19-latek rozmawiał z rodzicami przez telefon. Nagle krzyknął „O, cholera!” i zniknął bez śladu

Okolice Taunton, Minnesota, 14 maja 2008, noc. Samochód studenta, Brandona Swansona, ląduje w rowie. Chłopakowi nic się nie stało – ale auto utknęło i ani drgnie. Dziewiętnastolatek wysiada i sięga po komórkę. Dzwoni do rodziców. To będzie ostatnia rozmowa, jaką ktokolwiek z nim przeprowadzi.
Brandon
Brandon Victor Swanson urodził się 30 stycznia 1989 roku dorastał w Marshall, niewielkim mieście w hrabstwie Lyon w południowo-zachodniej Minnesocie, w rodzinie Briana i Annette Swansonów. W 2007 roku ukończył Marshall High School, a wiosną 2008 kończył właśnie pierwszy rok studiów w Minnesota West Community and Technical College. Uchodził za odpowiedzialnego, opanowanego i towarzyskiego młodego mężczyznę.
Wieczorem 13 maja 2008 roku Brandon był na imprezie w pobliskim Canby, na kampusie Minnesota West Community and Technical College. Spotkał się tam ze znajomymi, by świętować zakończenie semestru wiosennego. Późną nocą wsiadł do swojego chevroleta lumina i ruszył w stronę domu – trasą, którą pokonywał wielokrotnie.

Samochód w rowie
Przed drugą nad ranem chłopak wjechał samochodem do rowu. Nie odniósł żadnych obrażeń, ale nie był w stanie ruszyć samochodu. Wysiadł i zadzwonił do rodziców z telefonu komórkowego, prosząc, żeby po niego przyjechali. Nie mając pewności co do swojej dokładnej lokalizacji, powiedział im, że prawdopodobnie był w pobliżu Lynd.
Annette i Brian Swansonowie wsiedli do pickupa i pojechali tam, gdzie – jak sądzili – ich syn przebywał. Utrzymywali z nim kontakt telefoniczny w sumie przez 47 minut, pomimo sporadycznych rozłączeń i przerw.
Brandon został przy samochodzie i próbował dać rodzicom znać, migając światłami, ale nic nie widzieli, podobnie jak on. Brandon w końcu się poddał i powiedział rodzicom, że zostawia samochód i idzie w kierunku świateł, które widział – wierzył, że był w pobliżu Lynd, około 11 km na południowy zachód od Marshall. Kazał ojcu udać się na parking lokalnego baru i tam na niego poczekać. Brian ruszył w tamtą stronę, rozmawiając przy tym z synem.
Ostatnia rozmowa
To, co wydarzyło się między telefonem a zniknięciem Brandona, znamy wyłącznie z relacji jego rodziców – bo to oni pozostawali z nim na linii przez kolejne czterdzieści siedem minut.
W miarę jak mijał czas, a poszukiwania nie przynosiły efektu, w rozmowie narastała frustracja z obu stron. W pewnym momencie Annette nawet się rozłączyła, choć natychmiast oddzwoniła i przeprosiła syna.
Brandon – idąc do, jak sądził, Lynd – opisywał ojcu, że mija ogrodzenia i słyszy w pobliżu wodę. Wkrótce po 2:30 w nocy, czterdzieści siedem minut od rozpoczęcia rozmowy, nagle przerwał sam sobie i krzyknął: „O, cholera!”. Potem zapadła cisza. Rodzice próbowali oddzwaniać wielokrotnie. Nikt nigdy więcej nie odebrał.
Poszukiwania
O 6:30 rano Swansonowie zgłosili zaginięcie syna na policję. Napotkali reakcję, która później stała się jednym z najbardziej krytykowanych elementów całej sprawy: funkcjonariusze mieli stwierdzić, że dziewiętnastolatek „ma prawo zaginąć na własne życzenie”, i sugerowali, by rodzina poczekała, zanim sprawa zostanie potraktowana poważnie – bo ich zdaniem „nie było to wcale nietypowe zachowanie dla mężczyzny w tym wieku”. Dopiero później tego samego dnia władze przyłączyły się do poszukiwań.
Gdy odnaleziono samochód – w rowie w hrabstwie Lyon, tuż przy granicy z Lincoln, niedaleko Taunton – do akcji weszły psy tropiące. Ich trop prowadził przez pola i żwirowe drogi, aż do brzegu rzeki Yellow Medicine – w miejscu, gdzie tamtej nocy woda była wysoka i wartka, miejscami sięgająca zaledwie do kolan, a miejscami nawet 4,5 metra głębokości. Jeden z psów w pewnym momencie wskoczył do rzeki i z niej wyszedł, co część śledczych zinterpretowała jako sygnał, że Brandon mógł wpaść do wody, ale zdołał się z niej wydostać i szedł dalej – trop urywał się bowiem nie w samej rzece, lecz przy żwirowej drodze biegnącej wzdłuż granicy hrabstw.
Przez kolejne tygodnie i miesiące teren przeczesywały setki wolontariuszy, funkcjonariuszy i grup poszukiwawczych – pieszo, konno, quadami, z użyciem łodzi Departamentu Zasobów Naturalnych Minnesoty i śmigłowców. Przeszukano rzekę Yellow Medicine, a później także pobliski Mud Creek. Nie odnaleziono żadnego śladu – ani ciała, ani ubrania, ani telefonu, ani żadnej rzeczy osobistej. Co ciekawe, jak ustalili śledczy, telefon Brandona miał pozostawać włączony jeszcze przez dwa dni po zniknięciu – analitycy szybko doszli do wniosku, że telefon na pewno nie został zalany wodą. To jeden z faktów, które później podważyły najpopularniejszą teorię – mówiącą o utonięciu.
