Najbardziej niewygodna tajemnica Watykanu. Co stało się z 15 letnią dziewczyną?

Rzym, 22 czerwca 1983 roku. Gdy 15-letnia Emanuela Orlandi wychodzi z domu, nie wie, że nigdy już nie przekroczy progu rodzinnego mieszkania. Kilka godzin później zniknie bez śladu w samym centrum Rzymu, a jej brat zostanie z poczuciem winy. Od ponad 40 lat wszystkie tropy prowadzą w jedno miejsce – za mury najmniejszego państwa świata. Miejsce, które miało być jej domem, może okazać się sceną zbrodni.
- Dziecko Watykanu
- Ostatni zwyczajny dzień
- Papież wie coś, czego nie wie policja?
- „Amerykanin”
- Pralnia pieniędzy?
- Tajemnica powtarzana szeptem
- Poszukiwania w grobach
- Czterdzieści lat milczenia
- „Zdradzili mnie ci, którym służyłem”
Dziecko Watykanu
Emanuela Orlandi przyszła na świat 14 stycznia 1968 roku jako czwarte z pięciorga dzieci Ercole i Marii Orlandi. Była jedną z nielicznych świeckich obywatelek Watykanu – ekskluzywnego klubu liczącego zaledwie 800 osób. Jej rodzina służyła Stolicy Apostolskiej przez ponad sto lat i podczas pontyfikatów siedmiu papieży.
Ojciec Emanueli, Ercole, był jednym z mężczyzn noszących papieża w lektyce – sedia gestatoria. Gdy ten archaiczny zwyczaj zlikwidowano, pan Orlandi zajął się dostarczaniem osobistej korespondencji Jana Pawła II. Wraz z rodziną mieszkał w apartamencie tuż obok placu Świętego Piotra, a ogrody watykańskie były dla dzieci placem zabaw. Papież Jan Paweł II wielokrotnie zatrzymywał się na pogawędkę z Emanuelą i jej rodzeństwem.
Emanuela była uzdolniona muzycznie. Trzy razy w tygodniu jeździła na lekcje gry na flecie do rzymskiej szkoły Tommaso Ludovico Da Victoria przy Piazza Sant’Apollinare. Należała też do chóru kościoła Sant’Anna dei Palafrenieri w Watykanie. Wyrastała na zwyczajną nastolatkę – w 1983 roku była w drugiej klasie liceum, nie lubiła nosić okularów mimo astygmatyzmu, śpiewała, grała na flecie.

Ostatni zwyczajny dzień
22 czerwca 1983 roku. Środa. Emanuela ma lekcję muzyki. Jest spóźniona, bardzo się spieszy. Prosi brata, Pietro, o podwózkę skuterem, ale ten jest umówiony z koleżanką. Odmawia.
„Pamiętam dokładnie ten moment. Miała długie włosy, zawsze, kiedy się odwracała, przerzucała je na drugie ramię, wtedy też tak zrobiła” – będzie potem wspominał Pietro w wywiadzie dla Sky TG24. Wspomnienie będzie go prześladować przez następne cztery dekady.
Przed lekcją Emanuela dzwoni do siostry. Opowiada o dziwnej propozycji – jakiś mężczyzna zaczepił ją i zaproponował pracę przy sprzedaży kosmetyków Avon. Podobno można nieźle na tym zarobić. Siostra radzi ostrożność. To ostatnia rozmowa z rodziną.
Po zajęciach, około 18:30, Emanuela idzie na przystanek autobusowy razem z koleżankami. Autobus jest zatłoczony. Dziewczyna się cofa. Po chwili koleżanki widzą, jak 15-latka wsiada do czarnego BMW. I znika.
Gdy bramy Watykanu zamykają się o północy, a Emanueli wciąż nie ma, rodzina zaczyna się niepokoić. To nie w jej stylu. Pietro objeżdża na skuterze cały Rzym. Nigdzie nie ma śladu siostry. Policja bagatelizuje sprawę – to nastolatka, pewnie spędza czas z przyjaciółmi, niedługo wróci.
