Bank PKO wypłaca nawet 27 046 zł za zapomniany dokument z PRL. Polacy wciąż mają tysiące sztuk w dziadkowych szufladach

Masz gdzieś w domu zapomnianą książeczkę oszczędnościową z czasów PRL-u? To nie musi być tylko pamiątka — czasem okazuje się kluczem do całkiem realnych pieniędzy. PKO Bank Polski nadal wypłaca rekompensaty za niewykorzystane książeczki przedpłat, które kiedyś miały otwierać drogę do upragnionego auta, choćby legendarnego Fiata 126p. Zanim uznasz, że to temat sprzed dekad, zajrzyj do szuflady, segregatora albo na strych — w grę może wchodzić nawet 27 tys. zł. Tylko trzeba wiedzieć, co dokładnie sprawdzić i jak to załatwić.
- Fiat 126p i 125p: luksus w czasach PRL
- Książeczka na auto w PRL: klucz marzeń
- Książeczka na malucha warta 27 tys. zł
- Książeczka na Fiata z PRL: zwrot nawet 27 tys. zł
Fiat 126p i 125p: luksus w czasach PRL
W realiach PRL własny samochód uchodził za prawdziwy rarytas. Auto było czymś znacznie więcej niż sposobem na dojazd — stawało się znakiem prestiżu, potwierdzeniem pozycji i dla wielu przepustką do odrobiny „lepszego świata”. Nic więc dziwnego, że marzeniem tysięcy Polaków był legendarny Fiat 126p, czyli słynny „Maluch”.
W czasach, gdy modele z Zachodu pozostawały praktycznie poza zasięgiem, a rodzima produkcja nie nadążała za ogromnym popytem, zdobycie własnych czterech kółek graniczyło z cudem. Ten mały, miejski samochód szybko urósł do rangi symbolu polskiej motoryzacji. Choć nie rozpieszczał ani gabarytami, ani wygodą, „Maluch” dawał coś, czego nie dało się kupić w sklepie — poczucie wyjątkowości i spojrzenia sąsiadów pełne zazdrości.
Ci, którzy celowali w coś większego i bardziej komfortowego, najczęściej wzdychali do Fiata 125p, znanego jako „duży Fiat”. Oferował wyraźnie więcej miejsca i wygody, ale w praktyce trafiał głównie do uprzywilejowanych — urzędników, milicji czy osób zajmujących wysokie stanowiska. Dla zwykłego Kowalskiego to właśnie „Maluch” pozostawał dowodem spełnionego marzenia, choć często okupionym latami czekania i odkładaniem pieniędzy w specjalnej książeczce przedpłat.
Książeczka na auto w PRL: klucz marzeń
Dziś zwykle wystarczy wejść do salonu, złożyć podpisy i wyjechać z kluczykami w kieszeni. A jak wyglądała droga do własnego auta w czasach PRL? Zanim Polak mógł w ogóle myśleć o samochodzie, musiał zdobyć coś, co często było trudniejsze do „upolowania” niż sam pojazd — książeczkę oszczędnościową na samochód. To ona otwierała drzwi do marzeń o czterech kółkach.
Taka książeczka działała jak swoisty kontrakt z państwem. Kto chciał usiąść za kierownicą Malucha albo „dużego Fiata”, musiał regularnie odkładać pieniądze. Minimalna wpłata wynosiła aż 5 tysięcy złotych — kwotę ogromną jak na realia tamtych lat, szczególnie dla przeciętnego domowego budżetu.
Jak podaje PKO Bank Polski, w latach 1977–1980 wydano aż 272 tysiące takich książeczek przeznaczonych na zakup Fiatów. Problem w tym, że aut było znacznie mniej niż chętnych. Dlatego wprowadzono losowania, które rozstrzygały, kto i kiedy dostanie szansę na odbiór wymarzonego samochodu. Nawet osoby, które uzbierały pełną kwotę, nierzadko czekały latami — a część z nich ostatecznie nigdy nie doczekała się własnego auta.
Książeczka na malucha warta 27 tys. zł
Fabryka Małych Samochodów startowała z rozmachem — w planach było aż 400 tysięcy Maluchów i kolejne 200 tysięcy innych modeli w zaledwie cztery lata. Szybko wyszło jednak na jaw, że papier przyjmie wszystko. Taśmy nie były w stanie dogonić gigantycznego popytu, a dla wielu rodzin wymarzony samochód pozostał tylko obietnicą.
U wielu osób książeczka przedpłat na Fiata 126p nadal leży gdzieś na strychu, w segregatorze albo na dnie szuflady — trzymana bardziej z sentymentu niż z nadziei. Mało kto pamięta, że dziś ten niepozorny dokument potrafi oznaczać realne pieniądze.
W 1996 roku wprowadzono przepisy, które dały posiadaczom niewykorzystanych książeczek możliwość wystąpienia o rekompensatę. Kluczowe jest to, że wypłaty były co roku podbijane przez waloryzację. W 2024 roku Ministerstwo Finansów ponownie zwiększyło stawki zwrotu — w efekcie można odzyskać nawet do 27 tysięcy złotych.

Książeczka na Fiata z PRL: zwrot nawet 27 tys. zł
Czy w latach 80. wpłacałeś pieniądze na Fiata, a samochodu nigdy nie zobaczyłeś? A może w rodzinnych papierach wciąż leży taka książeczka? Dziś to już nie tylko wspomnienie z PRL-u, ale też konkretna możliwość odzyskania niemałej kwoty — warto sprawdzić, zanim dokument zniknie w szufladzie na kolejne lata.
Ci, którzy w PRL-u zebrali pełną sumę na upragnione auto i potwierdzali wpłaty w książeczce, mogą teraz starać się o wypłatę rekompensaty. Uprawnienie przechodzi także na spadkobierców właścicieli książeczek — pod warunkiem, że mają w ręku oryginał dokumentu potwierdzającego wpłaty. Bez oryginału bank nie wypłaci środków.
Z danych PKO Banku Polskiego z IV kwartału 2024 roku wynika, że rekompensata za książeczkę na Fiata 126p to obecnie 19 086 zł, a za FSO 1500 — 27 046 zł. Żeby odebrać pieniądze, wystarczy zgłosić się do najbliższej placówki PKO Banku Polskiego z dokumentem tożsamości oraz książeczką przedpłat.
Choć dziś kolejki, kartki na mięso i marzenia o „Maluchu” wielu osobom kojarzą się z anegdotami, dla sporej liczby rodzin była to codzienność i prawdziwe wyrzeczenia. Taka rekompensata bywa więc nie tylko zastrzykiem gotówki, ale też domknięciem historii, która ciągnęła się latami — od pierwszej wpłaty aż po finał po dekadach.