Wszyscy uwierzyli w wersję męża. Tylko jedna osoba powiedziała: „coś tu nie gra”

Cleveland, Tennessee. Spokojne miasteczko, gdzie każdy zna każdego, ludzie chodzą do kościoła w niedziele i witają się na ulicy. „Miasto z duszą” – tak mówią mieszkańcy. To jedno z tych miejsc, gdzie nic złego nie powinno się wydarzyć. I znów trzeba napisać: „A jednak…”. W czerwcu 2009 roku Marsha Brantley, mieszkanka Cleveland, zniknęła bez śladu. Nikt nie zgłosił jej zaginięcia przez pięć miesięcy. Ani mąż, ani krewni, ani przyjaciele. Jedynie fryzjerka zauważyła, że coś było nie tak…
- Dziewczyna z Illinois
- Facet na rowerze
- Kiedy wszystko się sypie
- Pierwszy sygnał alarmowy
- Zniknięcie
- Wreszcie ktoś zwrócił uwagę
- Gdzie jest Marsha?
- Sąd
- Zagadka
- Ci, którzy pamiętają
Dziewczyna z Illinois
Marsha Ellen Rader przyszła na świat 28 lutego 1959 roku w Illinois. Dorastała jako jedynaczka. Kochała zwierzęta. Regularnie pomagała w lokalnym schronisku dla bezdomnych psów i kotów. Uwielbiała też spędzać czas na świeżym powietrzu – chodziła po górach, jeździła na camping. Miała kampera zaparkowanego w Townsend, dokąd uciekała, gdy potrzebowała samotności.
Marsha miała plany. Chciała zostać pisarką, ale marzyła także o założeniu rodziny. Jednak W wieku czterdziestu lat była singielką. Zdecydowała się spróbować szczęścia w Internecie.
Facet na rowerze
W 1999 roku, na jednym z portali randkowych, Marsha natrafiła na profil mężczyzny o imieniu Donnie. Donnie Brantley był rozwodnikiem, ojcem nastoletniej córki Elise. Pracował jako handlowiec, był zapalonym kolarzem, który spędzał każdą wolną chwilę na rowerze. Podobno miał w sobie coś, co przyciągało kobiety – pewność siebie, charyzmę, urok.
Po wymianie maili spotkali się w realu. Zaiskrzyło. Marsha widziała w Donniem bratną duszę. Oboje kochali sport, oboje cenili naturę. Nie szukali skomplikowanych relacji, pragnęli po prostu kogoś, z kim mogliby się zestarzeć.
31 marca 2000 roku pobrali się. Zamieszkali w Cleveland w Tennessee. Rodzice wybudowali dla córki dom, w którym miała rozpocząć nowy rozdział.
Marsha dostała też pracę na Lee University w Cleveland. Była odpowiedzialna za przydzielanie pokoi studentom dojeżdżającym, organizację przestrzeni mieszkalnej, rozwiązywanie konfliktów. Współpracownicy cenili ją za profesjonalizm i empatię. Doktor Carolyn Dirksen, która znała Marshę osobiście, wspominała: „Była wspaniałą młodą administratorką. Pracowała na swoją pozycję w dziale spraw studenckich. Była bardzo kreatywna”.
Kiedy wszystko się sypie
Koniec 2000 roku był dla młodej mężatki okresem niezwykle trudnym. W listopadzie zmarła na raka jej matka. Dokładnie miesiąc później odszedł ojciec, również z powodu raka. Rodzice byli jej najlepszymi przyjaciółmi. Ich śmierć w odstępie kilku tygodni złamała Marshę. Wpadła w depresję, z której długo się nie mogła wydostać. Elise Brantley, pasierbica Marshy, wspominała, kobieta straciła całą radość życia.
Marsha odziedziczyła majątek rodziców. Była dobrze sytuowana. Donnie przekonał ją, żeby zainwestowała pieniądze w jego pomysł – miał otworzyć własną firmę, franczyzę Handyman Matters, zajmującą się drobnymi naprawami domowymi. Żona zgodziła się. Uwierzyła, że to dobra inwestycja w ich wspólną przyszłość.
Wkrótce potem Marsha zrezygnowała z pracy na uczelni. Chciała poświęcić się pisaniu. Od dziecka marzyła o karierze literackiej, o napisaniu powieści dla młodzieży. Prowadziła bloga „The Magpie’s Nest” („Gniazdo Sroki”), gdzie opisywała codzienne życie, dzieliła się refleksjami. W 2007 roku założyła grupę pisarską Thunder Rock Writers, w której spotykali się lokalni autorzy. Członkowie grupy cenili Marshę za talent, świetny kontakt z ludźmi, przyjemną osobowość.
W 2008 roku jej opowiadanie „Dirty Little Secrets” zajęło drugie miejsce w ogólnokrajowym konkursie. Marsha czuła, że spełnienie literackich marzeń było na wyciągnięcie ręki. Ale te sukcesy nie szły w parze ze szczęściem małżeńskim. Wręcz przeciwnie.