Nie wróci nigdy.
Papież wie coś, czego nie wie policja?
3 lipca 1983 roku, niedziela. Prawie dwa tygodnie po zaginięciu. Jan Paweł II, Polak, który niespełna dwa lata wcześniej ledwo przeżył zamach na placu Świętego Piotra, zwraca się do wiernych podczas modlitwy Anioł Pański.
Wyraża głębokie współczucie rodzinie Orlandi, „nie tracąc jednocześnie nadziei i wiary w człowieczeństwo osób, które za to odpowiadają”.
Ta wypowiedź wywołuje poruszenie. Papież mówi o „osobach, które za to odpowiadają”. O porwaniu. Ale policja nie ma żadnych dowodów na uprowadzenie. Wręcz przeciwnie – prowadzi śledztwo zakładając, że nastolatka uciekła z domu.
Co papież wie? Skąd wie?
A Jan Paweł II mówi dalej: „Istnieje terroryzm międzynarodowy, a sprawa Emanueli jest, niestety, właśnie jego przykładem”.
Terroryzm międzynarodowy? Co to mogło mieć wspólnego z losem córki watykańskiego urzędnika?
„Amerykanin”
Po apelu papieża zaczyna się horror. Do rodziny Orlandi dzwoni tajemniczy mężczyzna z amerykańskim akcentem. Nazywany później „Amerykaninem” lub „duchem amerykańskim”, jest niezwykle dobrze poinformowany. Wie o flecie, o okularach, o tym, że Emanuela ma śpiewać na zakończeniu roku szkolnego.
13 lipca – kolejny telefon. Tym razem „Amerykanin” przedstawia konkretne żądanie: uwolnić Mehmeta Ali Agcę – Turka skazanego na dożywocie za przeprowadzenie zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 roku.
„Nos hemos llevado a la ciudadana Emanuela Orlandi solo por pertenecer al Estado del Vaticano” – zagroził głos na nagraniu. „Wzięliśmy obywatelkę Emanuelę Orlandi tylko dlatego, że należy do Państwa Watykańskiego”.
17 lipca pojawia się kaseta magnetofonowa. Słychać na niej głos dziewczyny: „Jestem uczennicą liceum, w przyszłym roku idę do trzeciej klasy”. To jedyny rzekomy dowód, że Emanuela żyje. Ale eksperci nigdy nie potwierdzili w 100%, czy to naprawdę jej głos.
Czy to rzeczywiście była Emanuela? A jeśli tak – czy jeszcze wtedy żyła, czy to było nagranie zrobione przed śmiercią?
We wrześniu 1983 roku w koszu na śmieci przy bramie watykańskiej znajdują się kolejne materiały – kaseta i odręczna notatka. „Amerykanin” tym razem sugeruje, że dziewczyna nie żyje.
Pralnia pieniędzy?
Enrico De Pedis, pseudonim Renatino. Przywódca Banda della Magliana – rzymskiej organizacji mafijnej terroryzującej włoską stolicę w latach 80. Człowiek powiązany z Watykanem przez Bank Ambrosiano i jego prezesa Roberto Calviego, znalezionego martwego pod mostem Blackfriars w Londynie w czerwcu 1982 roku – rok przed zaginięciem Emanueli.
Hipoteza jest prosta i przerażająca: Watykan prał przez Bank Ambrosiano brudne pieniądze mafii. Te środki miały wspierać polski Związek Zawodowy „Solidarność” i walkę z komunizmem. Gdy bank upadł, pieniądze przepadły. Mafia chciała je odzyskać. A co może wymóc na Watykanie większą presję niż uprowadzenie choćby córki watykańskiego urzędnika?
