Mały Mozart już w wieku 3 lat szukał dźwięków na klawesynie. Ojciec od razu zobaczył w nim maszynkę do zarabiania pieniędzy

Gdy 27 stycznia 1756 roku w Salzburgu przyszedł na świat Wolfgang Amadeus Mozart, nikt nie przypuszczał, że to drobne, chorowite dziecko odmieni oblicze muzyki. Dziś jego nazwisko zna każdy, a koncerty i opery mistrza zachwycają kolejne pokolenia. Rzadziej jednak zastanawiamy się, co kryje się za tym geniuszem – jak wyglądało jego dzieciństwo i jaką zapłacił cenę za niezwykły talent. Bo choć był cudownym dzieckiem, to za ten dar przyszło mu zapłacić utratą beztroski, wolności i zwykłych dziecięcych radości.
- Cudowne dziecko
- Trudy podróży i chorób
- Leopold Mozart: nauczyciel czy despota?
- Cena geniuszu
- Małżeństwo wbrew ojcu
Cudowne dziecko
Mieszkanie przy Getreidegasse 9 w Salzburgu nie było zwykłym domem. Leopold Mozart, utalentowany skrzypek i kompozytor, od samego początku traktował syna jak inwestycję. Gdy tylko dostrzegł niezwykłe zdolności chłopca, który w wieku trzech lat godzinami wyszukiwał tercje na klawesynie, postanowił wykorzystać ten dar. Dla Leopolda Wolfgang był nie tylko dzieckiem, ale przede wszystkim „cudem, któremu Bóg pozwolił narodzić się w Salzburgu” – i ten cud należało pokazać światu.
Zanim Wolfgang nauczył się płynnie pisać, już zapisywał nuty – choć z plamami atramentu, które rozbawiały ojca. Leopold szybko dostrzegł, że talent syna może przynieść rodzinie fortunę i prestiż. Starsza siostra Wolfganga, Nannerl, również uzdolniona muzycznie, szybko została zepchnięta do roli drugoplanowej. To Wolfgang miał być gwiazdą. Dom, który powinien być azylem dzieciństwa, stał się sceną, a mały chłopiec – aktorem w spektaklu wyreżyserowanym przez ojca. Wolfgang nie miał wyboru, aby być kimś innym niż cudownym dzieckiem.
Trudy podróży i chorób
Rodzinne tournée rozpoczęły się, gdy Wolfgang miał zaledwie sześć lat. W 1762 roku Leopold zabrał dzieci do Monachium, a wkrótce potem na trzyipółletnią wyprawę po Europie. Koncertowali na dworach od Wiednia po Londyn, od Paryża po Hagę. Dla małego chłopca była to gehenna – niewygodne powozy, wciąż zmieniający się klimat, nieodpowiednie jedzenie i nieustanna presja występów. Wolfgang chorował często i ciężko, ale Leopold w listach do przyjaciół z dumą opisywał sukcesy, pomijając zdrowotne problemy syna.
Najbardziej wzruszająca jest anegdota z Londynu. Gdy Wolfgang grał przed rodziną królewską, zachwycona królowa zapytała, czy chciałby zamieszkać w pałacu. Mały chłopiec odpowiedział szczerze, że wolałby być zwykłym dzieckiem bawiącym się na podwórku. To pragnienie normalności było dla niego nieosiągalne. Zamiast zabaw w piaskownicy – ćwiczenia przy klawesynie. Zamiast kolegów – arystokratyczna publiczność. Zamiast beztroski – odpowiedzialność za rodzinny byt i ambicje ojca, który na talencie syna zbudował swoją pozycję.

Leopold Mozart: nauczyciel czy despota?
Biografowie i historycy muzyki do dziś spierają się o postać Leopolda Mozarta. Jedni widzą w nim despotę, który pozbawił syna dzieciństwa. Inni – troskliwego ojca, który w realiach XVIII wieku robił wszystko, by zapewnić genialnemu dziecku należyte miejsce w świecie. Prawda leży zapewne pośrodku. Leopold rzeczywiście poświęcił synowi wiele uwagi i czasu, ale miłość, którą mu okazywał, była prawdopodobnie warunkowa – uzależniona od posłuszeństwa i sukcesów. Gdy dorosły Wolfgang podjął decyzję o przeniesieniu się do Wiednia, ojciec wpadł we wściekłość i oskarżył syna o niewdzięczność.