Gdy operator komórkowy udostępnił śledczym dane logowań do nadajników, okazało się, dlaczego poszukiwania w okolicach Lynd nie mogły się powieść: telefon Brandona logował się do wież w rejonie miejscowości Porter i Taunton – jakieś 40 kilometrów dalej i to w zupełnie innym kierunku. To pokrywa się z miejscem znalezienia samochodu. Szeryf hrabstwa Lincoln, Jack Vizecky, opisywał później stacji CNN, w jakiej pozycji stał pojazd: „Samochód stał przy zjeździe na pole, zaklinowany. To dość ostre wzniesienie, nic wielkiego, ale wystarczające, żeby auto się zablokowało – koła były zbyt wysoko nad ziemią, żeby złapać przyczepność”. Na aucie nie było żadnych widocznych uszkodzeń ani śladów wskazujących, że Brandon mógł odnieść obrażenia. Pytanie tylko: gdzie był Brandon?
Wiadomo, że na imprezie chłopak pił alkohol – nie był tak pijany, że nie mógł rozmawiać przez telefon, ale śledczy uważają, że procenty mogły wpłynąć na jego orientację.
Teorie
Żadna z hipotez, jakie od 2008 roku stawiali śledczy, dziennikarze i sama rodzina, nie wyjaśnia sprawy w pełni.
Teoria utonięcia w rzece Yellow Medicine była pierwszą i najdłużej dominującą wersją –wspierał ją trop psów kończący się przy brzegu. Z czasem jednak zaczęła się kruszyć: gdyby Brandon utonął w tamtym miejscu, jego ciało powinno było w końcu wypłynąć w dole rzeki – tak przynajmniej uważali śledczy. Sam szeryf Vizecky przyznawał w rozmowie z CNN, że śledczy nie są przekonani co do tej wersji. Nie była przekonana również matka chłopaka.
Rozważano też inne scenariusze. Jednym z nich była ucieczka z domu – tę wersję odrzucono niemal od razu – przecież Brandon robił, co mógł, by ułatwić rodzicom odnalezienie go i wcale nie chciał zniknąć. Gdyby zamierzał zniknąć, jakoś by się do tego przygotował, nie dzwoniłby do rodziców, sprawa miałaby zupełnie inny przebieg. Kolejna teoria to załamanie psychiczne – ale nic we wcześniejszym zachowaniu Brandona na to nie wskazywało. Przestępstwo z udziałem osób trzecich – to brzmiało o wiele bardziej wiarygodnie. Brano pod uwagę także śmierć z wychłodzenia – tamtej nocy temperatura spadła poniżej 4 stopni Celsjusza, a Brandon był ubrany jedynie w dżinsy i koszulkę.
Rebecca Klein, studentka psychologii w College of Saint Benedict, w ramach pracy zaliczeniowej przygotowanej pod kierunkiem doktora Aubreya Immelmana z St. John’s University i College of Saint Benedict w Minnesocie, zastosowała do sprawy metodę tak zwanej równoważnej analizy osoby zaginionej (equivocal missing person analysis) – technikę używaną zwykle wtedy, gdy okoliczności śmierci są niejasne, a śledczy muszą zrekonstruować psychologiczny i behawioralny kontekst sprawy. Żadna z wersji, do których doszła, nie pasowała w pełni do faktów.
Wydźwięk
Sprawa Brandona Swansona pozostaje otwarta do dziś – bez ciała, bez podejrzanych, bez odpowiedzi. Rodzina nigdy nie przestała szukać. Przez lata przemierzała okoliczne pola, rozmawiała z jasnowidzami, organizowała kolejne akcje poszukiwawcze i starała się, by media nie straciły zainteresowania sprawą.
To właśnie z bólu i frustracji Briana i Annette Swansonów, wywołanej pierwszą reakcją policji narodziła się realna zmiana w prawie. Para lobbowała w legislaturze stanowej, by wyeliminować przepis pozwalający funkcjonariuszom zwlekać ze zgłoszeniem zaginięcia osoby dorosłej. W 2009 roku Minnesota uchwaliła Brandon’s Law (Prawo Brandona), zobowiązujące policję do niezwłocznego przyjęcia zgłoszenia i wszczęcia wstępnego dochodzenia w sprawie zaginięcia, niezależnie od wieku zaginionego. Ustawę przygotował radny stanowy Marty Seifert, a głosowanie w Izbie Reprezentantów przeszło 134:0. To znakomicie pokazuje skalę lokalnego poparcia dla sprawy.
Lata później Annette Swanson opisywała dziennikarzom stan, w jakim żyje jej rodzina, terminem „niejednoznacznej straty” (ambiguous loss). Mówiła: „Nazywają to niejednoznaczną stratą. To taki stan w życiu – w naszym przypadku strata syna – bez wiedzy, co się właściwie stało. To niezwykle trudne. Ciężko się z tym zmierzyć i to zaakceptować. Myślę, że ojciec Brandona, ja i jego siostra jakoś nauczyliśmy się żyć w tej szarej strefie”.
Źródła
- https://en.wikipedia.org/wiki/Disappearance_of_Brandon_Swanson
- https://www.youtube.com/watch?v=BsqFtzfzO4A