Strażnik miejski zeznał, że widział Emanuelę wsiadającą do ciemnego BMW. Kierowca przypominał Enrica De Pedisa. Ale policja nigdy nie podjęła tego tropu – Renatino był wtedy zbiegiem w ukryciu.
Gdy De Pedis został zastrzelony w 1990 roku, pochowano go w bazylice Sant’Apollinare – tej samej, obok której była szkoła muzyczna Emanueli. To miejsce zarezerwowane dla dygnitarzy kościelnych. Dlaczego gangster dostąpił takiego zaszczytu? „Za życia miał wyświadczyć wielką przysługę kardynałowi Poletti” – spekulowali dziennikarze.
W 2005 roku anonimowy informator dzwoni do telewizji: „Rozwiązanie zagadki znajduje się w sarkofagu De Pedisa”. W 2012 roku grób zostaje otwarty. Nie ma w nim śladu Emanueli.
Tajemnica powtarzana szeptem
Jest jeszcze trzecia teoria. Najbardziej niepokojąca. Najbardziej wstydliwa dla Kościoła.
Koleżanka Emanueli z dzieciństwa, która przez lata bała się mówić, w końcu przerywa milczenie przed kamerami Netflixa. Tydzień przed zaginięciem Emanuela zwierzyła się jej, że „naprzykrzała jej się” osoba „bardzo bliska papieżowi”. To „naprzykrzanie się” miało być po prostu molestowaniem seksualnym.
Ojciec Gabriele Amorth, oficjalny egzorcysta Watykanu, w maju 2012 roku powiedział wprost: „Emanuela została porwana przez Żandarmerię Watykańską do udziału w grupowych aktach seksualnych”.
Vincenzo Calcara, członek Cosa Nostra, zeznał: „Emanuela nie żyje. Po zaginięciu bawiła się na orgii u jednego z duchownych. Tam zażywano też narkotyki. Dziewczyna miała umrzeć przypadkowo i zostać pochowana na terenie Watykanu”.
To pasuje do schematu, który znamy z tysięcy przypadków pedofilii w Kościele katolickim. Systematyczne tuszowanie. Kultura milczenia. Ochrona sprawców.
„W Watykanie było trzech, czterech kardynałów, którzy składali oferty seksualne dziewczętom i chłopcom” – twierdzi Pietro Orlandi. I jest przekonany, że Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek mieli wiedzę na ten temat i ukryli ją przed śledczymi.
Poszukiwania w grobach
Przez dekady ciała Emanueli szukano wszędzie.
2005: grób Enrica De Pedisa w bazylice Sant'Apollinare – nic.
2018: szczątki młodej kobiety w podziemiach nuncjatury apostolskiej w Rzymie – to nie Emanuela.
2019: dwa groby na cmentarzu Campo Santo Teutonico w Watykanie, gdzie rzekomo miała spoczywać – otwarto grobowce niemieckich księżniczek. Nic. Ale odkryto coś jeszcze bardziej niepokojącego – tysiące ludzkich kości w podziemiach. To szczątki nigdy nie skatalogowane, nie zidentyfikowane.
Emanuela mogła być tam, rozłożona na molekuły, zmieszana z setkami innych szczątków, nie do odnalezienia.
Czterdzieści lat milczenia
Dziś Pietro Orlandi to już starszy pan. Mocno szpakowate włosy. Twarz zmęczonego człowieka, który poświęcił życie na szukanie odpowiedzi. „Watykan zna prawdę, tylko nie chce ujawnić, co stało się z moją siostrą” – powtarza od lat.
W 2013 roku, krótko po wyborze papieża Franciszka, Pietro spotkał go na mszy w kościele Sant’Anna. To, co usłyszał, zamroziło mu krew w żyłach. „Emanuela jest w niebie” – powiedział papież. Nie „odnajdzie się”. Nie „módlmy się o jej powrót”. „Jest w niebie". Martwa.
