy ulicy Jagiellońskiej – mieszkało tam pięć pokoleń rodu Beksińskich.
Zdzisław był dzieckiem inteligentnym, choć nie zawsze pokornym. Nie interesowały go schematy – dziś nazwano by go „wolnym duchem”. Kilka lat po zakończeniu II wojny światowej ukończył studia architektoniczne na krakowskiej Politechnice. Wybierając architekturę, poszedł w ślady swojego dziadka. Po dyplomie uzyskanym w 1952 roku, zgodnie z obowiązującym wówczas nakazem pracy, objął posadę inspektora procesów budowlanych.
W kolejnych latach Beksiński związał się z zakładem „Autosan” – sanocką fabryką autobusów, którą niegdyś zapoczątkował jego przodek. Obowiązki Zdzisława obejmowały między innymi opracowywanie wyglądu zewnętrznego nowych modeli autobusów oraz mniejszych pojazdów. Niewiele to miało wspólnego ze sztuką. Pracując w „Autosanie” Zdzisław rozwijał swoje zainteresowania artystyczne – oddawał się malarstwu, rysunkowi i fotografii.
Artysta nieoczywisty
Już w połowie lat 50. Zdzisław prezentował wyjątkowe fotografie. Chwycił też za pędzel. W 1957 roku powstała nieformalna grupa: Beksiński, Lewczyński, Schlabs, działająca aktywnie przez dwa lata. W tym zacnym gronie Zdzisław był tym, którego najbardziej ciągnęło do surrealizmu i ekspresjonizmu. Był zafascynowany francuskim surrealizmem jako nurtem fotograficznym i artystycznym, widział siebie także jako kontynuatora międzywojennej awangardy. Jednocześnie był na tyle odważny, by kwestionować to, co w sztuce uznawano za wartości nadrzędne.
W 1959 roku jego dzieła przedstawiono na III Wystawie sztuki nowoczesnej w warszawskiej „Zachęcie”, a rok później w Krakowie, w ramach przygotowanej z okazji Kongresu AICA. Momentem naprawdę przełomowym w karierze artystycznej Beksińskiego okazał się rok 1964, kiedy to jego prace zaprezentowano w stołecznej galerii Stara Pomarańczarnia. Pokaz wywołał pozytywny oddźwięk i przyczynił się do rosnącego zainteresowania sztuką artysty z Sanoka.
Druga połowa lat 60. to więcej turpizmu, grafika przesiąknięta erotyką i symbolami śmierci. Dzieła stawały się coraz bardziej niepokojące, malarza zaczęto postrzegać jako katastrofistę. W kolejnej dekadzie pojawiły się elementy wyrażające fascynację religią Dalekiego Wschodu. Prawdziwy rozkwit sławy Beksińskiego nastąpił jednak w latach 80., gdy zagraniczne środowiska kolekcjonerskie zaczęły intensywnie poszukiwać jego płócien. I to właśnie w tym okresie artysta wyraźnie korzystał z metody „fotografowania snów”. Jego późniejsze grafiki cyfrowe, choć interesujące, nie były już tak wielkim artystycznym fenomenem. Beksiński jednak niezmiennie fascynował – jako twórca i jako osobowość.

Zmiany
Jeszcze w czasach studenckich Zdzisław poznał studentkę filologii romańskiej, Zofię Stankiewicz. Pobrali się 30 kwietnia 1951 roku w Dynowie, rodzinnej miejscowości panny młodej. Ich małżeństwo okazało się trwałe, oparte na wzajemnym zrozumieniu i wsparciu. Magdalena Grzebałkowska, biografka Beksińskich, opisywała Zofię jako kobietę pozostającą w cieniu, będącą dla Zdzisława nie tylko żoną, muzą i podporą, ale także swego rodzaju łączniczką między nim – artystą, a światem zewnętrznym.
Tomasz Beksiński, ich jedyne dziecko, przyszedł na świat 26 listopada 1958 roku, siedem lat po ślubie rodziców. W tym czasie rodzina mieszkała jeszcze w Sanoku, w rodzinnym domu przy ulicy Jagiellońskiej.
Do Warszawy rodzina Beksińskich przeprowadziła się w 1977 roku, po decyzji władz miasta o rozbiórce ich domu. Zamieszkali na warszawskim Służewie przy ulicy Sonaty w mieszkaniu M-5. Wraz z małżeństwem przeprowadziły się również ich schorowane matki, które wymagały stałej opieki. Tomasz, który nie potrafił akceptować tak drastycznej życiowej zmiany, zamieszkał na ulicy Mozarta – bardzo blisko rodziców. Może nawet za blisko.
Ostatnia rodzina
Zdzisław nie był typowym ojcem. Miał pewne opory przed bliskością fizyczną. Nie można go jednak uznać za surowego czy wymagającego. Jego jedyny syn był wychowywany bez jakichkolwiek granic. W biografiach rodziny Beksińskich czytamy, że „Tomkowi wolno było wszystko”.
