Ukrywał sekret, który zniszczyłby jego karierę. Jedyna osoba, której Elizabeth Taylor wybaczyła wszystko

Spotkali się na planie widowiskowej superprodukcji George’a Stevensa i wszystko wskazywało na to, że skończy się jak w setkach hollywoodzkich historii: on – uwielbiany amant, ona – fiołkowooka piękność. A jednak los napisał zupełnie inny scenariusz. Zamiast romansu narodziła się więź, której nikt się nie spodziewał – przyjaźń tak mocna, że przetrwała próby, na które większość relacji nie ma szans. I to właśnie ona okaże się jedną z najbardziej niezwykłych w całym Hollywood.
- Jak Rock Hudson zdobył rolę w „Olbrzymie”
- Czekoladowe martini gwiazd Hollywood
- Przyjaźń Taylor i Hudsona na zawsze
- Elizabeth Taylor przy Rocku do końca
Jak Rock Hudson zdobył rolę w „Olbrzymie”
W 1956 roku George Stevens, twórca głośnego „Miejsca pod słońcem”, zabrał się za filmową wersję powieści Edny Ferber „Olbrzym”. W centrum historii stoi Jordan „Bick” Benedict – zamożny ranczer z Teksasu, wierny obyczajom, twardy i pewny siebie, uważany za uosobienie klasycznej męskości. Podczas wyprawy do dalekiego Maryland spotyka Leslie: niezależną, zadziorną, a jednocześnie niezwykle ujmującą. Choć różni ich niemal wszystko, szybko rodzi się między nimi uczucie. Para wraca na rodzinne ranczo Benedictów, gdzie zaczyna się prawdziwy test ich związku i próba ułożenia wspólnego życia.
Producenci widzieli w roli Jordana Clarka Gable’a, a na liście kandydatów pojawiał się też Gary Cooper. Stevens uznał jednak, że postaci potrzebny jest młodszy aktor. Postawił na Rocka Hudsona – wówczas ikonę amerykańskiego ideału mężczyzny i najbardziej rozchwytywanego kawalera w Hollywood. Podobno co tydzień dostawał około stu pięćdziesięciu propozycji małżeństwa! Reżyser doskonale wiedział, że Hudson będzie dla widowni – zwłaszcza kobiecej – magnesem. Dał mu też wpływ na wybór partnerki ekranowej. Rock, mając do dyspozycji Grace Kelly i Elizabeth Taylor, zdecydował, że panią Benedict powinna zagrać Elizabeth. Taylor była już gwiazdą od lat: Ameryka obserwowała, jak dorasta, a ona bez wysiłku przeszła od kina familijnego (pamiętne „Lassie, wróć!”) do ról poważnych i wymagających, jak w nagradzanym „Miejscu pod słońcem”.
W ramach podziękowania za „doprowadzenie” do jej angażu w „Olbrzymie” Liz zaprosiła Rocka na mocno zakrapiane spotkanie zapoznawcze. Kolejne drinki sprawiły, że nagle zorientowali się, iż jest już trzecia nad ranem. Ona miała wstać za dwie i pół godziny, Hudson – za trzy i pół. Następnego dnia przyszło im kręcić wyjątkowo trudną, emocjonalną scenę: oboje ledwo trzymali się na nogach, a potworny kac nie odpuszczał ani na moment. Paradoksalnie właśnie wtedy zaczęła się ich piękna, wieloletnia przyjaźń. Prawie każdego wieczoru widywali się, by pić wódkę, podjadać czekoladę i śmiać się do białego rana. Z czasem dopracowali nawet własny przepis na czekoladowe martini – ich ulubiony, popisowy drink.
Czekoladowe martini gwiazd Hollywood
Rock Hudson i Elizabeth Taylor mieli dwie wspólne słabości: czekoladę i martini. Pewnego razu, z czystej ciekawości i w przypływie pomysłu, postanowili złączyć te dwa światy w jednym kieliszku. Tak powstała prosta mieszanka likieru czekoladowego, syropu czekoladowego i wódki — drink stworzony przez ikony kina, który pod nazwą „czekoladowe martini” szybko podbił serca fanów.
Biografka Rocka Hudsona, Sara Davidson, tłumaczy, że Hudson i Taylor wymyślili ten koktajl dla żartu, dolewając do martini likier oraz syrop czekoladowy. Na początku byli zachwyceni efektem, choć podobno później dopadła ich niestrawność. Czy to znak, że słodka przyjemność potrafi przesadzić? Ekspertka od czekolady Gemma Whitaker z Whitakers Chocolates podsumowuje krótko: „Czekoladowe martini to czysta definicja rozpieszczania”.