„To był delikatny sposób powiedzenia, że Emanuela nie żyje” – interpretuje Pietro. „Jeśli papież, jako głowa państwa, mówi że Emanuela jest martwa, to znaczy, że wie coś więcej niż rodzina”. Ale czy akurat to nie jest pewną nadinterpretacją? Niestety, po tylu latach bezskutecznych poszukiwań, podobne stwierdzenie może być przejawem trzeźwego realizmu i nieudolnym pocieszeniem. Chociaż…
W 2023 roku Watykan niespodziewanie potwierdził, że ma teczkę dotyczącą sprawy Emanueli Orlandi. Przez lata zaprzeczali, że podobne dokumenty w ogóle istnieją. „Gdzie przez te lata była ta teczka? Kto ją ukrywał?” – pytała prawniczka rodziny, Laura Sgrò.
Watykan odmówił współpracy przy serialu Netflixa „Dziewczyna z Watykanu: Zaginięcie Emanueli Orlandi”, który w 2022 roku przypomniał światu tę historię. Śledztwo w sprawie zaginięcia Watykan oficjalnie zamknął w 2020 roku, by po premierze dokumentu Netflixa i wobec rosnącej presji ze strony opinii publicznej wznowić dochodzenie w 2023 roku. Czy wyłącznie z powodu nacisków? Aby uwolnić się od podejrzeń? A może mając nadzieję na rozwiązanie zagadki i definitywne zamknięcie niechlubnego rozdziału?
„Zdradzili mnie ci, którym służyłem”
Mehmet Ali Agca, zamachowiec, który strzelał do Jana Pawła II, przez lata wysyłał listy do Pietro Orlandiego. Zmienia wersje jak rękawiczki. Raz twierdzi, że Emanuela żyje w klasztorze. Potem, że została porwana przez loże masońską P2. Później – że to była operacja watykańskich służb specjalnych.
„To są jego prawdy i nie mogę powiedzieć, nie mając żadnego potwierdzenia ani dowodu, czy są wiarygodne czy niewiarygodne” – komentuje zmęczony Pietro. „Jedyne, w czym się z nim zgadzam, to że motyw porwania Emanueli pochodzi z wnętrza Watykanu”.
Matka Emanueli, Maria, ma dziś 92 lata. Prawdopodobnie nigdy nie złoży kwiatów na grobie córki. Ojciec, Ercole, zmarł w 2004 roku w wieku 74 lat, miesiąc po wymianie zastawki serca. Przed śmiercią powiedział: „Mi hanno tradito coloro che ho servito” – „Zdradzili mnie ci, którym służyłem”.
Czy Emanuela Orlandi żyje? Wszystko wskazuje na to, że nie. Czy kiedykolwiek poznamy prawdę? Czy Kościół, który przez dekady tuszował tysiące przypadków pedofilii, który chronił przestępców i oskarżał ofiary, przyznałby się do zbrodni na 15-letniej dziewczynce?
Pietro Orlandi dalej walczy. „Nigdy nie przestanę dążyć do prawdy” – mówi. Ale już wie, że matka nie doczeka się odpowiedzi. Że może i on nie doczeka.
Emanuela Orlandi mogłaby dziś mieć własną rodzinę, dzieci, wnuki. Mogłaby grać na flecie, śpiewać w chórze. Zamiast tego jest symbolem jednej z największych tajemnic XX wieku. Jedną z tych tajemnic, którą najważniejsi ludzie Watykanu zabrali do grobu.
„Wszystkie hipotezy zawierają jeden wspólny element – Watykan” – podsumowuje Pietro Orlandi. I udział Stolicy Apostolskiej w tragedii rodziny Orlandi nie budzi wątpliwości.
Źródła
- https://kobieta.interia.pl/zycie-i-styl/news-zaginiecie-nastolatki-z-watykanu-gdzie-jest-emanuela-orlandi,nId,5838432
- https://en.wikipedia.org/wiki/Disappearance_of_Emanuela_Orlandi
- https://www.youtube.com/watch?v=GKW-mt3B3uY