Rozpieszczany przez matkę i babki Tomasz Beksiński dorastał, obserwując przewijające się na obrazach ojca motywy apokalipsy, śmierci. Stopniowo rosła jego fascynacja śmiercią, co Zofię bardzo niepokoiło. Po przeprowadzce do Warszawy Tomasz mówił już wprost, że nienawidził swojego życia. Nie układało mu się z kobietami, długo nie potrafił znaleźć swojej pasji. Miał myśli samobójcze. Zdzisław wielokrotnie ratował syna w ostatniej chwili, nie pozwalając mu zrealizować autodestrukcyjnych planów. Rodzice żyli w nieustannym lęku o życie jedynaka.
Niewiele lepiej było, gdy Tomasz został popularnym dziennikarzem radiowym i tłumaczem kultowych filmów (m.in. Bonda i Monty Pythona). Zafascynował się wampirami, zakochał – w kobiecie, którą idealizował („nadkobieta”), a która nie dała sobie rady z jego demonami.
Gdy w 1995 roku lekarze zdiagnozowali u Zofii tętniaka aorty, Zdzisław poprosił syna, by nic nie próbował sobie zrobić. Przynajmniej dopóki matka była jeszcze z nimi.
Samotność na Sonaty 6
Starsze panie – Stanisława Stankiewicz i Stanisława Beksińska – którymi Zofia opiekowała się przez wiele lat z niezwykłym oddaniem, zmarły. Później sama Zofia zachorowała. Wprawdzie tętniaka aorty można było operować, ale nie zdecydowała się na operację. Wiedziała jednak, że musiała Zdzisława przygotować na życie bez niej. Czy wiedział chociażby jak uruchomić pralkę? Odeszła 22 września 1998 roku. Beksiński, który przez lata dokumentował życie swojej rodziny, sfilmował także swoją zmarłą żonę.
24 grudnia 1999 roku Tomasz Beksiński popełnił samobójstwo. Zdzisław znalazł ciało syna dopiero następnego dnia. W poruszającym liście artysta wyznał, że w pewien sposób czuł ulgę, że Zofia nie musiała tego przeżyć. „Chyba dobrze się stało, jak się stało. Chyba dobrze się stało, że umieramy w mojej rodzinie w takiej kolejności. Gdybym odszedł pierwszy, a teraz umarł Tomek, to dla Zosi byłoby to nieporównywalnie cięższe przeżycie niż dla mnie” – pisał ze zrozumieniem dla desperacji syna. Po śmierci żony i syna Zdzisław Beksiński został sam, w mieszkaniu pełnym wspomnień i duchów przeszłości. Od świata zewnętrznego odgradzały go podwójne drzwi. Bo Zdzisław czegoś się bał. Czy miał jakieś przeczucie?
Mroźny lutowy dzień
Krzysztof Kupiec zaglądał na Sonaty 6, gdy trzeba było coś naprawić, w czymś pomóc. Beksiński miał do Krzysztofa zaufanie.
Nastoletni Robert często pomagał ojcu, gdy ten przyjeżdżał do Beksińskiego. Chłopak doskonale znał układ mieszkania artysty, wiedział o nawykach starszego pana, o podwójnych drzwiach.
Kiedy Robert poprosił Beksińskiego o pożyczkę – zamierzał spłacić dług zaciągnięty w dyskotece u miejscowych bandytów – usłyszał odmowę. Malarz postanowił zadzwonić do ojca chłopaka i poinformować go o sytuacji. Nie dodzwonił się.
21 lutego Robert nie przyszedł na Sonaty 6 sam. Zabrał ze sobą 16-letniego kuzyna, Łukasza. Nie wiadomo, jak dokładnie potoczyły się wydarzenia. Nie jest też jasne, czy o pożyczkę chłopak prosił wcześniej, a na 21 lutego zaplanował zemstę, czy też działał w złości po świeżej odmowie. Wiele razy zmieniał zeznania. Pewne jest tylko jedno – zadał siedemnaście ciosów nożem bezbronnemu starszemu mężczyźnie. Zdzisław Beksiński został zamordowany w nocy z 21 na 22 lutego 2005 roku, zaledwie trzy dni przed swoimi 76 urodzinami. Dom artysty stał się sceną brutalnej zbrodni. Siedemnaście ciosów nożem – każdy z nich był wyrazem furii 19-letniego chłopaka.
Po dokonaniu morderstwa Robert i Łukasz ukradli dwa aparaty fotograficzne i kilka płyt CD. Tyle. Próbowali zatrzeć ślady, wycierając krew z podłogi. Ciało Beksińskiego przeciągnęli na balkon. Opuścili mieszkanie przy Sonaty i zamknęli za sobą drzwi.