Pierwszy sygnał alarmowy
Przyjaciółki z grupy pisarskiej zaczęły dostrzegać, że Marsha stała się bardziej wycofana. W lutym czy marcu 2009 roku grupa otrzymała od Marshy osobliwy e-mail. Brzmiał jak pożegnanie. „Miłe panie, chciałam tylko dać wam znać, że będę nieobecna przez jakiś czas” – tyle i żadnych wyjaśnień. Członkinie grupy były zaskoczone. To nie był styl Marshy. Co się działo?
W kwietniu 2009 roku Marsha umówiła się na wizytę u swojej fryzjerki, Kelly DeLude. Kelly znała swoją klientkę od dziewięciu lat. Co sześć tygodni Marsha przychodziła punktualnie, nigdy nie odwoływała wizyt.
Jednak w kwietniu 2009 roku Kelly zauważyła, że Marsha wyglądała na przygnębioną i zmęczoną. Podczas rozmowy Marsha zwierzyła się, że biznes męża nie szedł dobrze. Recesja z 2008 roku uderzyła w branżę remontową. Firma Donniego traciła pieniądze, a Marsha czuła, że jej pieniądze odziedziczone poi ukochanych rodzicach po prostu przepadały.
Kelly DeLude przypomina sobie tę rozmowę: „Marsha zapytała mnie, czy kryzys gospodarczy wpłynął na mój biznes. Odpowiedziałam, że oczywiście tak. A ona na to: ‘Wiesz, to naprawdę wpływa na naszą firmę’”.
Choć Marsha wydawała się zaniepokojona, Kelly założyła, że to tylko chwilowy dołek. Umówiły się na następną wizytę za sześć tygodni. Ale tym razem Marsha się nie pojawiła.
Zniknięcie
2 czerwca 2009 roku Marsha opublikowała ostatni wpis na portalu społecznościowym: „Czy WSZYSTKIE planety wyszły z orbity? Dlaczego WSZYSTKO, co może pójść źle, idzie źle od ostatniego miesiąca?”.
To był jej ostatni znak życia. Później nikt już nie widział Marshy. Nie odbierała telefonu, nie odpisywała na wiadomości wysyłane przez przyjaciół. Donnie, zapytany o żonę, mówił, że wyjechała. Raz twierdził, że pojechała na zachód. Innym razem – że wyprowadziła się na Florydę. Jeszcze innym razem – że wyjechała jako misjonarka gdzieś daleko. Wersje nie tylko się zmieniały, ale nawet wykluczały.
Kelly DeLude dzwoniła do Marshy kilkakrotnie. Zostawiała wiadomości. Nic. Po kilku tygodniach zadzwoniła do Donniego. Ten odpowiedział chłodno: „Marsha mnie zostawiła. Rozwodzimy się”.
Kelly nie uwierzyła. Coś było nie tak. Marsha nigdy nie wspominała o rozwodzie. Dlaczego zostawiłaby psy, które kochała? Minęły miesiące. Kelly nie mogła przestać myśleć o Marshy. W listopadzie 2009 roku poszła na policję i zgłosiła zaginięcie.
Wreszcie ktoś zwrócił uwagę
Cleveland Police Department nie potraktowało sprawy poważnie. Funkcjonariusz powiedział Kelly: „Proszę pani, jeśli mąż mówi, że ona go zostawiła, to znaczy, że go zostawiła”.
Kelly DeLude nie odpuściła. Rozpowiadała o zaginięciu Marshy wśród znajomych, w lokalnej społeczności. Powiadomiła adwokata, który zgłosił sprawę do biura prokuratora okręgowego. Dopiero wtedy Tennessee Bureau of Investigation wzięło się do roboty.
Detektywi zaczęli badać okoliczności rzekomego zaginięcia. Dom Marshy wyglądał normalnie – żadnych śladów walki, krwi, popełnionego przestępstwa. Swoją drogą, cokolwiek by się tam zdarzyło, ewentualni sprawcy mieli dość czasu na zatarcie wszelkich śladów. W każdym razie zachowanie Donniego wzbudzało wątpliwości śledczych.
Donnie twierdził, że Marsha zabrała telefon. Badania wykazały, że telefon nigdy nie opuścił okolic domu. Ostatni sygnał z wieży komórkowej zarejestrowano 2 czerwca, około południa, w promieniu trzech kilometrów od ich rezydencji. Co więcej, kilka dni później z telefonu Marshy wykonano połączenie do serwisu towarzyskiego dla singli. Śledczy byli przekonani, że dzwonił Donnie.
Mężczyzna nigdy nie zgłosił zaginięcia żony. Znajomi Marshy twierdzą, że nie próbował jej szukać, nie rozwieszał plakatów, nie kontaktował się z nikim. Zachowywał się, jakby Marsha nigdy nie istniała.
Wkrótce po zaginięciu Donnie sprzedał biżuterię żony w lombardzie. Znajomi, którzy odwiedzili dom, zauważyli, że wszystkie zdjęcia Marshy zniknęły ze ścian. Jej rzeczy były spakowane w worki na śmieci.