Składniki:
- 60 ml wódki
- 30 ml likieru czekoladowego
- 30 ml crème de cacao
- 30 ml śmietanki lub mieszanki mleka i śmietanki w proporcji 1:1
- Kostki lodu
- Syrop czekoladowy do ozdobienia brzegu kieliszka
Sposób przygotowania:
- Wstaw kieliszek do martini do zamrażarki na 10–15 minut — dzięki temu koktajl dłużej pozostanie idealnie schłodzony.
- Do shakera wlej wódkę, likier czekoladowy, crème de cacao oraz śmietankę. Dorzuć kostki lodu i wstrząsaj energicznie, aż napój będzie mocno zimny i dobrze połączony.
- Przecedź koktajl do wcześniej schłodzonego kieliszka.
- Podawaj od razu i smakuj powoli, łyk po łyku.
- Poczuj się jak Gwiazda Hollywood
Przyjaźń Taylor i Hudsona na zawsze
Choć drink urósł do rangi symbolu beztroskich wieczorów, na planie „Olbrzyma” atmosfera bywała daleka od słodkiej. Między Rockiem Hudsonem a Jamesem Deanem – chimerycznym i nieprzewidywalnym – iskrzyło od początku. Dean nie krył zazdrości o bliskość Rocka z Liz i chciał mieć Taylor tylko dla siebie. Zasypywał ją długimi zwierzeniami, a koledze nie szczędził uszczypliwości. Próbował ich poróżnić, ale bez skutku – przyjaźń Rocka Hudsona i Elizabeth Taylor okazała się jedną z najbardziej trwałych w całym Hollywood.
Przez trzy dekady razem pili, śmiali się, a gdy przychodziły gorsze dni – stawali za sobą murem. A takich chwil w ich życiu nie brakowało. Liz znała prawdę o orientacji Rocka i rozumiała, jak ciężkie było dla niego funkcjonowanie w kłamstwie oraz podtrzymywanie fasady hollywoodzkiego amanta. Rock z kolei nie oceniał przyjaciółki ani wtedy, gdy uwiodła męża Debbie Reynolds, ani gdy w Rzymie, na planie „Kleopatry”, rozpaliła się jej głośna historia – romans z Richardem Burtonem. Nie potępiał jej także, gdy dwukrotnie wychodziła za Burtona.
Ich relację trzymała w ryzach bezwarunkowa akceptacja. Do tego łączyła ich podobna energia: oboje kochali życie i chcieli wyciskać z niego wszystko, co najlepsze.
Elizabeth Taylor przy Rocku do końca
Rock Hudson przez długi czas ukrywał przed światem, że zmaga się z AIDS. Ale Liz o tym wiedziała
W jedną z niedziel latem 1985 roku pojawiła się w UCLA Medical Center, gdzie leżał Rock. Przyjechała z doktorem Michaelem Gottliebem – immunologiem, który jako pierwszy opisał przypadki AIDS. Elizabeth była wyraźnie poruszona. Chciała zobaczyć przyjaciela, a jednocześnie towarzyszył jej lęk. Gottlieb po latach mówił, że bardzo się bała, lecz nie o siebie, tylko o Rocka. Miała świadomość, że jego odporność właściwie przestała działać, więc zastanawiała się, czy sama obecność przy łóżku nie okaże się dla Hudsona niebezpieczna. Ostatecznie wizyta dodała mu sił. Było to zaledwie kilka miesięcy przed jego śmiercią. Gwiazdor całe życie bał się samotności, ale w najtrudniejszych momentach nie został sam – mógł liczyć na przyjaciół. Elizabeth Taylor trwała przy nim do samego końca.
Kiedy odszedł, urządziła w jego domu w Beverly Hills spotkanie z meksykańską muzyką i margaritą – dokładnie w stylu, który Rock by docenił. Po jego śmierci aktorka z jeszcze większą determinacją włączyła się w zbieranie pieniędzy na walkę z AIDS. Z czasem stało się to jej osobistą misją. „Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, co w ludzkiej mocy, by chwycić tę koszmarną chorobę za gardło" – powiedziała w rozmowie u Larry'ego Kinga.
Źródła:
- Marilyn Ann Moss, „Giant: George Stevens, a Life on Film”. Terrace Books, University of Wisconsin Press, 2015
- M. Kosińska-Król „Portrety bez retuszu. Opowieści o (nie)zapomnianych gwiazdach Hollywood”, Kraków 2022