Śmierć katastrofisty
Ciało Beksińskiego zostało odkryte 22 lutego. Krzysztof zauważył nieodebrane połączenia od malarza z poprzedniego wieczoru. Beksiński próbował zadzwonić do niego około godziny 22:00, najprawdopodobniej w momencie, gdy Robert domagał się pieniędzy. Krzysztof akurat był w wannie i nie odebrał. Później, zaniepokojony, próbował oddzwonić – bezskutecznie. Powiadomił rodzinę Beksińskiego i sam pojechał na Sonaty 6. Drzwi mieszkania były zamknięte od zewnątrz – sprawcy zamknęli je kluczem. Krzysztof wraz ze szwagrem Beksińskiego musieli wybić dziurę w ścianie, by dostać się do środka. Szukali Zdzisława wszędzie. Wreszcie znaleźli na balkonie.
Policja szybko ustaliła tożsamość sprawców – ślady prowadziły wprost do Roberta Kupca i jego kuzyna. Obaj zostali aresztowani parę dni po morderstwie. Robert przyznał się do winy podczas przesłuchania.
Proces trwał ponad półtora roku. W listopadzie 2006 roku warszawski Sąd Okręgowy skazał Roberta Kupca na 25 lat więzienia, a Łukasza na 5 lat. Wyrok został później utrzymany w mocy przez Sąd Apelacyjny. Zdaniem wielu kara była zbyt łagodna.

Fatum?
Malarz Edward Dwurnik powiedział później, że po usłyszeniu o śmierci Beksińskiego pomyślał, że to „jakiś makabryczny żart, tak bardzo zabójstwo nożem pasowało do mrocznej aury jego twórczości”. To nie był żart.
Pogrzeb Zdzisława Beksińskiego odbył się 8 marca 2005 roku w Sanoku. Miasto ogłosiło oficjalny dzień żałoby. Artysta spoczął w rodzinnym grobowcu – obok Zofii, Tomasza, rodziców i dziadków.
Sprawa wstrząsnęła Polską. Media rozpisywały się o bestialskim zabójstwie jednego z najgenialniejszych artystów. Wracano do historii rodziny Beksińskich: samobójstwo syna, mroczne obrazy, ateizm artysty. „Przeklęta rodzina” – pisały tabloidy. Niektórzy obwiniali sztukę, snuli teorie o zaburzeniach psychicznych, które ściągały na Beksińskich kolejne nieszczęścia.
Słowo „fatum” w kontekście Beksińskich pojawia się nadzwyczaj często. Sceptycy zwracali jednak uwagę, że osobno żadna z rodzinnych tragedii nie była niczym nadzwyczajnym. Magdalena Grzebałkowska przyznała: „Bo myślałam, jak chyba wszyscy, że nad rodziną Beksińskich wisiało jakieś fatum. Tymczasem okazało się, że żadnego fatum nie było i musiałam to odrzucić. Wtedy przestałam się zajmować mistyką, a zajęłam się prawdziwym życiem Beksińskich”.
Choroba i odmowa operacji? Zdarza się. Samobójstwo osoby z problemami psychicznymi? Smutne, ale nie nadprzyrodzone. Zabójstwo w wyniku odmowy pożyczki? Brutalne, ale życie zna takie przypadki. Tyle, że na tle katastroficznej, pełnej pesymizmu i niepokojącej sztuki Zdzisława, kumulacja dramatów doprowadziła do powstania mitu. A ludzie kochają mity – zwłaszcza te mroczne. Może właśnie dlatego historia Beksińskich fascynuje do dziś.
Zabójstwo Zdzisława Beksińskiego budzi złość. Nikłą, ale jednak pewną pociechą jest to, że śmierć od ciosów zadanych nożem nie przyćmiła życia ani twórczości artysty – odwrotnie niż w przypadku brutalnie zamordowanej kilka lat wcześniej plastyczki Teresy Roszkowskiej.
Historię Zdzisława Beksińskiego i jego bliskich można zobaczyć w znakomitym filmie „Ostatnia rodzina” w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego. Malarza zagrał Andrzej Seweryn, z niezwykłym wyczuciem ukazujący złożoność Beksińskiego – pogodnego gawędziarza, filozofa-pragmatyka, ojca nagrywającego sceny z życia rodzinnego i artysty „fotografującego sny”.
Źródła
- https://historykon.pl/21-lutego-2005-roku-zostal-zamordowany-malarz-zdzislaw-beksinski/
- https://www.se.pl/warszawa/malowal-zeby-oswoic-smierc-zginal-od-17-ciosow-minelo-18-lat-od-zamordowania-artysty-zdzislawa-beksinskiego-w-bloku-na-mokotowie-aa-9tEc-6onv-aJPU.html
- https://trojka.polskieradio.pl/artykul/1052500,beksinscy-okiem-magdaleny-grzebalkowskiej-tez-myslalam-ze-to-fatum
- https://culture.pl/pl/tworca/zdzislaw-beksinski
- https://historia.dorzeczy.pl/historia-wspolczesna/554673/beksinski-zycie-tworczosc-obrazy.html
- https://en.wikipedia.org/wiki/Zdzis%C5%82aw_Beksi%C5%84ski
- https://viva.pl/ludzie/niezwykle-historie/zdzislaw-beksinski-tomasz-beksinski-relacje-z-ojcem-zycie-prywatne-smierc-rodzina-142708-r1/