„Upolowała” męską koszulę i zrobiła z niej sukienkę. Niesamowita kreatywność Polek w latach 80

Moda w czasach PRL wyglądała zupełnie inaczej niż dziś — wtedy nie wybierało się ubrań z setek kolekcji, tylko brało to, co akurat udało się „upolować” w sklepie. Gdy na półkach robiło się pusto, wiele kobiet ratowało się maszyną do szycia i własną pomysłowością. Jak naprawdę ubierali się nasi rodzice i dziadkowie, kiedy dostęp do materiałów i gotowych rzeczy bywał luksusem? Sprawdź, jak przez kolejne dekady PRL zmieniały się fasony, kolory i codzienne stylowe triki, które dziś mogą zaskoczyć.
- Moda w PRL: lata 50. i 60.
- Spodnie, dżins i disco: moda PRL lat 70.
- Moda w PRL: jak szyto styl w latach 80.
- Moda w PRL: ubrania mówiły więcej
Moda w PRL: lata 50. i 60.
W latach 50. mężczyźni najczęściej nosili bardzo sztywne garnitury, a do nich obowiązkowo dopasowane czerwone krawaty. Kobiety z kolei rzadko podkreślały sylwetkę – dominowały bluzki zapięte pod samą szyję i mocno rozkloszowane, szerokie spódnice. Taki wizerunek promowała (i w praktyce narzucała) PRL-owska rzeczywistość. Dopiero „na swoim”, z dala od oficjalnych zasad, młode dziewczyny potrafiły czasem wskoczyć w pogodne, letnie sukienki za kolano i przewiązać szyję kolorową apaszką. W połowie dekady na polskim rynku pojawiły się amerykańskie dżinsy – i od razu stały się obiektem marzeń. Pod koniec lat 50. nasze babcie coraz częściej szyły coś od zera albo przerabiały stare, niemodne ubrania, wyciskając maksimum z tego, co było pod ręką. Z mało efektownych materiałów potrafiły stworzyć prawdziwe perełki! Modę podbiły też francuskie czarne stylizacje, ale ponieważ w sklepach brakowało takiej garderoby, dziadkowie próbowali farbować ubrania domowymi metodami. Efekt bywał różny – nie zawsze wychodziło tak, jak w wyobraźni.
W latach 60. władza zleciła państwowym zakładom odzieżowym, takim jak „Odra” czy „Dana”, przygotowanie kolekcji możliwie najlepiej trafiającej w gust Polaków – a ci przecież wzdychali przede wszystkim do amerykańskich dżinsów. Szybko wyszło na jaw, że rodzime odpowiedniki wypadały blado: były słabsze jakościowo i mniej trwałe niż te z USA. Jednocześnie lata 60. stały się początkiem głośnej beatlemanii, napędzanej popularnością The Beatles. Nasi dziadkowie chętnie kopiowali ich wizerunek, a dłuższe włosy stawały się coraz bardziej powszechne – i u kobiet, i u mężczyzn. Wiele kobiet zaczęło też nosić tzw. miniówki, czyli krótkie spódnice. Jak zwykle, nowinki docierały do PRL-u z Zachodu. Sukienki z lat 60. były mocno dopasowane w talii i rozkloszowane u dołu, nawiązując do amerykańskiego stylu pin-up znanego z lat 40. i 50.
W latach 60. nasi dziadkowie coraz bardziej pilnowali, by strój „grał” kolorami. Krawat u mężczyzny miał pasować do poszetki, a koszula powinna wyraźnie kontrastować z marynarką. Coraz częściej zamiast guzików pojawiały się zamki błyskawiczne. Prawdziwym hitem były także ortalionowe płaszcze, które wielu ściągało zza granicy. Przez chwilę popularność zdobyły również degolówki. Na przełomie lat 60. i 70. na pierwszy plan wysunął się styl hippisowski: koszule w kwiaty, dzwony, rozpuszczone włosy, porwane spodnie i dżinsowe kurtki stały się niemal codziennością.
Spodnie, dżins i disco: moda PRL lat 70.
Coraz częściej na ulicach można było zobaczyć kobiety w spodniach, choć dla wielu osób wciąż brzmiało to jak obyczajowa prowokacja. Tradycyjna spódnica – mimo wyraźnego sprzeciwu części mężczyzn – stopniowo ustępowała miejsca spodniom. Dla wielu pań był to czytelny sygnał: równouprawnienie nie jest pustym hasłem, tylko czymś, co ma się też odbijać w codziennym życiu. W realiach PRL-u walka o prawo do ubierania się po swojemu trwała jednak długo. Zdarzało się, że kobiety dostawały nagany od przełożonych, gdy w pracy pojawiały się w spodniach zamiast w spódnicy. Dopiero w 1971 roku Ministerstwo Oświaty w końcu dopuściło noszenie spodni przez dziewczynki w szkołach – tym bardziej że polskie zimy potrafiły być wtedy długie i naprawdę siarczyste.