W listach do Wolfganga pojawiają się ostre słowa, wyzwiska i próby szantażu emocjonalnego. To właśnie ta ambiwalentna postawa ukształtowała psychikę Mozarta – z jednej strony głęboko uzależnionego od aprobaty ojca, z drugiej pragnącego niezależności od społecznego środowiska Salzburga. Leopold wychował syna na geniusza, ale kosztem jego emocjonalnego rozwoju. Nawet jako dorosły Wolfgang przejawiał cechy wiecznego dziecka – impulsywność, trudności w zarządzaniu finansami, potrzebę uznania. To być może spuścizna dzieciństwa spędzonego pod dyktaturą despotycznego, choć troskliwego ojca.
Cena geniuszu
Badacze zgodnie podkreślają delikatną konstytucję zdrowotną Mozarta. Choroby nękały go od dzieciństwa – infekcje, bóle głowy, gorączki. Nie były one tylko skutkiem trudnych podróży, ale także ogromnego obciążenia psychicznego. Cudowne dziecko nie mogło być zwyczajnie zmęczone, smutne czy złe. Zawsze musiało być gotowe do występów, zawsze uśmiechnięte i czarujące. To musiało pozostawić głębokie ślady na psychice. Wolfgang szybko nauczył się, że muzyka to klucz do uwagi i akceptacji.
Ta wewnętrzna pustka ujawniła się w dorosłym życiu. Mozart bywał rubaszny, jego dowcipy bywały cięte, a relacje z ludźmi – trudne. Można w tym widzieć bunt przeciwko rygorom dzieciństwa, próbę odzyskania utraconej spontaniczności. Z drugiej strony jego zależność od ojca, trudności w podejmowaniu decyzji i problemy finansowe wskazują na kogoś, kto nigdy w pełni nie wyrósł z roli cudownego dziecka. Gdy w 1778 roku zmarła jego matka, Leopold obarczył syna winą – dał mu do zrozumienia, że śmierć Anny Marii była skutkiem nieposłuszeństwa Wolfganga, który wyruszył w podróż bez ojca.
Małżeństwo wbrew ojcu
Przełomem okazało się małżeństwo z Konstancją Weber w 1782 roku. Leopold nie zaakceptował tego związku i zerwał kontakt z synem, co było dla Wolfganga bolesnym ciosem. Jednak Konstancja dała mu coś, czego brakowało mu przez całe dzieciństwo – bezwarunkową akceptację. Pozwalała mu być sobą, z jego wahaniami nastroju, dziecięcym entuzjazmem i impulsywnością. Z nią Wolfgang mógł wreszcie zrekompensować sobie utracone lata – przynosił do domu ptaszki, pisał zabawne wiersze, a gdy umarł jego ukochany szpak, napisał mu wzruszające epitafium.
Rany dzieciństwa były jednak zbyt głębokie. Konstancja zmagała się z chorobami i częstymi porodami – z szóstki dzieci przeżyło tylko dwoje. Mozart, który jako dziecko był zmuszany do nieustannego dawania z siebie wszystkiego, w dorosłym życiu nie umiał odpoczywać. Pracował do wyczerpania, tworząc jedno arcydzieło za drugim. 5 grudnia 1791 roku zmarł w Wiedniu, mając zaledwie 35 lat. Zostawił po sobie bogactwo muzyki, ale też niedokończone Requiem – utwór, który stał się symbolicznym pożegnaniem z życiem pełnym blasku, ale i głębokiego cierpienia. Mozart zapłacił najwyższą cenę za geniusz – cenę utraconego dzieciństwa i emocjonalnego wyobcowania.
Źródła:
- Einstein A., Mozart. Człowiek i dzieło, Warszawa 1983.
- Steen M., Wielcy kompozytorzy i ich czasy, Poznań 2011.
- https://www.classical-music.com/features/composers/mozart