Donnie powiedział policji, że samochód Marshy – Chevrolet – został zaparkowany na parkingu Walmartu. Detektywi pojechali tam pierwszy raz – nie było samochodu. Pojechali drugi raz – samochód się pojawił. Kierownik sklepu nigdy nie słyszał o Marshy Brantley.
Gdzie jest Marsha?
Śledczy przeszukali dom Marshy dwukrotnie. W listopadzie 2012 roku wrócili z psami tropiącymi zwłoki. Kopali w piwnicy, szukali w ogrodzie. Nic. Żadnych szczątków, żadnego ciała.
W 2012 roku odnaleziono kampera Marshy – był ukryty na terenie należącym do rodziny Donniego. Sam Donnie został aresztowany za utrudnianie dostępu wierzycielom – ukrywał pojazd przed komornikiem.
Detektyw Zach Pike powiedział: „Wiele nocy nie spałem, zastanawiając się, gdzie jest Marsha”.
W lipcu 2013 roku ława przysięgłych oskarżyła Donniego Brantleya o morderstwo pierwszego stopnia z premedytacją. W sierpniu został aresztowany. Prokurator Steve Crump przedstawił sprawę opartą na poszlakach: Donnie kłamał o telefonie, kłamał o samochodzie, sprzedał biżuterię żony, ukrywał kampera, nigdy nie zgłosił zaginięcia, miał motyw finansowy.
Ale nie było ciała. Nie było miejsca zbrodni. Nie było DNA, krwi, odcisków palców.
Sąd
W maju 2014 roku prokuratura wycofała oskarżenia. Nie mieli wystarczających dowodów, by przekonać ławę przysięgłych. Donnie wyszedł na wolność. Jego adwokat, Lee Davis, powiedział: „W tym niezwykłym przypadku państwo nie ma dowodu na popełnienie przestępstwa”.
Elise Brantley, córka Donniego, publicznie broniła ojca. Powiedziała: „To szaleństwo. Absurd. Wiem, jaki jest mój ojciec. On nikogo by nie skrzywdził”.
W grudniu 2016 roku Donnie został aresztowany ponownie. Prokurator Steve Crump twierdził, że ma nowe dowody. Proces miał się rozpocząć w lutym 2018 roku.
Ale w ostatniej chwili, tuż przed rozprawą, prokuratura wycofała oskarżenia. Ponownie. Crump wyjaśnił, że sędzia Andrew Freiberg prawdopodobnie umorzyłby sprawę na podstawie Reguły 29 – brak wystarczających dowodów, by utrzymać oskarżenie.
Zagadka
Donnie Brantley jest wolny. Nigdy nie został skazany. Oskarżenia zostały umorzone, ale nie ma gwarancji, że mąż Marshy nie zostanie oskarżony ponownie, jeśli rzeczywiście pojawią się nowe dowody.
Marsha Brantley została oficjalnie uznana za zmarłą w postępowaniu cywilnym, ale jej nazwisko nadal widnieje w krajowym rejestrze osób zaginionych.
Kelly DeLude, fryzjerka, która jako jedyna nie odpuściła, powiedziała w wywiadzie dla CBS „48 Hours”: „Wiedziałam, że coś jest bardzo, bardzo nie tak. Kiedy zasypiałam wieczorem, myślałam o Marshy. Kiedy się budziłam rano, myślałam o Marshy”.
Krewni oraz przyjaciele Marshy wierzą, że Donnie ją zabił. Prokuratura wierzy, że Donnie ją zabił. Ale bez ciała, bez miejsca zbrodni, bez świadków – mężczyzna pozostaje wolny.
Lee Davis, adwokat Donniego, odpowiada: „W stanie Tennessee są 283 otwarte sprawy osób zaginionych. Marsha Brantley nadal figuruje jako osoba zaginiona. Nie jako zamordowana. Ona była mądrą kobietą. Wyjechała z własnej woli”.

Ci, którzy pamiętają
Marsha Brantley marzyła o tym, by być pisarką. Miała talent. Miała pasję. Miała jeszcze wiele do napisania. Ostatni wpis na blogu, z 2 czerwca 2009 roku, brzmi jak wołanie o pomoc, ale nikt wtedy nie zrozumiał tego, co było między wierszami.
Dom, który wybudowali jej rodzice, stał się ostatnim miejscem, gdzie ktokolwiek widział Marshę żywą. Psy, które kochała, zostały same. Kamper w Townsend, jej azyl, stał pusty przez lata.
Prawda o tym, co stało się z Marshą Brantley, pozostaje ukryta tam, gdzie nikt nie szuka.
Przyjaciele z Thunder Rock Writers nie zapominają. Kelly DeLude nadal mieszka w Cleveland, pracuje jako fryzjerka. Wciąż myśli o Marshy. Wierzy, że kiedyś prawda wyjdzie na jaw.
Źródła
- https://www.youtube.com/watch?v=XhkrbnENCj4
- https://www.cbsnews.com/news/marsha-brantley-was-missing-tennessee-woman-murdered-or-did-she-willingly-disappear/
- https://en.wikipedia.org/wiki/Disappearance_of_Marsha_Brantley