Młodsze pokolenie lat 70. wciąż chętnie sięgało po hippisowskie inspiracje. Królował patchwork, doszywany niemal do wszystkiego: kurtek, spódnic, toreb, a nawet bluz. W polskich szafach pojawiły się też pumpy, falbanki, hafty i fartuszki, które dodawały stylizacjom lekkości i „domowego” uroku. Ogromną popularność zdobyły ubrania z włóczki – noszone na dziesiątki sposobów, warstwowo i w różnych zestawieniach. Przez całe lata 70. przewijał się również „zakazany dżins”, który niezmiennie działał na wyobraźnię nastolatków. Najbardziej pożądany był niebieski, o który w Polsce wcale nie było łatwo. Jeśli chodzi o obuwie, największą rozpoznawalność zyskały trampki – szczególnie wśród młodzieży. Pod koniec dekady nasi rodzice i dziadkowie coraz mocniej wchodzili też w klimat disco, który świetnie podkreślał sylwetkę. U kobiet całość zwykle dopełniała trwała ondulacja i wyrazisty makijaż. Jeśli chcesz poznać więcej ciekawostek, zajrzyj też do tego artykułu o życiu seksualnym w PRL-u.
Moda w PRL: jak szyto styl w latach 80.
W realiach PRL-u lat 80. zdobycie naprawdę modnych ubrań było nie lada wyzwaniem. Dlatego młodzi musieli kombinować na własną rękę, żeby choć trochę upodobnić się stylem do uwielbianych amerykańskich idoli. Choć obowiązywała reglamentacja i ciągłe braki w sklepach, nasi rodzice i dziadkowie często podchodzili do tego z zaskakującym spokojem. Najczęściej szyli ubrania sami albo przerabiali to, co już mieli — podobnie jak praktykowano to wcześniej, chociażby w latach 50. W polskiej modzie tamtego czasu dominowały niesymetryczne fasony, przypadkowe zestawienia i wyraźny brak harmonii, który z czasem stał się wręcz znakiem rozpoznawczym epoki.
W Polsce praktycznie nie powstawały wtedy nowe kolekcje, bo brakowało odpowiednich tkanin i dodatków. Szczególnie po wprowadzeniu stanu wojennego sprowadzanie zachodniej odzieży stało się niemal niemożliwe, a to właśnie nią inspirowało się wiele osób. Na kartki zaczęto wydawać nawet buty, które szybko urosły do rangi towaru luksusowego. A mimo to kobiety potrafiły z dostępnych rzeczy wyczarować stylowe zestawy — przeróbki były codziennością, a kreatywność ratowała sytuację. Hitem stało się chociażby przerabianie męskich koszul na sukienki lub bluzki. Dla wielu osób ubiór był też formą manifestu i komentarzem do rzeczywistości, co świetnie widać było w subkulturze punków. Ich stosunek do władzy trudno byłoby uznać za przychylny. Tapirowane fryzury, ramoneski, łańcuchy, arafatki, podarte dżinsy, ćwieki i mocno podkreślone czarnym makijażem oczy miały jasno mówić: taka Polska im się nie podoba.

Moda w PRL: ubrania mówiły więcej
W polskiej historiografii nadal próżno szukać wielu szczegółowych opracowań o modzie z okresu PRL. Mimo to z dostępnych analiz i publikacji da się wyciągnąć wniosek, że dziś ubrania mówią o nas znacznie mniej niż kiedyś. Strój w dużej mierze przestał pełnić funkcję politycznego komunikatu i rzadko niesie ze sobą konkretną symbolikę. Coraz częściej stylizujemy się po prostu „pod trendy”, nie zastanawiając się nad znaczeniem tego, co mamy na sobie. Ma wyglądać dobrze — i tyle.
Co zatem wyróżniało ubrania w PRL? Przede wszystkim to, że potrafiły opowiadać o marzeniach, pragnieniach i tęsknocie za wolnością. Po stroju często można było odczytać, co ktoś chce zamanifestować — nawet jeśli nie mówił tego wprost. Dziś, gdy sklepów odzieżowych jest na wyciągnięcie ręki, szycie czy przerabianie ubrań uchodzi za coś niecodziennego, a czasem wręcz „dziwnego” — szczególnie w oczach młodszych osób. Wtedy jednak każdy kombinował, jak umiał. Teraz nie musimy niczego przerabiać ani wymyślać na nowo: wystarczy wejść do sieciówki, kupić wymarzony ciuch i cieszyć się, że wszystko jest takie… łatwe.
Źródła:
- Pelka Anna: Z politycznym fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD, Wydawnictwo Słowo, Warszawa 2014
- Janas Agnieszka L.: Dziewczyny. Moda ulicy lat 70. i 80. XX wieku, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 2019
- Rzechorzek Ewa: Moda Polska Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2018
- Solska Joanna: 80-te. Jak naprawdę żyliśmy w ostatniej dekadzie PRL, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2018